Liga spinningowo – muchowa. V tura – rzeczka pstrągowa

Jesteśmy na półmetku naszej zabawy w ligę spinningowo – muchową. Za nami piąta tura.  Trochę namieszała w punktacji, bo też i dzień minął całkiem ciekawie. Zaważyły na tym chyba dwie rzeczy. Pierwotnie ten etap ligi miała się odbyć na Krzeszówce i Prądniku – do wyboru. Tyle, że to były łowiska proponowane z perspektywy ubiegłego sezonu. Jak jest w naszym okręgu z pstrągiem po tej zimie, nikomu nie muszę mówić. Było wiadomo iż prawie na bank wszyscy zejdą z zerem. Rok temu byliśmy twardzi i nie zmienialiśmy łowisk, ale ten sezon niestety nas do tego przymusił. Podobnie więc jak miesiąc temu zamieniliśmy „górską” Dłubnię na Kanał Łączański, teraz postąpiliśmy podobnie. Ponieważ Krzeszówka i Prądnik były moim typem, miałem prawo zmienić łowisko. Z racji, że są wakacje i mamy trochę więcej czasu, zaproponowałem podobną gabarytowo do Rudawy pstrągową rzeczkę w jednym z sąsiednich okręgów. Mnie najbardziej kojarzyła Czytaj więcej [...]

Jeden ranek

Zaliczyłem niedługi wypad nad Bałtyk. Nie byłem nad naszym morzem 19 lat nie licząc kilku jednodniowych pobytów, jak jeszcze grałem w zespole. Ale wtedy to nawet nie zastanawiałem się nad łowieniem. Co się zmieniło? Sporo. Po pierwsze nie ma tłumów, jakie były te prawie dwadzieścia lat temu, niezależnie od pogody. Dwa – jest sporo fajnych, nowych miejsc, gdzie w cywilizowanych warunkach można spędzić tydzień z dzieckiem. Fakt, że ceny tylko trochę niższe niż nad cieplejszymi akwenami. Żona, by mnie zachęcić pokazała mi zdjęcie plaży na której były okazałe falochrony z wielkich głazów, na oko wychodzące po 100m w morze.  No i w rzeczywistości tak było. Mam małe doświadczenie w łowieniu w morzu, a w Bałtyku to miał być mój debiut i normalnie to bym się nawet nie wygłupiał z łowieniem na spinning z plaży w środku lata, ale te „pomosty” trochę mnie zachęciły. Wziąłem więc troszkę sprzętu, a i to tylko dlatego, że okazało Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. IV tura – Kanał Łączański

Kolejna odsłona naszej zabawy za nami. Zmiana łowiska na bank cokolwiek wniosła. Jednak nawet tak kapryśna i niezbyt sprzyjająca spinningowi woda, jaką  jest Kanał Łączański, szczególnie o tej porze roku i tak był na bank lepszy niż wylosowana pierwotnie Dłubnia z Prądnikiem w obecnym stanie. Kilka słów o łowisku. Jego plusem jest to, że ryb jak na polskie realia nie jest mało i co ważne, są bardzo równomiernie rozłożone. Do tego kanał jeśli idzie o dno, jest poza kilkoma wyjątkami – identyczny na całej długości i wszyscy mają porównywalne szanse. Stanowi to także minus, bo ciężko się w tym odnaleźć. Woda sprawia wrażenie leniwej ale uciąg jest znaczny. Szczególnych miejscówek brak. W czerwcu trzciny i trawska na dwa metry z rojami komarów, za nic mającymi sobie wszelkie specyfiki. Roślinność zanurzona przy brzegach obfita. Rybostan jest wiślany z tym, że rybami punktującymi są dla spinningisty w zasadzie klenie i jazie. Tych Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2017. III tura – Raba

Już się bałem, że o kolejnej, trzecie już turze naszej zabawy w ligę spinningowo-muchową, będą mógł napisać jedno zdanie - wszyscy zerowali.  Faktycznie było to dla mnie najgorsze ze wszystkich doświadczeń, jeśli by brać pod uwagę wszystkie tego roczne i zeszłoroczne etapy. Bywało, że nie mogliśmy zapunktować, ale przynajmniej brały małe ryby. Ale takiej „kaszany”, jak na Rabie nie było nigdzie. Przy tym, co działo się, a raczej nie działo wczoraj, marcowa tura z kilkunastoma kontaktami jakie łącznie miała dwunastka startujących, to było istne Eldorado. W sumie  - nie byłem zaskoczony. O Rabie, nad którą się wędkarsko wychowałem i pamiętam jeszcze z lat 70-ych, mam coraz gorszą opinię. Odnosząc się do ostatnich lat, to bywam tam rzadko, ponieważ nie licząc odcinka no kill, szkoda czasu. Ryb wszystkich gatunków są tam ilości śladowe, nie licząc najcieplejszych, wakacyjnych miesięcy, kiedy cokolwiek się uaktywnia. Niestety, przy Czytaj więcej [...]

Bez zdjęć

Jest koło 15.00. Od jakichś 20 minut mój ponton holuje karp. Pięknie zeżarł sztuczną larwę ważki. Kłopot w tym, że mam wzdręgowy zestaw... Pływałem od 11.00  bez brania na pontonie. Lekki wschodni wiatr monotonnie marszczył wiślaną wodę. Wraz z trzema innymi łódkami, gapiliśmy się na siebie od czasu do czasu. Nie było kompletnie kontaktów. Ryby nie żerowały. Sporadyczne, nijakie spławy, bardzo rzadko ciapnie czasem o taflę niewielki boleń. Jest wspaniała, turystyczna aura: totalna lampa i pod czterdzieści stopni w słońcu. Nawet nie czuć gorąca, bo wiaterek zimny. Wyjątkowo można czesać teren przy samych brzegach, które są puste. Pierwsze godziny poświęciłem wzdręgom. Szału brań, typowego dla zbiorników stojących nie ma tu nigdy, ale ryby duże i bardzo duże jak na ten gatunek. Tymczasem zero. Być może powodem jest wyraźnie trącona woda. Perłowa gumka wielkości 4cm znika z oczu jakieś 25cm pod wodą, a co dopiero małe mikrojigi. Czytaj więcej [...]

Duże ryby…

Niestety nie moje, tylko moich kolegów. Podeprę się nimi z dwóch powodów. Pierwszy – czasem przy opisach naszej zabawy w ligę, wspominam, że jeden czy drugi uczestnik łowi duże ryby. Drugi powód, to fakt, iż niestety, pech jaki mnie prześladował nad wodą, był wręcz filmowy. Przykład pierwszy. Piątek po południu. Musiałem w pracy zostać dłużej. Norma w dzisiejszych czasach. Wypadłem z roboty jak z procy i po nieco ponad godzinie jestem nad wodą. Bez przynęt, kołowrotków. No zero. Wracam z mocnym postanowieniem, że na dziś wystarczy… Godzinę później idę najszybciej jak się da po dzikiej wiślanej burcie. Staram się nadrobić choć parę minut. Trach! Nie na kiju, nie na drucie, a na jakimś anemicznym badylku wyrywam w spodniobutach, tuż pod kolanem dziurę wielkości palca. Zaliczyłem grubo ponad 100km. Ciśnienie tak mi skoczyło, że myślałem, iż własnej głowy będę szukał w krzakach. Przykład drugi. Cały majdan załadowany, silnik, Czytaj więcej [...]

Dostatecznie

Zazdroszczę wędkarzom zdolnym łowić po pracy. Fajrant, pyk i godzinka – półtorej nad wodą. Tak w drodze powrotnej do domu. Ma to ten plus, iż statystycznie częściej trafia się na „ten” dzień, albo „ten” moment. Znam kilka takich osób. W skali roku mają fajne wyniki. Też tak próbowałem. No, nie dałem rady. Najczęściej było tak, że z tych powiedzmy dwóch godzinek robiły się cztery, albo i więcej. Wracałem z różnym nastawieniem, ale zawsze zmęczony. I nie ma tu recepty, bo jak nie brały przez planowana godzinę, to jeszcze kwadrans, jeszcze jeden zakręt, a jak brały, to kto by przerywał świetną passę?.. Mam tak, że nawet po festiwalu brań, czasem, nawet sporych ryb [zdarza się 🙂 ], jestem tak „rozmontowany” psychicznie, mimo iż w świetnym nastroju, że do pracy szedłbym odpocząć... Wiadomo jak to się kończy. Te moje przypadłości skutkują tym, że w ciepłej porze roku uprawiam raczej całodniowe maratony, tyle, że z konieczności Czytaj więcej [...]

„Zjadliwa” guma Izumi

Ech… sezon nas nie rozpieszcza, póki co. Nawet trzecią turę z maja przełożyliśmy na czerwiec. Ponieważ nadal nie jestem w stanie skompletować stadka krasnopiór do mojego stawku [mam na razie tylko dwie], bo od dwóch tygodni żadnej nie złowiłem, przestawiłem się na szczupaki.  Tu kilka dygresji: - jeśli jest tak jak u mnie w stawie, to umiarkowanie drapieżny białoryb wisi 20-50cm pod powierzchnią i na niewiele reaguje; nawet nie uciekają, jak mają w zwyczaju; twierdzę,  iż podobnie jest w dzikich zbiornikach z tym, że ryby stoją znów dalej od brzegu i reagują ewentualnie  na najlżejsze drobiny, którymi za nic nie osiągnie się takiego dystansu; co więcej – ze względu na aurę, jaką teraz mamy, nie będzie chyba nawet tej podpowierzchniowej kumulacji krasnopiór, tylko jak się woda w końcu ogrzeje, to podzielą się, jak mają w zwyczaju, w małe stadka i rozpłyną po zbiornikach na tarło – odnośnie tego gatunku, to na cuda już nie liczę z Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2017 – II tura

Ale się porobiło. Druga tura naszej ligi okazała się być totalną klęską, podobnie jak dla jakiejś pół setki spotkanych wędkarzy. Ja nie wiem co jest, ale wszystkie w zasadzie tury zeszłoroczne prześladowało jakieś fatum, bo na nich wszystkich złowiliśmy zaledwie…16 punktowanych ryb. A większość z nich miała miejsce na wodach gdzie łowię raczej częściej niż rzadziej i jednak ryby wystające z ręki zdarzają mi się nierzadko. Na razie tegoroczne rozgrywki źle wróżą, bo jak nazwać to, że podczas pierwszej tury wszyscy zerowaliśmy, a teraz punktowała słownie jedna ryba? I to w bardzo sprzyjających okolicznościach. Nie, nie myślę o pogodzie. Ta była, a raczej nadal jest paskudna. W moich stronach od dwóch tygodni jest zimno, jak diabli, a przez ostatni tydzień padało albo lało. Wszystkiemu towarzyszył non stop lodowaty, silny zachodni wiatr. Dziś jest „lepiej”: kiedy piszę ten tekst, jest totalna lampa i dla odmiany łeb chce urwać wschodni Czytaj więcej [...]

Detal

Dziś będzie o detalach. Czy mają znaczenie? Wg mnie tak, ale w dwóch przypadkach: - gdy w łowisku jest relatywnie bardzo mało ryb w ogóle, mało ryb danego gatunku, albo mało dużych ryb danego gatunku, a my tylko na nie jesteśmy nastawieni - gdy ryby są, ale ze względu na warunki wodno – atmosferyczne nie żerują, lub robią to nietypowo Ktoś mógłby uszczypliwie zauważyć, że wariant pierwszy dotyczy prawie każdego wypadu nad przeciętne łowisko PZW. No coś w tym jest... Dobra, szydera na bok. Mamy zimno. W zasadzie nie jest przesadą, by w moich stronach mówić, iż jest zima. Non stop pada śnieg z deszczem, śnieg, a temperatury w dzień koło zera lub zero. W takich warunkach pewnie można łowić cokolwiek, ale jak pisałem w poprzednim tekście – w mojej orbicie zainteresowań są na razie głównie białe drapieżniki i to te najspokojniejsze. Już w poprzednie wypady miałem z kolegami kłopoty, bo ilość brań zastraszająco spadała z dnia na dzień.  Czytaj więcej [...]