Dziś już wszystko jasne – król jest tylko jeden! Ale po kolei.
Przed turą zauważalna była aktywność kolegów, mających realne szanse czy to na miejsce pierwsze, czy podium w ogóle. Nie dziwi mnie to ani trochę. W latach gdy byłem na prowadzeniu albo blisko czołówki robiłem to samo: rozpoznania, treningi czy jak to nazwiemy.
Ostatnie nasze spotkanie przybrało dość niecodzienny, zaskakujący i w sumie nieoczekiwanie pozytywny obrót, jeśli myślimy o wyniku. Sam i to bez czarnowidztwa dopuszczałem, że nikt nie zapunktuje. Po prostu było to całkiem realne teraz w grudniu, biorąc pod uwagę słabiutkie wyniki tur z całego sezonu. W wersji bardziej pozytywnej obstawiałem 3-4 osoby z pojedynczymi rybami na punkty. Tymczasem rybami skromnych rozmiarów ale zapunktowało aż siedmiu uczestników! Dlaczego piszę „aż”? Otóż pierwotnie wylosowały się na tę ostatnią grudniową turę cztery rzeczki do wyboru: nizinne odcinki Dłubni, Wilgi, Rudawy oraz Skawinka na odcinku od połączenia z Cedronem do ostatniego jazu na tej wodzie. Sam ze względu na fakt, że nawet wygrana niewiele by wniosła do mojej ostatecznej pozycji w klasyfikacji generalnej, obstawiałem Skawinkę; na dwa dni przed byłem tego pewien. Chciałem uniknąć tłoku na krótkim, nizinnym odcinku Rudawy, gdzie spodziewałem się największej ilości ludzi. Poza tym wszystko wskazywało na to, iż jakieś bardziej prawdopodobne punkty będą właśnie na Rudawie, choć intuicja mi mówiła, że jeśli się jakimś cudem trafi na ryby w Skawince, to będą one większe. Podobnie jak ja, tę wodę typowało jeszcze z pięć osób. Dłubnia chyba cieszyła się obok Wilgi najmniejszym zainteresowaniem. I z wszystkich narad, zwiadów, konsultacji rzeczywistość zrobiła nam kawał. Otóż na dzień przed turą tak skoczyła temperatura, że na tych wszystkich, wyżynnych obszarach [mam na myśli głównie Skawinkę], stopniały duże ilości zalegającego jeszcze z końca listopada śniegu.

Poziom wód podniósł się znacząco., a kolor nie zostawiał złudzeń. Było domniemanie, że na Wildze podzieje się to samo. Na tym nie koniec! Okazało się, iż prace przy budowie drogi [chyba S7], wygenerowały potężne ilości gliny, która pod wpływem niewielkich opadów oraz temperatury spływała do Dłubni, eliminując z łowienia połowę i tak niezbyt długiego fragmentu. Rudawa była wyraźnie podniesiona. Licząc się z taką opcją, już kilka dni wcześniej rezerwowo dodaliśmy jeszcze jeden ciek. Ostatecznie mocno na pd.-wsch. odsunęliśmy pole naszych zmagań. Ze względu choćby na wynik ilościowy nie ujawniam nazwy rzeczki.

Faktem jest, że obecni na turze, prawie wszyscy tam wylądowaliśmy i łącznie złowiliśmy ponad 60 klonków i bodajże pięć okoni. Na punkty wg naszych surowych kryteriów było piętnaście kleni w wielkości 30 – 44cm.
Fajny ilościowo wynik wynikał też być może z faktu, iż jak rzadko na naszych turach, wszystko się zgadzało: łagodny wiatr zachodni przy takiej też cyrkulacji ogólnej, ciepło jak na grudzień, bo z rana 4 stopnie na plusie, a blisko osiem o 13.00, gdy kończyliśmy po pięciu godzinach wędkowania. Do tego stabilne od kilku dni ciśnienie na poziomie średnim. Żadnych ekstremalnych faz księżyca 😊 Woda, owszem – podniesiona, ale tu okazała się być do łowienia. Rano mglisto, by potem pojawiło się trochę słońca.
Miałem dużego pecha na tej turze, gdyż byłem chyba czwarty, co do ilości złowionych ryb. Doholowałem do ręki dwanaście klonków, ale żaden nie miał 30cm.

Ponieważ mocno akcentowałem, że będę podczas tury na innej wodzie, głupio mi potem było „wcinać” się na dolny odcinek rzeczki, gdzie wszystko wskazywało, iż tam jest największa szansa na punkty. Wybrałem odcinek najwyższy.

I tak spotkałem tam Michała oraz Zygmunta, którzy namierzyli we wcześniejszych dniach jakiś dołek z punktowanymi okoniami. Do końca nie wiem, ale albo zbyt mocno testowali łowisko, albo trochę sobie przeszkodzili, nie mniej, żaden z nich nie złowił kolczaka na punkty. Co najwyżej zbliżającego się do wymaganego minimum.

Generalnie jeśli ktoś w miarę szybko obstawił jakiś odcinek z drzewami, a nie wszędzie takie były, ten miał realne szanse na klenia na punkty. Sam spod kilku raptem drzewek wyjąłem pięć klonków a doczekałem się tam kilkunastu brań.

Odcinki totalnie zmeliorowane, kanałowe z szybką wodą okazały się być puste. Podobnież wyższy bieg cieku nie dawał nawet kontaktu z małymi klonkami.
W ogóle byłem zaskoczony dwoma rzeczami:
– nikt nie przyznał się do kontaktu z pstrągiem, które tu ponoć się dawniej trafiały [cokolwiek znaczy „dawniej”]
– złowiono tylko pięć okoni, których kiedyś było zatrzęsienie i – tu jestem pewien – to nie był jakiś kiepski dzień na ten gatunek – tych ryb tam prawie nie ma
Sam jako jedyny miałem obcinkę, ale nawet nie widziałem ryby.
Prawie do końca tury nie było wiadomo, kto zostanie zwycięzcą tegorocznej Ligi.
Szkoda że będący ex aequo na drugim miejscu z Piotrkiem Jędrek, nie pojawił się na turze. Sytuacja przedstawiała się tak, że jeśli Piotrek cokolwiek by złowił na punkty a Michał nie, to Piotrek wygrywał. Także gdyby Piotrek wygrał turę o dzielące go z Michałem 7,5 pkt to byłby remis w generalce, ale Piotrek miał zdecydowanie więcej małych punktów więc to on byłby zwycięzcą sezonu.
Jak pisałem, koledzy sporo czasu poświęcili na rozpoznanie tematu. Michał od razu uderzył na jakieś dwa dołki z namierzonymi okoniami w górze rzeczki, a Piotrek na najniższy, zadrzewiony fragment. Wyglądało, że Piotr idzie po zwycięstwo. Przez pierwsze dziewięćdziesiąt minut nie dość, że prowadził, to był jedynym, który miał ryby na punkty i to dwie.


Przed 10.00 do punktacji włączył się Bartek…

…ale zaraz po nim trzecią rybę ponownie ma Piotrek!

Kolejne ponad pół godziny obfituje w liczne brania ale małych ryb. Nad wodą pojawia się Tommy który jako jedyny zdecydował się początkowo na Wilgę. Bez brań – stan pośniegowej wody nie dawał szans. Tymczasem kolega dość szybo złowił klonka nieznacznie przekraczającego wymagane minimum do punktacji.

Połowa tury. Wszystko wskazuje na to, że Piotrek pokazał, iż wygra nie przez przypadek. Czwarta ryba na punkty!

Tymczasem większość startujących zaczęła opuszczać górny i środowy odcinek rzeczki. Dziś zastanawiam się co by było gdyby była lepsza frekwencja – tura ta była najsłabiej obsadzona główne chyba z niewiary że cokolwiek się wydarzy na plus. Sytuacja radykalnie zaczęła się zmieniać mimo, że łowili jeden po drugim. Zrobił się tłok. Sam pod koniec tury w pewnym momencie doszedłem do miejsca obstawionego przez cztery osoby. W każdym razie następne osoby też zaczęły zgłaszać klonki na punkty. Drugą rybę miał Bartek…

….Paweł ma największą jak się pokaże rybę zawodów – klenia 44cm. Łowił najnowszymi, bardzo nowatorsko wyglądającymi przynętami spod szyldu Fishchaser.

40 minut do końca. I mniej więcej wtedy stało się – Michał dołączył do grona punktujących osób.

Nie wszystko było jednak przesądzone. Biorąc pod uwagę cztery klenie Piotra i jednego Michała, wszystko zależało od tego, czy ktoś z nich coś jeszcze złowi oraz ile innych osób zapunktuje, potencjalne spychając Michała na niższe pozycje.
Tymczasem pojawiły się kolejne ryby na punkty.
Kenese…

Łowiący ja zawsze na muchę Zygmunt…

…a trzeci raz tego przedpołudnia punktował Bartek.

Końcówka to był popis Kenese. Trzy ryby na wydawało się najbardziej „zbronowanym” odcinku rzeczki, długości może 70m. Chyba wszyscy go odpuścili.



Ostatnia fota minutę po czasie – zgodne z dopuszczonym przez nasz regulamin marginesem spóźnienia.
WYNIKI TURY
Nieobecni w tym więcej niż trzeci raz: Grzesiek, Szymon, Miszel, Mateusz Drugi, Jan, Łukasz, Karol, Damian, Rafał, Wojtek, Robert – po 20 pkt. Pozostali nieobecni: Krzysiek, Tomek, Piotrek Drugi, Mateo, Jacek, Maciek i Jędrzej – po 19 pkt.
Zerujący: Mikołaj, Maciek Drugi, Marcin, Bronek i Adam – po 19 pkt.
I miejsce – Kenese – 1 pkt [klenie 30, 32 i 2 x 33cm – 212 małych punktów]]
II miejsce – Paweł – 2 pkt [kleń 44cm – 185 małych punktów]
III miejsce – Piotrek – 3 pkt [klenie 30, 2 x 31 i 32cm – 168 małych punktów]
IV miejsce – Bartek – 4 pkt [klene 30 i 2 x 32cm – 137 małych punktów]
V miejsce ex aequo – Zygmunt i Michał – po 5,5 pkt [po klenu 36cm – po 97 małych puntów]
VII miejsce – Tommy – 7 pkt [kleń 31cm – 42 małe punkty]
Tym razem nalegałem wręcz, by każdy z uczestników którzy punktowali, podzielił się swoimi refleksjami co nie do końca się udało. Jako pierwszemu, oddam głos zwycięzcy tury.
Kenese: Na sobotnim treningu sprawdziłem cztery odcinki rzeczki. Dwa z nich dały ryby. Wybrałem ten, na którym miałem kontakt z kleniem mogącym mieć punkty. Nie jestem pewien czy miał, bo wszedł w zaczep i się spiął. Na turze zacząłem od miejsca, gdzie wcześniejszego dnia miałem pierwsze branie i schodziłem w dół rzeki. W trzecim rzucie wyjąłem małego klenika. Dało mi to nadzieje, że będę miał chociaż dużo brań. Niestety po ponad trzech godzinach miałem tylko cztery małe klenie. W pewnym momencie wydawało mi się, że miałem skubniecie. Powtórzyłem rzut i było branie. Rybka wyraźnie większa od poprzednich miała dosłownie milimetr ponad te 30cm. Następnie prawie godzina bez dotknięcia. W końcu branie i znów punktowany kleń, tym razem 33cm. Może z 5 metrów niżej kolejne branie i kolejna ryba na punkty, też 33cm. Obydwa wzięły z bliźniaczo podobnych miejsc: na spokojnej wodzie pod zwisającymi gałęziami. Na ostatniej prostej odcinka w ostatnim rzucie złowiłem klenia na 32cm, który ostatecznie dał mi zwycięstwo. Łowiłem praktycznie tylko gumami żonglując obciążeniem i miedzy ripperkami a jaskółkami. Trafiliśmy jakiś wyjątkowo dobry dzień na tą turę, bo będąc tu parę razy nigdy nie zrobiłem takiego wyniku.
Michał: Po listopadowej turze znalazłem się na pierwszym miejscu naszych zmagań, a w grudniu został wylosowany mój typ. Co tu chcieć więcej! No właśnie nie do końca tak kolorowo to wyglądało. Na jednej z proponowanych rzeczek miałem wyniki, ale raczej koniec grudnia i styczeń. Inne były mi nieznane o tej porze roku. Moja relacja będzie bardzo powierzchowna – bo udało się coś złowić, a niestety wystarczy kilka osób zabierających ryby zgodnie z RAPR i będzie po nich.Łowienie zacząłem bez konkurencji (tak myślałem) i nie spieszyłem się z dojściem do miejsca gdzie namierzyłem okonki (takie max 20 cm). Z nadzieją na złowienie coś większego, moim oczom ukazał się Zygmunt centralnie tam gdzie chciałem łowić. Jak mówił widział moje auto i podjechał w to miejsce ustronną drogą. Kolega złapał okonia na muchę, ale widząc łzy w moich oczach pozwolił porzucać na miejscówce. Tam złapałem 3 okonie, jeden na 24 cm. Ciężko powiedzieć czy był by tam oks na +25 cm. Zrezygnowałem i poszedłem w dół rzeki szukając podobnych miejsc. Niestety. Dotarłem do miejsca gdzie łowił Bartek po drugiej stronie, miał już klenia na punkty. Przekonał mnie, że jak chce złowić coś na punkty to powinienem tam zostać. Ryby były aktywne brały na różne gumki i kolory. Tylko trafić tego większego. I tak o 12:22 zameldował się u mnie w końcu kleń na 36cm. Ulga, bo spodziewałem się że lepsi ode mnie połapali. Chwile spędzone na lidze i innych wyjazdach, jak grudniowe wspólne łowienie z Bartkiem, i zresztą w listopadzie na Wiśle z Pawłem utwierdziło mnie, że start w lidze był jedną z lepszych decyzji w życiu, którego częścią jest wędkarstwo. Dzięki i gratulacje dla punktujących!
Piotrek: Po rekonesansie na wszystkich z dostępnych rzeczek, wybór padł na jedną, którą znałem najmniej, ale dawała realne szanse na branie, bo o punktach nawet nie myślałem. Na pozostałych wodach nie udało mi się nawet mieć z rybą kontaktu wzrokowego. Po dojechaniu na miejsce z Pawłem i obejrzeniu miejscówek, podzieliliśmy odcinek między siebie. Ja góra, Paweł dół. Niestety od samego początku szło mi bardzo kiepsko, mimo zmian przynęty co trzy rzuty długo pozostawałem bez dotknięcia. Dopóki na mini główkę nie trafił Minimaster Goldfish. Natychmiast zaczęły się podskubywania, jak i zaraz wpadła spora ryba, która mimo mojej początkowej niechęci do pomiaru, położona na miarce przekroczyła magiczne ligowe minimum. Wtedy w mojej głowie nastał spokój, zrobiłem wszystko co było zaplanowane. Potem dołowiłem jeszcze dwa stykowce, zadzwoniłem do Pawła, który też już miał konkretną rybę na rozkładówce, i razem odetchnęliśmy z ulgą. Niestety zaraz potem urwałem jedyną przynętę która miałem w łownej konfiguracji. Mimo wielu prób nie udało się znaleźć jej żadnego godnego zastępstwa. Tu z pomocą przyszedł Tommy, w jego pudełku wygrzebałem Twistmastera w tym samym kolorze, i brania od razu wróciły. Za chwilę dołowiłem czwartą rybę ledwo ponad minimum. Wynik jak na grudzień niebotyczny, wolałbym go rozłożyć na miesiące w których zerowałem na dużo obfitszych wodach… Niestety, wszystkie moje starania pogrzebał Michał, w ostatniej godzinie punktując na udeptanej przez Bartusia ziemi, i wygrywając całą rywalizację. Gratuluję mu serdecznie, chociaż wciąż nie mogę się pogodzić z wynikiem. Jest to moje trzecie podium w generalce w ciągu chyba pięciu lat moich startów w tej wspaniałej i jakże trudnej rywalizacji, ale tak blisko zwycięstwa nie byłem nigdy. Niemniej jednak, na pewno jestem po tych latach wielkim wygranym- tyle batów które spuścili mi dużo lepsi ode mnie, było piękną szkołą wędkarskiego rzemiosła, i wywindowało nas naprawdę wysoko nad poziom który wnosiliśmy do tej rywalizacji. Nie można też nie wspomnieć o moich konkurentach, którzy jednak bardziej są już przyjaciółmi- czas spędzany z Wami był i jest bezcenny, i z niczego nie cieszę się po latach bardziej niż z tego, że zaakceptowałem zaproszenie Adama i spędziłem z Wami tyle czasu. A spędzimy go razem jeszcze więcej. DZIĘKUJĘ!!
Dziś już wszystko jasne – król jest tylko jeden – Michał wygrał dziesiątą edycję Ligi Spinningowo-Muchowej 2025. Na pudle jeszcze Piotrek na miejscu drugim i trzeci Jędrzej. Szczere gratulacje!!!
KLASYFIKACJA GENERALNA
I miejsce – Michał – 90,5 pkt [ 1052 małe punkty]
II miejsce – Piotrek – 95,5 pkt [1971 małych punktów]
III miejsce – Jędrzej – 111,5 pkt [ 1205 małych punktów]
IV miejsce – Paweł – 112,5 pkt [1014 małych punktów]
V miejsce – Tommy – 118,5 pkt [923 małe punkty]
VI miejsce – Zygmunt – 119,5 pkt [1065 małych punktów]
VII miejsce – Jacek – 125,5 pkt [ 689 małych punktów]
VIII miejsce – Kenese – 127,5 pkt [ 745 małych punktów]
IX miejsce – Mateo – 129 pkt [ 651 małych punktów]
X miejsce – Robert – 130 pkt [ 1426 małych punktów]
XI miejsce – Maciek – 132 pkt [ 413 małych punktów]
XII miejsce – Marcin – 134 pkt [917 małych punktów]
XIII miejsce – Bartek – 146,5 pkt [477 małych punktów]
XIV miejsce – Karol – 160,5 pkt [535 małych punktów]
XV miejsce – Bronek – 163 pkt [ 346 małych punktów]
XVI miejsce – Adam – 163 pkt [ 248 małych punktów]
XVII miejsce – Krzysiek – 170,5 pkt [267 małych punktów]
XVIII miejsce – Piotrek Drugi – 173 pkt [ 306 małych punktów]
XIX miejsce – Grzesiek – 178,5 pkt [108 małych punktów]
XX miejsce – Tomek – 179,5 pkt [64 małe punkty]
XXI miejsce – Maciek Drugi – 182 pkt [42 małe punkty]
O ostatnich lokatach zdecydowała lepsza frekwencja w skali wszystkich tur, gdyż uczestnicy nie zgłosili ryb na punkty.
XXII miejsce ex aequo – Szymon i Mikołaj – po 193,5 pkt
XXIV ex aequo – Miszel i Mateusz Drugi – po 194,5 pkt
XXVI miejsce – Jan – 195,5 pkt
XXVII miejsce – Łukasz – 196,5 pkt
XXVIII miejsce ex aequo – Wojtek, Damian i Rafał – po 197,5 pkt





