Wędkarskie Wakacje

Katastrofa. Tak jednym zdaniem mogę opisać swój wynik na ostatniej turze. Kolejne nasze ligowe spotkanie było dla mnie dowodem,  że rzeczy niemożliwe, możliwe są. Tura w ogóle miała dość zaskakujący przebieg i bardzo namieszała w klasyfikacji generalnej. Większość osób z dotychczasowej czołówki i środka tabeli poległa. Za to parę osób z niższych miejsc bardzo mocno punktowało na tle pozostałych. To co zrobił Piotrek, Mikołaj i Jacek nazwałbym cudem. Oczywiście mieli mega szczęście, ale…

Zacznę od tego, na co się zanosiło. Już sporo przed turą część z nas robiła zwiady, by wiedzieć na co się zanosi. Oczywiście śledziliśmy wyniki znajomych z  Ligi i z poza niej. Wyglądało na to, że liczy się bardzo krótki ranek, a dalej trzeba się nastawić na słownie pojedyncze, bardzo przypadkowe brania, choć na ogół ładnych ryb [okonie 30cm i więcej, nierzadko 35+].

(fot. M.O.)
(fot. P.N.)

Ponieważ ostatni raz na tej wodzie byłem ponad miesiąc wcześniej, więc także dokonałem rekonesansu dzień przed turą. Wynik bardzo mnie ucieszył [gdybym taki miał na turze to bym wygrał], nie mniej świadom byłem, że trafiłem przed turą w okienko pogodowe: na kilka godzin mocno odwróciła się cyrkulacja z płn. – wsch. na zachodnią. Wiał nie silny ale wyraźny wiaterek z zachodu przy pięknym słońcu z błękitem, okraszonym wielkimi złowieszczo ciemnymi chmurami. Ciśnienie rosło z niskiego do optymalnego wg mnie dla okoni. Pogoda – marzenie. Nawet przez dwie godziny nie zamarzały mi przelotki – łowiłem trochę krócej niż trwała tura, ale w podobnych godzinach [9.00 – 14.00]. Zaliczyłem siedem brań, co na tle informacji o pojedynczych kontaktach było dobrym wynikiem, choć miałem niską skuteczność zacięć. Dwóch bardzo silnych nie zaciąłem, ale to mogły być tęczaki, których jakieś niedobitki przeżyły – zarybienie było trzy tygodnie wcześniej. Pozostałe brania, choć nie wszystkie ryby widziałem, to prawie na pewno były okonie. Dwie z czterech holowanych ryb spadły po dość długim holu, szczególnie jedna była na kiju z pół minuty. Obie wskazywały na duże garbusy. Wyjąłem zaś dwa – 32 i 38cm.

(fot. A.K.)

Brania miałem na relatywnie dużych dystansach, takich na granicy rzutu zestawem jaki stosowałem [kij do 6g, plecionka 1,65kg i najnowsze gumy Trickmaster Fishchaser na 0,3g – rewelacyjny wabik, zwracający wielkością uwagę ryb, natomiast w kształcie pozwalającym nawet niemrawemu maluchowi skutecznie go zassać]. Ja już z początkiem listopada ze znakomitym wynikiem przetestowałem je na kleniach w Wiśle, więc to nie był jakiś eksperyment; polecam szczerze, szczególnie limitowane wersje dwukolorowe, których skuteczność mnie wręcz zachwyciła. Gumkom tym poświęcę osobny tekst, bo są tego warte.

Ze względu na kontakty daleko od brzegu [minimum 25 – 30m], łowiłem w spodniobutach, stojąc nierzadko po biodro w wodzie, co o tej porze roku fajne nie jest.

Od razu powiem, że zbiornik Kryspinów jako spinningista oceniam na dopuszczający, używając ocen szkolnych. I jest to ocena z perspektywy realiów około krakowskich, a nie europejskich, czy choćby ogólnokrajowych. Po prostu to woda relatywnie głęboka, o dużej kubaturze i skrajnie zajechanej populacji drapieżnika. Natomiast dałbym czwórkę, co do możliwości złowienia okonia życia, gdyż takich ryb i tak codziennie nigdzie się nie łowi. Przy rzetelnym podejściu, regularnych wizytach, tutaj jest to możliwe i od biedy powtarzalne.

Ze względu na tę względnie dobrą aktywność okoni, wytłuczenie pewnie większości teczaków, oraz krótki dzień, zarzuciłem jakieś próby łowienia pstrągów tęczowych, czy mocno planowane podchody do wzdręg.

Miałem pełną świadomość, iż dzień tury będzie raczej jak wcześniejsze dni  – z pojedynczymi kontaktami, gdyż prognoza nie pozostawiała złudzeń. Ponieważ zanosiło się na łowienie w poważnym już mrozie, postanowiliśmy zacisnąć zęby i nie liczyć na świt, a zacząć później w przyjemniejszych okolicznościach termicznych, co i tak nie do końca się sprawdziło.

Na starcie pojawiło się nas blisko 20 osób, gdyż gościnnie, poza konkursem przyjechał z Wrocławia  z Rafałem Arek. Był też Paweł [Fishchaser] – tu ukłony z mojej strony za najświeższe nowinki przynętowe, jakie trafiły w moje ręce. Sporo jednak osób odpuściło, pewnie ze względu na zimno, nie licząc jednego poległego w jakimś imprezowym boju z soboty na nadzielę.

Start  o 9.30. Do wyboru był też zbiornik Budzyń po drugiej stronie drogi – tę opcję wybrał tylko Michał. Minus pięć stopni [rano minus 8!], cyrkulacja pd. – wschodnia, flauta, ale przynajmniej z totalnym błękitem i silnym słońcem. Operowało tak mocno, że czuło się je na plecach.

Zacząłem od miejscówki, gdzie dzień wcześniej miałem cztery brania w 15 minut. Przestałem tam prawie godzinę i nic. Gdy odchodziłem niebo było już zasnute jakby gęstą mgłą. Zrobiła się taka tragiczna wędkarsko pogoda „nuklearna” – jednostajnie zachmurzone niebo i flauta. Zamarzało wszystko do końca zawodów. O swoim występie mogę powiedzieć tyle, że za całą turę miałem jedno branie… Szczupaczek długi jak trzy palce. Wszystkie trzy miejscówki darzące dzień wcześniej kontaktami, zawiodły.

Bywało, że po poszczególnych spotkaniach ligowych nie miałem tęgiej miny, bywało, że byłem normalnie wściekły, ale żadna tura mnie nie zdołowała przez siedem lat Ligi, jak ta. Miałem dosłownie wisielczy nastrój. Napisałem na początku, że to było łowienie pokazujące, że niemożliwe się zdarza, a wszystko w wędkarstwie zależy jednak w dużym stopniu od czynnika losowego.  By nie być gołosłownym:

– Kryspinów po raz trzeci był areną naszych ligowych zmagań i  za każdym razem zaliczyłem ZERO – wydaje mi się to wręcz jakimś chichotem losu – to najlepiej znany mi większy około krakowski zbiornik i raczej częściej niż rzadziej i więcej niż mniej udaje mi się tu złowić, a tu masz…

– przypadek Tomka – przyszedł, oddał pierwszy rzut, pierwsze podbicie i okoń 36cm…

(fot. T.K.)

– Jacek – jeszcze na pół godziny przed końcem był nawet w gorszej sytuacji niż ja – przez 270 minut bez kontaktu; w ostatniej minucie pobicie i ma punktowanego okonia [są świadkowie]

(fot. J.Ś.)

– Mikołaj – przyjechał ze względu na udział w walnym koła na ostatnie 90 minut; przyszedł na miejsce, gdzie chyba każdy wcześniej stał przynajmniej z godzinę i nic nie wyjął [padł tam tylko jeden tęczak poza konkursem] – kolega rzucił parę razy i wyjął ładnego okonia na punkty

(fot. M.P.)

– Robert – jeden kontakt za cały dzień ale jak kuriozalny! Za nerwowo ściąganym wabikiem już na płyciźnie wypada tęczak, łapie wabik, zacięcie i spada. Kolega widzi powoli odpływającą rybę, ponawia rzut, a ta atakuje i się zacina…

(fot. R.M.)

Ale zupełnego doła złapałem po przypadku Piotrka. Na kwadrans przed końcem szedłem zakończyć wędkarskie męki tam, gdzie je zacząłem. Piotrek łowiący tylko z brzegu, woła mnie, że widzi ataki dużych okoni. Miejscówkę znam znakomicie – dzień wcześniej przestałem tam 30 minut po pas, widząc liczne spławy drobniutkich krasnopiórek. Nie widziałem ataku i nie miałem wtedy brania. Trzeba jednak powiedzieć, że te około 30 minut o tej porze roku to sporo. 14.30 to już blisko szarówki. No i tak stojąc na wysokim brzegu nad Piotrkiem podumałem, ale żadnego ataku nie widziałem. Kolega zaś w tym czasie wykonał dwa rzuty, które mnie już zupełnie jakoś zniechęciły: prowadzenie wabika przypominało łowienie bardzo aktywnych boleni w jakiejś kipieli. Uczciwie powiem – uśmiechnąłem się nad poczynaniami kolegi i poszedłem. Z foty wynika, że Piotrek złowił dwie minuty później okonia na drugie miejsce.

(fot. P.D.)

Zobaczyłem to, dopiero po przyjeździe do domu i  mnie przybiło. Nie z zazdrości, tylko pomyślałem, że nic ale to nic o rybach nie wiem…

Faktem jest, że 30% ze skromnej liczby 10 punktowanych ryb złowiono w ostatnią godzinę. Dosłownie w ostatnie 30 minut pojawił się dość ostry wiatr ze wschodu i słońce.

Zarówno pechowcy, jak i szczęściarze tego dnia powiedzieli:

Tomek: postanowiłem w tej turze nie kombinować – jedna wędka (do 7g), zestaw Carolina Rig, kilka gumowych przynęt i powtarzalne obławianie kilku stref. Początek chyba najlepszy z możliwych: pierwszy rzut, pierwszy ruch szczytówką i okoń 35,5 cm. Przynęta – minimaster Fishchaser.  Później już tak dobrze nie było, choć – jak pokazali np. Piotrek i Jacek – wszystko mogło się zdarzyć. Punkty cieszą, pewien niedosyt jednak pozostał.

Jacek: Trudno pisać o jednym braniu i jednej rybie przez całą turę, ale spróbuje kilka słów wyartykułować . Po ostatniej naszej turze na Kryspinowie na której zerowałem, na tej nie obiecywałem sobie wiele. Jak mi się poszczęści to może zapunktuję jakimś zabłąkanym okoniem. Początkowo łowiłem na dwie wędki –  UL i ciężki spin,  ale wobec mizerii na wodzie i szybko złowionego okonia Tomka ciężki spin odłożyłem do auta. Łowiłem w większości na bocznego troka z 5 g oliwką. Na końcu ripperki od Fischasera i małe Keitechy. Plecionka masakrycznie zamarzała na przelotkach, urwałem kilka zestawów bo nie zauważyłem że się linka zblokowała w przelotkach. W połowie tury zmieniłem bocznego troka na caroline/texas rig pożyczonego od Tomka, potem od Krzyska (pięknie dziękuję). Na wiele się to nie zdało. Nie miałem nawet dotknięcia. Starałem się nie chodzić dużo i czekałem w sprawdzonych miejscówkach jak ryba się ruszy. Rano gdy niektórzy połowili mi nic się nie udało. Na szczęście pod koniec tury ryba znów trochę się uaktywniła i  doczekałem tego jednego brania. Rzutem na taśmę o 14.29 minutę przed końcem tury złowiłem swojego punktowanego okonia (zdjęcie ryby z godz. 14.31). 31 cm ładny garbusek. Satysfakcja na całego.

Bartek: Łowiłem w południowo-zachodniej części zbiornika. Udało mi się wydłubać tylko okonia 21cm. Wziął z dna. Poza nim miałem bardzo dziwną sytuację – po poderwaniu przynęty z dna poczułem że mam na kiju rybę. Tyle, że od początku była poza moją kontrolą. Majestatycznie, powoli płynęła sobie w stronę głównej części zbiornika. O zatrzymaniu na żyłce 0,10 nie było mowy. Po chwili „pyk” – byłem pewien, że strzeliła żyłka, ale okazało się że na końcu jest przynęta. Wielka szkoda, ale w te kilkanaście sekund przynajmniej mnie rozgrzały 🙂 Gratulacje dla wszystkich punktujących, w szczególności dla Zygmunta!

Mikołaj: Nad wodę zawitałem dopiero o 13.00, plan był prosty, idę na sprawdzone miejsce i nie ruszam się do końca tury. Doczekałem się jednej okazji i udało się ją wykorzystać, w podbieraku pożyczonym od kolegi obok wylądował piękny okoń 35cm.

Marcin: Turę zacząłem w miejscu w którym dzień wcześniej pomimo mroźnych warunków udało się złowić przyzwoitego okonia. Ledwie zdążyłem zarzucić zestaw, a już widzę że na przeciwległym brzegu ktoś podbiera rybę.  Niemal dwie godziny przerzucania zestawu pomiędzy morsującymi nie przyniosły efektów. Zirytowany przepływającym po mojej żyłce amatorem kąpieli postanawiam spróbować czegoś innego i idę do samochodu zmienić sprzęt.  Wracam na miejsce, które w międzyczasie nieco opustoszało. Po jednym z rzutów klasycznym bocznym trokiem z małym twisterem czuję opór na kiju. Chwila holu i podbieram okonia 31 cm.

(fot. M.P.)

Poświęcam miejscówce kolejną godzinę, ale bez brania. Rezygnuję z bocznego troka montując zestaw jig rig i zmieniam miejsce. Jeden z rzutów na nowym miejscu owocuje braniem okonia 28 cm.

(fot. M.P.)

Do końca tury zmieniam miejsce jeszcze kilka razy, ale nic więcej się już nie dzieje. Rozmawiając z innymi przeliczam punkty i jestem zaskoczony, a jednocześnie bardzo zadowolony swoją wysoką pozycją w turze.

Robert: Podobnie jak większość, nastawiłem się na okonie. Łowiłem głównie tantami na zestawie jig rig 2-3,5g i pintailami z czeburaszką 1,5-2g. Nie doczekałem się kontaktu z okoniem. Szczęśliwie około godziny dwunastej trafił się przy plaży paszok, który pogonił tantę szybko już zwijaną na płytkiej wodzie. W pierwszym ataku nie zaciął się chociaż widziałem jak biała przynęta znika cała w jego pysku, szybki rzut w to samo miejsce i tym razem pstrąg pewnie zawisł na offsetowym haku. Mam w tym roku dużo farta, jak na razie udaje mi się punktować na każdej turze. Oby tak też było na ostatniej, chociaż grudniowe W2 to trudny przeciwnik 🙂

Maciek: W czasie 5-godzinnej tury miałem 0 brań. Chyba ryba nie była na żerowaniu, a i umiejętności moje w łowieniu okoni są raczej umiarkowane. Tęczaki, którym udało się przetrwać najazd po zarybieniu to też już chyba niegłupie ryby,  elita tego gatunku. Złowiliśmy łącznie 9 ryb punktowanych w 17 osób przez 5 godzinną turę,  czyli  jedna ryba na ponad dziewięć godzin łowienia…  Łowiłem głównie gumowymi przynętami na główkach od 0,5g do 2g i  trochę też z gruntu z ciężarkiem przelotowym na dalszych odległościach.  Ciekawe, że pływających pod powierzchnią leszczy czy innych ryb  zarażonych tasiemcem nie ma co zjeść – chyba ktoś zaburzył łańcuch pokarmowy skoro największymi drapieżnikami w zbiorniku są okonie. Ja bym się nie odważył zjeść ryby z Kryspinowa po zobaczeniu tych tasiemców zjadających żywcem ryby.

Piotrek: Z racji braku kompana na zawodach, postanowiliśmy razem z Zygmuntem poszukać jakiegoś ciekawego miejsca. Zaraz na początku zobaczyliśmy kilka tęczaków blisko brzegu, postanowiliśmy dać im szansę. Pierwsze rzuty dały kilka odprowadzeń wszelakich przynęt, ale żadnego brania. Dopiero Zygmunt zawiązał jakieś swoje muchowe freaki, i momentalnie skusił dwa tęczaki. W tym momencie słońce zaszło, i brania się skończyły. Kolejna godzina dała jedno odprowadzenie ale bez kontaktu. Zygmunt poszedł szukać okoni, ja też zmieniłem przynętę na małą rybkę, i z Pawłem udaliśmy się w tym samym celu. Niestety, wszystkie miejsca świeciły pustką, chociaż w jednym było widać drobnicę, jednak nie mieliśmy tam brania. Wróciliśmy zatem w pierwsze miejsce, gdzie był plan dotrwać do końca, a pojawił się tam jeszcze Mikołaj. Ja pół godziny przed końcem zdecydowałem że idę jeszcze zobaczyć miejsce w którym widzieliśmy drobnicę. Po dziesięciu minutach szybkim krokiem byłem na miejscu, i od razu widzę atakujące okonie. Pierwszy rzut i puknięcie. Jest nieźle. Drugi rzut wyjeżdża okoń. Taki jak dłoń, wypuszczam go więc szybko do wody. Przychodzi Adam który jednak nie daje się przekonać i idzie na następną miejscówkę. W kolejnym rzucie po skasowaniu luzu tuż po rzucie, czuje duży opor- jest okoń. Zastanawiam się czy docinać go, i decyduje się na lekkie docięcie. Uff, nie spadł więc chyba będzie dobrze. Minutę później okoń przejeżdża ostro w bok, owijając się wkoło bojki, i już jestem pewny że spadnie… Udaje się go jednak przeciągnąć przez linę, i wyjeżdża piękny grubas, porządnie zapięty. Szybki pomiar pokazuje 37cm szczęścia, ryba do wody i łowię dalej. Jednak urywam zaraz gumę, i większość czasu do końca tracę na wiązanie nowej agrafki. Do końca już bez brania, ale wynik i tak zacny jak na całodzienną bryndzę. Na koniec jeszcze Zygmunt mówi że oks którego wypuściłem nie mógł mieć 25cm bo przecież bym go zmierzył.. i tu zdaję sobie sprawę, że byłem tak zafiksowany na to ligowe trzydziestocentymetrowe minimum, że zapomniałem że okonie liczymy od 25cm, a ten mógł śmiało mieć tyle… Ale cóż, wynik i tak bardzo mnie zadowala, to mój największy okoń w tym roku !

Michał: Cieszę się z ostatniego punktowanego miejsca, jak bym wygrał 😊  Przez 3,5 godziny biczowałem wodę: na zmianę boczny trok, czeburaszka z Trickmasterem od Fishchasera, raczki, kajtki, ośliczki wolno,  szybo, z dna, z podbicia, szurając, drgając, do wyrzygania…  Cud, że wytrwałem do 13:15. Wtedy zlokalizowałem oksiki – dwa wypierdki pogoniły do brzegu za kajtkiem. Kilka rzutów i złapałem jednego. Zacząłem kombinować i w ruch poszedł boczny trok z imitacją larwy ważki. Woda się otwarła! Okonie stały na stoku blisko brzegu. Co rzut ryba lub branie i wreszcie obiecujący ciężar na końcu zestawu okazał się okonkiem na punkty. Postanowiłem poszukać tym sposobem ryb w innych rejonach, niestety stadko było tylko tam. Powrót i znów oksik, branie,  przynęta do poprawienia, oksik i jak mi coś przywaliło – niestety po 2-3 sekundach grubas puścił… I tak było to kilka minut po czasie, tak się zatraciłem. Jestem zadowolony, biorąc pod uwagę braku czasu na treningi. Złapałem szczupaczka i 7 okoni takie między 15-22cm no i jeden na 27cm.

(fot. M.M.)

Znów obroniłem się na Budzyniu. Jednak woda gdzie można korzystać jedynie z niespełna 10% brzegu nie jest wyeksploatowana i daje wiele ryb. Wystarczyło by na innych wodach w zimowiskach i okresowych miejscach gromadzenia się ryb zastosować odcinki no kill… No ale żyjemy w czasach ludzkiej mentalności, gdzie karta musi się wrócić, a będzie tylko drożej i gorzej jak to się nie zmieni. Gratulację dla kolegów z którymi przegrałem. 

Rafał: Wieści o fajnych garbusach z Kryspinowa docierały do mnie na tyle często, że zazdrościłem kolegom tego łowiska. Pojawiła się więc okazjia spróbować sił na tym trudnym łowisku. Trudnym bo brań jest niezwykle mało. Trzeba mocno wypracować każdy kontakt. Zdając więc sobie sprawę z nikłych szans na powodzenie całą wyprawę potraktowałem bardzo szkoleniowo. Pytałem i
podglądałem w akcji kolegów o wszystko, co się wiąże z łowieniem dużych okoni. Temu szkoleniowemu celowi wyprawy podporządkowałem też taktykę. Kompletnie nie interesowały mnie tęczaki mimo świadomości że to mogła być najsensowniejsza taktyka na zawody. Przy takich celach wyjazd był ciekawy i udany. Na turze miałem cztery niezacięte brania. Dwóch bardzo żałuję bo podejrzewałem że były to fajne okonie. Nie zaciąłem ich bo łowiłem podpatrzonym ale nie praktykowanym przeze mnie sposobem. Te brania po prostu zaskoczyły mnie swoją odmiennością. Skutecznie za to wykorzystał swoje branie Arek, który jak może, to jeździ ze mną na zawody. Złowił okonia 36 cm. Po turze zostaliśmy do wieczora. Trafiliśmy na polowanie okoni ale brały tylko takie 20 cm. Fajnie było spędzić czas w towarzystwie zakręconych jak ja.

Zygmunt: Było ciężko i brały bardzo chimerycznie. Piotrkowi podpowiedziałem to miejsce z okoniami, bo się chlapały niesamowicie, a ja nie byłem w stanie do nich dorzucić.Niestety tylko tam coś więcej się działo. Próbowałem w wielu miejscach za białorybem rzucać, ale miały mnie gdzieś. Ciężki dzień.

(fot. Z.B.)
(fot. Z.B.)

Fajnego okonia złowił Arek [ryba 36cm] i ktoś żartobliwie zauważył, iż może dobrze, że Arek wpada tylko okazjonalnie i łowi poza konkursem, gdyż na ogół świetnie wypada w całości stawki.

(fot. R.S.)

Także Paweł złowił tęczaka, choć nastawiony na okonie nie miał nawet brania, a jest jedną z osób jakie znam, które mają tu bardzo dobre wyniki, znają wodę i zachowania ryb… Był to faktycznie słaby dzień i w kwestii okoni tylko Marcin wyłamał się pozytywnie, łowiąc dwie punktowane ryby.

Wyniki Tury:

Nieobecni  więcej niż trzeci raz – Karol, Grzesiek, Kuba, Brandy, Wernika i Marcin Drugi – po  17 pkt

Nieobecny Tommy oraz zerujący: Adam, Jędrzej, Maciek, Krzysiek, Mateusz, Maciek Drugi, Bartek, Rafał – po 16 pkt

I miejsce – 1 punkt – Zygmunt –  [tęczaki 40 i 39cm – 271 małych punktów]

II miejsce – 2 punkty – Piotrek –  [okoń 37cm – 158 małych punktów]

III miejsce – 3 punkty – Marcin –  [okonie 31 i 28cm – 151 małych punktów]

IV miejsce – 4 punkty – Tomek –  [okoń 36cm – 147 małych punktów]

V miejsce – 5 punktów – Mikołaj  –  [okoń 35cm – 136 małych punktów]

VI miejsce – 6 punktów – Robert –  [tęczak 39cm – 130 małych punktów]

VII miejsce – 7 punktów – Jacek –  [okoń 31cm – 92 małe punkty]

VIII miejsce – 8 punktów – Michał –  [okoń 27cm – 48 małych punktów]

Takim zrządzeniem losu, czy raczej niemocą własną, pogrzebałem szanse na dobry wynik w tym roku [miejsca do piątego w obecnej stawce uważam za bardzo dobre]. Zaliczyłem chyba największy spadek. Obecnie mam realne szanse na co najwyżej szóstą pozycję. Największymi wygranymi tej tury byli bez wątpienia: Piotrek, który wskoczył na podium, oraz Zygmunt i Marcin, którzy wyraźnie awansowali. Prowadzący – Robert na ostatnią turę w grudniu nawet nie musi jechać. Jest bezapelacyjnym zwycięzcą Ligi 2022, a przepaść punktowa jaka dzieli nas wszystkich od niego, pokazała, że w tym sezonie był nie do ogrania. Jeśli jednak się pojawi w grudniu i zapunktuje, będzie o ile pamiętam – drugim uczestnikiem Ligi, któremu udało się przejść przez wszystkie tury w danym roku bez złapania zera.

KLASYFIKACJA GENERALNA

I miejsce  – Robert –  39,5 pkt  [2672 małych punktów]

II miejsce – Maciek – 69 pkt  [1695 małych punktów]

III miejsce – Piotrek – 71 pkt  [1681 małych punktów]

IV miejsce – Krzysiek – 73,5 pkt  [1493 małe punkty]

V miejsce – Zygmunt – 85 pkt  [745 małych punktów]

VI miejsce – Michał – 85,5 pkt  [652 małe punkty]

VII miejsce – Jacek – 89 pkt  [1042 małe punkty]

VIII miejsce  ex aequo– Adam i Tomek – po 92,5 pkt  [ja mam 1094 małe punkty, Tomek – 919]

X miejsce – Tommy – 110 pkt  [503 małe punkty]

XI miejsce ex aequo– Marcin i Bartek– po 111,5 pkt  [Marcin ma 587 małych punktów; Bartek – 571]

XIII miejsce – Marcin Drugi – 112 pkt  [503 małe punkty]

XIV miejsce – Mateusz – 114,5 pkt  [923 małe punkty]

XV miejsce – Mikołaj – 118 pkt  [356 małych punktów]

XVI miejsce – Brandy – 122 pkt  [584 małe punkty]

XVII miejsce – Maciek Drugi – 129,5 pkt  [236 małych punktów]

XVIII miejsce – Rafał – 141 pkt  [64 małe punkty]

XIX miejsce ex aequo – Jędrzej i Kuba – po 142 pkt  [Jędrzej ma 53 małe punkty, Kuba – 42]

XXI miejsce ex aequo – Weronika, Grzesiek i Karol – po 153,5 pkt  [nie punktowali w żadnej turze]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *