I tura Ligi Spinningowo-Muchowej 2025. Przylasek Rusiecki

Mamy coraz mniej normalnych łowisk w okręgu krakowskim. Za normalne łowisko uważam takie, gdzie jak stanie nawet w słaby dzień ponad dwudziestu kumatych spinningistów/muszkarzy,  to może i niewielkich [na nasze ligowe normy to minimum 25cm] ale te dziesięć ryb się trafi. Tymczasem wygląda na to, iż na zbiorniku Przylasek Rusiecki nr 1 więcej było wędkarzy, niż ryb do złowienia, przynajmniej w przypadku wzdręg. Ja piszę to całkiem serio. Jeśli nasze spostrzeżenia by się nie mijały z prawdą, to jest granda.

Na pierwszej turze Ligi Spinningowo-Muchowej 2025 stawiło się dwudziestu trzech uczestników. Co najmniej dwie osoby łowiły na muchę. Pozostali spinning. Niezależnie od metody chyba nikt nie brał pod uwagę innych gatunków niż okoń czy wzdręga. Z dopuszczonych do zawodów zbiorników były stawy nr 1,12, 13 i 14. Po zeszłorocznych tu, październikowych doświadczeniach, oczywiście przytłaczająca większość postawiła na zbiornik nr 1, dwóch startujących konsekwentnie łowiło na 12-ce [przewinęły się tam jeszcze dwie inne osoby], no i kolejna dwójka „zahaczyła” o zbiorniki nr 13 i 14.

Część osób, może nie zawzięcie ale trenowała. Wyniki były bardzo, bardzo słabe, choć dające nikłe nadzieje. Na stawach 13 i 14 zaliczono brania, o czym rok temu nie dało się powiedzieć. Nie wykluczam, że tam mieszka nawet jakiś okaz, ale umieszczanie tak PUSTYCH zbiorników w ofercie dla wędkujących, jest kpiną.

Na 12-ce udało się złowić punktowaną wzdręgę. Tego zbiornika akurat bym nie krytykował, gdyż ma dobrą i dość liczną populację linów i karasi złocistych. Gdyby zawody były w drugiej połowie kwietnia sam na pewno postawiłbym na ten zbiornik.

Na 1-ce wpadły z punktowanych ryb: okoń, drugi już pod 30cm spadł przy kiju, płotka i leszcz na granicy punktów, oraz – uwaga – krasnopióra wyraźne 30+.

0
(fot. M.M.)
0
(fot. Z.B.)

Wiem, że to śmieszne, ale takie były wyniki kilku z nas przed zawodami.

Wystartowaliśmy o 8.00 . Aura była dość zmienna. Tak, mniej więcej do 11.00 rosło zachmurzenie z przebłyskami słońca, potem całe niebo było zasnute niejednolitymi chmurami i popadywała z przerwami niezbyt silna mżawka. Cały czas wiał lekki do umiarkowanego wiatr wschodni i rzadziej pd-wsch. Temperatura 9 stopni. Duży zjazd ciśnienia jaki miał miejsce w nocy wg mnie wykluczył okonia. Ten zbiornik i tak jest dość kapryśny, ale w mojej ocenie dopuszczająca ilość ryb w wielkości 25+ tego gatunku tam egzystuje, nie mniej przy takiej pogodzie uznałem, że szkoda czasu. Nie pomyliłem się. Nie padł ani jeden punktowany okoń, a w ogóle złowiono ich chyba…trzy mikrusy.

1
(fot. forum LSM)

Wzdręga. Jak napisałem – to co tam się odwala, to gruba granda. W moim odczuciu nie ma łatwiejszego gatunku do złowienia. Te ryby bardzo rzadko spadają i tylko przez kilka dni w roku, dosłownie podczas samego tarła bardzo słabo żerują. Jeśli jest do nich dostęp, czyli możemy podać w rejon ryb wabik, szczególnie w marcu – początku kwietnia, to nie ma cudów – biorą. Tymczasem wszystko wskazuje, iż na Przylasku nr 1 wzdręg w wielkości 25+ jest dosłownie KILKA. I nawet ryb powyżej 15cm jest tam śmiesznie mało, mimo, iż mniejszych pływają setki. Nie ma innego wytłumaczenia takiego stanu rzeczy, jak przybysze ze Wschodu, którzy mają milion sposobów na przerób nawet tego gatunku. Ja się zastanawiam, czy zarząd okręgu poweźmie w końcu jakieś działania na tym polu, czy liczy, że Ukraina w końcu wyjedzie, czy dopiero jak z pstrągami – jak sięgniemy dna [o ile już na nim nie jesteśmy], to coś wymyślą. W każdym razie wygląda to strasznie. I bardzo podobnie zaczyna być na kiedyś elitarnym Kryspinowie.  Ja wiem, że niektórzy porównują tę sytuację do Polaków w Anglii, tylko są dwie różnice:

– kary jakie dostał Polak w GB prostowały go na zawsze bo były tak dotkliwe

– zasobność angielskich łowisk była/jest niewspółmiernie bogata w porównaniu do naszych wód wokół Krakowa

Dlaczego tak pomstuję?  – odpowiem niżej.

