Dostatecznie

Zazdroszczę wędkarzom zdolnym łowić po pracy. Fajrant, pyk i godzinka – półtorej nad wodą. Tak w drodze powrotnej do domu. Ma to ten plus, iż statystycznie częściej trafia się na „ten” dzień, albo „ten” moment. Znam kilka takich osób. W skali roku mają fajne wyniki. Też tak próbowałem. No, nie dałem rady. Najczęściej było tak, że z tych powiedzmy dwóch godzinek robiły się cztery, albo i więcej. Wracałem z różnym nastawieniem, ale zawsze zmęczony. I nie ma tu recepty, bo jak nie brały przez planowana godzinę, to jeszcze kwadrans, jeszcze jeden zakręt, a jak brały, to kto by przerywał świetną passę?.. Mam tak, że nawet po festiwalu brań, czasem, nawet sporych ryb [zdarza się 🙂 ], jestem tak „rozmontowany” psychicznie, mimo iż w świetnym nastroju, że do pracy szedłbym odpocząć... Wiadomo jak to się kończy. Te moje przypadłości skutkują tym, że w ciepłej porze roku uprawiam raczej całodniowe maratony, tyle, że z konieczności Czytaj więcej [...]

„Zjadliwa” guma Izumi

Ech… sezon nas nie rozpieszcza, póki co. Nawet trzecią turę z maja przełożyliśmy na czerwiec. Ponieważ nadal nie jestem w stanie skompletować stadka krasnopiór do mojego stawku [mam na razie tylko dwie], bo od dwóch tygodni żadnej nie złowiłem, przestawiłem się na szczupaki.  Tu kilka dygresji: - jeśli jest tak jak u mnie w stawie, to umiarkowanie drapieżny białoryb wisi 20-50cm pod powierzchnią i na niewiele reaguje; nawet nie uciekają, jak mają w zwyczaju; twierdzę,  iż podobnie jest w dzikich zbiornikach z tym, że ryby stoją znów dalej od brzegu i reagują ewentualnie  na najlżejsze drobiny, którymi za nic nie osiągnie się takiego dystansu; co więcej – ze względu na aurę, jaką teraz mamy, nie będzie chyba nawet tej podpowierzchniowej kumulacji krasnopiór, tylko jak się woda w końcu ogrzeje, to podzielą się, jak mają w zwyczaju, w małe stadka i rozpłyną po zbiornikach na tarło – odnośnie tego gatunku, to na cuda już nie liczę z Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2017 – II tura

Ale się porobiło. Druga tura naszej ligi okazała się być totalną klęską, podobnie jak dla jakiejś pół setki spotkanych wędkarzy. Ja nie wiem co jest, ale wszystkie w zasadzie tury zeszłoroczne prześladowało jakieś fatum, bo na nich wszystkich złowiliśmy zaledwie…16 punktowanych ryb. A większość z nich miała miejsce na wodach gdzie łowię raczej częściej niż rzadziej i jednak ryby wystające z ręki zdarzają mi się nierzadko. Na razie tegoroczne rozgrywki źle wróżą, bo jak nazwać to, że podczas pierwszej tury wszyscy zerowaliśmy, a teraz punktowała słownie jedna ryba? I to w bardzo sprzyjających okolicznościach. Nie, nie myślę o pogodzie. Ta była, a raczej nadal jest paskudna. W moich stronach od dwóch tygodni jest zimno, jak diabli, a przez ostatni tydzień padało albo lało. Wszystkiemu towarzyszył non stop lodowaty, silny zachodni wiatr. Dziś jest „lepiej”: kiedy piszę ten tekst, jest totalna lampa i dla odmiany łeb chce urwać wschodni Czytaj więcej [...]

Detal

Dziś będzie o detalach. Czy mają znaczenie? Wg mnie tak, ale w dwóch przypadkach: - gdy w łowisku jest relatywnie bardzo mało ryb w ogóle, mało ryb danego gatunku, albo mało dużych ryb danego gatunku, a my tylko na nie jesteśmy nastawieni - gdy ryby są, ale ze względu na warunki wodno – atmosferyczne nie żerują, lub robią to nietypowo Ktoś mógłby uszczypliwie zauważyć, że wariant pierwszy dotyczy prawie każdego wypadu nad przeciętne łowisko PZW. No coś w tym jest... Dobra, szydera na bok. Mamy zimno. W zasadzie nie jest przesadą, by w moich stronach mówić, iż jest zima. Non stop pada śnieg z deszczem, śnieg, a temperatury w dzień koło zera lub zero. W takich warunkach pewnie można łowić cokolwiek, ale jak pisałem w poprzednim tekście – w mojej orbicie zainteresowań są na razie głównie białe drapieżniki i to te najspokojniejsze. Już w poprzednie wypady miałem z kolegami kłopoty, bo ilość brań zastraszająco spadała z dnia na dzień.  Czytaj więcej [...]

Powtarzalność

Ostatnie dni mają jeden wspólny mianownik: jest generalnie zimno. Nawet jak na połowę kwietnia. Wszyscy, którzy napalili się na święta w połowie miesiąca i upały, zawiedli się srodze. Sam do tej grupy należę. Zresztą, sam chłód nie jest aż takim problemem. U mnie wieje już chyba czwarty, albo piąty dzień bez przerwy. Dmucha potężnie i lodowato. Jak to się przekłada na bezzębne drapieżniki – każdy chyba wie. Jazie, wzdręgi – jakby znikły, klenie humorzaste. Pozostają pstrągi, lecz jakoś nie kręci mnie łowienie wpuszczaków, a tym bardziej małych.  Nie zaliczam się także do, jak widzę nad wodą – zwolenników celowego łowienia szczupaków o tej porze. Momentami w ilościach hurtowych, choć głównie małych. Ryby wracają do wody, więc nie wieszam psów na takich wędkarzach, ale sam robię co mogę, żeby ominąć zęby. Głównie aby uniknąć strat w przynętach. Z racji tego, że nad wodą różnie ostatnio bywa, symbolicznie, aczkolwiek Czytaj więcej [...]

Jak na wiosnę przystało

W ostatni weekend w końcu przyszła wiosna. Ta prawdziwa i choć trochę w moich stronach sucha, to jednak pachnąca. W ciągu dnia, to już było lato. Ale ranki  nie były takie lekkie – sobota, 6.00 – zaledwie 3 stopnie na plusie. Tym razem wybrałem wody prawie stojące, a to głównie z myślą o tym, że powinny już ruszyć jazie. Nie tak przypadkowo, pojedyncze sztuki, tylko już globalnie w letnim stylu. Weekend nie był równy. Do południa w sobotę w moim łowisku ryby brały umiarkowanie dobrze, między 12.00 - 13.30 słabo, a potem do 18.00 była cisza. Temat odżył właśnie na te dwie ostatnie godziny. Niedziela, przynajmniej wieczorem była bardzo słaba, co mnie zaskoczyło, gdyż po wszystkich czynnikach rzekłbym, iż powinno być lepiej niż przed nocką dzień wcześniej. Przynętami dnia były: wiróweczka a`la streamepps, 18mm wobek, oraz czeburaszka. Początek, to była niezła podpucha. Licząc jeszcze na płocie [jak się okazało bezpodstawnie, Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo- muchowa 2017 – I tura

Nie często jest tak, że nie wiem jak zacząć dany wpis. Trochę się zastanawiałem, czy w ogóle zamieszczać notkę o pierwszym spotkaniu naszej ligi. Ostatecznie uznałem, iż bardziej dla kronikarskiej powinności cokolwiek skrobnę. Jak było? Fajnie i tragicznie słabo zarazem. Fajne było to, że wystartowała cała nasza dwunastka. Mogło być ciekawie i na to chyba wszyscy liczyli, bo zanosiło się nie tylko na rywalizację między nami, ale też jakby między poszczególnymi rzekami i gatunkami ryb – głównie pstrągi kontra klenie. Wyszła mega kicha. Powody co najmniej trzy: - pierwszy, wg mnie najważniejszy – kierując się proponowaniem łowisk do losowania, każdy z nas skupia się na jakichś swoich dobrych doświadczeniach i raczej świeżych; tymczasem – znów wg mnie w naszych wodach pstrągowych nastąpiło jakieś niesamowite tąpnięcie już rok temu, a ten sezon jest jego przedłużeniem z jeszcze gorszymi wynikami; normalnie, jeszcze w sezonie 2015 Czytaj więcej [...]

Rządziły jętki – rekord

Zacznę od pstrągów, choć za wiele do powiedzenia nie mam w tej materii, ale dotrwajcie do końca przemyśleń o kropkowańcach, bo potem będzie co najmniej dobrze. Cóż – mieszkam nad Krzeszówką 40 lat i takiej kaszany nie pamiętam, nie licząc jakiegoś przytrucia wody,  chyba w 87r. W desperacji koledzy poszli sprawdzić Racławkę, nie tylko pod kątem, czy tam ktoś łowi, [a nie wolno], lecz głównie, by podejrzeć, czy tam cokolwiek pływa. I co się okazało? Pstrągów multum. Głównie małych, ale widać też takie wyraźnie 25+, czego na razie nie da się powiedzieć o chyba żadnej z rzek dopuszczonych, do łowienia. Tyle, że w Racławce pewnie 90% ryb jest dzikich. Przepiękne podmycia z wodą po pas, czego na fotkach nie widać, bo woda tam tak czysta. Gdybym jakimś cudem miał kiedyś kupę kasy [na co się raczej nie zanosi 🙂 ], to przekupiłbym kogo się da, by mieć Racławkę na własność. Bezwzględnie – najpiękniejsza rzeczka pstrągowa Czytaj więcej [...]