Na początek uwaga techniczna – nie prezentuję wszystkich złowionych ryb; niektóre fotki nie mają kodu, gdyż zdjęcie zostało wykadrowane, by lepiej prezentować zdobycz.
Robi się ciut nostalgicznie, gdyż zbliżamy się do końca tegorocznej Ligi, a jest to ostatnia edycja naszej zabawy. Choć „zabawa” to zbyt błahe określenie. Z jednej strony tak, Liga przez te 10 lat była zabawą, ale na pewną taką przez duże „Z”.
Miniona tura zgodnie z przewidywaniami – zaskoczyła. O ile przewidywania, iż wyniki będą raczej przypadkowe sprawdziły się, o tyle chyba było zaskoczeniem, jak wielu uczestników zapunktowało. Teraz w listopadzie zapunktowało wyraźnie więcej uczestników, niż w maju czy czerwcu! Na dziewiętnastu obecnych aż dziesięć osób miało jakąś konkretną zdobycz. Z drugiej strony były to na ogół pojedyncze i bardzo przypadkowe egzemplarze, albo bardzo wypracowane, wcześniejszymi zwiadami, treningami, rozpoznaniami. Trafiliśmy chyba na moment, gdy przynajmniej część ryb przemieszczała się z letnich miejscówek na zimowiska. Stąd na potencjalnych odcinkach znanych jako zimowiska ryb było jeszcze niezbyt wiele [no chyba, że już ich jest tak mało, czego nie da się wykluczyć]; z kolei na odcinkach letnich mało kto miał jakiś kontakt, a część ryb została złowiona jakby „w drodze” na dość przypadkowych fragmentach Wisły.
Z punktowanych ryb złowiono piętnaście kleni w tym dwa już bardzo duże, dwa leszcze. Trafił się jeden szczupak, któremu jednak brakło do 60cm.

Punktowanego wyraźnie bolenia złowił Mateo.

O ile pamiętam złowiono….zaledwie pięć okoni i to nie punktowanych. Nie powtórzyła się sytuacja sprzed dwóch bodajże lat, gdy niekoniecznie dało się zapunktować, ale na główkach koledzy łowili po kilkadziesiąt sztuk garbusków. Osobiście miałem wrażenie, iż ryby żerowały powściągliwie, a był to dzień tuż przed załamaniem aury. Powinno być lepiej.
Z rana było zupełnie bezwietrznie i dość ciepło bo 7 stopni, przy takim nieprzygnębiającym, lekko różanym zachmurzeniu. Mnie spotkały nikłe przelotne opady. Od około południa zaczął wiać wschodni wiatr. Odczuwalnie temperatura spadła, a niebo przybrało jednolity szaro-ołowiany kolor. Ciśnienie było w normie i bez wahań.
Najbardziej w kość dawał poziom wody. Z samego rana nurt Wisły szedł wyraźnie w górę, a rzeką płynęła masa śmieci. Na pierwszym odcinku na jakim byłem ledwo dało się łowić. Potem woda opadła z 20cm. Od około13.30 znów ruszyła wyraźnie w górę, a na powierzchni ponownie pojawiły się liczne śmieci.
W zasadzie nie bardzo mam co komentować, jeśli mieć na myśli moje wyniki. Przez siedem godzin doczekałem się tylko wyjścia do gumy klenia, który na pewno by nie dał punktów. Była to jedyna ryba jaką miałem okazję widzieć, zainteresowaną wabikiem. Poza tym zaobserwowałem jeden atak czegoś większego, dwa nerwowe chlapnięcia pośrodku Wisły [ryby – może nawet ta sama, w wielkości około 30cm], leniwy spław potężnego klenia albo jazia i trzy spławy leszczy.
Z kwaśną miną ale i żartem powiem, że na ciężką próbę została wystawiona tradycyjna przyjaźń polsko-węgierska, gdyż Kenese i to idąc po mnie, złowił dwie ryby na punkty, a i to na tyle duże, że dało mu to drugie miejsce.

Myślałem, że mnie skręci z zazdrości 🙂
O ile na drugim odcinku, na oko wybitnie letnim, kompletnie straciłem nadzieję [choć to tu Kenese złowił ryby], to pierwszy fragment, który milczał jak zaklęty mnie zadziwił. Przepiękny około kilometr dzikiego trawiastego brzegu, raczej prostka z niewielkimi podmyciami i mikro zatoczkami. Piaszczysto-żwirowe dno… Nawet na obśmierdłym W2, gdzie mało co już żyje, na bliźniaczo podobnym kawałku Wisły jakieś klenie łowię. A tu nic. Po prostu nie do wiary, jak nędzny jest rybostan Wisły około krakowskiej. I nic nie pomoże fakt, iż raz na czas łowi się niesamowite okazy. Już dwa lata temu pisałem, że statystycznie złowienie ryby danego gatunku w rozmiarze przeciętnym, zaczyna być porównywalnie trudne, jak złowienie okazu tego samego gatunku. Na pewno tak jest w przypadku kleni.

O przypadkowości niech świadczy np. sytuacja Piotrka, który po tej turze stracił pozycję lidera. Miał namierzone łowisko. Ryby w nim były i to niemało, co potwierdziło jeszcze kilka innych osób, które w dniach poprzedzających turę robiły jakieś rozpoznanie. Kilku kolegów próbowało tam szczęścia, świadomie typując ten fragment i nic. Pojawił się tam inny konkurent, a z opowieści wynika, iż trafił przypadkiem i spod nóg wyjął kolegom piękny okaz.

Ponoć ryba wzięła na zużytą gumkę któregoś z kolegów, która spadła z haczyka i płynęła. Szczęściarz podjął ją z wody, założył i wyjął grubego klenia. Można się śmiać, można zgrzytać zębami…
WYNIKI
Nieobecni w tym więcej niż trzeci raz: Miszel, Karol, Grzesiek, Szymon, Mateusz Drugi, Jan, Łukasz, Damian, Rafał, Wojtek – po 21,5 pkt. Pozostali nieobecni: Krzysiek – po 20,5 pkt.
Zerujący: Piotrek, Jacek, Tommy, Maciek, Bartek, Tomek, Mikołaj, Maciek Drugi i Adam – po 20,5 pkt.
I miejsce – Zygmunt – 1 pkt [leszcze 50 i 52cm oraz klenie 31, 34 i 40cm – 782 małe punkty]
II miejsce – Kenese – 2 pkt [klenie 38 i 46cm – 326 małych punktów]
III miejsce – Piotrek Drugi – 3 pkt [kleń 55cm – 306 małych punktów]
IV miejsce – Michał – 4 pkt [kleń 54cm – 295 małych punktów]
V miejsce – Mateo – 5 pkt [boleń 63cm – 293 małe punkty]
VI miejsce – Paweł – 6 pkt [klenie 32, 36 i 39cm – 280 małych punktów
VII miejsce – Jędrzej – 7 pkt [klenie 33 i 45cm – 260 małych punktów]
VIII miejsce – Robert – 8 pkt [kleń 41cm – 152 małe punkty]
IX miejsce – Bronek – 9 pkt [kleń 40cm – 141 małych punktów]
X miejsce – Marcin – 10 pkt [kleń 30cm – 31 małych punktów]
Część kolegów, którzy zapunktowali, napisała ciekawe relacje, jak oni odebrali tę turę. Bardzo im za to dziękuję.
Bronek: Do Wisły, spośród krakowskich wód, mam najwięcej emocji. Niestety uczucia z nią związane to coś pomiędzy zadurzeniem w urodziwej, wrednej babie a syndromem sztokholmskim…Na listopadową turę nie miałem bardzo szczegółowego planu, dlatego zabrałem do auta 3 armaty. Pogoda przyzwoicie wędkarska. Pochmurno, szaro i mgliście. W powiązaniu z nieco podniesioną wodą zwiększało to moim zdaniem szansę na złowienie „normalnego” drapieżnika. Na pierwszy ogień postanowiłem dać szansę sandaczom. Z grubą plecionką, dorosłymi przynętami na główkach 10-12 gr spenetrowałem kilka najsensowniej wyglądających ostróg. O dziwo, pomimo soboty, byłem na tym znanym pigalaku sam jak palec (co wiele mówi o rybostanie). Spędziłem tam jakieś dwie godziny notując kilka puknięć i obcierek. Prawdopodobnie skubały okonki/małe sandaczyki, a obcierki najpewniej dotyczyły białorybu. W końcu zacinam z opadu rybę, która walczy. Szczupak! Niestety 50 cm to zbyt mało aby przynieść punkty. Słońce wznosi się coraz wyżej, a wraz z rosnącą jego tarczą maleje szansa na normalną rybę… Rozważam przezbrojenie się na XUL i gmeranie w mule jakąś 3 cm tantą w poszukiwaniu leszcza, ale zwycięża inna opcja. Zmieniam odcinek na prostkę z kamienną opaską i paskiem roślin zanurzonych wzdłuż brzegu. Widziałam tam wcześniej spławy ryb, które pasowały mi do kleni. Ciche zejście ze skarpy i już w pierwszym rzucie mam puknięcie. Potem kilkanaście pustych przelotów i cisza na wodzie sugerująca, że ryby skończyły śniadanie. W pewnej chwili jednak pokazuje się na powierzchni kolejne kółko. Rzut jest zbyt krótki więc pozwalam woblerowi spłynąć dodatkowe kilka metrów. Dwa obroty korbką i JEST WALNIĘCIE. Na szczęście kleniowi nie przychodzi do głowy wbijać się w roślinność. Spokojnie doprowadzam go do podbieraka. Pomiar wskazuje 40,5 cm. Zgłaszam 40.

Ryby nadal były w tym rejonie więc rzucam gęsto, ale bez efektu. Niestety po chwili nieostrożnie staje schodząc w dół rzeki i spycham z opaski głaz wielkości wiadra. Na wodzie zalega cisza. Niedługo potem generalnie rzeka milknie. Wajhowy na stopniu puścił wodę i jej poziom dosyć szybko zaczyna rosnąć. To definitywnie ucina aktywność drapieżników. Pomimo, że Wisła koszmarnie kapryśna i trudna to jestem zadowolony. Udało się zrealizować oba założenia. Miał być zbój z zębami z rana – był. Miał być kleń po kleniowemu (a nie przy okazji) i też był. Zdaje sobie jednak sprawę, że miałem przy tym wszystkim sporo szczęścia i nie zmienia to mojego zdania o rzece. Generalnie z rybami jest katastrofa, a pojedyncze trafienia to ryby skupione w odizolowanych enklawach rozrzuconych na całych kilometrach opustoszałej na ogół wody.
Robert: Przed turą czułem się bardzo pewnie jeśli chodzi o wynik. Wydawało mi się, że mam namierzone świetne kleniowe miejsce i w rezerwie dwa inne, które powinny dawać ryby. Kilka dni przed rywalizacją podjechałem sprawdzić czy na pewno klenie są na miejscu. Mimo mocno podniesionej wody po kilku kontrolnych rzutach złowiłem rybę 40+, wszystko wydawało się iść zgodnie z planem.

W dzień tury woda była już niższa o prawie metr, w tym miejscu był to optymalny poziom. Ryba ustawia się wtedy na granicy nurtu, przy gliniastym wypłyceniu tworzącym równy blat. Warunki pogodowe z rana też były moim zdaniem bardzo dobre, jeśli chodzi o jesienne łowienie wiślanych kleni. Mimo to przez pierwsze pół godziny nie miałem kontaktu z rybami, zaczęła się wkradać lekka panika. Na szczęście napatoczyła się grupka kleni w przedziale około 35-45 cm, ryby były dobrze widoczne w płytkiej i przejrzystej wodzie. Za obrotówką w rozmiarze 0 wyskoczyła moja jedyna tego dnia zdobycz. Kleń miał 41 cm, pewnie połknął całą przynętę. Ryby jak szybko się pojawiły, tak szybko zniknęły. Niestety już do końca nie miałem żadnego brania, jedyne kontakty z rybami to były podcinki leszczy. Pojechałem jeszcze w dwa inne miejsca, ale w żadnym z nich nie było śladu życia. Po południu pogoda zaczęła się zmieniać, dawał się we znaki wiatr, temperatura spadła. Nie zanosiło się na poprawę aktywności ryb, zdecydowałem się zakończyć turę przed czasem. Jedna rybka to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale Wisła już nie raz mnie uczyła pokory. Jak na listopad i marny rybostan W3, to kilka osób złowiło fajne ryby. Gratulacje dla punktujących. Była to najprawdopodobniej ostatnia tura, w której miałem przyjemność rywalizować. Dziękuję wszystkim za kilka lat świetnej zabawy.
Piotrek Drugi: Na turę wybrałem miejscówkę na Przewozie od strony działek. Dotarłem tam po 8.00. Łowiłem sprzętem czysto sandaczowym. Jako przynęty używałem gum Canibal; kolory to srebrny i jadowity zielony, rozmiar 7,5-10 i 12,5 cm. Po oddaniu paru setek rzutów dobrze po godzinie 9.00 uderzył w gumę kleń 55 cm. Przez pierwszą minutę holu miałem nadzieję na sandacza 60+. Niestety z sandacza zrobił się kleń .Niestety było to u mnie jedyne branie tego dnia. Jestem jednak zadowolony z udziału w tej turze. Kleń dał mi punkty na trzecie miejsce i bardzo mnie przerzucił do przodu w ogólnej klasyfikacji. Kleń którego złowiłem jest jak na razie moim największym.

Zygmunt: Nie napiszę nic odkrywczego – całe szczęście to znaleźć miejsce w którym się kręcą aktywne ryby. Niestety, ich ilość w naszych rzekach nie jest specjalnie wielka, stąd też takie miejsca nie są szczególnie rozległe. Dzięki Tommy za weryfikację pomysłów i podpowiedzi! Początek tury był obiecujący – wyższa woda, ryby dosłownie przy brzegu, dobrze widoczne z wysokiej skarpy. Bardzo ostrożnie, maskując się jak tylko możliwe zająłem miejsce, w którym widziałem patrolujące kleniki, oraz przy dnie ze 2-3 leszcze. Na powierzchni co chwilę było widać chlapanie uklejek, choć nie wiem czy żerowały (nie brały nawet na najmniejsze nimfy na hakach #18 czy #20). Łowiłem na zmianę na dwie muchówki – jedna do suchej i druga do nimfy. Najwięcej ryb (kleni) złowiłem na suchą muchę (żuczek) oraz mokrą, leszcze na imitację dżdżownicy (parkinson). Co ciekawe imitacje kiełży (których jest zatrzęsienie w wodzie), chruścików, ochotkowatych były omijane szerokim łukiem. Ryby bardzo niechętnie pobierały pokarm, nawet z powierzchni klenie nie startowały jak w lecie, szybko, tylko bardzo dostojnie zasysały. Wymagało to cierpliwości by mucha znalazła się w pyszczku, bo zbyt szybkie zacięcie kończyło się wyrwaniem muchy z pyska. Ogółem wyholowałem dwa przepisowo zapięte leszcze, trzy punktowane klenie, cztery niewymiarowe i dwa podpięte za płetwę leszcze.


Niestety, gdy woda opadła wszystkie ryby odpłynęły, pojawiły się pod sam koniec tury (wraz z wodą w Wiśle), ale bez towarzystwa kleni i już nie żerowały. Łowiłem delikatnym zestawem, z przyponami 0,12mm, nimfy z jak najmniejszym obciążeniem, a żuczki jak najbardziej zbliżone do naturalnych (od typowych piankowców klenie odwracały się tuż przed braniem).
Paweł: Plan A na ligę był taki, żeby łowić okonie z późno-jesiennych miejscówek. Plan B zakładał łowienie kleni w miejscach gdzie trzymają się nieliczne stadka niedobitków z W3. Ponieważ na szybkim treningu przed zawodami garbuski zupełnie zawiodły w życie wdrożony został plan B. Łowiłem głównie gumami, minimaster 2, „żonglując” cały czas obciążeniem i kolorami. Ryby były aktywne zaraz po rozpoczęciu zawodów. Szybko złowiłem klenia 36 cm, zaliczyłem szczupakową obcinkę, dodatkowo spadła z haka punktowana świnka.

Brania siadły jak tylko woda zaczęła opadać. Ponieważ byłem pewien ryb w łowisku postanowiłem zaczekać na brania i nie ruszać się nigdzie. To miało miejsce dopiero koło południa, gdy woda znowu poszła „do góry”. Udało się dołowić dwa punktowane klenie, a jedna ryba zerwała się z przyponem. Do końca tury trafiłem jeszcze trzy okonie, ale żaden nie przekroczył 25 cm. Przez cała ligę łowiłem w towarzystwie Michała, na odcinku nie dłuższym niż 50m. Było trochę zabawnych sytuacji, no i przede wszystkim punkty z trudnego listopadowego W3.
KLASYFIKACJA GENERALNA
I miejsce – Michał – 85 pkt [955 małych punktów]
II miejsce ex aequo – Piotrek i Jędrzej – po 92,5 pkt [Piotrek 1803 małe punkty, Jędrzej 1205]
IV miejsce – Jacek – 106,5 pkt [689 małych punktów]
V miejsce ex aequo – Robert i Mateo – po 110 pkt [Robert 1426 małych punktów, Mateo 651]
VII miejsce – Paweł – 110,5 pkt [829 małych punktów]
VIII miejsce – Tommy – 111,5 pkt [881 małych punktów]
IX miejsce – Maciek – 113 pkt [413 małych punktów]
X miejsce – Zygmunt – 114 pkt [968 małych punktów]
XI miejsce – Marcin – 115 pkt [917 małych punktów]
XII miejsce – Kenese – 126,5 pkt [533 małe punkty]
XIII miejsce – Karol – 140,5 pkt [535 małych punktów]
XIV miejsce – Bartek – 142,5 pkt [340 małych punktów]
XV miejsce ex aequo – Bronek i Adam – po 144 pkt [ Bronek 346 małych punktów, Adam 248]
XVII miejsce – Krzysiek – 151,5 pkt [267 małych punktów]
XVIII miejsce – Piotrek Drugi – 154 pkt [ 306 małych punktów]
XIX miejsce – Grzesiek – 158,5 pkt [108 małych punktów]
XX miejsce – Tomek – 160,5 pkt [64 małe punkty]
XXI miejsce – Maciek Drugi – 163 pkt [42 małe punkty]
O ostatnich lokatach decyduje lepsza frekwencja w skali dotychczasowych tur, gdyż uczestnicy nie zgłosili ryb na punkty.
XXII miejsce – Szymon – 173,5 pkt
XXIII ex aequo – Miszel i Mikołaj – po 174,5 pkt
XXV miejsce – Mateusz Drugi – po 175,5 pkt
XXVI miejsce ex aequo – Łukasz i Jan – po 176,5 pkt
XXVIII miejsce ex aequo – Wojtek, Damian i Rafał – po 177,5 pkt
Jak przewidywałem – o wszystkim zadecyduje ostatnia tura w grudniu. No chyba, że nikt nic nie złowi na punkty, co jest całkiem realne. Wtedy zostanie jak jest. Nizinna Dłubnia, nizinna Wilga, nizinna Rudawa oraz odcinek Skawinki od połączenia z Cedronem do ostatniego jazu przed ujściem, są co najmniej mało fortunnymi łowiskami na tę porę roku, przy naszych wyśrubowanych normach. Wszyscy nastawiamy się na jeśli w ogóle, to na bardzo skromne wyniki. W rywalizacji o pierwsze miejsce liczą się realnie już tylko trzy osoby: Michał, Piotrek i Jędrzej. Wszyscy często byli wysoko w tabeli, choć żaden z kolegów Ligi nie wygrał. Przeglądnąwszy statystyki tylko z ostatnich lat, to Piotrek był trzeci w sezonie 2022 i 2023, Michał drugi w 2021, a Jędrzej w 2023r był wicemistrzem. Ciężko mi sobie wyobrazić, że teraz na tych łowiskach każdy z nich zapunktuje. Jeśli zdarzy się to jednemu z nich – wygrywa. Matematyczne szanse ma jeszcze z czwartego miejsca Jacek, ale musiałby wygrać turę, pierwsza trójka zerować, a do tego minimum…osiemnastu uczestników też musiałoby zapunktować, więc…
Na bank znaczenie strategiczne będzie mieć wybranie odpowiedniej wody. Co dziś prezentuje dolna Dłubnia? Nie mam pojęcia. Kiedyś, jeszcze może z pięć lat temu sam bym ją brał pod uwagę. Najpewniejsza wydaje się być nizinna Rudawa, choć kłopotem będzie tu ścisk – wydaje mi się iż na to łowisko będzie największa presja. Z drugiej strony, ja od gdzieś pięciu lat nie wyjąłem tam ryby na punkty o tej porze roku. No ale często tu wtedy nie bywam. Wydaje mi się, że łatwiej o pstrąga 30cm niż klenia, ale pstrągów nie punktujemy w grudniu.
Wilga nizinna – dla mnie największa zagadka.
Proponowany odcinek Skawinki daje na pewno największą przestrzeń i nikłe prawdopodobieństwo, że będziemy mieć kogoś na plecach, albo kogoś gonić, ale za to rybostan – cóż – po moim tam wprawdzie kwietniowym wypadzie, nic dobrego nie mogę powiedzieć.
Niegościnność wylosowanych na grudzień łowisk stwarza także szansę dla takich jak ja w tym roku – będących nisko w generalce. Dzięki ewentualnym punktom w ostatniej turze, mają możliwość na znacznie lepszą pozycję, bo nie mam wątpliwości – przytłaczająca większość będzie nawet nie bez ryby na punkty – będzie bez brania.





