Wiosenny start

Przedwczesna ale bez wątpienia pożądana wiosna rozpala nadzieje i gna nas wszystkich nad wody. Jak zawsze wyniki mamy bardzo różne. Poniżej kilka refleksji o starcie już nie tyle sezonu pstrągowego, co sezonu  w ujęciu różnych gatunków. Nie mniej zanim o temacie głównym, króciutko o Lidze Spinningowo-Muchowej 2025. Lista jest już zamknięta i nie ma opcji, że ktoś się jeszcze załapie. I tak jest nas o jedną osobę więcej niż zakładane max 30 startujących. Finalnie jednak tylko dwóch zeszłorocznych uczestników nie stanie w szranki, za to mamy aż pięciu nowych zawodników w tym dwóch zagorzałych muszkarzy. Jak przystało na okrągłą dziesiątą edycję naszej zabawy skład jest co najmniej godny.

Zbliżająca się pierwsza tura na bank podnosi ciśnienie. Co i raz padają plany zrobienia jakiegoś rozpoznania, niektórzy już byli i to czasem kilka razy.

Mam takie mieszane odczucia, co do tych pierwszych, tegorocznych wypadów na wody stojące, nie tylko nad tę jedną, na której spotkamy się w marcu. Wyniki do dziś są bardzo kiepskie, a to przecież najlepszy, obok późnej jesieni czas dla wielbicieli UL. Kiedy jak nie teraz łowi się najwięcej i największych płoci, wzdręg, linów czy karasi? Jak są oczywiście…No właśnie, bo zastanawiam się, jak z tym jest. Z jednej strony mamy bardzo wczesny czas. Odczuwalne przez nas nawet 20 stopni nijak ma się do tego, co w wodzie. Trochę tu tłumaczyłbym brak wymiernych efektów. Choć  jednak w dawniejszych latach z końcem lutego/początkiem marca o ile nie było lodu cuda się nigdy nie działy, to jednak te kilka kontaktów było i prawie zawsze były to piękne wzdręgi czy płocie.

Tymczasem niektóre łowiska sprawiają ważenie pustych, a spotkani nad nimi wędkarze, niektórzy określający się jako ich bywalcy, twierdzą, że dany zbiornik stał się praktycznie bezrybny.

1
(fot. A.K.)

No ale po powyższym to po prawdzie wiele się nie spodziewałem. Nie mniej takie niegdysiejsze pewniaki jesli w ogóle, to obdarzają niekoniecznie hojnie…

2
(fot. A.K.)

Trochę mnie to nie dziwi, gdyż poziom wędkarskiej chołoty, jaki spotyka się nad wodą, chołoty miejscowej jak i tej ze Wschodu, kwalifikuje się wyłącznie do jakichś drakońskich kar rodem z USA. Początek marca, a ludzie łażą z 10-12cm tłustymi gumami, na główkach po 5-7g i poważnym sprzętem. No przecież nie za okonkami…

A, i od razu temat tego gatunku – praktycznie brak kontaktów z okoniami tłumaczę wyłącznie skrajnie już nieliczną populacją tych ryb w okolicznych stawach czy jeziorkach. Można iść raz-dwa razy bez wyniku, ale nie pięć i jak to jeszcze dotyczy kilkunastu co najmniej ludzi, to nie jest przypadek. Na razie wygląda to niestety bardzo blado.

Końcówka marca kiedy będzie pierwsza tura Ligi to jednak już inna bajka i o ile aura może być zła lub dobra, to kilkadziesiąt osób na danej wodzie coś znaczy. Ponownie, drugi raz zweryfikujemy jeden ze zbiorników okręgu. Oby wypadło to choć troszkę lepiej, niż w październiku 2024…

Każdy skraca sobie jak może czas oczekiwania na tę pierwszą turę. Nad wodami płynącymi coś na szczęście się dzieje.

Napisałem o początku sezonu pstrągowego, że pierwszą rybę w naszym gronie złowił Piotrek Drugi i to prawda, ale jeśli mamy na myśli wody okręgu Kraków. Pierwszego pstrąga złowił już pierwszego stycznia Miszel, zwany tak u nas ze względu na to, że mamy aż trzech Michałów. Tyle, że zwiedzał odległe od Krakowa wody, ale nie chodził bezproduktywnie.

3
(fot. forum LSM)
4
(fot. forum LSM)

Szczerze, to z braku czasu połączono ze skrajną niechęcia do jazdy samochodem brakuje mi połażenia nad zupełnie nieznaną wodą. U nas bez przesady, poza jedną rzeczką, nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. W ogóle to błogosławię, że na marzec i kwiecień nie wylosowały się w Lidze tzw. rzeczki pstrągowe. Wprawdzie przyznaję, iż chyba daje się zauważyć, że na polu pstrąga w wyniku zakazu ich zabierania, jest chyba ciutkę lepiej, niż choćby trzy lata temu, nie mniej dobre rozpoznanie powoduje, że gdyby tura była na tych małych rzeczkach, to mielibyśmy kumulację na trzech ciekach z czego w dwóch przypadkach na odcinkach kilkusetmetrowych, bo reszta ich biegu jest rzeczywiście pusta. No, nie wyobrażam sobie tego. A może zaledwie kilka osób pojechałaby szukając w sumie nie wiem czego, na jakiś bezrybny potoczek, byle uniknąć chodzenia po sobie i w zasadzie z góry skazując się na zero…

Klenie. Tu niepodważalnie rządzi Mateo. Odkąd jest w naszym gronie, facet bombarduje nas okazami tych ryb. Nie ważne, czy w śniegu, czy w zaskakująco ciepłym już słońcu, podsyła nam wspaniałe okazy tego gatunku, łowione na gumy.

5
(fot. M.K.)
5
(fot. M.K.)
6
(fot. M.K.)

Nie ma co owijać w bawełnę, ale budzi to i uznanie i lekką zazdrość. Mateo rozpracował te ryby w swoich łowiskach niesamowicie i łowi je bardzo, bardzo skutecznie. Czasem jednego – dwa, nierzadko kilka sztuk. I wszystko klocki! Ten sezon jest szczególny, bo kolega zawsze nieprawdopodobnie dokładnie mierzy te największe. I do niedawna nie miał na rozkładzie ryby 60cm. Wielokrotnie kończyło się na tych 59cm. I ileś tam mm brakowało. Ostatnio bariera została przekroczona. 60cm pękło! Zazdroszczę i szczerze gratuluję. Kleń 60cm jest jednak dla przytłaczającej większości z nas rybą magiczną.

7
(fot. M.K.)

Co do pstrągów i naszych ciurków, to jak wyżej napisałem – chyba coś drgnęło na plus. Wprawdzie katując w kółko te same 500m, udaje mi się prawie zawsze złowić, czy mieć choćby kontakt z potokowcem, który jak na nasze ciurki górskie nie jest czymś śmiesznie małym.

8
(fot. A.K.)

Natomiast mega zagadką dla mnie jest dlaczego w danym cieku te ryby są słownie na kilkuset metrach, a kolejne dwa – trzy kilometry w dół i w górę są ABSOLUTNIE puste. Jakby była jakaś niewidoczna bariera. Rozmawiam z wieloma wędkarzami i także z takimi spoza naszej ligowej ekipy – potwierdzają ten fakt. Obecnie tylko jedna z rzeczek ma w miarę równoliczną na długim odcinku populację potokowców.  No i  nawet osoby, które rzadko się zapuszczają w te strony coś sensownego łowią.

10
(fot. P.K.)

Koledzy, czego im zazdroszczę robią wypady na Poprad. Wyniki są różne, nie mniej jednak nikt o kiju nie schodzi, a przekrój gatunków, jak i wielkość łowionych ryb jest co najmniej zadowalająca.

10
(fot. M.P.)
10
(fot. M.P.)
12
(fot. M.T.)

Zawody. Świetnym wynikiem może pochwalić się nasz ligowy wicemistrz sprzed dwóch lat – Jędrzej. Na jednej z rzek okręgu Kielce dość liczna reprezentacja z naszej Ligii wzięła udział w tamtejszych pstrągowych zawodach. Na bank zawodnikom nie dopisała naprawdę niesprzyjająca pogoda. Na 40-u uczestników padło bodajże siedem punktowanych ryb. Zwycięzcą okazał się właśnie Jędrek.

14
(fot. forum LSM)

Jego potokowiec 48,5cm okazała się największa rybą imprezy.

15
(fot. J.G.)

Z tego miejsca gratuluję koledze, gdyż takie wyniki, nie pierwsze zresztą tylko podkreślają, że w naszej zabawie nie brakuje wędkarzy wyraźnie ponadprzeciętnych.

Na koniec jazie. Dawno nie miałem okazji nic o tych rybach pisać, poza tym, że jest ich coraz mniej. Na jednej z niewielkich rzek koledzy mają z nimi kontakty i biorąc pod uwagę, że łowią je przy okazji dość żmudnych poszukiwań pstrągów, na woblery pstrągowe [niekoniecznie bardzo małe], to myślę sobie, że pójście tam z typowo jaziowym zestawem mogłoby przynieść jeszcze lepsze wyniki.  W każdym razie mogę ten wpis zakończyć optymistycznie, bo jak to tak – wiosenny start spinningowego sezonu bez jazia?

16
(fot. R.M.)

Jedna odpowiedź

  1. Jaz za ktorego obiecalem pelny bak 🙂

    Nie zlapalem tej ryby dawno. Kilka sezonow bez kontaktu z ta rybą.

    Dopiero rok temu, po kilku latach przerwy wyjalem na Wisle takiego na 30 pare centymetrow.

    Na jesień 2024 przypadkowo na ultralajta zacialem byka w centrum Krakowa. Nie dalem mu jednak rady . Nie moglem go podebrac na wysokim bulwarze Wisly w centrum Krakowa.

    Wyskoczylem na ryby czekając na moją dziewczyne . Nie mialem przy sobie nic poza kilkoma gumkami i lekkim spiningiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *