Wody krainy pstrąga i lipienia Okręgu Kraków – ranking [bardzo subiektywny] – Harbutówka

Kontynuuję przegląd naszych rzeczek pstrągowych. Przypominam, że wszystkie moje spostrzeżenia dotyczą ciepłej części sezonu [maj – sierpień]. Dodam, że przedstawiane wnioski wynikają z mojego stylu łowienia i umiejętności takich jakie mam, dlatego ktoś inny może widzieć temat w odmiennym świetle, choć na razie cieszy mnie fakt, iż nawet spinningiści z daleko większym niż ja stażem, potwierdzają moje spostrzeżenia.

Wysokie, czwarte miejsce w rankingu zajmuje Harbutówka. Chyba najłatwiejsza technicznie woda ze wszystkich rzek krainy pstrąga i lipienia w naszym okręgu. Do tego biorąc pod uwagę samą ilość brań, posiadająca przyzwoitą populację pstrągów, choć już zdecydowanie gorzej jest z wielkością ryb. Niewątpliwie jest to jedyna, naprawdę górska/podgórska woda pstrągowa obok Raby. W zasadzie całkowicie kamienista [otoczaki], mieni się jako stuprocentowa kalka rzek takich jak Dunajec, Skawa czy wspomniana Raba. Jest tylko dużo, dużo mniejsza. Pod tym względem [mam na myśli kamieniste dno] Harbutówka to wyjątek wśród lewostronnych „górskich” dopływów Wisły w naszym okręgu, a ze względu na swój charakter w ogóle jedyna mała woda tego rodzaju. Kamieniste są i Prądnik, i Rudawa na wielu odcinkach, ale zupełnie inne – typowo nizinne.

(fot. A.K.)

Maleńka rzeczka, choć duża przy takim Rudnie, czy Brodle. Jakkolwiek uwielbiam łowić na małej wodzie, to tu nie polecam spinningiście pojawiać się przy niżówce. Po prostu całe setki metrów przejdziemy bezproduktywnie, potem jakaś dziura, zakręt i kolejny kawał wody do następnej sensownej miejscówki.  Polecam też łowienie pod prąd, gdyż nie bardzo jest się tu blisko wody za czymś ukryć, chyba, że będziemy mozolnie przedzierać się jednym brzegiem, który zazwyczaj jest dość mocno zakrzaczony i często wysoki.

(fot. A.K.)

Rzeczka może być bardziej zacieniona i zakrzaczona po obu stronach, płynąc od Sułkowic zaraz po przecięciu drogi na Kalwarię Zebrzydowską, ale nie znam tego pierwszego  tu kilometra. Wyżej zaś [Sułkowice], latem ledwo się sączy w dość szerokim korycie.

Przy niskich stanach wody mamy tu do czynienia z bardzo małą i płytką rzeczką.

(fot. A.K.)

Jeśli popada i pojawimy się dwa – trzy dni po [Harbutówka dość szybko się czyści], to mamy niespodzianki w postaci większych rozlewisk z całkiem grubą wodą.

(fot. A.K.)

Rzeczka jest równocześnie bardzo urozmaicona i bez względu na stan wody trafimy na fragmenty okazałe…

(fot. A.K.)

…jak i prezentujące się bardzo skromnie.

(fot. A.K.)

To, co łączy ten ciek z innymi, naprawdę górskimi, to także pory żerowania ryb. O ile nie przekonuje mnie żadne filozofowanie, co do pory dnia nad rzekami „głównymi” [Szreniawa, Dłubnia, Rudawa], gdzie istotne jest, by być możliwie długo po weekendzie, a jeszcze przed kolejnym, choć przyznaję w ciepłej porze roku prymat późnego popołudnia i wczesnego wieczoru, to w Harbutówce pstrągi są aktywne przede wszystkim wcześnie rano i wieczorem. Może wynika to za faktu iż rzeczka ta nie jest zasłonięta baldachimem gałęzi. Za dnia większy sens ma łowienie wyłącznie mikrojigami, albo z prądem, wypuszczanymi na większy dystans smużakami pływającymi. Bonusem na te wabiki jest tu prawie zawsze jeśli nie częściej, niż pstrągi –  kleń.

Przy normalnym stanie wody z nawiązką wystarczają wodery. Chodzi się pewnie, jest twardo. Miejsc mulistych nie ma zbyt dużo. Nurt na ogół szybki, ale uciąg ze względu na głębokość  – niewielki. Nad wodą czuć przestrzeń. Mamy do dyspozycji duże, otoczakowe żwirowiska. Wokół jest całkiem naturalnie [rzadko widać domostwa] i nie ma dramatu ze śmieciami.

Dość często trafimy na powalone w wodzie całe drzewa.

(fot. A.K.)

Nie ma raczej szans przez nie się przedzierać, natomiast łatwo je obejść przynajmniej od strony jednego, płaskiego brzegu.

Takie miejscówki są tutaj dość trudne ze względu na większą głębokość i kumulację potężnej ilości spływających po deszczach patyków. Co za tym idzie, bywa bardzo czepliwie [to jedyne takie miejsca na tej wodzie]. Często też trudno tu wygodnie podać przynętę, gdyż z jednej strony [płaski brzeg] drzewa leżą tak, iż się najzwyczajniej nie da, a z drugiej strony musimy schodzić po wysokiej skarpie, co raczej nie ujdzie rybiej uwadze.

(fot. A.K.)

Mnie w każdym razie, w takich miejscach zawsze brały albo maleńkie kleniki…

(fot. A.K.)

…albo pstrążkowe miniaturki.

(fot. A.K.)

I zawsze się zastanawiałem, czy znów podszedłem jak słoń, czy w takim miejscu jest na tyle dużo ryb, że zanim przebiję się do większych, to jakiś malec się połakomi. Faktem jest, że większym wabikiem niż 6cm to tu nie łowiłem.

Na Harbutówce trafiają się bardzo rzadkie, zniszczone resztki budowli hydrotechnicznych. W sumie znam jedną większą, w miarę kompletną i ze dwie bardzo niewielkie pozostałości  kolejnych.

(fot. A.K.)

Zawsze warte są dokładnego obłowienia i choć w co nie wątpię, takie miejscówki „męczą” wszyscy, to zawsze jest realna szansa, że wyskoczy coś ciutkę większego.

(fot. A.K.)

Nie ma też co odpuszczać i bez względu z której strony przeszkody było branie, obłowić rejon powyżej. Najczęściej też jest dość głęboko, a i kilka melin pstrążki znajdują.

(fot. A.K.)

Nie przemierzam tej rzeki od „iks” lat, ale jest też i bardzo czytelną, więc jakichś szczególnych tajemnic nie skrywa. Uczciwie powiem, że nigdy nie miałem tu kontaktu z czymś cokolwiek większym [dla mnie to w krakowskich realiach pstrąg pod 40cm]. Co gorsza – nie złowiłem nawet pstrąga na uczciwe 30cm. To jedyny dla mnie mankament Harbutówki. Ciężko ocenić presję spinningowo – muchową, bo ludzie na bank w większości chodzą wodą, natomiast w lepszych dołkach i głębszych płaniach, pod zazwyczaj wysokimi brzegami, znajduje się pourywane spławiki. Zawsze zastanawia mnie jednak ich wielkość i grubość żyłek nie bardzo przystającą do łowienia na przynęty roślinne bardzo cwanych w takich małych rzeczkach kleni.

(fot. A.K.)

Z drugiej strony nie spotkałem tu nigdy wędkarza, choć jeśli bywam to na ogół wcześnie i raczej w środku tygodnia. Chyba, że mam na celu zdjęcia, jak robione w tym roku. Byłem chyba w niedzielę ze względu na opadającą wodę i pogodę.

(fot. A.K.)

Co do rybostanu, to dominuje ilościowo kleń, strzebla i chyba malutkie jelce. Wśród rybek gotowych do współpracy ilość kleni i pstrągów jest porównywalna. Są ślizy. Życie bezkręgowców jest bardzo bogate począwszy od wszelkiej maści jętek, przez chruściki, widelnice na pijawkach i ośliczkach skończywszy. Może są kiełże, ale w bardzo wysokim biegu, gdyż niżej jest chyba za ciepło.

No właśnie. Harbutówka jest chyba dość czysta, a tak przynajmniej wygląda. Nie mniej w najcieplejszej porze roku pstrągi miodów tu nie mają. Woda bywa jak zupa. Widać to często po tym, jak ledwo co gonią za przynętą ściąganą w szybszym nurcie i jakby nie są w stanie jej dogonić. Z wiosną w analogicznych miejscach zupełnie nie ma tego problemu. Pstrążki łowione w upalne dni, bywają też matowo-szare, jak po zimie, choć przy chłodniejszej pogodzie mają normalne, kontrastowe ubarwienie.

(fot. A.K.)

W takie bardzo ciepłe dni warto ryb szukać w najszybszych nurtach.

(fot. A.K.)

Często także łowiłem je na zderzeniach płytkich szypotów, przy małych wysepkach, ale w tych miejscach wyłącznie wcześnie rano.

(fot. A.K.)

Chętnie też zajmują końcówki spokojnej wody, na granicy z szybkim nurtem płycizn. Bez oporu atakują przynęty podane o metr wyżej od granicy nurtów.

(fot. A.K.)

Nie wyróżniłbym tu żadnych przynęt. Jedynym kryterium było dostosowanie wabika do miejscówki. Najbardziej uniwersalna dla mnie była wahadłówka. W zasadzie mogłem jej użyć prawie wszędzie. Wirówką i woblerem da się obławiać tylko naprawdę głębsze, te spokojniejsze tu nurty [myślę o łowieniu idąc w górę rzeki]. Jeśli łowimy w ostrym nurcie pod prąd, to wobler nie może nurkować zbyt głęboko, bo rzadko mamy tu na tyle głęboką wodę. Gumki najmniej mi pasują do takich typowo górskich rzek gdy łowię idąc pod prąd.

(fot. A.K.)

Woda tylko miejscami zmienia charakter na wybitnie nizinny i są to fragmenty nie dłuższe niż ze 100 – 200m. Napotkamy je raczej bliżej połączenia z Głogoczówką. Poza tym raczej kolorowo, bystro i nie monotonnie.

(fot. A.K.)

Niżej będziemy mieć znacznie mniej kontaktów z pstrągami. Równocześnie wcale nie będą one większe. Na Harbutówce, podobnie jak na prawie wszystkich rzekach okręgu,  te relatywnie większe ryby łowiłem  w wysokim biegu, choć trzeba przyznać, że dopiero od połączenia z drugim, niewielkim ciekiem przy skrzyżowaniu na Sułkowice woda jest jako taka dla spinningisty.

(fot. A.K.)

Jak powiedziałem, im niżej tym pstrągów mniej, choć sam odcinek przed zetknięciem z Głogoczówką jest jak najbardziej górski. Łatwiej jednak złowić  klenia. Jako wędkarz „przelotny” na tej wodzie, dużych kleni nawet nie widziałem, za to takie tuż nad 30cm łowi się tu łatwo i często.

(fot. A.K.)

Fajne jest to, że zarówno klenie, jak i pstrągi [jeśli jest chłodniej], nawet jeśli w skromnych rozmiarach, to wojują tu jak przystało na górskie klimaty. Faktem jest też, iż nie łowię tu grubiej niż 0,14mm, a przy niżówce to i 0,12mm do smużaka  zakładam, ale raczej z myślą wyłącznie o bardzo płochliwych kleniach. Wiele razy można tu zobaczyć obrazek [jeśli łowimy pod prąd i jest możliwość obserwacji], jak kleń i to taki typowy trzydziestak, potrafi po kilka razy podpływać do różnych przynęt i żadnej nie zaatakuje.

(fot. A.K.)

Ktoś mnie pytał, dlaczego z moich ocen wynika, iż nad tymi wodami jest na ogół mała presja. Odpowiadam, że punktem odniesienia są dla mnie rzeki „główne” jak je nazwałem. Jeśli w środku tygodnia na początku sezonu w dobrym odcinku Rudawy nie ma szans być samemu, a 2 lutego nad Szreniawą moje auto było ósmym z kolei, to na Harbutówce, czy Regulce coś takiego jest nierealne. Stąd moje oceny takie, a nie inne.

(fot. A.K.)

Podsumowanie :

  1. Czy w danej wodzie w ogóle pływają pstrągi?   Tak
  2. Czy ryby, jeśli występują – są równomiernie rozłożone w danym cieku?  Nie
  3. Ilość ryb – dobra.
  4. Możliwość złowienia ryby miarowej – trudne.
  5. Złowienie ryby 40+ – wątpliwe.
  6. Złowienie okazu – wątpliwe [ szczególnie na tej wodzie ciężko mi uwierzyć w 50-kę, poza jakimś kosmicznym fuksem]
  7. Presja wędkarska: duża [spławik], trudno ocenić inną – raczej znikoma
  8. Kłusownictwo: znikome [i to głównie w domyśle, bo naocznie nie spotkałem się]
  9. Poziom trudności wody: rzeka bardzo łatwa .

Ocena końcowa: dobry [ z małym minusem za brak kontaktu choćby z nielicznymi rybami miarowymi].

 

 

 

 

7 myśli nt. „Wody krainy pstrąga i lipienia Okręgu Kraków – ranking [bardzo subiektywny] – Harbutówka

  1. Cześć pstrągarze:)co do mojego postu odnośnie Regulki (opis odcinka nieaktualny teraz bruk tam położyli) odradzam połów na wyższym odcinku niż odcinek powyżej drogi Alwernia- Babice. Do rzeki Sanki rzeka obfitowała w pstrągi 50+ lecz szybko zostało to opanowane przez miejscowych ,sprowadzając populacje kropulyusów gigantów do znikomego zera (strumyk można przysłowiowo „przejszczać” ale kabany były porównywalne z B.Przemszą czy Kielecką mekką 😉 ).
    Teraz przekroczenie 30cm to wyczyn .Najlepsze efekty do kwietnia jak trawa mała i najlepiej po deszczach jak się woda czyści i opada. Górny odcinek)przed rezerwatem silnie zanieczyszczony szambami spuszczanymi od miejscowości przez które rzeka przepływa także tarło nawet jeśli jest ikra zostaje zatruta a kropki wyłowione na siaty. Co do kol. Czapla nie ma już co chronić teraz z kabanów trą się sztuki 25centymetrowe:( Przykład ochrony mamy w rezerwacie czyli totalny brak ochrony .Wszystko wylwione ,jeżeli ktoś tam zauważy pstrąga większego niż 25cm i w ilości większej jak 3 sztuk składam mu gratulacje. Niżej jest total patologia gliściarstwo szeroko pojęte to norma,wiem że napalacie się na Sankę ale tam naprawdę jest lipa. Kilka miejscówek i kilometry bez kontaktu. Jak ktoś chce więcej to niech napisze wyleje swój garnek pomyj na ten ciurek („haratałem tą rzekę” wielokrotnie blachami 00-1 streamerem, nimfą,wobkami,gumami i innymi patentami własnego pomysłu mój rekord z ciurku 50+,słyszałem o 66cm na tym ciurku widziałem (odprowadził około 60cm).Od Kilku sezonów nie wyszedłem wyżej jak 28cm.

    • Z pewnością jest jak piszesz, choć i tak lepiej niż na wodach, które opisałem przed Sanką. Jedyne, co bym składał jednak na plus to ilość ryb nad te symboliczne 30cm. Ja ich trochę widziałem, choć nie złowiłem żadnego. Ponure jest to, że jeśli wędkarz chce kontaktu z dużym, naprawdę dużym pstrągiem musi jechać tam, gdzie są górne wymiary dla tych ryb, bo inaczej raczej nie ma szans. W naszych stronach w 90% chłop żywemu nie przepuści i znikomy odsetek ryb miarowych wraca z powrotem do wody. Dlatego ciągle tkwimy w zaklętym kręgu, a nawet ci, co zabierają wszelkie miarowe, sami marudzą, że ciągle tylko malizny i malizny…
      Na terenie samej dolinki faktycznie bidnie to wygląda. Ryby wcale nie większe i zadziwiająco mało, jak na rezerwat.

  2. Rzeki Harbutówka, Głogoczówka, Cedron znam jak własną kieszeń. Za wiele nie napisze, bo kłusole to mogą czytać. Były takie sezony, że przez 7 miesięcy byłem na Pstrągach codziennie, i to po dwa razy na dzień. Wypracowałem metody, rekordowo 25 wyciągniętych i 25 spadów na wyprawie 3 godzinnej. Jeśli czyta to zapalony pstrągarz, nie mięsiarz z Krakowa lub okolicy to proszę pisz piotr.biela@drb.pl umówimy się i połowimy, wypuścimy.

    • Bardzo dziękuję. Z mojej strony rybom raczej nic nie grozi – tu chyba nie ma wątpliwości. W ilość wierzę bez zastrzeżeń. Ciekaw jestem natomiast jak przedstawiała się wielkość ryb?

  3. Witam. Powinienem zacząć od najważniejszego, czyli gratulacji za utworzenie strony. Mega fajna. Proszę się nie obawiać, że temat Pstrągów się znudzi, proszę o Nich pisać wszystko co się da. Chętnie poczytam w zimie.
    Co do wielkości. Dla mnie to bez znaczenia, każdy mnie cieszy. Ale konkretnie to z wielkością marnie. Na np. 25 wyciągniętych 15 to przedział 10 do 20, 10 to przedział 20 do 30. Ale miałem poranki lub wieczory 5 po 30+. Na tych rzeczkach to już wielkie rybony. Raczej efekty te wynikały z częstotliwości bywania nad wodą, wpadając okazjonalnie niewiele się zdziała.
    Dziękuję za piękne opisy pozostałych rzek okręgu Krakowskiego, i fajne zdjęcia myślałem, że tylko na moich 3 rzeczkach pstrągi się kończą. Odwiedzę je z pewnością wiele razy w tym sezonie. Bardzo fajny ranking. Pozdrawiam P.B.

  4. Cześć.Harbutówka i Głogoczówka tez nie są mi obce,ostanio byłem nad Harbutówką w zeszłym sezonie 7 razy ale bez większych efektów, ok 15 kleni w granicach 15-20 cm,z pstągiem nie miałem nic do czynienia moze dlatego ze łowiłem dośc krótko i to w południe i na niższym odcinku tzn.od kładki drewnianej między Wolą Radziszowską a Krzywaczką ,lata temu właśnie w oklicach kładki pare razy pstrąga zaciąłem ale to było w 2004 roku, w 2008 spotkałem działacza z PZW Skawina no i mówił ze rzeka jest zanieczyszczona i pstrąga nie widać.Z ryb obecnie występujących obok opisanych w artykule to jescze można spotkać:świnka,piekielnica,kiełb.Dawniej bywały raki rzeczne.Pozdrawiam i czekam na dalsze publikacje.

    • Myślę, że problem Harbutówki to poza pazernością ludzi jednak termika wody latem. Ja mam tam praktycznie zawsze kontakty z pstrągami, tyle, że takimi do 27-28cm. I jak pisałem są dni, że ledwo się ruszają, a rzeka bywa jak zupa. Nie wygląda na specjalnie brudną, a biorąc pod uwagę otoczenie, to sprawia wrażenie czystej w porównaniu choćby ze Stradomką w środkowym i niskim biegu, czy niektórymi „górskimi” fragmentami Szreniawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *