Sezon się kalendarzowo rozkręcił. Realnie wygląda to dość powściągliwie. Jak na wiosnę przystało – będą jazie. Takie bardzo skromne krakowskie, jak i ryby już godne, ale spoza naszego okręgu. Będzie też trochę o dziwności naszych realiów zarządzania wodami.
Ale zacznę od pstrąga i to takiego przez duże „P” jak na nasze zorane ciurki. Kenese złowił rybę równo 45cm. I to w rzeczce na którą bym nigdy nie postawił. Tzn. dopuszczałbym, że coś takiego tam żyje, ale trafić na taką rybę…Cud. I żeby było jasne, nie był to jakiś wpuszczak sprzed kilku dni, gdyż twierdzę, iż zarybienia tego akurat cieku, a na bank tego konkretnego odcinka, jeśli w ogóle są, to tylko na papierze. Ryba miała równe 45cm. Skusiła się na wahadłówkę. Co ciekawe, kilka moich i jeszcze jednego kolegi rekonesansów nad tą rzeczkę, nie przyniosły praktycznie żadnych wyników…

Grzesiek, który pierwszy raz startuje w naszej lidze, po tym, czego doświadczył na Przylasku nr 1 [a Grzesiek jest wędkarzem z innego okręgu], to postanowił odreagować niemiłe krakowskie doświadczenia i wybrał się na dużą rzekę. Od razu powiem, że nie chodzi o Wisłę. Wyprawa zakończyła się sukcesem, co świadczy, że po pierwsze kolega wie, jak używać wędki, a dwa – ma w zasięgu duże ryby w ilościach co najmniej dobrych.

Kolejny wyjazd już w tereny wyraźnie podgórskie, także dał kolegom przyjemne wyniki.

O wyjściach na nasze wody w jakichś superlatywach napisać nie mogę. Jeszcze 6-7 lat temu jeśli nie było lodu, to już marzec, a zawsze kwiecień i pierwsza dekada maja była dla mnie łowieniem białorybu w wodach stojących. Nic innego dla mnie nie istniało. Wszystko jednak wskazuje, iż podobnie jak niegdyś z pstrągiem, doszliśmy i tu do etapu, na którym mamy mega dziurę rocznikową jeśli chodzi o płotki i wzdręgi. Są setki jeśli nie tysiące rybek tego gatunku, ale w wielkości 5 – 10cm. Z rzadka już widuje się takie 20cm i ich stadka liczą nie jak kiedyś 50 – 100 szt, tylko kilkanaście. No i trafiają się nieliczne duże ryby tego gatunku. Irytujące i smutne to. Jeśli np. na zbiorniku Brzegi 3 na dwóch wyjazdach tam jestem w stanie zaobserwować zaledwie 4-5 wzdręg, które na pewno, a i to nieznacznie przekroczyły 25cm, a równocześnie bez kłopotu, nie starając się – widziałem z dwadzieścia linów [wielkość 30 – 50cm], to coś tam jest nie tak. Mówimy o płotkach czy wzdręgach nie 40cm tylko takich normalnych 25-30cm. A jednak nawet w tak pospolitych gatunkach jest jakiś nieprawdopodobny wyłom i pustka. I nikt mi nie powie, że to jest normalne. Jest jakiś powód, że tych ryb nie ma, a jeszcze kilka lat temu były. Najgorsze, że dotyczy to chyba wszystkich zbiorników stojących okręgu. Kryspinów i Przylasek to obecnie jakieś żarty [na Kryspinowie z płocią jest ciut lepiej], Bagry jeszcze od czasu do czasu obdarzą czymś w granicach 30cm, Brzegi 3 wyglądają na planową hodowlę kolorowych rybek do 15cm, które przekroczywszy ten wymiar, znikają jak czatkowickie wpuszczaki. I niestety nie ma tej zabawy sprzed kilku lat gdzie można było złowić 15-20 fajnych krasnopiór czy płotek, tylko łowi się pojedyncze rybki. Czasem kilka, ale to raczej dwie-trzy… Sytuacje czasem ratują krąpiki ale to też jednostkowe zdarzenia.



Śmiałkowie, bo w naszym okręgu to trzeba być niezłym desperatem, by próbować na naszych rzeczkach złowić większego jazia, czy nawet w ogóle jakiegoś przedstawiciela tego gatunku. Przyujściowy odcinek Dłubni, który jeszcze z pięć lat temu był kwietniową bankówą na jazia około 50cm, jest wodą jakby bez życia nie licząc z rzadka oczkujących uklejek. Tegoroczne wyjazdy kolegów potwierdzają to, bo nawet przyzwoita płoć i ciut odrośnięty jaź nie są niestety zwiastunami pobawienia się tam choć z mniejszymi rybami. Po prostu kontaktów jest tam niewiele z czymkolwiek.


Po raz drugi miało miejsce sprzątanie Wisły w rejonie progu Przewóz. Te wszystkie sprzątania mają oczywiście bardziej symboliczny charakter i może trochę nagłaśniają sytuację naszych wód, oraz integrują ludzi podobnie oceniających sytuację. W tym roku nałożenie się w tym samym dniu sprzątania Rudawy i właśnie Wisły, gdzie często pojawiają się te same osoby , spowodowało, że nad Wisłą było wyraźnie mniej ludzi niż rok temu, bo niepełna 30-ka. Pewnie przyczyniła się też do mniejszej frekwencji gorsza aura. Nie mniej akcja, której organizatorem jest Tommy, miała miejsce.


Już bardziej z powinności odnotuję grubą akcję jaka miała miejsce poniżej stopnia Łączany dwa tygodnie temu. W piątkowy wieczór, anonimowy wędkarz podesłał mi zdjęcia w które początkowo ciężko mi było uwierzyć. Wyglądało jakby największa woda płynąca w naszych stronach…przestała płynąć.

Sprawę nawet mocno nagłośniono bo to już była poważna draka, ale oczywiście znalazły się przekonujące wyjaśnienia całego zdarzenia i oczywiście sprostowano, że to nie do końca tak było. Powiem Wam tylko tyle, bo poznałem szczegółowo okoliczności zdarzenia – żyjemy w rzeczywistości, którą, by chcieć zmienić, trzeba by się nastawić na nie posiadanie dosłownie niczego znaczącego [rodziny, dzieci itd.], poświęcić na to kupę czasu, a i dopuszczam, że nie byłoby to bezpieczne…
Na jedno tylko zwrócę uwagę, bo zakręcenie kurka pozwoliło zweryfikować, co tam żyje. Oczywiście zapytałem wędkarza, czy ratowali jakieś ryby, gdyż woda opadła szybko. No i nie zdziwiłem się, bo takie mam wyobrażenie o „bogactwie” ichtiofauny na tym fragmencie W2: informator nie stwierdził ŻADNYCH ryb. Ani małych, ani dużych.
Wracając do tego o czym wyłącznie chciałbym pisać. Rok temu po latach przeprosiłem się z jednym leśnym bajorem. Nic tam szczególnego nie łowiłem, ale ilość okonków mnie zachęciła. Nawet młody coś tam łowił mimo setek zaczepów.
W tym roku jest fatalnie. Na trzy krótkie wypady nie złowiłem ryby. Ale ostatnio doczekałem się aż trzech 🙂 Dwa to były jakieś niesamowite malizny, ale ta trzecia mnie zasoczyła, bo nawet 10 lat temu nic takiego mi się tam nie trafiło. Na gumkę z symbolicznym obciążeniem skusił się kleń 52cm. To, że go wyjąłem, zawdzięczam zaskoczeniu ryby, która chyba dawno o ile w ogóle – była kiedykolwiek na kiju. Kleń jednym susem mógł być w konarach leżącej w wodzie sosny na obrzeżach której wziął przynętę [wędka do 5g z linką 1,6kg]. Tymczasem ryba chwilę jakby stała w miejscu, chwilę pływała wzdłuż drzewa, potem dała się odciągnąć na wolną przestrzeń. Mając świadomość ile pojedynczych gałęzi leży pod samym brzegiem, starałem się zmęczyć klenia na względnie czystej od zaczepów wodzie. Niestety, prawie pod nogami kleń jakby się zorientował, że to nie żarty i resztkami sił dał nura w spore patyki. Okręcił plecionkę wokół ponad metrowej gałęzi w kształcie procy tak, jak tylko klenie potrafią. Pomogło mi dwóch młodych chłopaków, którzy właśnie w trakcie holu przyjechali testować jakiś zdalnie sterowany statek. Jeden z nich szybko wykombinował dość długą gałąź z końcówką jak bosak i udało mi się nią sięgnąć patyk, do którego przywiązał się kleń. Na szczęście nie miał już sił zerwać pletki. Holując klenia lewą ręką i prawą równocześnie zaczepiony koniec drewna, dowlokłem całość pod brzeg, gdzie rybę podebrałem rękami [ja tam nigdy nie miałem podbieraka, bo nie było po co].
12

Niektórzy wytrwale nadal próbują na około krakowskich wodach złowić dużego jazia na spinning, co niestety na razie się nie udaje [ambitnie nie celujemy w dwa miejsca, gdzie ta szansa wyraźnie rośnie]. Po prostu udowadniamy, że niby pospolity gatunek, jest ciężko osiągalny, gdyż są go tylko śladowe ilości.

Kolejny raz Grzesiek podesłał nam kilka ładnych ryb, ale znów nie nasze wody. Cóż… Ale popatrzeć i pozachwycać się warto.


Tommy i ja mamy od zeszłego roku takie natręctwo by odwiedzać tzw. wody pstrągowe naszego okręgu, nawet jeśli jest podejrzenie graniczące z pewnością, że nie złowimy absolutnie nic. No i tak zmitrężyliśmy jeden cały dzień.
Pierwszy ciek. Stan bardzo niski, ale dziko i co jakiś czas jednak dziury przynajmniej po żebra, albo rynny po pas.

Bite dwie godziny, dwóch łowiących [ja poszedłem w górę, kolega w dół]. Nie to, ze bez brania, ale nawet bez kontaktu wzrokowego z czymkolwiek.
Kolej na ciek nr 2, jego najwyższy odcinek. Nigdy tu nie byłem. Zaskakuje mnie jego ewidentnie podgórski charakter. Płaskie i płytkie, mega kamieniste koryto w którym mało co płynie.

Woda kryształ, dość liczne stadka strzebli potokowych. Mimo przeciętnej głębokości wynoszącej jakieś 5cm, znaleźliśmy kilka mini głęboczków. Doczekałem się w nich dwóch ewidentnych brań. Jednej rybki nie widziałem dobrze, ale wyglądała na pstrążka 15cm+, druga to prawie na bank klenik tych samych rozmiarów. Widzieliśmy pstrąga około 25cm. Kolejne półtorej godziny jałowe, choć tu przynajmniej dziko i pięknie. Woda tak maleńka, że niczego się nie spodziewaliśmy.
Około 14.30 meldujemy się nad tą samą rzeczką ale w jej środkowym biegu. Ciałkiem inny charakter. Dominuje muł, piasek, kamienie nieliczne. Sporo małży w wodzie, mimo, że wygląda ona na niezbyt czystą i zwyczajnie śmierdzi. Spodziewałbym się stadek płotek, okoni, czy jakiegoś szczupaczka, klonka. Ale jak wół pisze, że ciek ma status wody pstrągowej.

Na zakręcie z powyższego zdjęcia bez kłopotów mnie kryło. I takie miejscówki co 50 – 100m. Bez brania i bez kontaktu wzrokowego z czymkolwiek. Tommy podobnie. Po dwóch godzinach poddajemy się.
Zjeżdżamy na dolny odcinek rzeczki. Opalikowany, prosty jak kanał. Pół metra wody i miejscami metr szlamu. Wizualnie – mało ciekawie. No ale pod jednym mostkiem widzimy klenia z 45cm. Po chwili dwa mniejsze. Postanawiamy dać sobie szanse.
Łowię tu pierwszy raz w życiu. Mimo nieprawdopodobnego syfu w wodzie, stwierdzam stadka strzebli potokowych. Jakieś 100m niżej widzę dwa ewidentne ataki jakichś ryb. Męczymy temat do 19.00. Ja mam jedno branie – kleń prawie 40cm. Fajny, silny, zdrowy, ale tylko jeden.

Choć tu ciężko coś złowić. Brzegi wysokie, trawa mała. Widzimy się z rybami nawzajem z dużej odległości. Zaobserwowałem kilkanaście kleni 30 – 45cm. Zakładam, że to nie było w kółko to samo stadko spływające przede mną.
Tommy miał dwa brania. Jeden kleń wszedł w jakiś zaczep i się wypiął, drugi wyjęty, miał nieznacznie nad 40cm.
Koledzy mieszkający w pobliżu, testowali mimo wczesnej pory nizinny odcinek Raby. Dość owocnie.


Z resztą w ostatnich dniach Marek złowił naprawdę pięknego grubasa, którego zaprezentował na filmie, ale o ile pamiętam fotki nie było. Ryby głównie na gumy, choć od drugiej połowy kwietnia już na smużaki udało się kilka kleni skusić.
Z ostatniej chwili: podczas spinningowych zawodów na Uszwicy podium w 2/3 okupowali nasi koledzy z Ligi Spinningowo-Muchowej. Miejsce drugie zajął Mateo, a trzecie Karol. Po raz kolejny już utwierdza mnie to w przekonaniu, iż nasza Liga zgromadziła poważnych zawodników.





