Z wędką w świat – Tunezja

Zacznę od takiej nawet nie wędkarskiej, a turystycznej refleksji ogólnej – czy warto tam w ogóle pojechać? Na pewno zależy to od tego czego oczekujemy od zagranicznych wyjazdów. Dla mnie podczas takich pozakrajowych wypadów ważne  są dwie kwestie:

– szeroko rozumiana przyroda [ w tym zawiera się też możliwość wędkowania i jego wyniki]

– płaszczyzna kontaktów z miejscowymi [mam tu na myśli klimat kontaktu z lokalsami poza hotelem, a nie łatwość porozumiewania się np. ze względu na znajomość języka]

No i z moich doświadczeń wynika, że wyjazdy należałoby stopniować jeśli się ma jak powyżej nastawienie. Krótko mówiąc: jeśli choć raz doświadczyłeś egzotyki [totalnie odmienny świat przyrody, całkiem inna mentalność ludzi itp.] to Tunezja Was nie urzeknie. Obecnie gdy zdarza mi się jeździć w te bliższe, bardziej typowe kierunki turystyczne, jest to wynikiem podróżowania z dziećmi.

W Tunezji jest bardzo europejsko w miastach, ale generalnie styl życia, niezależnie że to kraj przede wszystkim muzułmański, to zachowania, styl myślenia miejscowych jest chyba bliższy nam niż przeciętnemu Egipcjaninowi. Wcześniej nigdy nie byłem w tym państwie. Tunezyjczyków [cały czas mam na myśli ludzi poza hotelami] odebrałem podobnie jak przeciętnego Marokańczyka, [czyli nie czułem jakiejś przepaści mentalnej] ale jednak wydawali mi się jako ludzie sfrustrowani. Trochę to rozumiem, gdyż ich świadomość bytu, dóbr materialnych niczym nie różni się od naszej czy tym bardziej marokańskiego spojrzenia na świat, nie mniej statystyczny Tunezyjczyk zarabia trzy razy mniej niż Polak przy w zasadzie identycznych cenach. Żyje się więc niełatwo. Mnie to trochę przypominało nasz kraj z końca lat 80-ych i początku 90-ych XX wieku: każdy coś kombinował, jak dorobić, choćby na siłę. Jest pogoń za kasą na maxa ale dlatego, że tych pieniędzy powszechnie brakuje. Aut jest masa [między innymi ze względu na przymykanie oka przez władzę na nielegalne sprowadzanie paliwa z Libii] ale standard pojazdów jest różny. Na pewno jest skromniej niż u nas. Miejscowym ciśnienie podnoszą potomkowie Tunezyjczyków urodzeni we Francji, którzy przyjeżdżają tam na wakacje i krótko mówiąc obnoszą się ze względną zamożnością wobec miejscowych realiów. Stąd odbierałem i oceniam statystycznego miejscowego jako człowieka lekko zgorzkniałego. Dotyczy to przede wszystkim ludzi w pełni dorosłych, mających rodziny. U młodych są dwie postawy. Jedni czekają na pełnoletność i jak tylko ją uzyskają planują wyjazd gdziekolwiek do Europy Zachodniej [oczywiście najczęściej do Francji]. Druga grupa osób młodych dzieli się znów na dwie części. Jedni to ci, którzy uczą się w jakimś względnie chodliwym kierunku i wiedzą, że jakieś perspektywy mają, a inni prezentują beztroski styl bycia i mają wywalone na wszystko. Wyglądają i próbują się zachowywać jak Murzyni z teledysków amerykańskich raperów.

Niektórzy Polacy narzekają, że jest tam brudno. Z tym się nie zgodzę. Leży dużo śmieci w różnych miejscach, ale przy tak suchym klimacie te wszystkie odpady biologicznie nie psują się tylko wysychają na wiór. Zachowania wcale nie różnią się od przeciętnego Małopolanina starszej daty mieszkającego nad Prądnikiem czy Rudawą, gdzie wciąć różne śmieci z oszczędności spławia się rzeką…

Wszelkie odpady stałe [plastiki, butelki itp.] także walają się tu i ówdzie, bo tam kwestia przetwarzania, zbierania śmieci dopiero raczkuje.

Przyroda. W czasie naszych wakacyjnych miesięcy jest sakramencko sucho. Zdarzają się nocne burze, szczególnie nad morzem i są to błyskawice i deszcz nie na żarty, ale nawet jak chluśnie z grubej rury, to na drugi dzień nie ma po tym śladu. Tunezję odebrałem jako kraj jeszcze bardziej pustynny niż Egipt. Zieleni jest naprawdę mało. Jeśli są jeziora to okresowe, albo bardzo słone. Wszelkie cieki jakie spotkałem były NIEWYOBRAŻALNIE odpychające. Tu przyznam – syf jaki tam płynął był…nie wiem nawet jak to nazwać. Poza tym to były strumyki. Południowa i ta bardziej zachodnia cześć Tunezji jest wyraźnie górzysta nie mniej nie ma wg mnie uroku marokańskiego Atlasu wysokiego. Generalnie gór nie lubię więc niczego tam nie szukałem i niczego się nie spodziewałem. Zresztą wędkarsko chyba nie ma czego szukać w tunezyjskich górach. Część północna kraju, nadmorska jest płaska, pustynna i monotonna. Jedynie powszechnie uprawiane oliwki dodają trochę życia krajobrazowi.

Nie za wiele mam też do powiedzenia wędkarsko. Cóż, ja generalnie uważam – pewnie niesłusznie, bo doświadczenia moich kolegów mówią co innego,  iż wszędzie w całym basenie Morza Śródziemnego jest podobnie lub wręcz identycznie.  Ciężko połowić w sposób satysfakcjonujący, licząc na ryby choć trochę wystające z ręki. Co do Tunezji – szału nie było, choć pobawić się można. Po pierwsze – nie ma żadnych zezwoleń. Łowisz jak chcesz, na co chcesz i kiedy chcesz z wyjątkiem niektórych ekskluzywnych portów [nieliczne]. Ja taki akurat miałem pod nosem i muszę powiedzieć, że zwiad bez wędki podkręcił mnie nieprawdopodobnie. Między luksusowymi mniejszymi i całkiem wielkimi jachtami kręciło się regularnie z 4-5 gatunków ryb w wielkościach 20 – 40cm. Było ich dużo! Tyle, że w porcie było zaraz od brzegu co najmniej z 10m głębokości. Wiem to stąd, iż pierwszy wypad z kijem tam właśnie zaliczyłem. Facet z recepcji hotelu zapewnił mnie, że można tam łowić, co okazało się nieprawdą. Dosłownie po rozłożeniu wędki i słownie kilku rzutach zjawił się jakiś gość, który pokazał mi kamery wokół, i bardzo grzecznie zasugerował bym opuścił port jeśli nie chcę mieć kłopotów. Oczywiście bez protestu zawinąłem się. Nigdy tam też nie widziałem łowiących.

Moją nadzieję wzbudził falochron,  usypany z wielotonowych, przypominjących betonowe zapory przeciwczołgowe „rozgwiazd”, stanowiący ochronę portu od otwartego morza.

1
(fot. A.K.)

Łażenie po tym jest wyzwaniem i upadek z tego, ewentualnie wpadnięcie miedzy bloki jest bez wątpienia bardzo niebezpieczne. Ale czego się nie robi dla wędkowania…

2
(fot. A.K.)

Przedarcie się do morza trochę mi zajęło, gdyż ten pas splątanych betonów miał z 30m szerokości i wysokość około 5 -7m nad plażę od której robiłem podejście. Nadzieje szybko prysły. Niby można było znaleźć fajne miejsce około metr nad lustrem wody, był dostęp do otwartego morza, ale głębokość nie przekraczała góra 2-3 metrów. Nic tam nie złowiłem  i po godzinie dałem za wygraną. Kilka razy obserwowałem tam miejscowych wędkarzy [w zasadzie tylko dwóch zadawało sobie ten trud łażenia po betonach], ale nigdy nic nie złowili przy mnie.

Jedynym bonusem było namierzenie wyjścia z portu, gdzie z jednej strony brzeg wydawał się dostępny, dość łatwy do łowienia i co najważniejsze – w żadne sposób nie zagospodarowany. Następnego dnia, jakieś pół godziny po świcie [rozwidnia się koło 6.00] byłem tam już gotów do działania. I tu znów nie wiem co zaważyło: głębokość sięgająca max 4-5m, równe jak stół piaszczyste dno, czy prujące tam i z powrotem wszelkie obiekty pływające: małe i większe łódki, jachty motorowe, skutery, statek zbierający śmieci w pobliżu brzegów, czy nawet jakieś pływadła wojskowe. Szerokość kanału prowadzącego z/do portu wynosiła jakieś 150 – 200m ale nie było szans zarzucić w środek dalej niż 25m bez narażania się, że zaraz coś na zestaw nam napłynie. Obserwacja łowiących tam z gruntu miejscowych też nie przyniosła mocnych wrażeń. Tylko raz jakiś gość złowił w około trzy godziny cztery ryby nie przekraczające 20cm. Oczywiście zabrał je. Tam generalnie nawet najmniejsze zdobycze kończą na patelni. Niektórzy próbowali szczęścia z nastawieniem na poważne trofea, gdyż łowili na martwe około 15 – 20cm ryby. Także nie widziałem by ktoś miał choć branie [łowili stacjonarnie i spinningowali taką przynętą].

Okazało się też iż, kanał portowy jest miejscem dosłownie obleganym przez młodych Tunezyjczyków skaczących tam na główkę do wody. Raz był nawet jakiś konflikt między łowiącymi a kąpielowiczami, bo nawzajem mocno sobie utrudniali. Kiedyś nie znalazłem już dla siebie miejsca, gdyż dostępny odcinek  był całkowicie zajęty przez wędkarzy. Generalnie pojawienie się tam po 8.00 było bezcelowe, gdyż albo się kąpali, albo łowili.

