Maj, jak nie maj…

Niecierpliwie czekam na wyniki dwóch oficjalnych zawodów w okręgu. Jedne – spinningowe, mają się odbyć na Wiśle poniżej Krakowa, drugie - gruntowe na Kanale Łączańskim. Zastanawiam się i pewnie nie ja jeden, co uczestnicy złowią, gdyż tegoroczne wyniki na wodach płynących w naszych stronach są słabe, by nie rzec – żadne. Te spinningowe o tyle mnie trochę zastanawiają, iż są na niezwykle krótkim odcinku i albo jest to wynikiem tego, że bierze w nich udział bardzo mało osób, albo organizatorzy liczą się ze słabymi wynikami i wszystkich chcą upchać na odcinku, który sami nazywaliśmy „złotym odcinkiem Maćka”, który blisko 10 lat temu odkrył ten fragment. Tyle, że ta woda od przynajmniej trzech lat jest już dość powszechnie znana i rzadko już cieszy jakiegoś bywalca większą liczbą brań… Miejscem rywalizacji wędkarzy gruntowych będzie Kanał Łaczański – niegdyś na całej długości pewniak, jeśli chodzi o okazy jazia. Tymczasem Czytaj więcej [...]

III tura ligi spinningowo – muchowej 2022. Raba „górska”.

Gdyby ta tura była jakoś transmitowana wizualnie na żywo, równocześnie ze wszystkich miejsc, gdzie byli uczestnicy i z takim bieżącym przedstawianiem, co się dzieje w rankingu ogólnym, mogłoby być nawet dość interesująco, mimo w sumie bardzo słabych jak na Rabę wyników. Nie mniej te skromne połowy bardzo namieszały w rankingu ogólnym i w wielu przypadkach przodujący zrównali się  z tymi, co byli w ogonie. Takiego ścisku w tabeli nigdy jeszcze nie było. Po prostu aż osiem  osób zerowało, a i z tych, co cokolwiek złowili, to od miejsca piątego są to pojedyncze rybki w tym niektóre ledwo, ledwo na punkty. Nie mniej wynik mógł być zupełnie inny, gdyby dopisało szczęście – Zygmunt o ile pamiętam z czytanych na gorąco po turze wpisów na naszym forum, stracił dwie duże ryby. Tommy stał się bohaterem dnia, choć nie wygrał, ale emocje miał potężne. Nawet ja, gdybym nie popełnił błędu taktycznego, to przy wynikach jak inni, mógłbym być Czytaj więcej [...]

Refleksje po majówce

Od chyba 3-4 lat próbowałem zaliczać majówki z nastawieniem na bolenia albo szczupaka. Wyniki były żadne, bądź słabe [rok temu osłodził mi otwarcie sezonu 56cm kleń i 45cm jaź]. To, co było teraz skutecznie wybiło mi z głowy majówki z drapieżnikami nad dziką Wisłą. Obiecałem sobie, że koniec. Naprawdę podłapałem doła. Nie będę Was nudził tym gdzie tam nie byłem. Krótko: jak to możliwe, że po przeoraniu dosłownie metr po metrze trzech oddalonych od siebie o kilka kilometrów, różnych około 200m fragmentów Wisły, jedyne, co zaliczyłem, to ...jedną podcinkę. Słownie. Widziałem dwa niemrawe ataki. Jeśli to były bolenie, to małe.  Osiem godzin w pełnym skupieniu z przerwami na dojazd w nowe miejsce. Na koniec, doprowadzony do desperacji, odłożyłem zestaw szczupakowo – boleniowy i zmontowałem kijek na jazia. To były jeszcze dwie dodatkowe godziny i czwarty, dawniej pewny odcinek z tym gatunkiem o tej porze roku. Znów nic. Taki był mój Czytaj więcej [...]