Liga spinningowo – muchowa 2018. VI tura- Raba

Zastanawiałem się, co napisać o naszej ostatniej, VI już w tym roku turze ligi, która odbyła się na Rabie między Gdowem, a Książnicami? Co napisać, żeby nie wyszło za bardzo malkontencko? Ale i tak wyjdzie. Są takie wody nad którymi zdarza mi się stanąć, popatrzeć i wiem, że nic tu po mnie. To rzadkie sytuacje, ale Raba zalicza się do tych łowisk. Dla mnie jest to łowisko sztuczne, gdyż – mam na myśli fragment, na którym rozgrywaliśmy całą zabawę – istnieje wyłącznie dzięki wyżej funkcjonującemu odcinkowi no kill. Gdyby nie relatywnie częste i obfite zarybienia, i troska strażników, to na wiele nie możnaby liczyć. A i tak cudów nie ma. Pomijając kwestię lipy z rybami, mnie najbardziej odpycha wygląd rzeki: nawet, jak czysta, to ma taki „nieżywy” sino – błękitny kolorek, czystego kamienia nie uświadczy, za to wszędzie rudo – zgniłozielone farfocle glonów i to co mnie przeraża – dno wyglądające jakby na nie narobił jakiś gigant, który ma sraczkę. Prawie pomarańczowe. Dwa dni wcześniej byłem z Brandym nad Sołą poniżej Czańca. Zachęcam Was – pojedźcie, zobaczcie i porównajcie. Jeśli mam nic nie złowić, to przynajmniej w pięknym plenerze [choć to mało pocieszające], ale brak kontaktu z rybą nad Rabą, działa na mnie frustrująco do kwadratu. Z powyższych powodów, oraz  pewnie dlatego, że tęczak, szczególnie „świeży” nie budzi we mnie żadnych większych emocji, choćby ważył i 5 kg, powiem, że nie ma się czym podniecać, ani samym odcinkiem no kill, a tym bardziej tym co niżej.

Dobra, dość marudzenia. Było lepiej niż rok temu na tej wodzie, bo wtedy zapunktował jeden uczestnik, a sam osobiście nie miałem nawet brania. Teraz było…dwóch punktujących na dziewięć osób, a każdy cokolwiek wyjął, choć to „cokolwiek” ilościowo było słabiutkie, a wielkościowo… Szkoda słów.

Treningi chłopaków [kilka osób naprawdę poświęciło sporo czasu], wskazywały, że cokolwiek powinno się jednak dziać i w stosunku do zeszłego roku, powinno być przynajmniej dostatecznie. Szczególnie wypady  Sławka…

(fot. S.M.)

… i Jacka

(fot. J.S.)

… dawały nadzieję. Podchodziłem do tego bardzo sceptycznie, natomiast i moją nadzieję budziły informacje o dużej ilości brań kleni.

Oddam głos Sławkowi, który zdecydowanie wygrał, a miał szansę nas dosłownie zdeklasować.  W przeciwieństwie do mnie, zwycięzca tury lubi tę wodę i łowi tu bardzo często.

Zacząłem łowić punkt  5.00. Przy moście w Gdowie. W pierwszym rzucie, na białą obrotówkę z chwostem miałem branie – ryba ok. 30cm, przez moment wisiała chyba na chwoście, prawdopodobnie kleń – widziałem pod powierzchnią walkę, ale ryba wyglądała jak tęczak. Tylko tęczaki 30cm w Rabie to rzadkość. 

O 5.21 wyjmuję klenia 43cm. Walka sugerowała większą rybę i miałem nadzieję na tęczaka 50+.

(fot. A.K.)

Później kilka rybek 20-25cm, klenie i potoki, oraz … uklejka na obrotówkę, zupełnie prawidłowo zapięta, i o 5.50 coś większego – tęczak 40cm.

(fot. A.K.)

Moment później – wyjście potoka 30-32cm, ukłuł się i nastała cisza na miejscówce. Schodzę niżej na rynnę pod drugim brzegiem, gdzie często łowiłem niewielkie, ale jednak punktujące (30-35) potoki. 

Bez brania, Michał już „obrobił” to miejsce i też nie wyjął nic większego. 

Jeszcze niżej Zygmunt walczy z zaczepem. Nic to, miejsce jest na tyle dobre, że poświęcam mu kolejną godzinę. Bez efektu – ryba jest spłoszona. Rozważam wejście na drugi brzeg i mozolne obławianie kamieni opaski. Jednak w końcu rezygnuję. 

Wracam wyżej i ramię w ramię z Michałem „męczymy” okolice mostu. Wyjścia i brania potoków 25-35cm i tęczaków ok.40cm. Jeden mi spada. Nic sensownego nie wyjmujemy i zapada decyzja że jedziemy niżej na ostatnio rozpoznaną, kamienistą rynnę. To miejsce, gdzie niedawno przegrałem z tęczakiem 50+, miałem dwa lata temu bolenia 61cm, i wiele przegranych pojedynków z rybami konkretnych rozmiarów. 

Młócimy równo – Michał obrotówki 0, ja zmieniam od wirówek 1-3 przez woblery 3-5cm. Są liczne kontakty z klenikami 20cm, mam na kiju takiego w okolicy 30cm – spada. 

Schodzimy niżej. Podobnie. Małe klenie. Pojawia się wędkarz ostro pracujący blachami z drugiego brzegu. Mam ostre branie na woblera 4cm i potok ok. 40cm spina się po pokazowej świecy. Jest około 9.00.

Coraz więcej wędkujących mamy w zasięgu wzroku. Idziemy w dół. Brań mnóstwo ale to kleniki 15-20cm, czasem mam wyjście potoka ale nadal poniżej 30cm. 

Kończymy, jest 10.30. Ostatnie 15 minut już nie mam weny ani nadziei , ale dopinguję Michała. 

Wraz ze Sławkiem łowił Brandy – nietypowo jak na niego, bo głównie na spina. Potwierdził, że miał dużo brań, wyjmował klonki, pstrągi potokowe, ale wszystko maluchy. Miał mało szczęścia, bo płoci, która jak najbardziej zaatakowała wirówkę rozmiaru 00, brakowało do punktowanych 25cm bardzo niewiele.  Zerował niestety.

(fot. M.B.)

Bartek i Michał łowili chyba sporo czasu razem. Około 9.00, czyli na półtorej godziny przed końcem pojawili się w moim rejonie – byli na zero. Jak i ja.

Finalnie Bartek miał tylko klenika, obcinkę szczupaka i odprowadzenie przynęty przez małego pstrąga.

Michał twierdził, że wszystko przez wodę – fakt – była mocno zbrudzona. Jego zdaniem dopiero z końcem tury zaczęła się klarować, a łososiowate zaczęły być aktywne. Wyjął potokowca, któremu brakło słownie 1cm do miary – podkreślam tu uczciwość kolegi, gdyż – wierzcie – w takich kulawych okolicznościach kusi…

(fot. M.M.)

Miał też wyjście zdecydowanie większej ryby, która nie trafiła…i czas się właśnie skończył. O ile dobrze wyczułem, Michał lubi tę wodę i pewnie nie jak Sławek, ale nierzadko tu zagląda. Niestety, tym razem się nie udało.

Maciek, który jako jedyny rok temu zdobył tu punkty, podążył na tarnowski no kill, poniżej ujścia Stradomki.  Przez pięć godzin doczekał się…trzech brań. Rybek do 20cm. Jedyne, co wyjął to ładny, bo dziki pstrążek potokowy ok. 26cm.

(fot. M.K.)

Maciek łowił Mepps`em  Aglia 1 i woblerkami Andrzeja Widła  3,5cm oraz „piątką”. Po 2,5 godzinach pojechał tuż pod most w Gdowie, ale tam nie miała dotknięcia – łowiło tam wcześniej trzech ludzi z ligi plus dwóch innych wędkarzy. Zakończył pod mostem w Marszowicach. Za komentarz nie posłuży jedno z ostatnich zdań jego relacji:

Raba od Gdowa w dół dołącza do mojej listy łowisk na których mało prawdopodobne, żebym się pojawił przynajmniej przez kilka najbliższych lat.

O tym, że Zygmunt stawił się na turę, dowiedziałem się po jej zakończeniu. Miał awarię samochodu dosłownie na kilkaset metrów przed miejscem zbiórki, ale sam postanowił rozwiązać problem, przez co dość mocno się spóźnił. Obławiał odcinek poniżej mostu w Gdowie, ale już po Brandym i Sławku.  Zaliczył trzy kontakty i wyjął tylko pstrąga potokowego w okolicach 25cm.

Jacek w stosunku do moich [totalna negacja łowiska] i Sławka [euforyczne podejście] zapatrywań, miał bardziej stonowaną opinię dnia, choć finalnie podsumował całość raczej pesymistycznie, ale o tym na koniec relacji.

Woda poniżej Gdowa ma bezapelacyjnie potencjał. Szkoda tylko, że Raba była nie do końca, do muchowania, bo przygotowałem sobie drugą lekką muchówkę z suchą i nimfą, której w efekcie nawet nie wyciągałem z auta (pozostałem tylko przy streamerze i czasem mokra na skoczku). Miałem dużo niedociętych brań i dużo spadów. Ryby jakby do końca nie  widziały dobrze w tej wodzie mojego streamera i często waliły gdzieś bokiem. Poniżej Gdowa skuteczna okazała się czarna pijawka, podczas gdy na OS-e mnie się w ogóle nie sprawdzała.

Jacek był jedyną osobą, która miała na kiju dużą rybę, najpewniej tęczaka. Po dłużej walce niedoszła zdobycz urwała żyłkę 18-kę wraz z muchami. Jacek łowił kilkaset metrów poniżej Sławka i reszty kolegów.

Paweł rozpoczął pod mostem w Marszowicach, ale bardzo szybko zjechał do mnie, gdyż musiałem się zabawić w chirurga. Łowiąc plecionką dostał taki „odpał” przy uwalnianiu przynęty z zaczepu, że wabik uderzył go w twarz. Z racji wczesnej pory i miejscami cienia drzew, nie miał okularów i jedna z kotwic wbiła się głęboko…pod okiem.  We dwóch szybko poradziliśmy sobie z problemem – na szczęście kumpel jest twardy, bo było dość radykalnie. Ale po turze jedynym śladem była niewielka kropeczka w miejscu sporej, krwawo podbiegłej opuchlizny. Trzeba uważać.  A ryby? Cóż – jak większość, która zjechała niżej, okazuje się, że  za nisko – nie miał nic do punktacji. Zaliczył kilkanaście brań, wyjął sześć klonków do 25cm. Kolega był podobnie jak ja, zdegustowany stratą czasu.

Byłem drugą osobą z punktami, choć zawdzięczam to tylko i wyłącznie szczęściu. Łowiłem od mostu w Nieznanowicach na odcinku około półtora kilometra. Nie robiłem treningów, bo mnie ta woda odpycha.

(fot. A.K.)

Dosłownie w trzecim rzucie wyszła i delikatnie złapała wirówkę ryba, która raczej miała ciut nad 30cm, ale zrobiła to tak delikatnie, że gdybym jej nie widział, to uznałbym, iż jakaś trawka uwiesiła się i zaraz spadła. A potem miałem kilkanaście brań kleników. Cztery wyjąłem. Woda była faktycznie mętna, ale nie taki znów budyń. Przy tak trąconej rzece, na Sole chyba nikt z nas nie zszedłby bez punktów.

(fot. A.K.)

Skoncentrowałem się z Pawłem, który już pozostał na moim fragmencie, na spokojnych odcinkach między przelewami. Potem same napływy i na koniec końcówki warkoczyków z umiarkowaną wodą, poniżej przelewów. Brak mi słów.

Punktowaną rybę złowiłem w nijakim zastoisku pełnym burej piany przy dzikim brzegu na 25 minut przed końcem tury. Klenik miał niespełna 32cm, policzyłem go jak 31cm. Nie ma to w całości punktacji żadnego znaczenia.

(fot. A.K.)

Poziom niezadowolenia opadł, gdyż wykonałem plan minimum. Ja tu nawet nie śniłem o czołowych pozycjach, natomiast byłem pewien, iż przytłaczająca większość  zeruje i złowienie czegokolwiek na punkty da dobrą lokatę. Byłem lekko zaskoczony, że tak cienki wynik dał mi drugie miejsce i zarazem ostatnie punktowane. Łowiłem głównie woblerem Salmo Minnow 7cm, oraz wirówkami Wrta nr 0 i jakimś „helikopterem” nr 2 – dla mnie to już spora wirówka. Najwięcej brań było jednak na malutkie ripperki blisko dna.

Jacek słusznie zauważył, że zjechałem za nisko. I zgadzam się z nim. Tylko idąc tą logiką, powinniśmy wszyscy łazić po sobie w dziewięć osób na kilkuset metrach niżej mostu w Gdowie. Łowisko było określone, jako „Raba od mostu w Gdowie do mostu w Książnicach”, a nie do pierwszego zakrętu…

Przytoczę na koniec dwie dosadne i wg mnie celne wypowiedzi, podsumowujące całość. Maciek ujął to tak:

Wygląda na to, że właściwą taktyką było łowienie od rana blisko za mostem w Gdowie, licząc na ochłapy spływające z no killa.

Jacek zaś stwierdził następująco – Ale ogólnie Raba poniżej Gdowa to studnia bez ryb i kilometry martwej wody .

Wyniki szczegółowe:

Sławek – kleń 43cm i tęczak 40cm -1 pkt [315 małych punktów]

Ja – kleń 31cm – 2 pkt [42 małe punkty]

Zygmunt, Maciek, Brandy, Bartek, Michał, Paweł, Jacek oraz wszyscy nieobecni dostają po 7,8 pkt [średnia z miejsca od 3 do 17].

Zostały nam już tylko trzy tury ligi. Rywalizacja na Rabie kompletnie nic nie zmieniła w czołówce, mimo iż Wojtek, który zajmował miejsce drugie był nieobecny. Po zakończeniu ostatniego, roboczego spotkania grupy przy Zarządzie Głównym PZW, zajmującej się projektem zmian na polu ochrony wód, zamiast błąkać się nad brzydką jak stara kurtyzana Rabą, łowił fajne ryby…

(fot. A.K.)

… w jeszcze przyjemniejszych okolicznościach.

(fot. A.K.)

Nawiasem mówiąc Raba na wysokości wsi Osieczany, gdzie dziś jest cofka zapory, miała identyczne brzegi, zanim nie powstał zbiornik, przy którym my, wędkarze możemy sobie co najwyżej legalnie zbierać grzyby.

Mój mizerny klenik spowodował, żeby nie wygrać ligi w tym roku,  musiałbym zerować w każdej następnej turze albo na żadną nie przyjechać  🙂  Może poszło mi aż za dobrze ale pozostałe miejsca, to jednak kwestia otwarta.

Klasyfikacja ogólna po sześciu turach.

I miejsce – przypada mnie – 11 pkt [2758 małych punktów]

II miejsce – Wojtek- 33,3 pkt [683 małe punkty]

III miejsce – Paweł- 34,3 pkt [aż 3614 małych punktów]

IV miejsce – Maciek – 44,3 pkt [1323 małe punkty]

V miejsce – Jacek – 45,8 pkt [805 małych punktów]

VI miejsce – Michał – 47,3 pkt [523 małe punkty]

VII miejsce – Sławek – 53,5 pkt [433 małe punkty]

Dzięki zwycięstwu w tej turze przeskoczył czterech innych uczestników, z którymi dotąd przegrywał.

VIII miejsce – Łukasz – 55,3 pkt [227 małych punktów]

IX miejsce – Brandy 57,3 pkt [361 małych punktów]

X miejsce – Bartek – 58,3 pkt [ 254 małe punkty]

XI miejsce – Kuba – 59,3 pkt [199 małych punktów]

Na tym kończy się lista uczestników punktujących.

Zygmunt, oba Tomki, Majki, Igor i Grzesiek mają po 64,8 pkt

29 myśli nt. „Liga spinningowo – muchowa 2018. VI tura- Raba

  1. Proponuję p.Adamie kolejną rundę ligi rozegrać na którejś pstrągowej rzeczce z pana „rankingu”najlepiej na którejś które zajęły miejsce na podium… Ciekawe czy dalej są takie rybne.

    • Nawet jak by były rybne to pan adam i tak nie osiagnie dobrego wyniku, trzeba mieć trochę znajomości wody i podstawowych umiejętności wędkarskich, a nie z marszu rzucać na ślepo blachą I liczyć na cud

      • Krytykę przyjmuję, choć na ślepo raczej nie rzucam. Proszę tylko nie robić wiochy i moje imię pisać z dużej litery, albo będę wypierniczać Pana wpisy. Jeśli zabawa w ligę będzie w przyszłym roku – szczerze zapraszam – poduczę się:)

        • Proszę sie nie bulwersować pisałem w pośpiechu a nie ma opcji edytowania komentarza 😉 dzięki za zaproszenie ale raczej nie skorzystam wole łowić na odcinku muchowym… co nie zmienia faktu że znam zwyczaje rabianskich pstragów i wiem ze to nie jest łatwy temat, ryby ktore schodzą z no killa w większości były łowione po kilkadziesiąt razy. Po mimo że to ryba z zarybień to po roku czasu na odcinku o tak dużej presji one sa poprostu „wytresowane” jakich przedmiotów należy unikać, często żerują na bardzo drobnym pokarmie wielkości do 5mm co sprawia ze dla spiningistów stają sie praktycznie niedostępne

          • A propo wyższości metody muchowej nad spiningową. Jaxon ma ofercie katalogowej pływające główki dżigowe, na tych pływających główkach dżigowych można ukręcić muchę, nimfę, lub streamer. A potem założyć na agrafkę i spiningować , sorry łowić na muchę. Posiadam książkę Przewodnik Flora i Fauna Wód Śródlądowych tłumaczenie z niemieckiego na polski , wydruk w Czechach, za którą nie jeden muszkarz dał by się zabić. Larwy ważek- wielkość 3-5 cm, larwy widelnic-od 10-20 mm, tylko 1 gatunek widelnicy ma larwę o długości od 5 do 7cm, larwy jętek- od 15-25mm, larwa pływaka żółtobrzeżka- 50-60mm, larwy chruścika- 30 do 50mm, larwa komara – ok.10mm, larwy chrząszczy wodnych z wyjątkami- od 2 -10 mm

          • Jeszcze jedna uwaga , planuję łowić na nimfy z zestawów muchowych firmy Hemigways oraz J:Son Sweden na czeburaszce. To jest jeszcze spining czy łowienie na nimfę. W przypadku łowienia na nimfę nimfa płynie tuż nad dnem, w przypadku spiningu nimfa porusza się po dnie dzięki czeburaszcze podciągana przez wędkarza. Przykład z pływającą główką dżigową jaxon oraz ukręconej na niej muchy , mokrej muchy lub strimera dowodzą ,że różnicę miedzy łowieniem na muchę a spiningiem prawie się zacierają. Równie dobrze można użyć mokrej muchy lub nimfy na bocznym troku. Do – Salmo

          • quest nie obraź sie ale to smieszne co piszesz 😀 widać ze nigdy nie łowiłeś na muchę 😉 życze powodzenia przy łowieniu lipieni w listopadzie z pływającą główka jaxona 😀

  2. Tura na rzece pstrągowej była, tylko prawie wszyscy łowili na rzekach spoza podium pana „rankingu” na Rudawach, Krzeszówkach, Dłubniach i Szreniawach…

  3. Pozwolę sobie na wtrącenie w tą śmieszną rozmowę o skuteczności muchy i spiningu na rzekach pstrągowych.
    Salmo, nie wiem jak długo łowisz pstrągi, ale po twoich wpisach wnioskuję, że dzień z nocą i jesli chodzi o wielkości poławianych przez ciebie ryb to pewno też nie masz się tu szczególnie czym pochwalić.
    Ja łowię tylko na muchę od ok 12 lat, wcześniej jak większość muszkarzy łowiłem na spining. Prawda jest taka, że spining jest dużo skuteczniejszą metodą niż sztuczna mucha. Ja łowię dla przyjemności, nie dla efektów,dlatego mucha. Kilka potoków 50 cm + udało się złowić, z kilkanaście takich spadło, zrywało zestawy itp Spiningiem można każdą miejscówkę obłowić, szybciej „zjeść” przynętą do dna, nie trzeba się przejmować nawisem gałęzi nad głową itp itd

    • Smieszna to jest dyskusja kto ile łowi i co łowi 😉 powodzenia ze spiningiem na jesiennych lipieniach i cwanych teczakach i powodzenia w rzucaniu spiningiem przyneta wielkosci główki od zapalki 😀

      • Masz troche racji bo w rękach nie wprawionego wedkarza spining napewno bedzie bardziej skuteczny ale jak ktoś ma dobrze ogarnietą metode muchowa to zostawi spining daleko w tyle… poprostu mucha daje wiecej możliwosci ale to duzo trudniejsza metoda

        • Salmo jak długo łowisz na muchę?
          Ja nie piszę o rybach 30 cm+ bo takich i mozesz nałowić więcej na muchę, ale duże ryby przerzucają się na rybie białko i to stanowi w większości ich dietę, a wciskając komuś wyższość streamera nad woblerem czy jakąś wydziwianą przynętą gumową można się tylko ośmieszyć 😃
          Dodatkowo streamer ma tylko jeden hak,a super etyczni spiningiści mają w woblerach dwie kotwice i nawet jak taki kaban nie ma zamiaru zeżreć a jedynie przegonić „intruza” ze stanowiska to i tak ląduje w podbieraku podczepiony za skrzela albo oko.
          Pełno takich okazów po różnego rodzaju forach wędkarskich.

          • Pisałem wcześniej o lipieniach i zdziczałych przekłutych tęczakach (okolo 60cm) twierdzisz że te ryby żywią sie głównie narybkiem i ze w ich przypadku spining bedzie bardziej skuteczny ? Co do starych potokow to masz racje streamer bedzie przynetą nr1 ale zaraz po nim sa mikro nimfy na hakach 16-18 mam ty na myśli ryby 60+ bo w przypadku mniejszych piecdziesiatek mikronimfy to podstawa… i może doprecyzujmy pisze tutaj o okresie letnim i Rabie

          • Jeśli nie docieraja do ciebie te fakty to można uznac 12 lat za zmarnowane bo niczego sie nie nauczyłeś. I mam jeszcze jedno pytanie to kilka potokow 50+ miales przez 12 lat czy w tym roku? Jak przez 12 lat to trochę słaby wynik bo w moim podbieraku od 1 lutego wyladowało okolo 17 pstragow potokowych na ponad 50cm nie wspominajac już o tęczakach

  4. Odnośnie Raby zacytuję mail, jaki dostałem trzy dni temu. Autor prosił o anonimowość, aczkolwiek wyraził zgodę na prezentację jego spostrzeżeń, które – z satysfakcją to powiem – całkowicie pokrywają się z moimi. Powiem tylko, że facet zjadł zęby na tej wodzie – mieszka nad Rabą blisko 20 lat, zrobił w życiu mnóstwo woblerów, których używa wielu wędkarzy.
    „Witam po długiej przerwie. Jak już kiedyś wspominałem jestem stałym bywalcem na Pańskiej stronie. Czekałem na wpis z Raby, bo to moje rejony, i ciekawiło mnie jakie będziecie mieli wyniki. Przyznam, że wiedziałem wcześniej jak to może wyglądać i nie myliłem się. Rzeczywiście Raba na tym odcinku to specyficzne miejsce. Mieszkam tutaj już 17 lat i mam swoje spostrzeżenia . Najczęściej łowię niżej niż tam gdzie odbyła się tura, ale jeśli chodzi o rybostan, jest podobnie. Są miejsca, gdzie jakaś ryba jest i są zupełnie puste. Na wiosnę, brodząc, ma się wrażenie, że depcze się po kilkucentymetrowym narybku. Co potem dzieje się z tymi rybami, nie wiem. Znikają. W zimie woda martwa. Nigdy tutaj nie miałem dobrych wyników. Zaobserwowane ryby występowały jakby na przemian w danym roku. Raz są, a za rok ich nie ma. W tym roku są leszcze, jakiś samotny boleń. Innych na razie nie widzę. Acha, jest trochę klenia głównie małego i bardzo małego. Pojedyncze sztuki duże. Chyba trochę zobojętniałem na taki stan rzeczy, choć fajnie by było jednak więcej połowić. Priorytetem jest dla mnie odpoczynek i cisza. Chodzę w miejsca niedostępne z brzegu, dzięki czemu zazwyczaj jestem sam na wodzie. Brak tutaj też osób kąpiących się latem. Nie ma plaż. Brak presji tłumaczę brakiem ryb, i być może no killem. Po ostatnich opadach deszczu i idącej przez ponad tydzień dużej i brudnej wodzie, po pstrągach nie ma śladu. Gdzieś poszły. Prawdopodobnie w dół. W zeszłym roku woda się dla mnie otworzyła. Kupiłem pierwszą muchówke. Teraz mam już dwie. Metody dopiero się uczę. Ale po prostu odbiło mi. Spinningi stoją w kącie. Na muchę połowiłem tutaj pięknych kleni. Niesamowite jest to, jak spokojny potrafi być duży kleniuch na takiej witce i żyłce 0,10. Góra dwie minuty holu i ryba w podbieraku. POLECAM. Przekonałem się też, jak mało inwazyjna jest muszka na pojedynczym haku bez zadziora. Na dodatek ryby zapinają się za końcówkę pyszczka praktycznie na zewnątrz. Przeżywalność 100 %. Wracając do Waszej tury, początek mieliście dobry. Latem w okolicach godziny piątej rano przy moście w Gdowie zawsze miałem dwa – trzy pstrągi. Jak się słońce podniosło brania się kończyły. Schemat. Druga dobra pora to wieczorem, ok godz 19:30 do zmroku”

  5. Salmo na necie wszystko można pisać, nikt tego nie zweryfikuje. Pewno dzikiego potoka 50 cm+ na oczy nie widziałeś… 😂
    No chyba, że jesteś miszcz wędkarski, geniusz, aż 17 sztuk potoków powyżej 50 cm na Rabie od 01.lutego 2018???
    Masakra jakaś, nawet jak to prawda, to miszczu zrobileś niezłą reklamę tej biednej Rabie… 😂

    • Jak ktos ma pojecie o łowieniu to taki wynik nie jest niczym nadzwyczajnym, ale czytajac tego bloga i komentarze spiningistow to widze że wy dopiero raczkujecie

  6. Mucha ma zdecydowaną przewagę nad spinningiem w czasie wieczornej rójki owadów, której na no-killowym odcinku Raby nie brakuje (a pewnie poniżej też nie). Największe pstrągi na Rabie złowiłem właśnie na suchą muchę ale późnym wieczorem. Czasami wystarczy zostać na tą jedną godzinę po zachodzie słońca (lub przyjechać wyłącznie na tą chwilę nad rzekę) aby przekonać się czy woda jest „martwa”. Tutaj jednak spinning jest nieprzydatny 🙂
    Co do Raby i no-killa to kilka lat temu podczas jednego wyjazdu (a było ich ok. 10 w roku) łowiłem co najmniej jednego potokowca +-50cm. W tym roku byłem tylko raz i też nieźle połowiłem z tym, że niestety już nie potokowce ale mocne tęczaki – i co ciekawe – na małe nimfki.

    • Ponizej gdowa tez mozna dobrze polowic na sucha i tez sa ładne potoki mialem ich tam kilka w tym roku wiec osoby ktore piszą o bezrybiu na dolnej rabie powinny poswiecic wiecej czasu na nauke łowienia 😉 ryba jest ale wobler i blacha to nie to co ta ryba oczekuje

    • Nawet jadąc do patagoni lub w jakie kolwiek inne miejsce na świecie przedewszystkim trzeba umieć łowić, a jeśli ktoś przez 12 lat zlowił zaledwie kilka potokow 50+ to dla takich osób są stawy komercyjne

  7. Salmo tak naprawdę to nie chciałem pisać za dużo i zdradzać swoje miejscówki…
    Podobne wyniki jak ty na Rabie mam na innej krakowskiej perełce -Rudawie.
    Praktycznie nie schodzę z tej wody bez wyciągniętego pięćdziesiątaka, oczywiście wszystkie na mikronimfki na hakach 20-24… Już potoków się w tym roku nałowiłem, dobrze, że już niedługo jesień i lipienie, których tam mrowie zaczną lepiej żerować,w tym roku myślę pobić to marne 52 cm z zeszłego sezonu😂
    Salmo… nieraz dobrze tak pofantazjować😂

  8. Salmo nie było praktycznie sensu łowić na muchę podczas ligi bo woda płynęła rano kawa z mlekiem. Ryby ledwo trafiały w duże przynęty, wiec małych by często nie widziały. Łowienie małymi przynętami wymaga dość celnego ich podania, a to jest prawie niemożliwe jak nie widzisz ryb. Na Rabie nie ma dużo charakterystycznych miejscówek żeby tylko tym się kierować.

    Poza tym radzę ośmieszać się dalej. Powinieneś kabaret założyć i mieć w programie parę skeczy o tematyce wędkarskiej.

    • To nie ja sie osmieszam bo moje wyniki w tym samym czasie na tej kawie były bardzo dobre parkinson i brązka z czerwonym akcentem bez problemu dawały rade. Osmieszacie sie wy swoim niedowierzaniem, twierdzeniem że sie nie dało ale dzieki temu moje osiagniecia ciesza mnie jeszcze bardziej. A co do podawania małych przynet… to wiesz chłopcze co to metoda żyłkowa? Na przyszlosc proponuje sprubowac na takiej kawie parkinson/glajcha a na skoczka cos małego 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *