Brzegi nr 3 to spory zbiornik po żwirowy o ponadprzeciętnie urozmaiconej linii brzegowej. Nie znam maksymalnej ani średniej głębokości łowiska. Oceniam, że 3-4m nie należy do rzadkości. Na dużej części, szczególnie południowa strona, jest mocno obrośnięta trzcinami. Stąd nie ma aż tak wielu stanowisk. Dno jest piaszczysto – ilaste; w wielu miejscach zalega gruba warstwa materii organicznej, głównie roślinnej. Presja, jak wszędzie na zbiornikach okręgu Kraków – bardzo duża. Przed turą łowiłem tu tylko trzy razy w życiu.. Pierwszy raz w 2020r, też w kwietniu –moje wrażenia były dość pozytywne. Widziałem sporo linów i nawet złowiłem 40cm sztukę. Pewnym negatywnym zaskoczeniem była znikoma ilość krasnopiór na punkty wg naszych standardów, choć rybek około 20cm były setki. Dwa kolejne wypady, to tegoroczne rozpoznania. Cóż, w skali wód naszego okręgu nawet w dwa lata mogą zajść spore zmiany, a pięć lat to epoka. Z perspektywy płotek i wzdręg stan zbiornika jest fatalny. Jeśli idzie o krasnopiórki to są dosłownie tysiące, tysiące rybek do 10cm. Takich po około 15cm to już dość nieliczne, zaś cokolwiek wystającego z dłoni… Na pierwszym wyjściu naliczyliśmy z kolegą około dziesięciu na pewno dających punkty wzdręg i było to TYLKO na odcinku dosłownie około 50m brzegu. Być może były to pływające za trącymi się płotkami te same 3-4 ryby… Za drugim razem widziałem…dwie wzdręgi na punkty. Jedną skusiłem [ok. 28cm]

Widziałem sporo linów ale żaden nie dał się podejść, a z dna nie próbowałem ich łowić. Pod kątem okoni też wygląda to kiepsko, choć opieram ten sąd na opiniach wędkarzy bywających tam częściej niż ja. Kilku kolegów także zrobiło jakieś treningi i ich spostrzeżenia były identyczne jak moje. Wszyscy bez wyjątku prorokowali wynik jak na Przylasku nr 1 z tą różnicą, że dopuszczano, iż mogą się trafić jakiś karp albo tęczak. Po początkowym ostrożnym optymizmie wynikającym z nieznajomości wylosowanego łowiska, po naszych tam wyprawach rozpoznawczych nastroje przybrały tak dekadencki klimat, że kilka osób spoza okręgu, po wątpliwych urokach marcowych zmagań na Przylasku, stwierdziło, że nie da za taki kit ani złotówki i z góry odpuściło turę. Nie dziwię się.
Tymczasem wyniki były zadziwiająco dobre, a to za sprawą…niesygnalizowanego zarybienia. Grubo dowalono paszoka dwa dni po, jak tam byłem w lany poniedziałek. Z jednej strony startujący byli zadowoleni, bo jednak nie skończyło się na 2-4 ledwo punktujących osobach; z drugiej – osobiście nie cierpię, gdy wyniki naszej rywalizacji wypaczają świeżo wpuszczone tęczaki czy karpie. Po prostu nie da się z tym rywalizować normalnymi gatunkami, których na dodatek jest tyle, co kot napłakał. Być może pewien wpływ na negatywny osąd ma mój słaby wynik, ale opcja tęczaka wpuszczonego kilka dni wcześniej, demoluje wszelkie misterne plany, taktyki czy strategie. Ja miałem jakieś tam informacje o tym zarybieniu, ale…nie uwierzyłem w nie. Tuż przed turą wśród tych dwudziestu uczestników, którzy stanęli do rywalizacji coś tam szeptano o tęczakach, na tyle intensywnie, że wyglądało na to, iż trzeba te ryby brać pod uwagę. Cztery ze startujących osób nie uniknęły zera, mimo teoretycznie bardzo wysokiego prawdopodobieństwa złowienia tęczaka choćby przypadkiem, ale sam ledwo , ledwo uniknąłem takiego losu.
Start był dosłownie bladym świtem o 5.00.

Akurat dobę przed przeszły symboliczne deszcze i znacznie spadła temperatura. Rano było tylko 5 stopni.
Udałem się w pierwsze, wytypowane tydzień wcześniej trzcinowisko. W znikomym świetle wschodzącego słońca, około 30m od brzegu zauważyłem dyskretny spław. Zdjąłem więc mikrojiga dla wzdręg i założyłem malutką, ciężką wahadłówkę. Upadła prawie w miejsce spławu. Na kijku do 5g i z najcieńszą dostępną na rynku plecionką, zwijałem szybko, by przynęta nie szła zbyt głęboko, a czuć było, że taka jest tendencja. Po kilku metrach miałem lekkie stuknięcie i rzeczywiście pomyślałem, że to jakiś pstrąg. Tymczasem kilka metrów dalej szczupak mocno już zatrzymał zestaw. Hol trwał wydawało się bez końca, a sprzęt ledwo wytrzymał rybę. Miała około 55-57cm. Tylko przyłożyłem do kija.
Na kolejnym stanowisku zdarzyła się historia, w którą ciężko mi byłoby uwierzyć. W połowie wydeptanej w trzcinach ścieżki, już z wodą około 30cm głębokości zauważyłem, że coś się rusza. Tęczak! Taki wyraźnie 30+. Wyglądał na chorego, a w każdym razie jego zachowanie było dość nietypowe. Ryba w szczupaczym stylu stała głową w kierunku wylotu przecinki w trzcinowisku na otwartą wodę. Mając imitację białego robaka podałem rybie przynętę pod pysk na wyprostowanej ręce, wędką trzymaną za końcówkę dolnika. Tęczak kłapnął momentalnie! Niestety, natychmiast wbił się w suche badyle roślin i plecionka strzeliła.
Wkurzony i trochę roztrzęsiony zawróciłem, przedarłem się przez dzikie róże na otwartą przestrzeń by przywiązać nowy wabik. Chwilę kalkulowałem, czy nie zmienić kołowrotka na taki z linką 5kg, ale uznałem, że stracę zbyt wiele czasu a poza tym mógł to być przypadek. Ponownie, już z nowym wabikiem na końcu zestawu, wchodzę w trzcinowisko i…nie do wiary. Pstrąg [chyba ten sam] stoi. Tylko bliżej otwartej wody, ale nadal pośród trzcin. Majtałem mu przed głową kilkoma wabikami i w końcu zaatakował jakąś mikro gumkę w czerwonym kolorze. Tu prawie byłem pewien punktów, bo udało mi się cofnąć kij i odpuścić hamulec. W kontakcie z szorstką trzciną cieniutka plecionka, która dała radę znacznie większemu szczupakowi, ale na otwartej przestrzeni, teraz ponownie zawiodła. Nie do wiary, co za pech! Byłem zdruzgotany, bo całe zdarzenie z tych wydawałoby się nierealnych. Punkty poszły się „pałować”. Ryba zniknęła. W tym momencie sms. Pomyślałem, że od żony, bo wziąłem jej auto. Tymczasem na fotce zdjęcie tęczaka od Kenese. Jakby był w pobliżu to bym go chyba utopił 🙂 Dziś się przy tym uśmiecham, ale wtedy nerwy puściły.
Przy okazji, bo paru kolegów spoza Ligi pytało, kto to Kenese: młody gość, którego tata jest Węgrem i stąd egzotyczne dla nas imię.
Spotykam kolegę, który twierdzi, że kilka osób ma już jakieś tęczaki. Dobija mnie ta informacja, tym bardziej, że większych wzdręg nie widać, ale na to się nastawiłem, zaś śladów tęczaków w rejonach, gdzie chodziłem – brak.
Ostatecznie, uratował mnie przypadek. Stercząc chyba z godzinę w ostatnim, jakie miałem upatrzonym miejscu, gdzie pokazywały się nieliczne dające nadzieję krasnopiórki, usłyszałem nagle, jakby po drugiej stronie, głos, który wydał mi się znajomy „wszyscy punktują tylko nie ja”. Wylazłem z wody i kilkadziesiąt metrów dalej zobaczyłem Zygmunta, a zanim kilku kolejnych znajomków z Ligi. Nastroje dopisują. Koledzy głośno rozmawiają, stojąc co kilka metrów. Szczęśliwie jest słownie jeszcze jedna ścieżka wśród suchych i szarych jeszcze badyli. Rzuca mi się kiepsko, bo zaraz robi się głęboko, a za plecami szuwary. Nie mniej szybko łowię pierwszego tęczaka, który…nie ma 30cm. Jakieś fatum. Kolejne kilkanaście minut to domniemane branie i wyjmuję gumkę z nabitym na haczyk ogonkiem, więc chyba jednak kontakt. Nikt z kolegów nic nie holuje, nie licząc Tomka, który wyjął okonka. Ostatecznie się obroniłem, Miałem dość głęboko, bo na pewno z 1,5 może nawet 2m pod powierzchnią wyraźne, choć miękkie branie. Tęczak miał 34cm.

Podczas mojego holu i Zygmunt doczekał się swojej ryby, podobnie jak ja, jego jedynej tego dnia na punkty. Tak, że jako zwycięzcy tury marcowej, obroniliśmy się ledwo, ledwo.
Do końca były jeszcze dwie godziny, ale tęczaki już w tym rejonie nie brały, albo odpłynęły. Załapałem się więc na ostatnią chwilę. Potem tak trochę intuicyjnie kierowałem się za wiatrem, który mocno wiał już ze wschodu, licząc na to, że ryby idą w brzeg nawietrzny. Po bardzo długim rzucie tą samą co o świcie wahadłówką, miałem zatrzymanie i znów kilka długich minut holu. Kolejny szczupak. Ten dosłownie chyba otarł się o te i tak niepunktowane w kwietniu 60cm. Po tym zdarzeniu wróciłem do bezowocnych prób złowienia wzdręgi/płotki. Owszem brania były ale rybek po 10cm. Dwie trafiłem około 20cm…Straszne to, że tak pospolite gatunki są reprezentowane przez drobiazg, jakby tam trałowali sieciami z których wszystko co ma więcej niż 15cm nie wraca do wody.
Mam świadomość, że chyba już większość łowiących domaga się i ekscytuje braniami takich wpuszczaków i pewnie nie ma odwrotu przed sypaniem takiej ryby do naszych stawów, ale nie rozumiem, dlaczego, przy takim stanie rzeczy nie można choćby na papierze wdrożyć przepisów, dających szanse na odbudowanie pogłowia tych niby pospolitych ryb. Kiedyś tak zrobiono z karasiami złocistymi i są tego pozytywne efekty. Nie wiem, może chodzi o to by w tych stawach nic nie było poza wpuszczanym karpiem, tęczakiem i szczupakiem?
Jeszcze przed końcem, czułem, że miejsce będzie raczej odległe. Tymczasem okazało się że byłem prawie na końcu. O ile zazdroszczę kolegom wyniku, to nie zazdroszczę tęczaków z mordami bardziej zniekształconymi niż nasz kleń-prześmiewca z koszulki ligowej. Urzekły mnie za to linki, których kilka złowiono. Piękne!
Ostatnia moja refleksja: nurtuje mnie, jakie byłyby wyniki, gdyby nie tęczaki. Gdyby było jasne, że trzeba celować w normalne gatunki, ile by wyło tych wzdręg, linów, karasi, czy okoni? Czy w ogóle by pojawiła się jakaś punktowana płotka, czy wzdręga, czy znów, co jest bardzo prawdopodobne – obnażylibyśmy kolejny zbiornik i jego nędzny rybostan?
Mimo, że część z nas późno się zorientowała, co się dzieje, albo dość szczęśliwie trafiła na ryby, nie mniej finalnie złowiono na punkty:
– 40 tęczaków
– 5 linów
– 1 karpia
Przedstawiam zdjęcia tylko wybranych ryb, główie kolegów, którzy skrobnęli kilka zdań refleksji po turze. Nie ma sensu pokazywać bladych jak trup, identycznych tęczaków, z których mało który miał komplet płetw. Niektóre zdjęcia wykadrowałem, więc nie ma na nich kodu tury – wszystkie miały kod.
Wyniki:
Nieobecni: Mateusz Drugi, Rafał, Robert, Miszel, Mateo, Karol, Łukasz, Jan, Wojtek, Grzesiek i Damian – po 23 pkt
Obecni ale zerujący: Marcin, Mikołaj, Piotrek Drugi, Szymon – po 23 pkt
I miejsce – 1 pkt – Jędrzej – [tęczaki 30, 32, 3 x 33, 34, 35 i 36cm – 534 małe punkty]
II miejsce – 2 pkt – Jacek [tęczaki 2 x 30, 32, 33, 34, 35 i 36cm – 437 małych punktów]
III miejsce – 3 pkt – Krzysiek – [liny 32 i 34cm, tęczaki 32 i 35cm – 267 małych punktów]
IV miejsce – 3 pkt – Paweł – [liny 32 i 38cm, tęczak 34cm – 247 małych punktów]
V miejsce ex aequo – po 5,5 pkt – Bartek – [tęczaki 31, 3 x 32 i 35cm – 234 małe punkty] i Michał – [karp 35cm, tęczaki 2 x 31 i 33cm – 234 małe punkty]
VII miejsce – 7 pkt – Bronek – [lin 38cm i tęczak 35cm – 205 małych punktów]
VIII miejsce – 8 pkt – Kenese – [tęczaki 34, 31 i 33cm – 181 małych punktów]
IX miejsce – 9 pkt – Tommy – [tęczaki 2 x 33cm – 128 małych punktów]
X miejsce – 10 pkt – Maciek – [tęczaki 30 i 34cm – 106 małych punktów]
XI miejsce – 11 pkt – Adam – [tęczak 34cm – 75 małych punktów]
XII miejsce – 12 pkt – Tomek – [tęczak 33cm – 64 małe punkty]
XIII miejsce – 13 pkt – Zygmunt – [tęczak 32cm – 53 małe punkty]
XIV miejsce ex aequo – 14,5 pkt – Maciek Drugi – [tęczak 31cm – 42 małe punkty] i Piotrek – [tęczak 31cm – 42 małe punkty]
Po turze powiedzieli:
Bartek: Zaczynam od splątania zestawu jeszcze przed pierwszym rzutem. Żyłka 0,12 i temperatura ok. 5 stopni nie ułatwiają sprawy. Zaczynam z opóźnieniem kilkunastu minut. Ale już w drugim lub trzecim rzucie 2m ode mnie mam przytrzymanie małej, żółtej tanty. Zaczyna się szaleństwo na cienkim zestawie. Szczęśliwie udaje mi się wpakować do podbieraka 32cm „paszoka” (ostatniego na tym zbiorniku jak myślę) .

Od tego momentu aż do ok. 08:00 mam w podbieraku jeszcze 3 ryby tego gatunku, a 2 szt. spinam (zbyt długi hol na cienkim zestawie). Jedna ryba miała ok. 40cm. W zasięgu wzroku mam kilku kolegów, ale najbliżej mnie jest Kenese i Michał, którzy także łowią po kilka sztuk. W pewnym momencie woda w miejscu w którym łowimy całkowicie ucicha. Rozchodzimy się po zbiorniku. Rozmawiając ze spotkanymi kolegami robię wielkie oczy słysząc ile pstrągów złowili. Gdyby nie one, tura skończyłaby się tylko kilkoma rybami – linami oraz jednym karpiem Michała. Smutne, że jeśli chcemy połowić to jesteśmy zdani na sztuczne zarybienia. Mimo to gratulacje dla wszystkich punktujących.
Bronek: Brzegi? Powariowali? Kto w ogóle dal taką propozycje? Zbiórka 4.45?! Masochizm…Taki nastrój towarzyszył mi w przeddzień, a nawet rano tuż przed turą. Jednak wstałem, wypiłem kawę, zjadłem śniadanie i pojechałem. Na miejscu okazało się, że zabłądziłem na terenie kopalni żwiru. Zabrakło mi do zbiórki 300m, a tu szlaban. W międzyczasie Adam podaję kod tury. Czyli już jestem w czasowej du… Jakoś się stamtąd wydostałem, zrobiłem kolejne 5 km autem i znalazłem się… po drugiej stronie nieczynnego mostu zawieszonego nad kanałem, który skutecznie oddzielał mnie od łowiska. Kolejne minuty w aucie. Krzysiek w tym czasie ma już pierwszą rybę. W końcu dojeżdżam i wita mnie widok LandRovera. Powitanie, a tu na wędce kolejny pstrąg tęczowy. Szybko założyłem spodniobuty, uzbroiłem wędkę w różową tantę 1,5 cala. Wlazłem do wody kawałek dalej. Od razu miałem niezacięty kontakt. Potem jakieś puknięcia. W końcu obcinka. U Krzyśka cisza (ale miał już dwie punktowane ryby na koncie). W pewnym momencie po poderwaniu tanty z dna wyraźne branie, zacięcie i hol. Początkowo myślałem, że to szczupak, ale mile zaskoczył mnie przy podbieraku lin.

