Liga spinningowo – muchowa 2019 – VI tura – Raba [górska]

Znów wygrali muszkarze, ale już nie tak wyraźnie, a na pudle są…cztery osoby – po dwóch muszkarzy i spinningistów. Sam już nie wiem, co zdecydowało o w sumie słabszych, a zarazem porównywalnych wynikach. Niewątpliwie szyki pomieszała nam aura, gdyż w nocy przyszedł niezapowiadany, przynajmniej na pogodynce front, i od zachodnich granic Powiatu Krakowskiego do Bochni, a może i dalej, przeszła mega ulewa. W sumie to nie wiem jak długo lało, ale raczej nie był to opad półgodzinny. W moim wypadku wymusiło to zmianę planów, bo wątpiłem czy dojadę na miejscówkę, którą pierwotnie upatrzyłem. Pomijając mój generalny sceptycyzm w stosunku do Raby z tym, co ona oferuje, to gdyby odrzucić moje sytuacje [miałem dzień cudów, o czym niżej], to jakichś nadzwyczajnych momentów nie było, choć troszkę emocji to już tak. Ja podtrzymuję niezmiennie jak na razie opinię, że to łowisko sztucznie podtrzymywane zarybieniami non stop. I pewnie nie ma w tym wypadku Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – V tura – Raba

Jesteśmy na półmetku tegorocznej ligi. To, co na pierwszy rzut oka uderza: prym wiodą startujący, którzy w poprzednich latach o ile brali udział,  byli poza podium. Miniona tura budziła we mnie trochę mieszane uczucia, gdyż łowisko, którym była Raba  od Dobczyc do ujścia, jest bardzo nierówną i różną zarazem wodą. Po prostu rywalizowanie na wodzie typowo nizinnej [rejon blisko Wisły] i zdecydowanie podgórskiej/górskiej [Dobczyce- Kunice – Winiary], ciężko ze sobą zestawiać. Co innego, jak w sierpniu będziemy startować tylko na odcinku no kill muchowym i no kill spinningowym. Jeśli będziemy się bawić w przyszłym roku, to jednak łowiska powinny być bardziej jednolite w swym charakterze. Ale nie piszę tego by coś tam usprawiedliwiać. Z drugiej strony takie właśnie łowisko, było niezłą konfrontacją odcinków no kill i tego co jest dużo nizej. Dawało to niewątpliwie bardziej porównywalne szanse zarówno muszkarzom, jak i spinningistom. Z Czytaj więcej [...]

Zaporowa wielkość – cz. II

Z braku czasu zaciskam zęby i przepraszam się z W2. Co mogę powiedzieć? Kilka ostatnich, króciutkich, bo max 3-godzinnych wypadów wlało we mnie ciut optymizmu, czego nie mogę powiedzieć o kolegach, którzy dali się namówić. Największe trudności: - generalnie woda, jak na jej areał  ma ekstremalnie małą ilością ładnych miejsc pod spinning w ogóle; w porównaniu z W3 monotonia jak diabli – sam taki fakt raczej mało motywuje - tak znikomy ruch na wodzie, że wydaje się martwa [nie liczę rybek jak palec]; szczególnie pobicia boleni to cud; w ogóle ataków większych ryb jak na lekarstwo - nie sprawdza mi się moja ogólna reguła z W3 brzmiąca „im gorzej wyglądająca miejscówka, tym lepiej” - znów uogólnienie, ale jak już mamy żwir, to woda „popyla” po dnie równym jak autostrada; jak płynie wolno, to robi się dosłownie kanał, także z monotonnym, równym pisakowym dnem, za to przy brzegach tony mułu po pas – zapomnijmy o pójściu skrajem Czytaj więcej [...]

Zaporowa wielkość – cz.I

Coraz częściej staję przed dylematem: zrobić wpis, czy jechać na ryby. Mam w tym sezonie naprawdę mało czasu. Kotłuję się między dwoma pracami, studiem nagrań i jak się okazuje w ostatnich dniach – tematami z wędkarstwem związanymi, ale nie bezpośrednio nad wodą. No, a są jeszcze dzieciaki i jak sobie pomyślę, że córa spędzi kolejne godziny nad tabletem, zagryzając cukierkiem, to coś we mnie pęka, zmieniam plany i płyniemy. Płyniemy,  choć wiem, że nie połowię, bo nie bardzo można zaszaleć na Kryspinowie. A poza tym nie ma się co okłamywać – przy dziecku, a tym bardziej dzieciakach, łowienie nastawione na wynik jest mrzonką. Jak były pstrągi w Krzeszówce, to wypad na 2-3 godziny, gdzie dojazd zajmował 3 minuty miał sens. Pewnie bym Was zanudzał rybkami od wielkiego dzwonu pod 40cm, ale to już przeszłość. Byłem znów raz, bo człowiek się łudzi, ale po czterech braniach okonków po 7-8cm dałem sobie spokój po 90 minutach. Czytaj więcej [...]

Taka sobie refleksja

Podzielę się swoimi przemyśleniami odnośnie filmu na temat nieprawidłowości w PZW, jaki wyemitował 1 PR TVP. Uczucia mam bardzo mieszane. Nie zgodzę się jednak z tymi, którzy twierdzą, że był to materiał raczej letni, nie budzący większych emocji. Zgodzę się z kolei z tymi, którzy twierdzą, że audycja wiele nie zmieni, ani nawet nie wniesie do ewentualnej dyskusji [pytanie kogo z kim?]. Zacznę od tego, że nie oglądam żadnej TV od 2006r. Nawet nie mam w domu telewizora. Nie znałem więc formuły cyklu reportaży, który zajął się także PZW. Wg mnie właśnie jego formuła miała decydujące znaczenie dla niekoniecznie podnoszącego ciśnienie materiału. Podejrzewam, że program był totalnie obojętny dla tych, którzy nie wędkują. Zwrócę uwagę wędkarzom – nas nie bardzo miało co zaskoczyć w programie, bo my to wszystko wiemy. Czego zabrakło? Przede wszystkim musiałaby być całkiem inna formuła programu. Powinien być wyemitowany materiał, Czytaj więcej [...]

Było zarybienie…

Dokładnie – było. I się zbyło. Jakieś dwa tygodnie temu miało mieć miejsce zarybienie pstrągiem potokowym. Takim odrośniętym, mięsem armatnim przeciętnego Kowalskiego z wędką. Nawet pośrednio zapytano nas czy chcemy pomóc i gdzie wpuścić ryby. Umyłem ręce, nie chcąc mieć z tym już nic wspólnego. Przecież było pewne jak słońce, bo tak jest od trzech lat, że ile by nie wpuścili – wszystko trafia szlag. Przyczyny jak zwykle  - nieznane. Po mojemu – nikomu nie chce się nawet ich dojść . Grunt, że jest operat. Rybą się sypie. Koledzy się skusili. Po doświadczeniach z ostatnich trzech lat, z odcinkiem no kill, uznali, że wpuszczą ryby poniżej.  Stwierdziłem, że to nonsens, bo jak tylko tłuszcza się zorientuje, to tych ryb w tydzień nie będzie. Ale miała być konspira, ja się nie wcinałem. No i zarybili. Plan był taki, że choć przez miesiąc będzie zabawa. No i łowili. Nawet 40-ki się trafiały.  Niestety plan szlag trafił, bo Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – IV tura – Wisła

Wszystko wskazuje na to iż ominęła mnie chyba najfajniejsza tura w historii naszej ligi. Takie mam wrażenie oglądając zdjęcia, rozmawiając z uczestnikami, czytając ich relacje…Pierwszy raz nie byłem w stanie dojechać. Powiem Wam, że dałbym wszystko za to, by tam być i zerować, a nie leżeć jak pień. Perspektywa niewiarygodnie się zmienia, gdy z dnia na dzień nie możemy chodzić. Odnowiła mi się dawna kontuzja i to w takim wymiarze, że szkoda słów. Czwarty dzień w zasadzie nie poruszam się, nie licząc kilkuminutowej mozolnej drogi do WC. Pisząc relację choć na chwilę jestem w ciekawym i kolorowym świecie, bo poza tym to zostaje zaciskanie zębów i czekanie na jakiś ostateczny werdykt, czy wywinę się z tego kolejny raz bez jeszcze bardziej odczuwalnych reperkusji… W całej relacji oprę się głównie o spostrzeżenia Michała i Roberta, którzy byli głównymi bohaterami tej tury, choć nie tylko oni punktowali. Żeby wprowadzić Czytelników w teatr Czytaj więcej [...]

Pełnia sezonu

Co ja bym zrobił bez kolegów! Po pierwsze już widzę, iż ten rok będę mieć trochę trudniejszy wędkarsko, głównie z przyczyn czasowych [kilka przedsięwzięć związanych z wędkarstwem, ale nie bezpośrednio z łowieniem oraz czynniki życia codziennego plus ponowne macanie się z muzyką]. Niby zawsze miałbym o czym skrobnąć, aczkolwiek mam świadomość, iż niekoniecznie chcecie czytać wyłącznie o UL. Nie śmiejąc się złośliwie, zacznę od tego, że jeszcze przed deszczami „rzucili” tęczaka 🙂 Dla mnie pokazuje to, jak ludzie są głodni mocniejszych pobić, silnych holi. Duża część z tych ludzi najzwyczajniej tęczaki wypuszczała. Nie tylko o mięcho więc tu idzie. Połowiłem w sumie trochę nietypowo i w nietypowych miejscach, miałem kontakty z fajnymi rybami, ale jeżeli idzie o gatunki duże, to ratują mnie kumple. Przekrojowo patrząc, to ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem zimna i mega wielkiej wody, a teraz kończy się czas Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – III tura – Kanał Łączański

Oj, naprawdę nie mam o czym pisać po naszej ostatniej rywalizacji. Z jednej strony można by rzecz krótko: nie umieliśmy. Z drugiej – czego będę się trzymać – aura w tym roku, nie tylko na tej turze na razie bardzo daje się we znaki i mocno wypacza wyniki, głównie w taki sposób, że punktuje bardzo, bardzo mało osób. No bo na Bagrach – niby jak na marzec wszystko się zgadzało, ale jednak skala wiatru, jaka nam towarzyszyła, była jednak grubo ponadprzeciętna. Kwietniowa tura na Kanale – załamanie aury po kilku już cieplutkich dniach. W ostatnią niedzielę niby było OK, ale poprzedzający turę burzowy i bardzo deszczowy tydzień swoje namieszał. Pal licho, że była wschodnia cyrkulacja, że wiatr w pięć godzin trzykrotnie zmieniał  kierunek. Nie był aż tak przeszkadzający, choć na tym łowisku mało sprzyjający spinningistom. Ciśnienie było perfekcyjne. Nawet burza z małym oberwaniem chmury i gradem skończyła się w momencie naszej zbiórki Czytaj więcej [...]

Dla formalności

Żeby nie było - majówkę trzeba odnotować. Ja zazwyczaj pierwsze weekendy maja mam takie sobie. Częściej słabe,  niż średnie. Do dzisiaj dostałem tyle zapytań jak było u mnie, że zastanawiałem się, jak spreparować  ten mój ostatni długi weekend, żeby wyszło, iż umiem coś tam złowić… Ale nie ma chyba co ściemniać – kicha była i tyle, najsłabsza moja majówka od 2015r. Pierwszy dzień tak mnie ostudził + aura, że zmieniłem plany i byłem potem tylko raz, mimo, iż pięć dni miałem wolnych. Zaliczyłem zamiast ryb po prostu jedną krótką i jedną dłuższą wycieczkę z dziećmi, a ostatniego dnia, gdy były tylko cztery stopnie na plusie, miałem próbę. Choć zapowiadało się fajnie. U mnie szału nie było, bo kompletnie w nie, nie celując, zacząłem mieć dużo kontaktów tylko z tęczakami. Natomiast część kolegów, którzy w planach nadal mieli wody stojące/wolno płynące, miało fajne wrażenia. Szczególnie Krzysiek, który Czytaj więcej [...]