Rozbiegliśmy się po łowiskach. Pierwsze pół godziny to jeszcze na emocjach upłynęło dość szybko. Potem pojawiło się info, że zeszłoroczny zwycięzca Ligii – Zygmunt – ma rybkę na punkty.

1a
(fot. Z.B.)

Na bank dało to pewien zastrzyk entuzjazmu pozostałym. Niestety mijały kolejne długie kwadranse. Ligowe forum milczało, co było bardzo złym znakiem.

Około 9.00 praktycznie wszyscy zaczęli się dynamicznie przemieszczać po łowisku, gdyż chyba każdy miał pewność, iż w wytypowanym rejonie nie ma ryb jeśli myślimy o wzdręgach. Ja na tym etapie byłem o trzech dużych…uklejach. Dużych ale oczywiście jak na ukleje…

2
(fot. A.K.)

Brań wzdręg mało i jeśli już to rybki słownie w okolicach 10cm. Najczęściej spadały nad wodą wyrwane z niej siłą zacięcia. Kilka w ręce.

Ponieważ moim treningiem tu okazała się być październikowa tura 2024, mogę tylko spekulować iż w jednym rejonie chyba była szansa na punkty, ale wymagało to przynajmniej dzień wcześniej wydeptania w trzcinach z 4-5 podejść do wody. Na turze straciłem na to z pół godziny, a wypłoszyłem wszystko co tam siedziało. Na pewno uciekały też i ryby w wielkości 25+ ale jaki to był gatunek, nie udało mi się dostrzec w coraz bardziej ponurej scenerii.

3
(fot. forum LSM)

Mijaliśmy się co jakiś czas, zamieniając kilka markotnych zdań, bądź wymieniając jednoznaczne spojrzenia. Kilku kolegów z okręgu Tarnów, dość zresztą utytułowanych uczestników różnych zawodów chyba nie bardzo wierzyło w to, co się dzieje…

Około południa miałem dwa zdarzenia, które na chwilę dały nadzieję. Pierwsze branie to była krasnopiórka około 20cm, na tyle jednak większa od tych wszystkich maleństw, że serce zabiło szybciej. Niestety. I inni po kontaktach z rybkami wielkości akwariowej, mieli identyczne jak ja odczucia i przypływ emocji, bo te „dwudziestki” robiły takie wrażenie, że człowiek się łudził i to mierzył…

4
(fot. forum LSM)

Potem, może kilka minut później, po niewyczuwalnym braniu na końcu zestawu zaczęła „buksować” jakaś ryba. Byłem pewien wczesnowiosennego lina. Niestety po kilkunastu sekundach ryba odpuściła i dała się oderwać od dna. Szczupak…

Wielkim pechowcem a zarazem łowcą ryby dnia był Tomek. Na okoniowym zestawie zaciął 72cm…bolenia! Akurat tu ryby te nie są zaskoczeniem, ale nieczęsto dają się nabrać na cokolwiek. Pomimo bardzo delikatnego zestawu hol okazał się udanym. Niestety gatunek w okresie ochronnym – nie został zaliczony. Gdyby to był np. karp – zwycięstwo pewne.

6
(fot. P.N.)

Drugim pechowcem był Michał, który złowił wzdręgę prawie 25cm, ale jednak brakło…

6a
(fot. M.M.)

Jeszcze Tommy miał dużą jak na okoniowy zestaw rybę, która wypięła się pod pomostem. Wszystko jednak wskazywało na szczupaka.

Ja miałem jakieś nieprawdopodobne szczęście, podparte skrajną desperacją. Gdy w miarę cichł wiatr wypatrywałem względnych luk w trzcinach i starałem się w nie rzucić wabik. Czasem po prostu, na pałę posyłałem przynętę w trzciny na zasadzie: weźmie, albo urwę. Faktycznie, jeśli jakaś wzdręga była to dość pewnie brała, tyle, że trafiałem same maluchy. Podobnie jak cała reszta. Nie pamiętam kiedy urwałem tyle mikrojigów. W którymś momencie, gdy uznałem, że to już przesada, wszedłem w suche badyle od strony brzegu i  tylko na jednej grubej łodydze znalazłem trzy swoje przynęty…

Na czterdzieści minut przed końcem tury zdarzył się cud. Po takim desperackim rzucie, tyle, że dosłownie na styk z trzcinami, a nie w nie,  po opadnięciu wabika i przetrzymaniu go tam z 15 sekund…nic się nie wydarzyło. Chciałem podnieść mikrojig, a tam powtórka ze szczupaka, jak kilkanaście minut wcześniej. Ogłupiała większa ryba kiwała się w miejscu. Zniecierpliwiony napiąłem mocno zestaw [kijek do 5g i linka 1,6kg], z myślą, że jak kolejny szczupak, to niech urwie albo jak mały, to go „na windę”. Szkoda czasu. Tymczasem do powierzchni wyskoczyła na ułamek sekundy pokaźna wzdręga. Można się pośmiać, ale co się wtedy dzieje człowiekowi w głowie – nie do opisania. Na moim zestawie wyjęcie takiej rybki nie było aż tak proste. Ale udało się.

7
(fot. A.K.)

W każdym razie byłem prawie pewien, że mogę wygrać. Ryba kolegi z początku tury była wyraźnie mniejsza.

Przewiązałem agrafkę bo coś tam się zaplątało i wykonałem kolejny rzut w ten sam rejon. I znów niewyczuwalne branie, tylko po próbie uniesienia wabika opór. Ta wzdręga była mniejsza ale także punktowana.

8
(fot. A.K.)

I teraz powracam do mojego narzekania na wzdręgową nędzę zbiornika. Kilku z nas zadało sobie trochę trudu i poświęciło czas na analizę zdjęć obu ryb: mojej z tury i Zygmunta sprzed dwóch dni. Doszliśmy do wniosku, że jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, iż to ta sama ryba. Identyczne ubytki łusek, podobna wybroczyna na pokrywie skrzelowej. Kolega w czwartek też widział ją [było słonecznie] w towarzystwie trochę mniejszej, tylko ta druga wtedy nie wzięła. Teraz też po tej drugiej nic już nie dotknęło przynęty. Co to oznacza? Jeśli nasze przypuszczenia są prawdziwe, to pływa tam, jak na początku napisałem dosłownie kilka sztuk krasnopiór wystających wyraźnie z dłoni. I jak ktoś na nie trafi, to biorą. Szopka.

Ja oczywiście ze swojego wyniku jestem bardzo zadowolony, bo pierwszy raz od pięciu lat nie zeruję w I turze sezonu 🙂

Po turze powiedzieli:

Mikołaj: Wynik dokładnie taki, jakiego się spodziewałem. Kilka małych okoni i szczupak. Klasyka na tym zbiorniku. Miałem odprowadzenie ładnego okonia pod sam brzeg. Przez godzinę próbowałem się do niego dobrać, rzucając w tę samą okolicę ale bez efektu. Gratulacje dla punktujących.

Maciek: Łowiłem prawie cały czas pod okonia, na zbiorniku numer 1.   W okolicach trzcinowisk raczej mniejszymi przynętami,  żeby wzdręga czy inny białoryb był w stanie zjeść przynętę.  Wynik: kilka mikro okonków, obcinka przez 30- centymetrowego szczupaka  i jedna spięta ryba, która być może zakręciłaby się koło punktów. Wyglądało na okonia. Jakim cudem taki zbiornik obok dużego miasta i przy kosmicznej presji nie jest ustanowiony łowiskiem no kill,  przynajmniej dla drapieżników,  to nie pojmuję. 

Maciek Drugi: Taktykę miałem prostą: postanowiłem dużo zwiedzać, często zmieniać miejsce i postarać się znaleźć jakieś głodne ryby. Plan był taki, by na początku poszukać okoni, a w drugiej połowie tury przestawić się bardziej na wzdręgi. Udało się złowić jednego okonka, szczupaczka i kilka wzdręg. Wszystkie ryby niewymiarowe, turę kończę na zero. Z perspektywy kilku lat widzę olbrzymi regres jeśli chodzi o populację ryb na Przylasku, szczególnie okoni, za którymi najwięcej się uganiam.

Piotrek: Turę zacząłem z bardzo niskimi oczekiwaniami, jednak bez problemu udało mi się dobrać przynęty do tych jakże nieaktywnych ryb. Niestety rano była straszna bryndza – okoń nie żerował wcale, za to nadrabiały szczupaki- wzięły dwa pistolety, jeden nawet miał ok. 40cm węgorza w pysku, do tego jedna obcinka. Przestawiłem się od razu na wzdręgi,  bo wiedziałem że okonie dziś nie zagrają. Udało się w miarę szybko znaleźć i połowić kilka sztuk, niestety wszystkie maksymalnie 20cm. Pod koniec znów dałem szansę okoniom, wpadły dwa ale niestety dłoniaki. Generalnie tura bardzo na plus, nie spodziewałem się że tyle połowię, niestety jak zawsze łowisko na minus- jak nie ma tam wymiarowych ryb, to się ich nie złowi, ale jak wszyscy wiedzieli, że całą zimę przesiedzieli tam Ukraińcy i nikt ich nawet nie sprawdzał, to wiadomo dlaczego wyniki są tak „wspaniałe”.

Miszel: Chciałem w skrócie podzielić się wrażeniami z tury. Nie było tak źle jak to było malowane na WhatsApp 🙂 Generalnie jechałem tam w ciężkiej depresji po „WhatsApp-owej” lekturze. Ale był kontakt z rybą. Złowiłem kilka wzdręg i szczupaka. Największa wzdręga miała 21cm. Miałem też przez chwilę prawdopodobnie podhaczonego karpia. Widziałem okonie, które interesowały się przynętą. Dostałem też fajną mikroprzynętę od Krzyśka. Głównie na nią miałem brania. Czegoś nowego się nauczyłem. Moim zdaniem Przylasek został za bardzo zbiczowany przed turą J.

Jędrzej: Obawiałem się tury na Przylasku i niestety moje obawy się potwierdziły. To specyficzne, bardzo loteryjne łowisko, na którym mogą zdarzyć się wyniki beznadziejnie słabe, albo bardzo dobre. Wylosował się słaby dzień, w którym podczas całej tury okonie były totalnie nieaktywne. Przykładałem się do łowienia, ale nie zdołałem sobie poradzić.

Michał: Spodziewałem się że będzie ciężko ale nie aż tak. Dwa dni przed zawodami na rekonesansie prysł czar miejscówki z odnalezionymi rybami dwa tygodnie wcześniej. Brały tam płocie i leszcze. Może nie jakieś ogromne ale coś na punkty było. Niestety w dzień zawodów miejsce było puste, a inne gdzie widziałem jakieś życie już ktoś obławiał, jak się okazało skutecznie. Wzdręgi ewidentnie siedziały pochowane w trzcinach, które na tym łowisku nie powalają ilością. Jak się okazało populacja wzdręg 25+ na łowisku nie przekraczał 3 sztuk. Ostatecznie mojej brakło centymetra… Gratulacje zwycięzcy i vice!

Krzysiek: Chciałbym napisac coś pozytywnego o zmaganiach tury marcowej… W sumie fajnie było się spotkać po tak długiej przerwie 🙂

Mateo: Ciężko sklecić choć parę zdań o Przylasku ponieważ nie ma o czym pisać, kilka okonków do 15 cm + kilka brań maleńkich wzdręg , to wszystko z czym miałem do czynienia na tym zbiorniku. Była jeszcze 1 rybka wyraźnie silniejsza od tych szkrabów lecz spadła i śmiem wątpić by mogła być punktowana…tragedia co się stało z tym zbiornikiem 🙁

Karol [którego nie było na turze]: Zaoszczędziłem pięć dych na dniówkę w Nowym Sączu 🙂

Wyniki tury:

Nieobecni – Łukasz, Damian, Szymon, Rafał, Karol, Wojtek i Jacek oraz obecni ale zerujący – Maciek, Kenese, Miszel, Bronek, Paweł, Jan, Krzysiek, Bartek, Michał, Robert, Piotrek, Marcin, Mikołaj, Tommy, Jędrzej, Maciek Drugi, Tomek, Piotrek Drugi, Mateusz Drugi, Mateo i Grzesiek, otrzymują po 16,5 pkt.

II miejsce – Zygmunt – 2 pkt [wzdręga 26cm – 37 małych punktów]

I miejsce – Adam – 1 pkt [wzdręgi 33 i 28cm – 173 małe punkty]

7 odpowiedzi

  1. Piszesz Adamie, że „mamy coraz mniej normalnych łowisk w okręgu krakowskim”, a ja śmiem twierdzić, że chyba już żadnego takowego niestety nie mamy… Od gdzieś tak +/- 2018 obserwuję postępującą katastrofę. Kormorany, przyjaciele ze wschodu, zanieczyszczenia i mamy co mamy, czyli nic nie mamy.

    Popatrz na jeden z kilku ostatnich, moim zdaniem, bastionów jako takiej normalności wędkarskiej w naszym kraju, a mianowicie okręg koszaliński. Wędkarzy jest tam ok. 4000 (dane za https://wedkuje.pl/n/ilu-czlonkow-pzw/116596), a wód w zezwoleniu mają…? No właśnie… 140 jezior i 11 rzek i rzeczek ! A jak pooglądasz na YT wędkarzy z tamtych okolic (m.in. Primanki, Wędkarska Zajawka), to goście łowią ilości ryb dla nas wręcz niewyobrażalne i jeszcze narzekają, że słabo 🙂

    Tymczasem u nas wód jest tyle co kot napłakał, a wędkarzy ponad 2 razy tyle, bo blisko 10 tys. Więc wydaje mi się, że niestety, ale dla nas nie ma już ratunku. Zbyt dużo ludzi na zbyt małym obszarze ze zbyt małą ilością wód, o które nikt tak naprawdę nie dba.

    1. Przy moim radykaliźmie nie chciałem być aż tak dosadny. Masz oczywiście rację…

  2. Tak coś czuję, że następna liga będzie spławikowo feederowa… Ryb drapieżnych nie tylko w Krakowie jest coraz mniej. Są mniej odporne na wszelkie zatrucia i są smaczne – co zabija je wykładniczo.
    Osobiście już kilka lat temu zauważyłem, że mała ilość brań na spinning mnie frustruje. Więc zacząłem leczyć się feederem 😉
    Pozdrawiam.

    1. Byłem z synem w tym roku na Przylasku. Łowiłem method feeder. Pelet i zanęta z najwyższej półki. To samo kulki na przynętę. Na prywatnych stawach bardzo skuteczne. I nie to, że tam nie wiadomo jak pełno ryb, tylko często innym nic a ja co chwila branie. Tym czasem na Przylasku przez 5 godzin nie miałem nawet brania. Ani nawet skubnięcia. Obok mnie facet z łódką zdalną wywodzącą co chwila zanętę, również bez brania.
      Na spining już przestałem łowić. Kiedyś jechałem na Wisłę (lata 2008-2012) i mimo rzadkich wypadów i mizernego doświadczenia łowiłem klenie, jazie, bolenie, sandaczyki. Ostatnie lata to większość wypadów o kiju. Łażenie po krzakach i rzucanie totalnie bez sensu.
      W tym roku zapłaciłem jeszcze raz ponad 500 PLN ale czuję, że się sfrajerowałem. Pozostają jedynie jakie prywatne stawy. Albo jakieś wakacyjne łowienie jeśli jest jakąś sensowną woda w okolicy wypoczynku.

      1. Potwierdza to nasze tegoroczne i zeszłoroczne spostrzeżena: tam ryb poszczególnych gatunów w normalnych rozmiarach są jakieś szczątkowe ilości.

  3. Nie ma ryb. I dlatego zachęcam wszystkich żeby mówić o tym głośno. Atakować samodzielnie mailowo bądź telefonicznie Wody Polskie, uUrząd Marszałkowski, Ministerstwo Rolnictwa. Pzw. Każdego. Nie bać się. Oni naprawdę nie mają pojęcia że we wodzie nic już nie pływa. To działa!

    A jeżeli sam nie potrafisz, lub nie masz czasu to wlasnie zakładamy stowarzyszenie i naciskamy na władze miasta i okolicznych polityków o przywrócenie rzek do normalności na terenie województwa . I robimy to skutecznie.

    Osoby chętne zapraszamy. Proszę pisać w komentarzach.

  4. Urkowie zjedli przylasek 1 ? Coś podobnego ! Zajęło im to długo bo 3 lata. Bagry, port plaszowski, staw przy plazie i Prądnik zjedli w rok. Mówiłem braci wędkarskiej co to jest za naród, tłumaczyłem że pędzić to robactwo, to mnie od rasistów i pro rosyjskich działaczy wyzywali. Wiem że wielu z nich to czyta, popełniliście grzech głupoty. Działania pobłażliwości wobec Urków sa celowe, wyniszczenie resztek godności Polaków i upodlenie nas nawet w tej kwestii. Tak tak w tym bantustanie nic nie dzieje się samo z siebie, urzedaski to tylko robole na smyczy, jak myślicie czyjej smyczy ? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *