Liga spinningowo – muchowa – VII tura – Bagry

Skończyło się. Nasza zabawa w zawody zakończona. Ten ostatni etap, jedyny na wodzie stojącej - na Bagrach, nie miał już chyba tych emocji, co poprzednie z kilku powodów. Jak to Paweł powiedział: „zepsułem rywalizację wygrywając nizinną Rudawę, bo po tej ostatniej turze pierwsze miejsce mogłem utracić tylko teoretycznie” [musieliby wystartować wszyscy, wszyscy bez wyjątku musieliby punktować, a ja musiałbym być ostatni]. Trochę niezręcznie wygrać zabawę, którą się wymyśliło, ale nie będę się krygował  - cieszę się. Tyle, że to taka radość na dystans. Dlaczego? Napiszę raz jeszcze, że emocje, rywalizacja w grupie [im większej, tym większe te emocje] jest super, ale cała ta nasza zabawa to totalna loteria i hazard. Wygrałem tę naszą ligę przy – nie mam wątpliwości – nieprawdopodobnym szczęściu. Jak tłumaczyć, fakt, że na pierwszej i ostatniej turze byłem jedynym, który punktował? Dla mnie to przypadek, fuks... Emocje też Czytaj więcej [...]

Król starorzecza

Jak trudne mogłoby  to być do zrozumienia dla osoby nie znającej uroków wędkarstwa – stoję po kolana w lodowatej wodzie, wokół zastygła w bezruchu tafla błotnistego starorzecza; podobnie nieruchome pomarańczowe i zgniło zielone krzewy. Cisza. Jedyny dźwięk to spadające na mój kaptur krople deszczu. Raz słabej mżawki, a za chwilę spokojnej ale uczciwej ulewy. I tak na zmianę. Gdy nie pada, przeglądam się wraz z pobliskimi drzewami przez mgiełkę własnego oddechu w kryształowej, znów silnie podniesionej przez ulewy wodzie. Jest wręcz medytacyjny spokój w rytmie opadających, ostatnich wierzbowych listków. Kwintesencja mokrej, późnej już jesieni. Jestem szczęśliwy, że tu jestem, mimo, iż dopiero od kwadransa. Póki nie zimno – można wręcz utonąć w tym klimacie i tej atmosferze. Cały świat i wszystko co w nim dobre, a zwłaszcza złe, teraz się nie liczy... Jak mówią – nie ma złej pogody, są tylko ludzie do niej nie przygotowani. Czytaj więcej [...]

Nie tylko świnki, czyli rekord

Za co lubię najczęściej odwiedzane starorzecze? Głównie za dwie rzeczy. Pierwsza to duża ilość brań. Nie nastawiam się tu na wielkie ryby. Chcę się za to nałowić. A, że od czasu do czasu „wpadnie” coś większego, to tylko dodatkowa radocha. Po prostu. Drugi powód, to nieprzewidywalność  starorzecza pod kątem tego, co akurat zaatakuje naszą przynętę. Pod tym względem nie znam drugiej takiej wody. Późną jesienią podstawą są okonie i klenie. W drugim rzędzie świnki i jazie. Miewam tu styczność także ze szczupakami, sandaczami. Łowiłem ukleje, jelce, płotki, leszcze, karasie, jazgarze, a raz nawet blisko 40cm pstrąga i raz linka [malucha]. Widywałem karpie, a kiedyś nawet kilka sumów. Jak najbardziej naszych, rodzimych, tylko niewielkich. Są rybki, które rzadko trafiają na wędkę spinningisty [strzeble potokowe i kiełbie]. O ile nie dziwi mnie nieobecność brzan w takim w sumie bajorze, to nie wiem czemu nie spotkałem tu nigdy tylko krąpia Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa – VI tura – nizinna Rudawa.

Został nam już tylko jeden, ostatni etap zabawy w ligę spinningowo – muchową. W minioną niedzielę zaliczyliśmy kolejną jej odsłonę. Powoli już traciliśmy nadzieję, czy uda nam się rozegrać tę rywalizację,  jak planowaliśmy w październiku, bo najpierw silne opady i mocno podniesiona, kakaowa woda, a potem inne plany niektórych uczestników, zmusiły nas do przesunięcia tego na 30-go października. W zasadzie z perspektywy naszej ekipy, wynik tej rozgrywki mógł być decydujący albo dla wyłonienia zwycięzcy całej zabawy, albo wygrana kogoś, kto do tej pory miał mniej szczęścia, dawała mu jeszcze nadzieję na dobry wynik, gdyby wygrał również w listopadzie ostatnią część ligi. Z tego powodu zaplanowałem sobie „treningi”, z których jednak mało co wyniknęło. Otóż ten tzw. „trening”  lepiej jak jest jeden, ale na dzień – dwa przed rozgrywką, niż choćby pięć, ale kilka tygodni wcześniej. A tak było ze mną. Obie tu wizyty miałem Czytaj więcej [...]

Ryby z traw

Miniony weekend był dla mnie chyba najgorszym w tym roku pod względem żerowania ryb. Ja nawet – co robię nieczęsto – obdzwoniłem lub „omejlowałem” bliższych i dalszych znajomych z pytaniem jak im poszło. Duża część osób nie wychyliła wprawdzie nosa z domu, ale  pozostali mieli podobne jak ja spostrzeżenia. Szału nie było. Ja mimo iż zaliczyłem trzy wypady [fakt, że dwa króciutkie], to mam niesamowity niedosyt, bo to ani wielkościowo, ani ilościowo, choć miałem bardzo emocjonującą przygodę. W piątek odwiedziłem moczary, na których nie byłem o tej porze roku dwa lata. To te, gdzie nie było opcji nie złowić kilku szczupaków w te 3-4 godziny, a minimum jedna sześćdziesiątka była w pakiecie. To takie dwie kałuże, ale wody, że tak powiem  - kompletne, żyjące własnym życiem, praktycznie bez ingerencji ludzi. Dlatego nieprawdopodobnie rybne, nie tylko jak na polskie realia. A trzeba też dodać, że wizualny koloryt bajor, niczym z fotek, Czytaj więcej [...]