Spotkanie fanów starorzecza

Mam tyle materiałów, że nie mogłem się zdecydować, co będzie najnowszym wpisem. Na razie „sandaczomania” zaczeka, choć mam sporo zdjęć własnych ryb jak i kolegów. Może jeszcze coś dołowię. Dziś trochę inny temat. Wielu z nas było mocno rozczarowanych, gdy w podczas losowania łowisk do tegorocznej ligi, mimo bardzo wielu propozycji wskazujących starorzecze ani razu ta woda nie została wylosowana. Ot, przekorność losu. Fakt, że poziom tego łowiska moim zdaniem już od 2017r spada na łeb na szyję, to jednak znalazło ono wśród moich znajomych wielu wielbicieli, którym ciężko było pogodzić się z tym, że ani raz tam się nie spotkamy. Niewątpliwą przyczyną takiego stanu rzeczy było przekonanie, że  każdy tam zapunktuje. Niestety już tamten rok pokazał, iż nawet ktoś, jak ja, kto – nieskromnie powiem – zna tu każdy załomek dna, też może zerować. Oczywiście w dawniejszych czasach ryby też na starorzeczu nie brały ale nie przypominam Czytaj więcej [...]

Takie rzeczy się nie dzieją…

…a jednak. Pewnie myślicie, że będzie coś z grubej rury o kłusownikach, albo działaczach PZW. Ale nie. Mam nadzieję, że się ubawicie trochę, bo moi znajomi śmiali się do łez, choć mnie całe zdarzenie, niezależnie od groteskowości zajścia, podniosło ciśnienie, jak dawno nic. Główny „bohater” całego wydarzenia naprawdę miał szczęście, bo lat temu z 10 – 15 skończyłoby się to dla niego - nazwijmy to „kontuzją” i to raczej poważną; na szczęście dla niego i dla mnie pewnie też, teraz mocniej trzymam nerwy na wodzy. Jest trzech wędkarzy z Krakowa, o których mam opinię, jako o najlepszych wiślanych łowcach ryb typowo spinningowych. Dwóch do niedawna znałem tylko z opowieści, a jednego miałem okazję kiedyś poznać. Są to osoby, za którymi wędki mogę nosić. Łowią dużo, bardzo, bardzo dużo ryb i to dużych. Często wielkich. Okazy. Niektórzy z nich udzielają się na forach. Są znani i są niekwestionowanymi autorytetami. Środowisko Czytaj więcej [...]

IX tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Wisła W3

Rywalizacja w lidze jest zażarta. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by o zwycięstwie w skali roku, decydować  musiała ostatnia tura. A tak będzie.  Nasze ostatnie zmagania na wodzie były takie jakby bardziej ciche. Po pierwsze – nie spotkaliśmy się tuż przed turą, bo niezależnie jakie kto ma poglądy na obecna sytuację, to nikt grypy złapać nie chce. Więc każdy jechał z domu od razu nad zaplanowany odcinek Wisły W3 [tym razem od samego stopnia Przewóz do mostu w Górce]. Na pięć minut przed startem [7.00] wysłałem wszystkim kod na tę turę – każdy sobie to wpiął w identyfikator i przedstawiał do zdjęcia z rybą. Po drugie  - była to najsłabiej obsadzona tura w tym roku – rywalizowało nas tylko dziesięciu. Pozostałych albo uwaliła kwarantanna [przy czym nic kompletnie im nie jest], albo kontuzja, albo bajzel w pracy spowodowany wg mnie nieadekwatnymi do sytuacji obostrzeniami. Po czwarte zaś, to aura z tym „nuklearnym”, jednolitym zachmurzeniem Czytaj więcej [...]

