Katastrofa

Nie myślałem, że tak smętnym klimatem zacznie się dla mnie i moich kolegów lipiec. 10 lipca, 7.30 – jestem kawał drogi od domu. Dzwoni telefon. Tomek – jeden ze strażników w naszym kole. Pierwsza myśl: ale musiał trafić byka, skoro tak rano chce się pochwalić. Albo namierzył kłusownika. Nic z tych rzeczy. Ma sygnał od wędkarza z naszego koła, który poszedł na ryby, że w rejonie mostu w Pisarach spływają rzeką śnięte pstrągi. Ilość podobno hurtowa. Ponieważ ja i Wojtek – szef naszej ekipy strażników jesteśmy daleko od miejsca zdarzenia i nie mamy możliwości wyrwania się z roboty, ustalamy telefonicznie, co i jak. Tomek, który  ma na popołudnie udaje się nad rzeczkę. Porobi zdjęcia i sprawdzi możliwie duży kawałek wody. Wojtek informuje komendanta SSR w Krakowie, ja ichtiologa okręgu – Łukasza. W międzyczasie Tomek relacjonuje, że nie ma cienia przesady – wodą płyną tabuny ryb. Niestety martwych. Robi się „grubo”. Wojtek dodatkowo informuje sanepid, i Gminny Wydział Ochrony Środowiska w Krzeszowicach. Ja kontaktuje się z Grzegorzem z Klubu Przyjaciół Rudawy, by jeśli da radę, sprawdził jak jest na odcinku no kill w Zabierzowie.

(fot. T.W.)

Spekulujemy skąd taki syf. Ciężko cokolwiek powiedzieć. Trzy dni temu przeszedł u nas huragan. Jak w wielu miejscach Polski. Ktoś tam był nad wodą zaraz po – nie było informacji, że coś jest nie tak. Dwa dni po „tajfunie”, czyli 9-go chyba nikt od nas nie był nad rzeką. Potem dowiadujemy się, że policja ponoć miała sygnały o śniętych rybach, dobę przed oficjalnym odkryciem tematu. Ja, nie mając pojęcia o rozmiarach zatrucia, na odległość zakładam, że znowu komuś nie chciało się puścić w ruch kosiarki i chciał sobie ułatwić życie przy pomocy jakichś potężnie trujących pestycydów. Tak było w 2014r [relacja w tekście „Cena bezmyślności” z 13 lipca 2014]. Ale Tomek jest już powyżej zeszłorocznego źródła zatrucia i tutaj śniętych ryb jest nawet więcej. Więc ta teoria odpada.

(fot. T.W.)

Szczęściem  – Krzeszówka jest dopływem Rudawy, na której znajduje się ujęcie wody pitnej. Około 10.00 nad wodą jest już armia ludzi: policja, ekipa z Okręgu PZW Kraków, sanepid, ludzie z powiatu, z ochrony środowiska, inspektorat wodny z Krakowa, krakowskie wodociągi… W międzyczasie mamy meldunek z gminy Krzeszowice: wizualnie sprawdzono Krzeszówkę na terenie miasteczka. Ryby pływają, spławiają się, nie widać martwych. Dzwonią także z nowo otwartego browaru w Tenczynku, który leży nad potoczkiem Olszówka, który spływa do Dulówki, będącej dopływem Krzeszówki. U nich też czysto [od razu też chcieliśmy wykluczyć browar].

Wojtek informuje jeszcze  Radio Kraków i TV Kraków. Do mnie dzwoni Przemek, który ma z kolei kogoś w TVN 24.

Tomek od czasu do czasu zgnębiony relacjonuje. Ryb jest mnóstwo, oczywiście śniętych.

(fot. T.W.)

Są wszędzie. Leżą na płyciznach, osiadły w dołkach z zastaną wodą, niektóre spływają pod powierzchnią.

(fot. T.W.)

(fot. T.W.)

Kilkanaście sztuk to ryby pod 40cm.

(fot. T.W.)

Pojedyncze egzemplarze mają nawet nieco ponad 40cm.

(fot. T.W.)

Ryb 30+ są dziesiątki, mniejszych setki. Znajdujące się w rzeczce większe gałęzie tworzą zapory kumulujące martwe pstrągi. Na razie wygląda  na to, iż woda została zatruta powyżej mostu w Pisarach. Tomek dociera  do mostu przy głównej trasie Kraków-Krzeszowice. Wygląda na to, że przy tym moście , a w zasadzie nieznacznie powyżej, gdzie sączy się non stop nieciekawa struga jest chyba początek tego wszystkiego. Po kilkunastu minutach dostajemy sygnał, że jednak wyżej nieżywe ryby też są.

Odzywa się Grzegorz z Klubu Przyjaciół Rudawy, który zwinął manele [był nad Wisłą] i podjechał do Zabierzowa. Tam wszystko gra. Nie ma nawet cienia martwych ryb.

Znów dzwoni Tomek – dopiero powyżej mostu przy ul. Czycza nie ma śladów trupiarni, co więcej – tam, jak zwykle maluchy zbierają jakieś drobne owady.

Około południa Tomek zjeżdża jeszcze na połączenie Racławki z Krzeszówką [około 2km w dół rzeki od miejsca znalezionych pierwszych nieżywych ryb], gdzie początek ma geograficzna Rudawa. Niestety wieści ma złe: masa nieżywych ryb. Tu nie ma tak wiele miarowych, za to dużo tegorocznego narybku z naturalnego tarła i palczaków wpuszczonych w marcu.

(fot. T.W.)

(fot. T.W.)

Trudno orzec, czy to są ryby, które woda zniosła aż tu, czy także niżej zatruta rzeka zebrała takie żniwo.

Umawiam się z Wojtkiem na mały rekonesans po pracy. Zaczynamy o 18.30 na maleńkiej Olszówce poniżej browaru w Tenczynku. Niby był sygnał, że wszystko jest git, ale ja to już jestem tak nieufny, że…

(fot. A.K.)

Schodzimy do połączenia z Dulówką. Martwych ryb nie znajdujemy. Ani jednej. Mimo lekkiego już półmroku widzimy niezbyt liczne malutkie klenie [do 20cm], jeszcze mniej liczne szczupaczki – kilka sztuk, małe  i także nieliczne grupki okonków [do około 17cm] i słownie pojedyncze pstrążki. Przeciętnie jest do pół łydki, ale trafiamy miejsca powyżej pasa, a jedno gdzie spodniobuty to za mało. Poruszamy się z trudem, ponieważ do wody wicher powalił mnóstwo drzew.

(fot. A.K.)

(fot. A.K.)

(fot. A.K.)

W samej Dulówce jest masa pstrągów. Miga nam mnóstwo dwudziestek. Od połączenia z Filipówką, rzeczka byłaby wspaniała do wędkowania. Dochodzimy do miejsca, gdzie łączą się wody Dulówki i Krzeszówki – stąd wolno wędkować. Śniętych ryb na szczęście nadal nie widzimy. A cudów nie ma – przy takim zatruciu znaleźlibyśmy te zaczepione na patykach, czy leżące na płyciznach. Górny odcinek ocalał.

Jak już jesteśmy w kalesonach z gumy, to postanawiamy, tym razem pod kątem kłusowników sprawdzić przyujściowy odcinek Rudawki/Racławki, od połączenia z Krzeszówką w górę. Zjeżdżamy te kilka kilometrów niżej. Na samym styku rzeczek widok początkowo sielski.

(fot. A.K.)

Kręcąc się ciut w górę Krzeszówki zastajemy ponury obrazek.

(fot. A.K.)

W każdym dołku, na każdej mieliźnie leżą pstrągi. Zawieszone na kijach, roślinach wodnych, trawach zwisających do rzeki. Dominują rybki niewielkie, ale jest ich mnóstwo.

Tu ciekawostka. Wyciągając jednego z nieżywych pstrągów, moczę palce w Krzeszówce. Jestem zaskoczony „śliskością” wody. Tu, odwołam się do ewentualnych doświadczeń wszystkich, którzy mają ryby w akwarium i wiedzą, jak ludzka skóra odbiera wodę wyraźnie zasadową [taka jak w naszych rzeczkach] i bardzo kwaśną, jakiej często wymagają ryby z tropików. Dla porównania wchodzę w nurt Racławki. Nawet przy tak prymitywnym badaniu widać różnicę: w wodzie Krzeszówki pocierane o siebie palce są jakby znacznie bardziej śliskie. Zresztą pobrane przed południem próbki na pewno, mam nadzieje cokolwiek wykażą.

Idziemy kawałek Racławką. Jest to jedna z najpiękniejszych małych pstrągowych rzeczułek jakie znam. Spod nóg uciekają nam słownie dziesiątki potokowców. Dzikich pstrążków. Dominują ryby 20cm, choć masa jest takich po 7-10cm.Widzimy takie pod 30cm. Ta woda wręcz pachnie. Jak 40 lat temu Białucha nad którą dreptałem jako dzieciak.

(fot. A.K.)

W nowym operacie powinno się ją, podobnie jak Dulówkę, przywrócić do wędkowania. Inaczej będzie to raj dla wszystkich, mających przepisy w du…ie. Mijamy centrum Rudawy i wędrujemy do zmroku jeszcze z kilometr wyżej. Ku naszemu w sumie rozczarowaniu, nie trafiamy na żadnych kłusoli, choć ścieżki wzdłuż rzeki na pewno nie wydreptały bobry, ani spacerowicze. Może nieuczciwych wędkarzy zniechęciła nieciekawa temperatura [tylko 11 stopni wieczorem] i już dające się we znaki komary, a może multum konarów bardzo utrudniających poruszanie się nad wodą. A może już się rozniosło, że tu też zaglądamy?

Odnośnie zatrucia będziemy monitorować temat. Trochę nas to zmiażdżyło, szlag trafił dwa świetne zarybienia, na które poświęciliśmy sporo czasu –ktoś zapyta skąd tu tyle miarowych ryb? Ano postaraliśmy się o to przy  – trzeba powiedzieć –  pozytywnej współpracy z ludźmi, z Zarządu Okręgu. Szkoda godzin już przechodzonych w celu pilnowania wody…

Zastanowił mnie brak innych gatunków. Wśród martwych pstrągów zawieruszył się słownie jeden szczupaczek. Nie było ani okoni, ani lipieni. Czyżby okonie nie były podatne na daną truciznę? Bo lipienie raczej by padły, a było ich dość dużo u schyłku lata rok temu. Zastanawiam się także, czy te, obserwowane ostatnio minimalne wezbrania rzeki, jej nagłe mętnienie bez deszczu i znacznie liczniejsza liczba garbusków nie ma z tym nic wspólnego? Druga rzecz jaka mi przychodzi na myśl, to, że ktoś puścił coś do malutkiego strumyczka wpadającego do Krzeszówki jakieś 300m powyżej mostu  przy trasie Krzeszowice-Kraków. Ponoć wyżej tego ciurka ryby już pływały normalnie [jakby co, to popraw mnie Tomku]. Oczywiście jest jeszcze opcja, że ktoś zrobił jakiś większy oprysk, który zmył deszcz, choć to akurat mało prawdopodobne, bo o ile wiatr był ekstremalny, to u nas opady wręcz symboliczne, a ziemia sucha jak pieprz wchłonęła wilgoć natychmiast. No, jest jeszcze w najbliższej tu okolicy, otwarta na dniach ręczna myjnia aut. Ale to pewnie wszystko sprawdzą. Jeśli cokolwiek się dowiemy – damy znać. Nie mniej wszystkim wędkarzom odradzam chyba już do końca sezonu wypad nad Krzeszówkę/górną Rudawę. Nie ma po co. Nieżywych ryb nie było sto, czy dwieście. To były na przestrzeni kilometrów grube setki pstrągów, a na zdjęciach Tomek pokazał te co większe, których było zaskakująco wiele [mam na myśli dzikie ryby]. Oczywiście przy okazji padł mit 60-ek bezmyślnie powtarzany przez wędkarzy – kosmitów. Przy takiej presji nie ma w zasadzie szans, by ryba w takiej rzeczce dorosła do takich rozmiarów. Żaden też, przynajmniej ze znalezionych pstrągów nie zbliżył się do 50cm. Nie mniej patrząc z perspektywy naszych planów, co do tej wody – straty są makabrycznie wysokie.

Na koniec chciałem podziękować Panu Turynie, który powiadomił o wszystkim i Tomkowi, za pół dnia jakie poświęcił na udokumentowanie i relacjonowanie na żywo rozwoju sytuacji.

 

 

22 myśli nt. „Katastrofa

  1. Masakra… Mam nadzieję, że wyjaśni się kto/co za tym stoi.

    Zresztą dziwna sprawa z tą Rudawą, wczoraj wieczorem wybrałem się na nizinny odcinek. Na wodowskazie w balicach było 237cm czyli niziutko, w tym roku przy tak niskim stanie jeszcze nie łowiłem. No ale docieram nad rzekę i zaskoczenie – woda brudna i dobre 20-30cm podniesiona, ledwo woblera widziałem… Nie wiem skąd taki stan skoro nie padało od czasu tego „huraganu” i nie wiem czemu na wodowskazie ten stan nie „wyszedł”. Spuścili wodę ze stawów?

  2. Klasyczny efekt wylania do rzeczki szamba. Szybki i krótkotrwały ale zabójczy. Nie zabija na całej długości tylko na odcinku kilkuset metrów poniżej spuszczenia. Po kilku godzinach od zatrucia praktycznie niewykrywalny. Badania ryb wykazują ich uduszenie jak w przypadku przyduchy. Siarkowodór z szamba zrobił swoje…

    • Na razie jest info, że nie ma zagrożenia w samej wodzie [co było – spłynęło]. Ja nieszczególnie łudzę się, że wskażą winnego, natomiast powinni powiedzieć, co było przyczyną. Z tym szambem, to sam nie wiem. Przy grubych deszczach, to Krzeszówka robi się nieraz żółta i „wali” tak, iż mam wrażenie, że same gówna lecą, a ryb martwych nie widuję. No i wydaje mi się, że na kilkuset metrach, aż tyle pstrągów by nie żyło. Dziś był kolega i od mostu poniżej Krzeszowic do styku z Racławką woda sprawia wrażenie martwej. Dobrze, że TVN i Radio Kraków „rzeźbią” dość mocno w temacie.

        • Braliśmy pod uwagę coś takiego, ale po konsultacji z człowiekiem z branży okazało się, że nie ma szans na takie straty, chyba, że wszystkie pstrągi z 5km by o tym się jakoś dowiedziały i wszystkie chciały popełnić samobójstwo. Poza tym przewody nie upadły do rzeki, choć blisko niej.

  3. Oprócz wymienionych instytucji powiadomiłem jako POW O/Kraków również Policję z Krzeszowic i Zabierzowa, WIOŚ Kraków, Wodociągi Kraków które pobrały wodę do analizy. W okolicach mostu do miejscowości Rudawa / powyżej i poniżej nie stwierdziliśmy śniętych ryb. Faktycznie dziwne że padły tylko pstrągi – od narybku po okazy ok. 40cm. Rozmiar tragedii jest ogromny. A już Rudawa zaczynała odżywać i powoli wracać do dawnej świetności. Ogromne ilości śniętych ryb sprawiały przygnębiające wrażenie. Płakać się chciało widząc bielejące truchło rybie zalegające w ogromnych ilościach na dnie i przy brzegach Rudawy. Wielkie dzięki za pomoc i poświęcony czas kolegom : Tomaszowi Wróblowi oraz Markowi Turynie.

  4. Media typu onet podały jak widze przesadzoną informację ze zlikwidowane zostalo cale zycie w Rudawie, od Krzeszowic po Mydlniki.
    Bardzo ostrożnie zeby nikt nie skorzystał niegodziwie wspomnę ze lipienie bytowały niżej, i skoro nie ma martwych w Zabierzowie to zagrozenie znikło, przecież lipień jest bardziej wrażliwy na zatrucie niż potok. Co do mitu wiekszych niż 40 to biorą się one z pomyłek, bo pojedyncze grube tęczaki trafiają się w Rudawie, a w trąconej wodzie czy przy gorszej widoczności widać kształt ryby. Poczuoem się wywolany do tablicy bo sam ostatnio podzielilem sie z dwoma znajimymi obserwacją potężnej ryby, ale zaznaczam ze nie deklarowałem gatunku tylko przynależność do łososiowatych.
    Co do szmba – chyba skala zatrucia za duża, jak wspomniał Adam nieraz i na niejednej rzece czuć że g… płynie a martwych ryb nie ma. Tu ja powolam się na doświadczenie z akwarystyki – przy ilości roślin wodnych i bagiennych nad Rudawą zatrucie organiczne nie spowoduje takiej katastrofy, zielsko filtruje wodę bardzo skutecznie.

    • Absolutnie nie miałem Ciebie na myśli. Po prostu raz, czy dwa spotkałem fantastów opowiadających bajki o 60-kach. Jeden to nawet widział trzy obok siebie pod jednym z mostów:)

  5. Zupełnie poważnie brałbym pod uwagę również zemstę jakiegoś trafionego ostatnio przez was kłusola… Warto nakierować policję na ten trop.

  6. Pawle co i ile jakiegoś badziewia musiał by wlać/wsypać kłusol aby spowodować takie szkody? Woda jest badana przez WIOŚ i Wodociągi. Znając życie obie te instytucję przebadają ją każda pod swoim kontem. Ponieważ sprawa jest nagłośniona nie powinna być zamieciona pod dywan.

    • Czapla ma rację. Poza tym nikogo nie złapaliśmy. Na naszym odcinku w czerwcu mało kto się pokazywał z wędkarzy, a ci kontrolowani byli ok. Jedyny kłusol albo łowi w nocy albo dał sobie spokój. Zresztą nigdy nosa poza posesję nie wychylał, więc też strat w skali makro nie był w stanie zrobić.

  7. Czasami najbardziej irracjonalne przyczyny okazują się prawdziwe… a ponieważ wciąż nie ma ustalonych przyczyn to trzeba poszerzyć spectrum powodów. Marek Turyna w Kronice stwierdził, że ryby miały poparzone skrzela i wiele z nich ewidentnie wyskakiwało na brzeg. Potwierdza to wcześniejszą moją teorię o szambie. Mamy u nas w firmie w ofercie bardzo popularny środek do upłynniania szamb na bazie kwasu ortofosforowego. Takie szmbo zaprawione tym środkiem puszczone do takiej Krzeszówki zrobi swoje. Nie pozostawi po sobie śladu w postaci osadów czy zapachu bo jest w pełni upłynnione bez zawartości stałej.

    • I to nie jest wykluczone. Jak napisałem – woda jeszcze wieczorem była „śliska”. A taki efekt daje np. zakwaszanie wody na bazie kwasu ortofosforowego – sam go stosowałem w akwarium z dobrym skutkiem, z tym, że glony po tym rosną jak zwariowane. Oczywiście stężenie inne. Więc może masz rację. Wyniki mają być najdalej do końca przyszłego tygodnia.

      • Poszperałem tu ti ówdzie i popytałem kilka osób rozeznanych w temacie. Jednym z efektów zatrucia było padnięcie tylko pstrągów potokowych, które nie znoszą kwaśnego środowiska w którym przeżyją inne otganizmy w tym np. tęczaki czy okonie nie mówiąc o białorybie. Druga sprawa to działalność firm wykonujących usługi asenizacyjne i ich „doświadczenie” zawodowe. Otóż kiedy najlepiej wylać do rzeki zawartość beczki szambowozu? Ano tuż przed lub podczas dużych opadów deszczu gdyż ryzyko wpadki będzie najmniejsze, bo poziom cieku wodnego wzrośnie i uciąg wody się zwiększy powodując szybsze splynięcie dowodów. Tak więc teoria o szambie potraktowanym kwasem ortofosforowym ma coraz mocniejsze podstawy.

        • To by wyjaśniało, dlaczego padły tylko pstrągi i tę „śliską” wodę, jeszcze wieczorem w dniu badań. Na razie jest informacja, że w pobranych próbkach wody nie było ponoć nic niebezpiecznego [choć nie mam wyników – np. jakie było pH?]. Kwestia, co znajdą w samych rybach?

    • Do mnie nie dotarły żadne informacje na temat przyczyny. Oczywiście i takiej wersji wykluczyć nie można, choć w naszej gminie w chwili obecnej nie ma żadnych większych prac drogowych. Chyba, że w Nawojowej Górze, bo tamtędy nie jeżdżę. Jak tylko cokolwiek się dowiem, dam natychmiast znać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *