Liga spinningowo – muchowa. X tura – starorzecze

Wiatr nieźle hula, choć w czapce-uszance i kapturze kurtki na głowie, tuż nad wodą, gdzie jest trochę niżej, zdaje się być absolutnie cicho. Na fioletowym niebie jest tylko ćwiartka księżyca, ale przy nieznacznie zachmurzonym nieboskłonie, daje trochę światła. W otulinie gęstych drzew i krzewów, panuje jednak ciemność, rozpraszająca się bardzo opornie. Smołowatość nocy nieznacznie łagodzą tylko nieliczne, małe, mieniące się złotawo plamki wody, do których jakoś dociera anemiczne światło naturalnego satelity oraz leżąca, centymetrowa warstwa śniegu, który spadł dosłownie kilka godzin wcześniej. Woda stoi jak zaczarowana i tylko momentami do uszu dochodzi subtelny, aksamitny wręcz plusk, a po sekundach, te ledwo podświetlone plamki wody, marszczą delikatne kręgi, będąc dowodem, że słuch nas nie mylił. Nic jednak nie zapowiada, że starorzecze będzie dziś kipieć o świcie, jak zazwyczaj. Stoję w bezruchu od chyba 10 minut, czekając Czytaj więcej [...]

Jak było „dawno” temu…

Wpadło mi w ręce kilkadziesiąt nr Wiadomości Wędkarskich z dawnych lat. Najstarszy numer był z 1970r, najmłodszy z 1978r. Przeczytałem od deski do deski wszystkie.  Momentami się uśmiałem, częściej zdziwiłem. Jakkolwiek byłem już wtedy na świecie, to żadnych gazet nie czytałem. Zapoznając się z zawartością poszczególnych numerów, dotarło do mnie, że ówczesna, oficjalna myśl wędkarska była jednak inna niż dziś sobie wyobrażamy. Te egzemplarze, jedynego wtedy czasopisma dla wędkarzy, dla mnie są jakimś tam wytłumaczeniem obecnego stanu rzeczy. Po prostu mamy, co mamy, bo wcześniej było jak było... A jak było? O tym poniżej. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy to niebywale wysoki poziom tekstów. Redaktorów charakteryzuje świetna erudycja, elokwencja. Krótko mówiąc, barwnie i lekko posługują się piórem. Myślę, że wtedy był to realny minus, biorąc pod uwagę poziom przeciętnego Kowalskiego. Zresztą i dziś wielu miałoby Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. IX tura – Wisła

Wisła poniżej Krakowa jest nieprawdopodobnie wrednym łowiskiem i równocześnie dość rybnym na tle naszych wód. Niestety, ma to do siebie, że interesujący nas zwierzyniec, jest wręcz, niewiarygodnie nierówno rozłożony na danych odcinkach. Widać to szczególnie im późniejsza pora. Są całe setki metrów, jeśli nie kilometry – prawie bezrybne, a potem fragment naszpikowany rybami i to zazwyczaj kilku gatunków. Można, jak zrobiłem ja – obstukać bardzo dokładnie 3 – 4 km wody łącznie na paru fragmentach, uchodzić się jak bawół w ryżowisku i mieć dość. Odpuścić dosłownie tuż przed tym rybnym fragmentem i porzucić tę wodę z przekonaniem, że ryb w niej bardzo, bardzo mało. Niestety poznanie wody do której ma się średnio 100km w jedną stronę, jest raczej niełatwe w ciągu 4-5 wyjazdów. Szczególnie jak dzień jest już tak krótki. Tym bardziej, że  ma się do wyboru ponad 80km rzeki, licząc oba jej brzegi. Do tego konieczność łowienia Czytaj więcej [...]

Treningi

Poniższe zdjęcie otrzymałem 10 minut temu. Rybę złowił Mateusz – gratuluje bo jest czego. Jestem tym podjarany, bo to prawie na naszym odcinku Wisły, gdzie będziemy rywalizować. Finał naszej ligi zbliża się wielkimi krokami. Pozostały jeszcze dwie tury: najbliższa, listopadowa na Wiśle właśnie  i jeśli nie przyjdzie za szybko zima – grudniowa, ponownie na starorzeczu. W turach pierwszego półrocza tylko Maciek radził sobie nieźle, bo pozostali, w tym i ja, łowiliśmy jakbyśmy pierwszy raz dostali kije do rąk. Później było już trochę lepiej. Obecnie sytuacja jest taka, że o ile Maciek wciąż jest bezdyskusyjnym liderem, to jednak ja także mam szanse na miejsce pierwsze. Z kolei pozostali, którzy zapunktowali, mają jak najbardziej realne szanse na miejsce drugie [Maćka raczej nie dogonią], a rywalizacja o miejsce trzecie będzie ostra i rozegra się między kilkoma osobami. Tak, że Ci, którzy się liczą w grze, przeżywają dość mocno. Czytaj więcej [...]

Niedosyt

W wędkarstwie najfajniejsze jest to, że nie ma dosłownej powtarzalności. Każdy dzień jest inny, nawet przy podobnej aurze i tej samej wodzie, oraz tych samych przynętach. Ostatnie dwa wyjazdy były niezłe, a zarazem ciężkie i z dużym elementem niespełnienia. Jedną z przyczyn jest absolutny brak okoni. W poprzednich latach, jeszcze rok temu w optymalnych warunkach łowiło się ich lekko 30 – 50szt w tym zazwyczaj 10% to ryby koło 30cm. W tym sezonie jest na tym polu strasznie biednie. Okonie może nie super małe, ale łowi się kilka sztuk, czasem nieco ponad dziesięć. Nie ma tego efektu licznych brań, gdy non stop coś się działo i trzymało człowieka w aktywności. Na szczęście nie zawodzą klenie, a i inne gatunki robią nierzadkie, wręcz dołujące w swoim finale niespodzianki. Ale o tym niżej. Jeden dzień miał być poświęcony Wiśle, ale zapowiadane wichury skutecznie mnie do tego zniechęciły. Poza tym miało być, jak na starorzeczu jest najlepiej: Czytaj więcej [...]

Spokój

Nastał chyba mój ulubiony wędkarsko czas. Zaczyna się robić zimno, leje, ludzie marudzą, że kiepska aura. Nie wiem – dla mnie to najfajniejszy wędkarski okres w roku. Mam zresztą wielu znajomych, którzy twierdzą tak samo, z tym, że oni celują w ciężkim łowieniu dużych i bardzo dużych ryb. Ja z kolei uwielbiam, szczególnie w tym okresie wszelkiego rodzaju kameralne łowiska, gdzie ryba 40cm jest już często okazem, niezależnie od gatunku. Sporo ostatnio jeżdżę, poszukując nowych łowisk. Jak to często się zdarza, przypadkiem trafiłem na maleńką rzeczkę. Naprawdę śmiesznie małą. Kilka razy nad nią przejeżdżałem w drodze nad planowane łowisko i jej wielkość mnie zdecydowanie zniechęciła. Co można robić w cieku o szerokości 1,5m i głębokości ledwie 10-20cm? No, w rzeczce pstrągowej tej wielkości  to bym się skusił. Ale to na bank nie jest woda pstrągowa. Testowane łowisko okazało się kolejnym niewypałem, ale okoliczności znów Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. VIII tura – starorzecze

Znów napiszę, jak po turze nad Wisłą: kto nie był – niech żałuje. Tym razem nie ze względu na jakiś szczególny klimat, a na wyniki. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne i tegoroczne spotkania, pierwszy raz tak się zdarzyło, iż większość zapunktowała, a tylko jedna osoba nie miała kontaktu z rybą, dającą punkty. Było zwyczajnie bardzo emocjonująco, a na dodatek kameralność tej wody powodowała, że ryby łowiło się na oczach kolegów. Można było więc widzieć na co, kto łowi, jak prowadzi wabik, jakiej używa gramatury itd. Starorzecze ma taką specyfikę, że jego głównym atutem jest bardzo duża ilość brań ryb małych, przez co ciężko się nudzić, przy czym, by tę ilość kontaktów osiągnąć, potrzebne jest jednak bardzo specyficzne podejście. Sprowadza się ono do jednak wymuszonego przez warunki, jakie daje łowisko – lekkiego lub ekstremalnie lekkiego łowienia, przy stosowaniu odpowiednich przynęt, często na oko mało wiarygodnych i niekoniecznie Czytaj więcej [...]

Kiedy aura nie sprzyja

Ja już sam nie wiem jak usprawiedliwiać przed samym sobą fakt, że mało co łowię. W sensie fizycznego łowienia ryb, bo nad wodą, szczególnie w ostatnich 10 dniach byłem ze cztery razy. Fakt, że warunki atmosferyczne nie bardzo rozpieszczały. Nie mniej, jak pogadałem z Maćkiem, który prowadzi w naszej lidze, to widzę tylko dwie możliwości: - albo ma miejscówki naszpikowane rybami i niezależnie od warunków, zawsze jakieś są zainteresowane - albo jest lepszy ode mnie już nie o ligę, ale o wiele więcej Na bank kolega potrafi odnajdywać niesamowite miejsca. Ponieważ mam taką swoją teoryjkę, że mnie lepiej idzie spinningowanie w zimnej porze roku [wczesna wiosna, późna jesień], prze to zaczynam się napinać i jeździć nawet na dwie – trzy godziny, czego zazwyczaj nie robię, bo nie lubię. Cuda się nie działy, ale jakieś promyczki nadziei są. Pierwszy dzień nie tyle bez deszczu, bo rano padało, ale około 14.00 przestało. Nareszcie po 6 dniach! Czytaj więcej [...]

Ryby „na sucho”

Na „sucho” bo bez wędek.  Kilka motywów w poniższym wpisie. Pierwszy temat: był sobie kiedyś leśny staw. Jeden z piękniejszych jakie widziałem o bardzo naturalnym rybostanie. Żyły sobie słonecznice i kiełbie, wyraźnie mniej liczne płotki, wzdręgi i okonie. Już absolutnie sporadycznie trafiały się śliczne złote karasie, liny, czy szczupaki. Do strumyczka, który przez staw przepływał wchodziły pstrągi potokowe, przepływały staw i tuż powyżej wlotu do zbiornika odbywały tarło. Czasem któryś z nich z rzadka  pozostawał w zbiorniku po tarle. Mimo niewielkiej głębokości coś takiego jak zakwit wody było nieznane w tych odległych już czasach, mimo kąpiącej się latem chyba większej ilości ludzi niż dziś. Później, już po wielu latach nastały czasy tzw. gospodarki rybackiej, czyli wpuść na ile jest kasy i wyłów to do spodu. Żeby było jasne – nie mój klimat, ale tego nie potępiam. Takie zapotrzebowanie. Szkoda tylko, że kosztem Czytaj więcej [...]