Bajkowy rekord

Mój sandaczowy rekord wytrzymał ledwo trzy tygodnie. Zaskoczenie pełne, radość nie do opisania. Żadna ryba prócz pierwszej dużej wzdręgi [37cm], pierwszego okonia 40+ i pierwszego bolenia 79cm i jazia 55cm nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. No może jeszcze potokowiec w okolicach 60-ki, który dłuższy czas stał na wodzie po kostki po urwaniu żyłki… Sandacza złowiłem  w bajkowej scenerii. Nawet nie muszę koloryzować. Zresztą na ogół nigdy tego nie robię. Zwracam po prostu uwagę na masę szczegółów, które większość ludzi puszcza mimo oczu i uszu. Wyobraźcie sobie ciepłą, jak na koniec października noc. A raczej wieczór. Dzień, czy dwa przed pełnią. Zaczynam o 17.30.Już pełny mrok. Gdzieś tam po krzakach nie całkiem po cichu czołgają się bobry. Zero wiatru. Cisza. Z niezachwianym spokojem płynąca rzeka o lekko podniesionej wodzie. Nawet spławu. Księżyc świeci niczym reflektor. Jest jasno do tego stopnia, że gdy zapalam czołówkę, Czytaj więcej [...]

Zęby małe, zęby większe

Co nie ma zębów, prawie poszło w odstawkę. U kolegów i nawet u mnie. Zęby małe, zęby duże – nie ma znaczenia. Liczą się drapieżniki. Coś tam da się wydusić z wody. Nawet w lichy dzień. No, szczęście też nie zaszkodzi... Miałem taki moment, że zjechałem ten cały Cholerzyn do gruntu, ale na drugi dzień zrobiłem ledwo dwu i pół godzinny wypad na małą rzeczkę. Fakt - warunki były niezłe bo zamiast typowego tu poziomu do kolan, było po udo. Nie mniej łowiłem tylko niespełna trzy godziny. Złowiłem po sześć okoni i sześć klonków. Trzy ryby dałyby punkty w naszej lidze. Jak na kubaturę tych 300m na których byłem [szerokość tego kanałowego odcinka jak od linijki to max 5m], nie ma porównania z tysiącami metrów sześciennych Cholerzyna. A jednak tu coś ciut odrośniętego brało. Tak, że wyrzutów sumienia nie mam. Cholerzyn jest do bani. A, i łowiłem w kulawej porze bo około 14.00 zacząłem. Tu liczy się tylko ranek. Wczesny. Czytaj więcej [...]

VIII tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Cholerzyn

Ósma tura ligi za nami. Kuriozalna była to rozgrywka. Raz się zdarzyło wprawdzie, że wygrała słownie jedna ryba, ale było to dawno temu, przy pogodowym Armagedonie jak na sierpień i przy najmniejszej obsadzie w historii naszej rywalizacji [tylko czterech uczestników w turze]. Niestety sytuacja się teraz powtórzyła. W mojej ocenie zaważyło „świetne” łowisko.  Potężna woda w Wiśle po opadach, nie za bardzo nadawała się do łowienia, szczególnie na W3 poniżej Przewozu. Osobiście byłem za przełożeniem terminu, lub łowieniem tak, jak jest. Przeważyła jednak opcja zmiany łowiska z czym się zgodziłem, bo miało to też za sobą konkretne argumenty. Ponieważ na październik wylosowano propozycję Bartka, kolega miał decydujący głos. Proponował starorzecze poza naszym okręgiem, ale okazało się, że pobliska rzeka nie wlewa się do niego jak zwykle, a płynie przez starorzecze, więc ta opcja, która miała wielu fanów – odpadła. Niewiele osób, Czytaj więcej [...]

Robi się obiecująco…

Zastanawiam się teraz tylko nad jednym: czy ryby będą tu także do końca sezonu? Tak, tak – znalazłem – jestem już o tym praktycznie całkowicie przekonany, znalazłem „złoty odcinek”, jak nazywamy świetne fragmenty rzek. Tak, jak oceniłem za pierwszym razem, nie ma tu festiwalu brań. Raczej 2-3 w słabszym dniu; w dobrym 4-5. Ale ryby, niezależnie od gatunku – co najmniej warte zainteresowania. Bo też i różnorodność jest na tyle duża, iż mam już kłopot z jakim sprzętem iść i na co się nastawić. Finalnie chodzę z takim zestawem, który jest kompromisem, pozwalającym łowić lekko małymi ale i sporymi wabikami [też lekko], a zarazem dającym szansę na zacięcie czegoś większego, no i wyjęcie ewentualnej zdobyczy. Miałem tu już perturbacje z boleniami, sandaczami. Ostatnio było jeszcze co innego. Taktyka jest dość prosta: najpierw kilka rzutów woblerem 5cm na stalce. Potem to samo, ale guma 7,5cm/2g. Jeśli nic się nie dzieje, to ten sam Czytaj więcej [...]

Sandaczowy rekord

Znalazłem chyba jeszcze lepsze miejsce, niż opisywałem ostatnio. Lepsze, bo jednak z wodą płynącą. Jak byłem tam pierwszy raz, to sobie pomyślałem „ to odcinek na 1-2 brania podczas wypadu, ale ryby będą grube”.  W przeciwieństwie do poprzedniej miejscówki, gdzie ryby głównie wychodzą do wabików i robią przy nich cuda, ale nie biorą normalnie, tu jest inaczej: rybom się nic nie zdaje, nic nie próbują – walą po prostu ile pary w płetwach. No, może ten na zdjęciu taki nie był do końca. Tydzień temu, już pod nogami zaliczyłem obcinkę szczupaka. Myślę, że miał 75+, może nawet więcej. Pokazał tylko łeb i kark – grubaśny jak na rzeczną rybę. Ale plecionka strzeliła. Zaatakował wobler 5cm. Od tamtej pory zakładam tu, jak nigdy długi przypon zabezpieczający przed zębaczami. Jak nigdy nie przychodzi mi tu do głowy łowić UL. Odcinek jest cichy, niepozorny, ale odludny i ma to „coś”. A jak udało mi się wyjąć mojego [mam nadzieję Czytaj więcej [...]

VII tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Wisła W3

Zacznę tak: realnie, a nie teoretycznie, to po ostatniej turze na pierwsze miejsce w naszej lidze szansę mają aż cztery osoby;  na miejsce trzecie – aż dziewięciu uczestników. Niech to odda nieco szalony efekt naszej ostatniej rywalizacji. Działo się naprawdę wiele w stosunku do tego, na co się chyba wszyscy nastawili z perspektywy dość nikłych wyników w dni poprzedzające turę. Kompletnie nie sprawdziło się założenie, że ranek rozstrzygnie wszystko. Ryby żerowały wybiórczo, ale przez cały czas trwania tury.  Złowiono 16 punktowanych sztuk, trzech gatunków, co daje nieznacznie więcej, niż jedną punktowaną zdobycz na uczestnika. Oczywiście byli szczęściarze/lepiej łowiący, którzy realnie złowili więcej niż jedną rybę, oraz pechowcy/gorzej łowiący, którzy złapali zero. Statystycznie punktowaną rybę łowiono co 24 minuty. Biorąc pod uwagę wyniki z treningów, niewiarygodnie niski poziom wody, wielki kontrast temperatur ranka i pełni dnia, Czytaj więcej [...]

Nocki i treningi przed kolejną turą

W krótkim dziś wpisie parę zdań o moich skromnych, aczkolwiek obiecujących próbach łowienia w nocy i co działo się tuż przed ostatnią turą, która miała miejsce dwa dni temu [o niej następnym razem]. Najpierw nocki. Znalazłem miejscówkę z boleniami. Powtarzalną. Aaa – już uprzedzam – jeszcze żadnego nie złowiłem. Jest powtarzalna w brania. W rekordowy wieczór i noc miałem ich...siedem. Tak, tak, nie pomyliłem się. Zaraz po zejściu z wody, trochę roztelepany wewnętrznie w głowę zachodziłem, jakim cudem żadnej ryby nie zaciąłem. Najpierw o miejscówce. Dość „nieboleniowa” w charakterze: równy bardzo, bardzo spokojny uciąg wzdłuż około 40m języka piachu wchodzącego w wodę z piaszczystej wysepki. Taki podwodny piaskowy, długi garbek. Na szczycie przy typowym teraz stanie wody od 10 do może 25 cm, a na krawędziach po pół metra u podstawy do 1,5m na czubku. Taka karykaturalna przykosa. Wzdłużne krawędzie „rozpuszczają się” w Czytaj więcej [...]