Niosąc zdobycz do zdjęcia niefortunnie poślizgnąłem się, a ryba o zgrozo wpadła do wody. Na szczęście nie odczepiła się z haka i podebrałem ją po raz drugi. Pół godziny później dołowiłem tęczaka i rachunek z Krzyśkiem był 2-2.

Profesor jednak stanął na wysokości zadania i opanował łowienie spinningowych linów w tempie przyspieszonym. Wyjął dwa i uciekł mi tym wynikiem definitywnie. Ja miałem jeszcze jedną fajną rybę i chciałbym, żeby był to linek, na co zresztą wskazywało zachowanie ryby. Skończyło się na smętnie zwisającej połówce żyłkowego przyponu. Rozum mówi „szczupak obciął”, ale serce widziało tam półmetrowego Lina. Tura dla mnie bardzo pomyślna. Nie czuję się specjalistą od metody x-ultralight i białorybu na spinning, a tęczaki na wodzie stojącej łowiłem celowo drugi raz w życiu. Miło też zaskoczyła żwirownia Brzegi 3. Środek miasta, obok oczyszczalnia, sortownia śmieci, autostrada, fabryki i osiedla, a tu enklawa przyrody i bioróżnorodności. Masa ptactwa, owadów i mimo gównianej gospodarki – jakieś ryby są.
Maciek: Zrobiłem jedno rozeznanie ze 3 tygodnie przez turą i wnioski miałem dwa: z normalnymi rybami jest tak słabo, że dalsze treningi nie mają sensu oraz że nastawienie się na pojedyncze, najbystrzejsze z całego beczkowozu tęczaki, którym udało się przetrwać najazdy Hunów po zarybieniu będzie najlepszą taktyką, aby złowić cokolwiek punktowanego. Łowiłem więc pod tęczaka, głównie obrotówkami i małymi wahadłówkami. Do punktacji pstrągi 30 i 34 cm.

Spięły mi się dwa inne. Z ciekawostek – u tych tęczaków, których ktoś niedawno napuścił, po raz pierwszy w życiu widziałem na własne oczy zachowanie zwierząt, które wcześniej znałem tylko z filmów National Geographic: taktykę obronną polegającą na udawaniu umarłego. Tęczaki nawet wyjęte z wody na paręnaście sekund do zdjęcia i przymierzenia wyglądały, jak martwe. Wypuściłem je do wody, bo przecież nie będę jadł zdechniętych ryb, a one jakoś z trudem, ale odpłynęły.
Zygmunt: Wcześniejsze rozpoznanie zbiornika nie nastawiało mnie optymistycznie. Masa widocznej i aktywnej drobnicy, tarło białorybu, kręcące się pojedyncze większe (~20 cm) sztuki w okolicy sugerowały nastawienie się na próbę wyłuskania jakiejś większej wzdręgi czy płotki z tej zupy rybnej. Widziałem cztery truchła pstrągów tęczowych, prawdopodobnie z zawodów jakie odbyły się tam początkiem kwietnia, więc odpuściłem ten gatunek jako potencjalne źródło punktów zakładając, że puszczone ryby już dawno wylądowały na patelniach. Nastawiłem się na białoryb, z przyponem (grubszym ze względu na potencjalnego karpia) 0,12mm i imitacją wszelkiego typu i wielkości robactwa. Po zbiórce szybki podjazd w pobliże miejscówki i problemy ze związaniem zestawu, bo jest jeszcze ciemno (!). Rozpocząłem wędkowanie od ok. 5:20. Do siódmej miałem kilkanaście rybek, niestety maluszki. Jedynie jedna płotka i krasnopióra nadawała się do sprawdzenia wymiaru – obie po 21,5cm. Zmiana stanowiska i za namową Tomka zmiana zestawu na streamerka przyniosła upragnione punkty – małego, ewidentnie świeżego z zarybienia tęczaka na ciut powyżej 32 cm.

Wziął na brązowego streamera z marabuta. Niestety wkrótce po jego wyholowaniu stado się przemieściło, a ja wróciłem do delikatnego dłubania z nadzieją na jakiś białoryb, które skończyło się tak jak i zaczęło, czyli holami jedynie małych ryb.
Tommy: Nastawiłem się na łowy okoniowym sprzętem. Ryby były tego dnia dość aktywne. Szybko złapałem jednego pstrąga i od razu po tym podniosłem sobie poprzeczkę i wybrałem się na poszukiwanie okonia. Poza kilkoma małymi sztukami nie udało mi się znaleźć porządnego okonia na tym zbiorniku. Po drodze przyłowiłem jeszcze jednego identycznego pstrąga na 33 cm.

Troszkę żałuję, że nie zostałem w miejscu, w którym zacząłem ligę. Byłaby tam na pewno większa szansa powiększyć dorobek punktowy.
Jędrzej: Brzegi 3 to kolejne łowisko, na które bez udziału w Lidze nigdy bym nie dotarł. Założyłem, że będę łowił na małe przynęty i spróbuję złowić okonia albo wzdręgę. Byłem blisko realizacji planu, bo w drugim rzucie wzięła dość duża wzdręga, ale się uwolniła podczas holu. Miałem wielkiego farta, że w moje miejsce podpłynęły pstrągi tęczowe i żerowały przy powierzchni. Szybko złowiłem sześć wymiarowych pstrągów, jednego niewymiarowego, a trzech nie zdołałem wyholować.

Kiedy stado odpłynęło, powoli szedłem wokół zbiornika i łowiłem mikro przynętami. Jeżeli zauważyłem żerowanie tęczaków, próbowałem je łowić. W ten sposób dodałem do mojego wyniku jeszcze dwa wymiarowe pstrągi. Poza pstrągami złowiłem 6 okoni ok. 20-23 cm, trafił mi się też piękny szczupak. Bez tęczaków mój wynik wynosiłby „0”, ale Brzegi oceniam pozytywnie. Niewiele śmieci, jak na małopolskie warunki, bardzo czysta woda, mnóstwo drobnych ryb, bobry, wodne ptactwo. Prawdziwa przyrodnicza enklawa blisko centrum. Tyle relacji. O samym łowieniu tęczaków nie piszę, bo było prostackie J Trzeba było rzucać na 30-40 m, tam gdzie żerowały. I sprawdzało się wyłącznie prowadzenie przynęty pod samą powierzchnią, w pół wody nie reagowały. W takiej sytuacji tylko obrotówka wchodziła w grę. Ja użyłem Mepps Aglia Long nr 1. Jest niewielka, ale dużo cięższa i bardziej lotna niż obrotówki z owalnymi skrzydełkami. Rywalizacja w zawodach, to wiadomo, trzeba być skutecznym. Ale osobiście nie uznaję trout area za wędkarstwo. Bardziej mnie ucieszyła w sobotę ta stracona wzdręga i piękne okonki. Jeżeli będziesz chciał wyeliminować z punktowania tęczaki na zamkniętych zbiornikach, to masz mój głos 🙂
Paweł: Na ligę szedłem z lekkimi nadziejami na punkty. Po treningu w tygodniu wiedziałem już, że w łowisku jest sporo zarybieniowych tęczaków, a ponadto zaobserwowałem kilka fajnych linów. Złowiłem też okonie „ocierające się” o nasz ligowy wymiar. Na wytypowanej miejscówce zacząłem od pstrąga, który spiął się gdy sięgałem po podbierak. Na szczęście już za chwilę udało się wyholować rybę 34 cm i tym samym ciśnienie ligowe mi nieco spadło, może nawet za bardzo, bo kolejny pstrąg wypiął się po świecy zaraz po zacięciu.

Po około 3o minutach doczekałem się pięknego brania na szuraną po dnie gumkę. Od razu wiedziałem że to inna ryba. 38 cm lin bardzo mnie ucieszył, bo uwielbiam łowić te ryby.

Za namową Tommiego poszedłem na bardziej zarośniętą miejscówkę, gdzie co jakiś czas pokazywał się pstrąg. Brania kropkowańca się nie doczekałem, za to zaciąłem znowu pięknego lina. Ryba była duża, ale niestety przy samym brzegu zerwała żyłkę przy mocnym odjeździe. Zacząłem bardziej aktywnie szukać ryb i udało się złowić kilka okoni do 22-24cm, oraz kolejnego lina. Tym razem ryba miała tylko 32 cm, ale dała pewne punkty. Na koniec przegrałem walkę z jeszcze jednym pstrągiem, ale wyglądał w boju, jak ryba z innego zarybienia. Silny, wyraźnie większy, skakał pond metr w górę. Finalnie wplątał się w rośliny przy dnie i uwolnił z przynęty. Praktycznie przez całą turę łowiłem bardzo lekko, na odlane przez siebie przynęty miękkie w kolorze buble gum. Przed zawodami taki wynik przyjąłbym w ciemno, ale ilość straconych ryb pozostawia lekki niedosyt.
Jacek: Tura na Brzegach to było moje pierwsze wyjście na ryby w tym roku. Nic nie wiedziałem o tym łowisku. Byłem na nim może dwa razy w życiu dawno temu. Standardowo nastawiałem się na białoryb i okonia. Przygotowałem dwie wędki jedną z robactwem na ewentualne wzdręgi; drugą z jig rigiem na okonia. Na turę przyjechałem spóźniony, ale już mijając na miejscówce Krzysztofa o 5.05 widziałem że ciągnie jakąś rybę. Okazała się tęczakiem. Byłem trochę zdziwiony bo nie wiedziałem że są tam tęczaki. Zacząłem od wzdręgówki i jakieś dwie godziny biczowałem wodę małymi przynętami. Bez efektu. Zmieniłem miejscówkę na zachodni brzeg i wtedy zaczęło się coś dziać. Najpierw obserwując czterech wędkarzy stojących ramię w ramię na przeciwległym brzegu zauważyłem, że co chwila wyciągają coś z wody, rzucali ile fabryka przed siebie. To mi dało do myślenia. Za chwilę i ja poczułem piękne branie na imitację chruścika, niestety ryba zacięta na lekkiej wędce spięła się po chwili. Potem kolejna podobnie. Zmieniłem wędkę na mocniejszą i już bez finezji założyłem obrotówkę. Na pierwsze brania nie czekałem za długo. Dość szybko udało się wyholować trzy tęczaki, kilka spadło.

Na koniec tury udałem się jeszcze na miejscówkę zajmowaną wcześniej przez czwórkę spinningistów. Tam jeszcze w niecałą godzinę dołowiłem cztery ryby. Łowisko fajne byle tylko w nim był np. białoryb skory do współpracy. Nie mniej z siedmioma rybami na brzegu niezłe rozpoczęcie sezonu, choć szkoda że wszystko to tęczaki.
Michał: Nastawiałem się w tej turze na karpie i liny na upatrzonego. No i przed 6.00 w zanurzonej roślinności zobaczyłem taki rybi kształt, myślałem że to lin. Podałem pod pysk imitacje ochotko-robaka i zassał. Z zadowoleniem wpakowałem karpika w podbierak, miara pokazała 35cm.

Po drugiej stronie zobaczyłem rumor i Bartka coś holującego. Okazało się że to pstrągi, które zakładałem, miały być zjedzone i zacząłem celowo je łowić. Ostatecznie wyciągnąłem trzy i jeszcze kilka okonków.

Kenese: Miałem farta i na pierwszej miejscówce było widać, że jest sporo tęczaków. Brania miałem przez pierwsze półtorej godziny, potem się gdzieś odsunęły i nie miałem już kontaktu z tęczkiem.

Później miałem jeszcze kilka okoni takich do 20cm i widziałem dwie wzdręgi, które mogły mieć punkty, ale nie chciały brać.
Krzysiek: Tura kwietniowa była dla mnie dość nerwowa ponieważ to był mój typ w losowaniu. Mimo kiepskich relacji z treningów Zawodników wierzyłem, że będzie dobrze. Na szczęście błyskawicznie punktowałem paskudnymi paszokami bo w 10 i 30 minucie.

Za każdym razem gdy odwiedzali mnie kolejni Zawodnicy 🙂 Później miałem przyjemność fotografowania pięknego lina Tomka i wtedy postanowiłem , że i ja spróbuję złowić zielone złoto…. Udało się dopiero po obserwacji naszego LureMakera Pawła w dodatku na Jego przynęty !!! 30 i 10 minut przed końcem zawodów wycholowałem piękne Zielone Złotka.

Dziękuję Pawle za podpowiedź, a wszystkim przewijającym się przez wytypowane przeze mnie stanowisko za miłe Towarzystwo. Gratuluję wszystkim punktującym i Zwycięzcy tury !!!
Na razie nie podaję klasyfikacji generalnej, bo to dopiero dwie tury. Póki co, utrzymaliśmy się z Zygmuntem na prowadzeniu, ale kilka osób mocno się do nas zbliżyło.






2 odpowiedzi
Część. Państwa ligę śledzę od jakiegoś czasu i jestem pełen szacunku, zarówno mobilizacji jak i pięknych opisów. Odnośnie tego konkretnie zbiornika pozwolę sobie zabrać głos bo „katuje” go od kilku lat… Wypady zaczynałem z synem, jakieś 6 lat temu, zarówno spiningowo jak i gruntowo. Przeraża mnie dewastacja tak piękniej wody…. Z roku na rok konkretnej ryby jest coraz mniej. W wodzie występowały na prawdę piękne okazy, wzdręgi 30+, złote karasie, liny 40+ i szczupaki powyżej 60 cm do których trzeba było się dobrać jerkiem czy inną większą przynęta. Przyczyna ? Zbiornik został olany, głównie jeśli chodzi o kontrolę. W roku 2023, 2024 na blisko 70 wypadów, rocznie, miałem dosłownie 1 kontrolę ! Do tego znajdowałem, na brzegach zestawy „ukraińskie” które skutecznie wytrzebiły ten zbiornik, w tym jak mniemam złote karasie których na chwilę obecną nie uświadczyłem… Próbowałem pisać do PZW, dostałem jedynie odpowiedź że jest to dzika woda , dlatego nie jest zarybiania jak np. przylasek. Co do kontroli odpowiedzi brak….
Jedyne działania ograniczają się do wpuszczania okresowo „paszokoa” który zostaje wyłowiony w większości w 2 dni po wpuszczeniu. Drapieżnik który jak wiemy jest kluczowy do ekosystemu zbiornika jest beretowany bez żadnej kontroli… Pominę plotki o rzekomym wyworzeniu najładniejszych okazów karpi i amurów na pobliskie łowiska komercyjne, bo to nie potwierdzona informacja…
Piękna woda, ale zdewastowana przez brak jakiejkolwiek kontroli… I nie chodzi tu wyłącznie o gości ze wschodniej granicy bo nasi pseudo wędkarze nie są czasami lepsi…
Dziękuję za potwierdzenie naszych spostrzeżeń, bo z tą wodą mamy niewiele do czynienia. Widzę, że nie pomyliłem się w ocenie. Można się załamać tym, co się z naszymi wodami dzieje. Pisać do Bulwarowej wg mnie nie ma sensu. Nie wiem czy im się nie chce, czy wszystko zostawiają przypadkowi, czy może to jakaś celowa polityka, tylko czemu miałaby służyć? Ukraińcy są mam wrażenie jak święte krowy. Obsiedli Bagry Małe [Staw Płaszowski] – to akurat nie jest woda PZW – i prawie go zjedli w sezon. Zaproponowałem program naprawczy -miałem nawet spotkanie z ówczesnym v-ce prezydentem, który go wstepnie aprobował. No ale wygrał obecny. Pomysł poszedł do kosza, a już wczesniej by [chyba] nie ścigać Wschodu, to zamknęli zbornik dla wszystkich, także dla nas. Co do wód okręgu – na co oni czekają to nie wiem. Za chwię będzie tylko jak Pan napisał – paszok, karp przez dwa dni po wpuszczeniu i narybek niezdolny zjeść zarno kukurydzy.