Sandaczowy rekord

Znalazłem chyba jeszcze lepsze miejsce, niż opisywałem ostatnio. Lepsze, bo jednak z wodą płynącą. Jak byłem tam pierwszy raz, to sobie pomyślałem „ to odcinek na 1-2 brania podczas wypadu, ale ryby będą grube”.  W przeciwieństwie do poprzedniej miejscówki, gdzie ryby głównie wychodzą do wabików i robią przy nich cuda, ale nie biorą normalnie, tu jest inaczej: rybom się nic nie zdaje, nic nie próbują – walą po prostu ile pary w płetwach. No, może ten na zdjęciu taki nie był do końca. Tydzień temu, już pod nogami zaliczyłem obcinkę szczupaka. Myślę, że miał 75+, może nawet więcej. Pokazał tylko łeb i kark – grubaśny jak na rzeczną rybę. Ale plecionka strzeliła. Zaatakował wobler 5cm. Od tamtej pory zakładam tu, jak nigdy długi przypon zabezpieczający przed zębaczami. Jak nigdy nie przychodzi mi tu do głowy łowić UL. Odcinek jest cichy, niepozorny, ale odludny i ma to „coś”. A jak udało mi się wyjąć mojego [mam nadzieję Czytaj więcej [...]