Oby nie ostatni taki głos

Jest coś na rzeczy, że jakieś niekoniecznie jasne chmury zbierają się nad PZW. Na razie różne spekulacje, co jest tego powodem zostawię, gdyż ciężko mi ocenić rzeczywiste przyczyny takich działań i nie zamierzam się rozwodzić nad pojawiającymi się informacjami, jak/kto by ewentualnie wody przejął czy ich część. Nie mam na tyle wiedzy. Chciałem się zatrzymać dziś nad bardzo konkretnym tekstem, jaki pojawił się w oficjalnym obiegu, wywołując niemałe emocje i właśnie podkręcając te spekulacje. Pod koniec lipca tego roku powstała bardzo wnikliwa opinia, wydana na wniosek Przewodniczącego Zespołu ds. gospodarki i rozwoju regionalnego Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Zwrócę uwagę, iż właśnie „regionalizacja” miejsca gdzie powstał tekst jest bardzo istotna, gdyż to głównie  właśnie na obszarze naszych pojezierzy kwitnie gospodarka rybacka, żyrowana  przez PZW, a z tzw. turystyki wędkarskiej Czytaj więcej [...]

Dlaczego jest, jak jest – część…nie wiem już która :)

Trochę wahałem się o czym pisać. Wędkarsko mam się czym pochwalić, ale wczoraj byłem na Bulwarowej, na przesłuchaniu. Przesłuchanie to dobre słowo. Zostałem wezwany jako świadek, lecz bez podawania w jakiej sprawie. Oczywiście zainteresowanych wędkarzy rzecznik okręgu nie wpuścił. Wszedł ze mną tylko mój pełnomocnik. Jakie wrażenia? Generalnie chyba nie spełniłem nadziei przesłuchującego. Po wykonanym z odpowiednim namaszczeniem odpytaniu mnie  i mojego pełnomocnika z danych osobowych [syn tego a tego itd.], danych adresowych zaczęło się przesłuchanie. Odpowiedziałem tylko na pytanie nr 1 – od kiedy jestem rzecznikiem dyscyplinarnym koła w Liszkach. Pytanie to mnie o tyle zdumiało, iż byłem głęboko przekonany, że dawno jestem odwołany. Ja przypomnę, że koło w Liszkach powstało w 2021r, w  bardzo „specyficzny” sposób, rotacja w funkcjach, w pierwszych tygodniach była zaskakująca. Koło miało być ostoją wędkarskiej normalności. Czytaj więcej [...]

Sandacz w teorii

A mówią, że nic dwa razy się nie zdarza! Otóż Tommy, choć nie na mojej miejscówce, zaliczył fenomenalny sandaczowy wypad. Nieskromnie powiem, że miałem w tym udział. W ostatni poniedziałek od około 15.00 ciśnienie tak leciało w dół i to w takim tempie, iż nie miałem wątpliwości: to ten wieczór. Sam tylko żałowałem, bo dla mnie poniedziałki są wyjęte z wędkarstwa niestety, zwłaszcza wieczorem. Nalegałem tylko, że trzeba się śpieszyć, bo przy tak szybko opadającym ciśnieniu, to około 19.00 może być już po wszystkim. W każdym razie pierwszą „bombę” Tommy zaliczył jeszcze w pełni dnia, dosłownie w drugim rzucie. 80cm. Czego chcieć więcej… Po chwili kolega meldował 68cm. Potem, już po zmierzchu przyszło kolejne zdjęcie: 85cm. Już „dinozaur”. Na koniec 64cm. Wszystko z jednego miejsca. Nie ruszył się na krok. Po wszystkim ale jeszcze dzwoniąc  z nad wody, gadaliśmy jak najęci, bo tak mi się udzielił Czytaj więcej [...]