III tura Ligi Spinningowo-Muchowej 2025. Wisła W3

No i cały plan w pizdu, cytując nieśmiertelną kwestię 😊 A mogło być tak pięknie… I nawet zapowiadało się, że wynik, może skromny na tle całości, będzie jednak godny. Tymczasem Wisła, a raczej to, co z nią wyprawiają, zrobiło prawie wszystkich uczestników rywalizacji w balona.

Ponieważ wylosowały się aż trzy tury na W3 w tegorocznej Lidze, to każdy zdawał sobie sprawę, że całościowy wynik tych tur wpłynie na wysokie, jeśli nie czołowe miejsce dla danego uczestnika, albo odwrotnie. Sporo osób dość intensywnie rozpoznawało teren rywalizacji, tym bardziej, że pewnie dla połowy z nas była to woda nowa, ponieważ od czerwca 2024 nie było styczności z nią, a wrzesień w zeszłym roku przy poziomie Wisły 6m+ swoje nawywijał. Jednym słowem, nawet dość rozpoznane odcinki mogły się mocno zmienić.

Sam miałem takie skromne założenie, że kalkulując taki średni jak mi się wydawało wynik [około 300pkt], że jak zajmę 7-9 miejsce, to będzie optymalnie. Dlaczego tak skromne kalkulacje? Otóż bywalcy, a podzieliłbym ich na dwie grupy, robili nawet przy rekreacyjnych wyjazdach z dziećmi właśnie wyniki w okolicach 300 pkt lekko.

1
(fot. P.Z.)
2
(fot. P.Z.)
3
(fot. P.D.)

I dzieci nie pozowały, tylko łowiły te ryby ze zdjęć.

Uznałem więc, że jak z 4-5 osób zasiądą na bankowym odcinku w rejonie Przewozu, a kolejne 2-3 osoby ustawią się na pewniakach w rejonie Nowego Brzeska, to nie ma szans z nimi wygrać. Stąd skromnie myślałem o miejscach troszkę dalszych. Realia W3 od Przewozu do ujścia Raby takie właśnie są. Nie licząc początku i końca dopuszczonego odcinka, pozostała cześć to łowienie pojedynczych ryb na całych kilometrach. Taka jest Wisła po zeszłorocznym zatruciu.

Ale wyglądało na to, że pomiędzy bankówkami też coś się ugra.

4
(fot. T.B.)

Ponieważ póki co turlamy się wspólnie z Kenese, co skrajnie nie sprzyja łowieniu nad rzeką, ponieważ albo on, albo ja robi wynik, w zależności kto rzuci pierwszy, zdecydowałem się rozpoznać przed turą trzy odcinki, by ewentualnie jakoś się podzielić. Pierwszy fragment jednoznacznie kleniowy z boleniową końcówką. Jeszcze trzy-cztery lata wstecz pewniak na kilka kleniowych bomb, niezależnie od pory roku. Teraz wg nielicznych już tam bywalców, bywa nieprzewidywalnie i stąd mniejsza presja.

Trafiliśmy na relatywnie  [znów wg tych, co czasem zajadą tutaj] wysoką wodę – 188cm. W górnej części fragmentu Kenese miał na kiju klenia na wyraźne punkty, choć żaden olbrzym ale ryba spadła. Ja zaliczyłem trzy wyjścia bez finału, ale szedłem pod prąd, więc się nie dziwię. Zresztą aż tak nie zależało mi na wyjęciu tych ryb. Oceniając po tych wyjściach, to jedna ryba była zacna, jedna typowa [około 35cm] i jedna raczej poniżej tych minimalnych dla nas 30cm do punktacji. Wszystko klenie.

W środkowej części miałem dwa klenie na kiju: po braniu na długim dystansie spadł w połowie drogi klenik na pewno na punkty. Potem dla odmiany tuż pod szczytówką niemrawo zawiesił się na woblerze taki około 45cm. Niestety spadł. Na końcu odcinka, gdzie woda ma taki boleniowy charakter, widziałem z daleka dwa ataki. Udało mi się sprowokować dwa brania. Pewnie dlatego, że miałem raczej sprzęt pod klenia, jeden boleń się nie zaciął. Drugi został wyjęty. Taki typowy, tuż nad 60cm – zdjęcie główne tego tekstu.

Wszystko wskazywało, iż ten pierwszy odcinek z dużym prawdopodobieństwem da punkty. Przy szczęściu i skutecznych holach, nawet dużo punktów.

Drugi odcinek, a raczej punktowa miejscówka, bo to może 50m brzegu okazała się niewypałem. Myślałem o nim jako takim „last resort” dla mnie, bo to tajna meta o ile takie jeszcze są na W3 😊

Niestety okazało się, iż po grubej wodzie jesienią zeszłego roku fragmencik ten zmienił się totalnie, a na dodatek przy podniesionej z 40cm wodzie, nie było co tam robić. Postaliśmy, popatrzyliśmy i tyle.

Ostatni odcinek jaki wytypowałem, to była zawsze bardzo kiepska jeśli chodzi o wyniki opaska, ale długa jak diabli i jak na wiślane warunki dość łatwa do poruszania się po niej nawet przy wyższej wodzie. Kolega schodził od jej początku i nie zaliczył brania. Ja z kolei eksplorowałem brzeg od mniej więcej połowy długości.  Miło się zaskoczyłem, gdyż w nieco ponad 2h zaliczyłem cztery kontakty i wszystko z wyraźnie punktowanymi rybami. Zaraz w pierwszych rzutach wyjąłem klonka 35+.

5
(fot. A.K.)

Potem niestety uwiesił mi się spory sum , który jak worek cementu osiadł na dnie i plecionka pękła. Stratę woblerka -weterana odebrałem na spokojnie, gdyż byłem pewien, że mam jeszcze dwa. Tymczasem pudełka w domu nie zawierały ani jednego takiego modelu. Owszem, tonące miałem, ale pływających już nie.

Kontynuowałem mozolne schodzenie w dół Wisły, w trawach już po szyję. Łowiłem filigranowym malutkim uklejko podobnym wobkiem. Kolejne branie, przypominało kontakt z większym kleniem, który zaciekawiony podpływa do woblerka i ten kołysząc się, gdzieś go draśnie pod oko. Ryba gwałtownie odskoczyła, mocno targnęło, ale bez zacięcia.

Na koniec woblerek został majestatycznie wessany przez pojawiającego się pod brzegiem znikąd ładnego bolenia, ale chyba malutkie kotwiczki nie dały szans na zacięcie ryby. Tyle, że go widziałem.

Zanosiło się, iż o kiju za tydzień nie zejdziemy.

Tymczasem siedem dni później Wisła miała ponad 2m, co jest już dużym skokiem od niżówkowych norm [około 130cm na wodowskazie w Grabiu]. Do tego zapowiadało się na większą burzę, a nawet dwie i kolejną ulewę. Analizując zrzut wody jeszcze na Sole w Czańcu i poszczególne progi na Wiśle, wyglądało na to, że kto nie połowi w pierwszą godzinę, ten ma nikłe szanse na wynik. I potwierdziło się to nawet w największych pigalakach oraz tajnych metach. Ryba brała niezwykle apatycznie i tylko do pierwszej burzy.

7
(fot. A.K.)

Ja wciąż byłem dość pewny jednak jakiegoś wyniku, gdyż Kenese się nie stawił z powodu choroby. Miałem wytypowane odcinki tylko dla siebie. Byłem spokojny o to, czy jakiś postronny wędkarz tam się pokaże. Niestety bardzo szybko okazało się, iż kleń nie istnieje. To znaczy, uważam, że jakieś klenie tam były, ale mając nad głową 1,5m zapieprzającej wody, a nie 40cm jak zwykle raczej nie myślały o żerowaniu. Bez tyka.

Ponieważ już grzmiało szybko zszedłem na końcówkę odcinka. I spotkało mnie nieliche zaskoczenie: trzy boleniowe setki i mimo kija do 35g i linki 10kg, zaciąłem tylko jedną rybę, a ŻADNEJ nie wyjąłem. Jakieś kuriozum. No, ok – jeden nie mógł się zapiąć, bo zaatakował spływający po powierzchni wobler przy otwartym kabłąku – nurt szarpnął linką, obserwowany chyba przez rybę wobler jakoś tam drgnął i nastąpił atak.  Ale dwa kolejne… Ryby miały jakiś nieprawdopodobny fart, a ja wręcz przeciwnie.  Szczególnie mi szkoda rapy na pewno w okolicach 70cm, która kłapnęła 13cm bezsterówkę, niby mocno, ale nie na prędkości i po chwili spadła…

Do auta nie zdążyłem – złao mnie jak cholera. Potem znów upał. Polazłem zncznie wyżej licząc, że coś tam może się wydarzy, ale bez brania. Woda leciała w dół jak zwariowana.

8
(fot. Z.B.)

Kolejna burza, wyglądająca na groźniejszą niż pierwsza, zagnała mnie do auta. Tymczasem po około 40 minutach…przeszłą bokiem. Tyle, że powoli traciłem wiarę. Zrobiłęm błąd. Trzeba było zostać na tym pierwszym fragmencie. Ale pojechałem na opaskę. Tam w pierwszym rzucie zaliczyłem fajne branie – chyba klenia, ale ryba się nie zacięła. I do końca już nic…

Byłem jak zawsze przy zerze dość mocno sfrustrowany niemocą, ale jak zobaczyłem wyniki, zrobiło mi się normalnie smutno. Każdy z tych boleni, z którymi miałem kontakt dałby zwycięstwo. Cała dwudziestka obecnych, miała fatalne wyniki, większość nie miała nawet kontaktu. I co dla mnie niewiarygodne – nawet w rejonie stopnia Przewóz ludzie zaliczyli zero. Nawet biorąc pod uwagę niewydumaną NĘDZĘ jaka jest na krakowskiej Wiśle, wyniki były okrutnie biedne.

Wyniki tury:

Nieobecni: Jan, Łukasz, Kenese, Wojtek, Rafał, Miszel, Mikołaj, Szymon, Damian – po 18,5 pkt

Zerujący: Zygmunt, Tomek, Bronek, Piotrek Drugi, Maciek Drugi, Bartek, Marcin, Robert, Mateusz Drugi, Paweł, Krzysiek, Jędrzej, Grzesiek, Mateo i Adam – po 18,5 pkt

I miejsce – 1 pkt – Piotrek – [boleń 59cm – 250 małych pkt]

II miejsce – 2 pkt – Karol – [kleń 48cm – 229 małych punktów]

III miejsce – 3 pkt – Michał – [klenie 33 i 39cm – 194 małe punkty]

IV miejsce – 4 pkt – Tommy – [kleń 43cm – 174 małe punkty]

V miejsce – 5 pkt – Jacek – [kleń 36cm – 97 małych punktów]

VI miejsce – 6 pkt – Maciek – [kleń 32cm – 53 małe punkty]

Jak zazwyczaj, szczególnie punktującym, nie odpuściłem, by wyrazili swoja ocenę tury.

Karol: Nie mogłem się doczekać tej tury. Ale to tylko z tego powodu by znowu zobaczyć się i połowić z ligowym towarzystwem. Na Wiśle do tej pory w tym roku nie byłem. Więc do tury podszedłem bez wcześniejszego rozpoznania. Po godzinie od rozpoczęcia tury zaliczam jedyne branie tego dnia. Emocjonujący hol zakończył się lądowaniem w podbieraku pięknego spasionego kleniska. Miara pokazywała 48 cm, ale ryba była taka nabita masą, że nie mogłem jej chwycić.

9
(fot. K.B.)

Zaraz po tym nad miejsca gdzie łowiłem przyszła burza. Więc szybka ewakuacja do auta. Lało jak z cebra. Przeczekałem tę burzę, wróciłem w okolice miejsca gdzie złowiłem klenia a tam….nie ma wody. Woda przez jakieś 40 minut opadła na pewno ponad pół metra. O braniach czegokolwiek można było pomarzyć. Potem nadeszła druga burza, a mimo tego woda dalej opadała. Dałem sobie spokój i wróciłem do domu. Z wyniku jestem bardzo zadowolony i ogromnie się cieszę, że udało mi się złowić tak wielkiego klenia w Wiśle. Po prostu czysty fart i fura szczęścia. A, to jest teraz na rybach potrzebne bardziej niż dotychczas. Smutna, jest pustka w wodzie a brak żerującej drobnicy nie napawa optymizmem na przyszłość. Mamy już za pasem czerwiec gdzie woda powinna żyć.  Gratulacje dla pozostałych punktujących. 

Maciek: Do punktacji  kleń 32 cm.  

10
(fot. M.K.)

Trochę pozwiedzałem różne miejsca przed turą i wiedziałem,  że z rybą jest generalnie bardzo słabo.  Zacząłem na dość niskiej części W3,  na odcinku,  gdzie ryby zwykle spływają na podniesionej wodzie, licząc na złowienie czegoś większego zanim nastąpi spodziewany drastyczny spadek poziomu wody.  Tam niestety straciłem ponad 2 godziny bez brania.  Miałem na oku ładnego bolenia krążącego w zatoce  i uderzającego co kilkanaście minut,  ale nie udało się go skusić.  Głównym problemem były trawy i śmieci  krążące  w zakolu,  gdzie żerował,  co sprawiało,  że rzucać mogłem jedynie na niewielkim obszarze z powierzchnią wody akurat wolną od śmieci. Potem stwierdziłem,  że trzeba się skupić na zapunktowaniu czymkolwiek.   Przejechałam na ok.  300 metrowy odciek,  na którym zazwyczaj w miarę pewnie można liczyć na złowienie 1-2  kleników ponad 30 cm, a czasem coś większego się trafi. Potwierdził to trening,  który tam zrobiłem kilka dni wcześniej (2 ryby 30+)  i  dokładnie to samo wydarzyło się na turze:  złowiłem klenia 32 cm  i spiąłem drugiego na oko w okolicach 30cm. Trochę żałuję,  że pod koniec tury nie pojechałem po szczupaka lekko ponad 60 cm,  którego wypuściłem na treningu dzień wcześniej ,  a który pewnie wciąż tam był bo nie bardzo miał przy wysokiej wodzie powody,  by się ze swojej zatoczki ewakuować.

Piotrek: Turę majową, po przeanalizowaniu warunków wodno-pogodowych oceniliśmy jasno- kto nie połowi w pierwszej godzinie, to potem na opadającej wodzie w pełnym słońcu może już dać sobie spokój. Zatem na początek wybrałem pewną miejscówkę na której przy tych warunkach lubią ustawiać się bolenie. Zakradłem się na miejscówkę zatem kwadrans wcześniej, rozłożyłem podbierak, przygotowałem wędkę, sprawdziłem kotwice, i usiadłem. Kiedy nadeszła wyczekiwana pora, oddałem rzut, poprowadziłem szczura wzdłuż plam spokojnej wody, i po pięknym gejzerze zaciąłem bolenia. Nie był duży, raczej sportowy, okazał się mieć 59cm.

11
(fot. P.D.)

Niemniej spokojna głowa przez kolejne 7h już po pierwszym rzucie- satysfakcjonujące uczucie. I niestety, dalej było już tylko gorzej. Wśród około 20 wyjść kleni, zanotowałem tylko jedno skubnięcie. Reszta była wyjściami kontrolnymi, nie mówię ile razy po namierzeniu ryb, były gotowe odprowadzić pod nogi każda przynętę. Bez dotknięcia. Finalnie okazało się że jeden boleń był tego dnia świetnym wynikiem, co tym bardziej daje satysfakcję z poprawnego doboru taktyki i jej realizacji. Niemniej jednak, stan rzek około krakowskich jest OPŁAKANY. Nie pływa w tych wodach już niemalże nic. Po ostatnim zatruciu nie ma już nawet uklei, nie mówiąc o tym żeby było widać aktywność jakiegokolwiek drapieżnika. Kleń na 30cm? Na kilkanaście wyjść syn złowił jednego. Ja nie. To jest SKANDAL. Związek nie podjął żadnych działań po zeszłorocznym zatruciu. Powinni ponieść za to odpowiedzialność.

Jacek: Przed tą turą miałem szumne plany by pojechać na wcześniej wytypowane miejscówki i trochę potrenować. Tym bardziej, że wybrałem miejsca na których nigdy wcześniej nie łowiłem.  Pojechałem bardzo nisko prawie na koniec dopuszczonego odcinka. Wybrałem długą opaskę gdzie przy wysokiej wodzie, gdzieś przy trawach miałem  nadzieję trafić na przynajmniej jednego punktowanego klenia. Okazało się dość szybko że ryzyko się opłaciło. Małą obrotówkę ściąganą wzdłuż opaski coś mocno przytrzymało i za chwilę wiedziałam że to kleń, po oporze raczej miarowy. Szybkie holowanie i pomiar 36 cm.

12
(fot. J.Ś.)

Przyzwoita rybka, emocje opadły, puls ustabilizowany, norma wykonana. Można spokojnie już łowić. Woda zaczęła opadać i to raczej nie wróżyło niczego dobrego. Chwilę po pierwszym kleniu kolejne uderzenie tym razem na żółtawą Alaskę. Rybka szybko wylądowała w podbieraku ale była już wyraźnie mniejsza niż poprzednia. Niestety miarka potwierdziła jedynie 29 cm. Szkoda. Po kolejnej godzinie zmiana miejscówki na kolejna nową. To była masakryczna pomyłka. W dżungli zarośli i krzaków powyżej głowy straciłem 1,5 godziny i może oddałem kilka rzutów. Potem jeszcze 3 kolejne szybkie odwiedziny na kolejnych wytypowanych miejscówkach już bez jakiegokolwiek dotknięcia. Wychodzi na to że tylko na samym początku tury ryba była ciut aktywna. Później gdy woda zaczynała opadać przyszło totalne odcięcie. Na 7h dwa kontakty z rybami – chyba nic nie trzeba dodawać w kwestii jakości naszych wód w tym Wisły. 

Michał: Oczywiście znowu czasu na trening zabrakło. Plan na turę polegał na tym, by po prostu sprawdzić pewne miejsce przy wyższym poziomie wody. Normalnie jest tam po kolana, a na turze zastałem drugie tyle wody. Start, rzut, ryba. W podbieraku melduje się kleń 39 cm na 2,5cm ciemnego wobka.

13
(fot. M.M.)

Trochę ulga jak i przerażenie bo to zły omen. Woda po chwili zaczęła opadać, ryby też przestały się pokazywać. Postanowiłem zjechać w dół na głębszą wodę. Tam dołowiłem jeszcze jednego klenia na 33cm i niewymiarowego bolka.

14
(fot. M.M.)

Miałem jeszcze kilka wyjść kleni ale bez finału. Nie wiem co myśleć, wydaje mi się że dwa/trzy lata wstecz działo się na wodzie. Może taki dzień, choć specjaliści od Wisły byli bez ryby… Coś jest grubo nie tak… Gratulacje dla punktujących! Szczególnie dla Karola! Piękny kleks.

No i Tommy miał klenia na wyraźne punkty.

15
(fot. T.M.)

Niedługo na tym samym terenie mamy kolejną turę, tylko tym razem wieczorowo-nocną. Po niej przedstawię już klasyfikację generalną.

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *