Ponownie spotkaliśmy się nad nizinną Rabą. Kolejna tura, jak wiele wcześniejszych, ugruntowała moją opinię, że w rywalizacji na polu wędkarstwa szczęście odgrywa potężną rolę. I w moim odczuciu ta rola jest zbyt wielka, by niezależnie od odmiany wędkarstwa twierdzić, iż rywalizacja na tym polu jest sportem rozumianym tak jak hokej, siatkówka, futbol, czy lekka atletyka.
Ale mam też inną refleksję. Gdyby była możliwość transmisji na żywo ze wszystkich stanowisk, jakie w danym dniu zajmują obecni na turze, i gdyby jeszcze potencjalny widz miał wgląd we wpisy na naszym forum to po pierwsze:
– nie nudziłby się przy turach jak opisywana niżej
– nierzadko uśmiałby by się grubo
Twierdzę tak, gdyż ku mojemu zmartwieniu w ostatniej chwili córce zmienili termin zawodów, a że były na wyjeździe, to jako jedyna dopuszczona przez nią osoba do towarzystwa podczas walk, z ciężkim sercem przedłożyłem wyjazd z młodą nad ryby. Nawiasem mówiąc zdobyła drugie miejsce. Ale właśnie z tego tytułu śledziłem na bieżąco nasze forum i miałem wgląd w rozwój sytuacji jako kibic.
Najbardziej podobał mi się moment gdy Tommy, któremu też pojawił się nagły wyjazd ale poza kraj, więc też nie mógł być obecny, a tracił wiele, zajmując trzecie miejsce w generalce – no więc Tommy dokonał wpisu. Kolega o 8.24 czyli 9 minut po starcie rzucił klątwę o takiej mniej więcej treści: „ niech wysłuchają mnie duchy starożytnych cefali i pozamykają dzisiaj rybie pyski”. Po czym osiem minut później Robert wrzucił fotkę punktowanego klenia z dopiskiem „ten był chyba niewierzący” 😊
A jak było? Raba nizinna kolejny raz pozwoliła zapunktować lepiej niż na naszych krakowskich wodach. I to pomimo dość nieciekawej aury. Zawiesiste całkowite zachmurzenie z bardzo wysokim ciśnieniem, choć cyrkulacją zachodnią. Woda po kilkudniowych ciągłych mżawkach straciła wyraźnie na przejrzystości. Największą trudnością była przypadkowość trafienia na ryby, które już ewidentnie grupują się na zimę, ale są w trakcie przemieszczania się, a na dodatek liczne i już widoczne kormorany potrafią mocno wpłynąć na zmianę miejsca pobytu ryb. I to z dnia na dzień. Kilka osób z czołówki ale nie tylko dość intensywnie trenowało, mając za sobą jeden-dwa, a niektórzy nawet trzy wypady w tygodniu poprzedzającym turę. Ale nawet jeśli ktoś wytropił klenie, bo tylko one realnie się liczyły, to nie mógł być pewien, czy dobę później, a co dopiero kilka dni później nadal tam będą w liczbie i wielkości dającej nadzieję na punkty. I jak pokazał przebieg tury poza wyjątkami, łowiło się kilka ryb albo nic. A przy dużym szczęściu, podpartym porządnym zwiadem przed turą wynik mógł być niewiarygodnie wysoki. Można było trafić też miejsce, gdzie ilość brań była duża, ale nawet przerzucenie kilkudziesięciu klonków nie dawało gwarancji złowienia sztuki przekraczającej te minimalne u nas kryterium 30cm…
Pewnym minusem była nikła aktywność, bądź brak aktywności innych gatunków. Trafił się słownie jeden jaź i dwa okonie, ale te nie spełniły norm do punktacji. Były ponoć trzy malutkie brzany.

Same zaś klenie w przeciwieństwie do tury wrześniowej, nie powalały wielkością. Dominowały takie 30 – 35cm. Za to przed turą, na treningach trafiały się ciekawe przyłowy.

By być dokładnym to poza kleniami aktywny był też szczupak, tyle, że albo były to ryby nieduże, albo szczęściarz i pechowiec w jednym zaliczał obcinkę. W sumie było siedem pewnych kontaktów z zębaczami i co ciekawe, wszystkie rozłożyły się tylko na trzech łowiących – Mateo, Krzyśka i Kenese.
Mnie najbardziej zastanawia kwestia okonia. Rok temu właśnie na przestrzeni wrzesień – grudzień zawsze wyniki miałem tam co najmniej dostateczne [przynajmniej jeden na punkty]. Inni też łowili punktowane kolczaki. Tymczasem w tym roku już druga tura na tym łowisku i lipa…
Rywalizacja trwała od 8.15 do 15.15. Jak już wiecie, Robert punktował bardzo szybko. Sam z niedowierzaniem czytałem, gdy Marcin po chyba godzinie łowienia miał już… pięć ryb na punkty!
W zasadzie co chwilę pojawiało się zgłoszenie złowionej ryby, tyle, że przynajmniej na początku dotyczyło tylko…trzech osób. Bezkonkurencyjni, szczególnie na starcie byli Robert, Piotrek, a przede wszystkim Marcin, który końcowym wynikiem znokautował pozostałych.
Przy kolejnej skromnej turze pod względem frekwencji, na 16 startujących zapunktowała połowa uczestników, co jak napisałem wyżej, jest wynikiem niezłym.
Nieobecni więcej niż trzeci raz: Damian, Rafał, Wojtek, Jan, Mikołaj, Mateusz Drugi, Miszel, Grzesiek i Łukasz – po 20,5 pkt,; pozostali nieobecni – Tommy, Zygmunt, Adam, Piotrek Drugi i Maciek Drugi – po 19,5 pkt.
Zerujący: Jacek, Paweł, Karol, Kenese, Krzysiek, Tomek, Bronek i Szymon – po 19,5 pkt
WYNIKI
I miejsce – Marcin – 1 pkt [klenie 2 x 30, 3 x 31, 2 x 33, 34, 35 i 2 x 36cm – 671 małych punktów]
II miejsce – Piotrek – 2 pkt [klenie 32, 36 i 40cm – 291 małych punktów]
III miejsce – Maciek – 3 pkt [kleń 44cm – 185 małych punktów]
IV miejsce – Mateo – 4 pkt [klenie 2 x 35cm – 172 małe punkty]
V miejsce – Jędrzej – 5 pkt [klenie 30, 32 i 35cm – 170 małych punktów]
VI miejsce – Robert – 6 pkt [klenie 2 x 30, 31 i 33cm – 168 małych punktów]
VII miejsce – Michał – 7 pkt [klenie 30 i 31cm, jaź 32cm – 126 małych punktów]
VIII miejsce – Bartek – 8 pkt [klenie 31 i 33cm – 106 małych punktów]
Poniżej prezentuję wybrane fotki, niektóre po kadrowaniu. Wszystkie miały kod tury, więc wszystkie zgłoszone ryby zostały zaliczone.
Po turze powiedzieli…
Piotrek: Plan na tą turę był prosty – na rozpracowanych wcześniej miejscach powtórzyć wynik sprzed miesiąca. Co mogło pójść nie tak… Woda była nieco wyższa, i nieco mniej przejrzysta niż poprzednio. Turę zacząłem od wolniaków na których punktowałem miesiąc temu, niestety nie było tam już zbyt wiele życia. Wprawdzie coś goniło ostatki rybek, ale raczej były to poranne bolenie. Kleni ani śladu. Oba zastoiska były zupełnie puste, pojedyncze spławy świnek przypominały tylko że to miejsce jednak było kiedyś zasobne w ryby. Postanawiam jednak obłowić jeszcze bystrze pomiędzy zastoiskami. W trzecim przejściu małą gumką po wachlarzu mam solidne branie, z daleka widać błyskającą rybę. Po chwili jednak zdobycz utyka w zaczepach. Przedzieram się 20m w dół rzeki próbując utrzymać plecionkę napiętą i nie stracić ryby, gdy dochodzę na miejsce, na końcu zestawu już zero życia, tylko zestaw zaczepiony w patykach. Po kilku próbach wyszarpania luzuje żyłkę dając sobie nadzieję na uwolnienie zestawu z zaczepu, wtedy okazuje się że ryba dalej wisi na końcu! Szybko zwijam ją do brzegu i podbierakiem manewruję między patykami. Jest. 40cm, mało, ale punkty wyraźne. Jak się potem okazuje to była bardzo istotna zdobycz tego dnia. Wracam tu po chwili jeszcze z muchówka, próbując dobrać się do świnek, ale po kilku przejściach zestawu odpuszczam, nie upatruje tu zbyt dużych szans. Przemieszczam się na miejsce obejrzane dwa dni wcześniej, gdzie było widać aktywność ryb i sporo narybku. Po przyjściu na miejsce jest tam zupełnie pusto. Przez kolejne 200m pięknych zwalisk, zupełnie pusto. Mam jeszcze dwie godziny z okładem, więc postanawiam po prostu iść dalej i pozwiedzać nieznane mi rewiry. Spotykam Roberta po drugiej stronie rzeki, który ma jakieś kontakty, ale urywam najlepszą gumkę i idę dalej. Staję na ładnym wlewie i na gumkę mam mega uderzenie w szybkiej wodzie, guma na kolanku. Powtarzam rzut, ryba też powtarza uderzenie, nadgarstek boli mnie jeszcze przez tydzień. Pstrąg musiał być naprawdę zacny, jednak ta ryba mnie nie interesuje, opuszczam miejsce nie widząc nadziei na klenia. Wychodzę na brzeg i przemierzam rzekę już czysto spacerowo, nagle w przerwie w krzewach widzę… stado kleni pod powierzchnią. Klękam nad samym brzegiem, żeby ich nie spłoszyć, i rzucam. Pod same nogi za gumką prowadzoną przy dnie wychodzi okoń 30+. Już wiem że to tutaj spędzę końcówkę tury. Niestety okonie oglądają przynęty, natomiast klenie są chętne do brania. Mają jednak max 29cm… Przemierzam prostkę zatrzymując się co 10-15m i próbując złowić coś na punkty. Zdarzają się rzuty gdzie w opadzie po każdym podbiciu mam skubnięcie, dziesięć brań w jednym rzucie… Niestety jest to rybie przedszkole, w ręce kilkanaście ryb i nic na punkty. Po przejściu około stu metrów wstrzeliwuję przynętę w bardzo wąską przestrzeń między krzak i po chwili mam mocne branie. Ryba podebrana na leżąco z wysokiego brzegu ma 36cm, jest naprawdę nieźle. Jednak do końca zostaje mało czasu żeby jeszcze czymś podeprzeć wynik, a i miejsce zmieniło się w płytką szybką i szeroką rynnę co nie wróży nic dobrego. Jednak z tej bezpłodnej wody też wyjmuje kilka ryb, jedna nawet okazuje się mieć 32cm! Tura się kończy, ja niezbyt zadowolony wracam do samochodu, jednak jak się potem okazuje, wynik nie był najgorszy na tle innych konkretnych zawodników! Finalnie w ręce miałem kilkadziesiąt ryb, jednak tylko/aż trzy były punktowane. Natomiast to, ile kosztowała mnie ta tura… Osiem godzin przedzierania się przez gąszcz i podnoszenia nóg na metr w każdym kroku tak mnie wykończyły, że nie byłem w stanie wsiąść do samochodu i wracać z zawodów. Osłabiony i z zawrotami głowy jednak jakoś dotarłem do domu, poświęcając resztki niedzieli na odpoczynek, jak się potem okazało, jednak z uśmiechem zadowolenia.

P.S. na miejsce wróciłem z synem, który bardzo chciał połowić kleni, dwa dni później. Nie było w okolicy już ani jednej ryby. Widocznie to był tylko przystanek do zimowiska, chociaż kormorany latające nad rzeką jak nad autostradą, dawały wyraźnie znać że ryba jest gdzieś niedaleko. Ale kolejny dzień w tym gąszczu? Odpuściliśmy.
Bartek: Relację sobie podaruję. Chłopaki pewnie będą mieli więcej do powiedzenia. Miejscówka o tej porze roku jest na wagę złota 🙂

Maciek: Do tury podszedłem rekreacyjne: zero treningów, a na turze postanowiłem pozwiedzać nowe miejsca i odwiedzić odcinek , na którym nigdy wcześniej nie byłem. Nieszczególnie trafiłem, bo ryb, przynajmniej żerujących, na tym odcinku prawie nie było. Przez blisko 7 godzin miałem 3 brania i wyjąłem 3 klenie. Zupełnym fuksem jeden z nich był punktujący i na tyle duży, że zakwalifikował się na podium zawodów. Wziął na 4 cm szarego robaka na 1,5g główce. W rzucie poprzedzającym jego złowienie złowiłem jednego z niepunktujących kleni więc była nadzieja, że znalazłem skumulowane stadko ryb , ale siedziałem tam potem z pół godziny i już nic się nie działo.

Marcin: Zeszłoroczna jesienna tura pokazała, że o tej porze ryby są już raczej pogrupowane i ich znalezienie będzie kluczem do sukcesu. Zatem dzień wcześniej postanowiłem sprawdzić kilka miejsc. Pierwsza lokalizacja była pusta. Drugą lokalizację już odwiedziłem dwu- czy też trzykrotnie w tym roku i zwykle miałem tam kontakt z jedną czy też kilkoma większymi rybami. Tak też było i tym razem. Rozpoznanie było na tyle obiecujące, że postanowiłem przyjechać tam w dniu tury. Fragment rzeki na którym łowiłem był stosunkowo wąską i głęboką rynną z brzegami porośniętymi krzakami wchodzącymi do wody, następnie wypłycającą się w szerszą i płytszą długą płań. Początkowo miałem plan łowić na małe gumki i lekkim zestawem na plecionce PE #0.2, ale podczas sobotniego rozpoznania już w pierwszym rzucie jakiś boleń wyleczył mnie z tego pomysłu. Wziąłem zatem krótki kij do 10g i dość mocną plecionkę (5 kg wytrzymałości). Podczas tury miejscówka nie zawiodła. Widać było sporo spławiających się kleni, wśród których na szczęście było stosunkowo dużo miarowych sztuk. W ciągu 1.5h od startu miałem już 5 punktowanych ryb złowionych na typowo kleniowego brązowego Sieka. Miałem też sporo brań mniejszych ryb, które spadały z kija. Zmieniłem więc plecionkę na żyłkę i ilość spadów zmniejszyła się. Drugą część tury łowiłem na srebrną obrotówkę #1. Odcinek 500-700m przeszedłem kilkukrotnie, każdorazowo mając kontakt z rybami. Generalnie ryby były dość aktywne w ciągu całego dnia z dwoma większymi okresami aktywności rankiem oraz około południa.

Nie komentuję szczególnie zmian jakie nastąpiły, bo te największe dopiero przed nami. Tura listopadowa na Wiśle W3 i potem ostatnia w grudniu na odcinkach nizinnych Rudawy, Dłubni, Wilgi i Skawinki to będzie raczej jeden wielki ciąg szczęśliwych przypadków. Biorąc pod uwagę „zasoby” tych łowisk to wylosowało się bardzo niefortunnie…
Jędrzej: Podczas tury łowiłem na dwóch odcinkach rzeki, wytypowanych przez Roberta. Jak zwykle trafił/wiedział/sprawdził idealnie. W każdym z wybranych miejsc widać było aktywne i żerujące klenie. Na pierwszym wybranym odcinku zupełnie sobie nie poradziłem i skończyłem bez brania. Po zmianie miejsca poszło mi dużo lepiej i złowiłem trzy klenie na punkty.

Na pewno najwięcej po tej turze stracił Jacek [Piotrek nowym liderem], który spadł z pierwszego miejsca na czwarte; najwięcej zyskał Marcin, który awansował o cztery pozycje i jest w pierwszej dziesiątce. Są to jednak przy dużej w tym roku liczbie uczestników i jednak wynikach nacechowanych mocno przypadkiem, zmiany aż tak wiele nie znaczące. Tu komukolwiek z pierwszej dziesiątki, komu poszczęści się zapunktować na dwóch ostatnich turach, co będzie moim zdaniem niewyobrażalnie trudne, albo co bardziej prawdopodobne – nie poszczęści się w jednej z tych tur, albo i w obu – natychmiast traci dorobek całego sezonu. Twierdzę, iż roszady i grube przetasowania przed nami. No chyba, że wszyscy „klepną” zero, ale w listopadzie aż tak tragicznie nie powinno być. Gorzej z grudniem.
KLASYFIKACJA GENERALNA
I miejsce – Piotrek – 72 pkt [1803 małe punkty]
II miejsce – Michał – 81 pkt [660 małych punktów]
III miejsce – Jędrzej – 85,5 pkt [945 małych punktów]
IV miejsce – Jacek – 86 pkt [689 małych punktów]
V miejsce – Tommy – 91 pkt [881 małych punktów]
VI miejsce – Maciek – 92,5 pkt [424 małe punkty]
VII miejsce – Robert – 102 pkt [1274 małe punkty]
VIII miejsce – Paweł – 104,5 pkt [549 małych punktów]
IX miejsce ex aequo – Marcin i Mateo – po 105 pkt [Marcin 886 małych punktów, Mateo – 358]
XI miejsce – Zygmunt – 113 pkt [186 małych punktów]
XII miejsce – Karol – 119 pkt [535 małych punktów]
XIII miejsce – Bartek – 122 pkt [340 małych punktów]
XIV miejsce – Adam – 123,5 pkt [ 248 małych punktów]
XV miejsce – Kenese – 124,5 pkt [207 małych punktów]
XV miejsce – Krzysiek – 131 pkt [267 małych punktów]
XVI miejsce – Bronek – 135 pkt [205 małych punktów]
XVII miejsce – Grzesiek – 137 pkt [108 małych punktów]
XVIII miejsce – Tomek – 140 pkt [64 małe punkty]
XIX miejsce – Maciek Drugi – 142,5 pkt [42 małe punkty]
O ostatnich lokatach decydowała frekwencja w skali dotychczasowych tur.
XX miejsce – Piotrek Drugi – 151 pkt [nie zgłosił ryby do punktacji ale najlepsza frekwencja]
XXI miejsce – Szymon – 152 pkt [nie zgłosili ryby do punktacji]
XXII ex aequo – Miszel i Mateusz Drugi – po 153 pkt [nie zgłosili ryb do punktacji]
XXIV miejsce ex aequo – Mikołaj i Jan – po 154 pkt [nie zgłosili ryby do punktacji]
XXV miejsce – Łukasz – 155 pkt [nie zgłosił ryby do punktacji]
XXVI miejsce ex aequo – Wojtek, Damian i Rafał – po 156 pkt [nie zgłosili ryby na punkty, ale mają najsłabszą frekwencję]