3
(fot. A.K.)

Miałem ze sobą tylko najlżejszy UL do 5g z plecionką 3kg. Za przynęty miałem dwa maleńkie morskie woblerki [przynajmniej tak dedykowane], kilka mini wahadłówek oraz całą górę małych gumek głównie czerwonych oraz różowych, choć i inne kolory też były.

Najwięcej kontaktów miałem przy głębokości 1,5 – 2m. Zresztą poza kanałem 3m to było dopiero około 100m od brzegu. Generalnie dno przy plażach obniża się bardzo wolno. Sprawdzałem to podczas pływania. Ważne by na piasku odnaleźć kamienne podwodne poletka. Były jak ciemne łaty na jasnym dnie.

Rzeczywiście brań jest dość dużo. Faktycznie gumki cieszą się bezwzględnie największym wzięciem. Pozostałe wabiki razem wzięte nie mają do nich podejścia. Niestety, pomimo silnie odczuwanych na wędce ataków, odgryzanych jednym kłapnięciem kawałków przynęt ciężko cokolwiek zaciąć z jednego powodu: biorą skrajnie maleńkie ryby.

4
(fot. A.K.)

Także co do ilości gatunków, to moje wyniki w porównaniu do kolegów, którzy łowili w tym roku na Cyprze, Malcie czy w Chorwacji także były skromne. Tak naprawdę, nawet na delikatny sprzęt jaki miałem jako tako podbił wędkarską atmosferę nieco ponad 25cm labraks. Wziął na czerwonego mikrojiga na 2g. Atak był głośny, pod samą powierzchnią. To była największa ze złowionych rybek. I gdybym takich łowił z 10 na te 3-4 godziny wędkowania dziennie, to bym się cieszył i zachwalał.

5
(fot. A.K.)

Poza tym nawet jeśli się trafił gatunek, który potrafi osiągnąć godne rozmiary, to kończyło się na egzemplarzach nawet nie z rybiego przedszkola a ze żłobka.

6
(fot. A.K.)

Najczęściej jednak kończyło się na małych rybach, mniejszych gatunków.

7
(fot. A.K.)

W ogóle te rybki są tam bardzo napastliwe i jeśli człowiek się kąpie, a na chwilę znieruchomieje, to często podpływały i dość boleśnie szczypały 😊

Czego było za to aż zbyt wiele? Otóż relatywnie dużych jamochłonów bujających się w toni dziesiątkami. Były dość duże – lekko wielkości głowy dorosłego człowieka. Ja nigdy będąc na Morzem Śródziemnym, niezależnie od pory roku i kraju, nigdy takich nigdzie nie widziałem. Nie wiem, czy trafiłem na jakiś ich okres godowy? Jedne były mleczno-białe, inne jasno błękitne, jeszcze inne granatowe, a trafiały się fioletowe osobniki.

8
(fot. A.K.)

Moja żona otarła się o takiego stwora nogą i twierdziła, że czuła się jak po kontakcie z pokrzywą. Ja pływając, odpychałem je rękami, ale zawsze popychałem, klepałem je w „czoło” [od razu zmieniały kierunek], więc może stąd nigdy nie miałem żadnych śladów czy innych negatywnych doświadczeń.

Podsumowując – wędkarsko nie jest nudno, ale jednak, mimo, iż lubię łowić małe ryby, to jednak nie aż tak małe. Szybko mi się znudziło. W całokształcie oceniając – warto do Tunezji pojechać. Raz 😊

Na koniec konkluzja nie związana z wędkarstwem. Jestem pasjonatem historii z zamiłowania i po papierach. Mocno przestrzegałem żonę, że wycieczka do Kartaginy nie będzie niczym, absolutnie niczym spektakularnym. Niestety potwierdziły się moje przypuszczenia. Jeśli ktoś nie czuje z jakichś bliżej nieokreślonych powodów dziwnego, nieprzemożnego, niewytłumaczalnego sentymentalnego pociągu do Kartaginy, to powinien się liczyć z dużym rozczarowaniem. Tam nie ma wiele do oglądania. Potem odwiedzicie pewnie termy Antonina,  z których w przeciwieństwie do ruin Kartaginy sporo zostało – to uczciwie należy powiedzieć; potem Was pewnie przewiozą do muzeum mozaik późno antycznych i wczesnośredniowiecznych. Niejako po drodze zahaczycie o niby unikatową biało-błękitną dzielnicę Tunisu, jako przykład starej, typowej zabudowy arabskiej… Powtórzę – jeśli nie jesteście maniakami takiej tematyki, to się umęczycie i zanudzicie na śmierć. Szkoda kasy. Naprawdę.

P.S. Identyczną biało-błękitną historyczną dzielnicę [tzw. medynę czyli stare miasto] miałem o 15 minut na nogach od hotelu. Za darmo…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *