Liga spinningowo – muchowa 2021. Podsumowanie

Jak oceniam nasze tegoroczne zmagania? Na pewno Liga miała w tym sezonie największą frekwencję. Mimo, iż z naszej rywalizacji wypadły/zrezygnowały trzy osoby, to i tak ilościowo było nas najwięcej od 2016r. Pewnym minusem, co dało się zauważyć już rok temu, jest aktualna sytuacja „zdrowotna” no i różne kwarantanny, oraz realne infekcje, blokujące uczestników od czasu do czasu. Na pewno sporym urozmaiceniem było pojawienie się w tym sezonie łowisk, które wcześniej nigdy się nie wylosowały, bądź nawet nie były proponowane [Poprad, Kryspinów, miejskie W3]. Bez tego pewnie nie zawitałbym do portu w Płaszowie, czy na tzw. Kanał Ciepłej Wody. Wydaje mi się, iż poza czołowymi miejscami, gdzie uczestnikom obok umiejętności też trochę sprzyjało szczęście; pozostali uczestnicy byli pod dużym wpływem przypadku. Część z nas trenując dużo, przed co najmniej kilkoma turami miała świetne wyniki, których podczas tur nie udawało się powtórzyć. Czytaj więcej [...]

Liga Spinningowo – muchowa 2021. X tura – Wisła W2

Zacznę może tak: niejako przy okazji, taki pomysł z Ligą jest bardzo wiarygodnym sprawdzianem, co warta jest dana woda. Nawet gdyby samokrytycznie przesadnie nie szacować  umiejętności uczestników rywalizacji – ilość ludzi x czas... Daje do myślenia. Ostatnia tura tegorocznej Ligi była najsłabszą ze wszystkich odkąd Liga powstała, czyli od 2016r. Rok temu na zbiorniku Cholerzyn padła tylko jedna ryba na punkty i nie myślałem, że może być gorzej. No, ale może – 11 grudnia nikt nie miał ryby na punkty, nikt nawet ryby nie wyjął, nikt nawet nie wyjął...podcinki, a odnotowanych brań były dwa. 91 „wędkarzogodzin”, trzy techniki: standardowy spinning we wszystkich odmianach gramaturowych [od 0,3g do nawet 30g], drop-shot, troki boczne. Nic. Łowiliśmy 7h [7.00 – 14.00] na relatywnie krótkim odcinku od ujścia Skawinki do progu Kościuszko. Na obu brzegach. W mojej ocenie jest to łowisko dla spinningisty łowiącego z brzegu niewdzięczne; o tej porze Czytaj więcej [...]

Dlaczego jest jak jest – c.d.

Kontynuując zgodnie z obietnicą relacjonowania całej sprawy, jaką aktualnie sam mam z okręgiem, informuję jaki jest rozwój sytuacji. Niezależnie jaki będzie finał przebiegu zdarzeń, a finał, przynajmniej w moim pojęciu będzie nie szybko, przedstawiam temat, bo na tym przykładzie chcę pokazać, jakiego charakteru stowarzyszeniem jest jeśli nie całe PZW, to okręg krakowski związku. Z początkiem listopada dowiedziałem się, iż – uwaga 🙂 - na podstawie głosowania zarządu okręgu, zostałem usunięty z szeregów związku. Po pierwszym zdumieniu , śmiać mi się chciało. Mój ogląd tego ruchu ze strony włodarzy jest następujący: Zrobili to chyba, by ośmielić sąd kolesiowski i nadać mu jakąś tam podstawę prawną. Zrobili to po prostu dla lepszego samopoczucia, bo cóż im pozostało, jeśli przywrócili poprzednie [dłuższe] okresy ochronne, czyli krótko mówiąc – przyznali rację składającym petycję. Zrobili to dla efektu propagandowego, Czytaj więcej [...]

„Dziki” rekord

Przeżyłem ostatnio piękną przygodę. Pobiłem swój kolejny, prywatny rekord i to w gatunku, którego specjalnie nie brałem pod uwagę. Fakt faktem, że nie musiał się zdarzyć żaden cud, bo i mój dotychczasowy rekord był bardzo skromny, nie mniej przeskoczyłem go o prawie 20cm... Wszystkie chwile wędkarskiej chwały  w tym i zeszłym roku  zawdzięczam moim dwóm „magicznym” odcinkom. Choć opisywany niżej wypad w założeniu miał być ostatnim nocnym w tym sezonie. Powód prosty – zero kontaktu przez cztery wyjazdy z rzędu. Tak naprawdę skusiłem się tylko z jednego powodu: metr wody więcej niż przez cały ostatni miesiąc. W bardzo niskim poziomie rzeki upatrywałem przyczynę braku brań. Podejrzewam, iż znaczenie miała też pora: na tym dzikim fragmencie w zeszłym i w tym  sezonie późnojesiennym, wszystkie sandacze, poza chyba trzema rybami złowiłem po 20.00. Tymczasem w tym roku ja na ogół kończę o tej porze, chyba dwa razy zostałem dłużej. Czytaj więcej [...]