Majówka 2025

Specjalnie trochę odczekałem, żeby mieć pewien dystans w ocenie długiego weekendu. Jakieś ryby pokażę, choć nie moje. Nie mniej raport z majówki musi być. Zacznę od siebie. Myślałem, że rok temu sięgnąłem dna – złowiłem dwa klenie 40+ i spory, około 70-75cm boleń wyłamał stelaż w woblerze i się spiął. Sporadyczne brania. Skrajnie rzadkie. Byłem przekonany, że gorzej nie będzie. Ale w tym roku było… Zaliczyłem nad Wisłą W2 trzy wypady, łącznie 17 godzin. Chyba nie mało. Nie miałem ryby w ręce. Tak, tak – dobrze czytacie. Kiedyś, gdy startowałem z blogiem, przy co drugim wpisie miałem odczucie lekkiego zażenowania, że się przechwalam. Obecnie, jak robię wpis inny niż z ligowej tury, to jestem zakłopotany, bo wychodzi na to, że ja nie mam pojęcia o wędkarstwie. Tylko narzekania i narzekania.

Pierwsze wyjście to trzy zupełnie różne odcinki Wisły: jeden powszechnie znany, drugi mało uczęszczany, a trzeci w zasadzie bezludny i dziki, do tego trudny technicznie. Na każdym średnio dwie godziny. Na pierwszym, tym najbardziej eksploatowanym z wybranych odcinków, nie zaliczyłem brania i NIE WIDZIAŁEM SPŁAWU CZEGOKOLWIEK WIĘKSZEGO niż 20cm. Choćby leszcza. Może nie nieliczne, bo zauważalne, ale same drobne rybki po kilka centymetrów.

Odcinek drugi – możliwe, że tu pokrzyżował szyki skok wody. Taki lekko pod pół metra. Na planowanym do obławiania żwirowym blacie z wodą o wyraźnym uciągu i głębokości do metra, było spokojnie półtora, a woda zasuwała. Bez brania, choć widziałem spław czegoś większego, trzy uderzenia boleni [na pewno dwie różne ryby], oraz ni to atak, ni to spław wielkiego jazia, albo niedużego bolenia.

Trzeci odcinek – zaliczyłem podwójne podbicie szczura przez około 50cm bolka, nie mniej nie było jak tego zaciąć. Do tego dwa razy przeszedł grubas, ale jakby patrolował. Fragment bardzo dziki i w sumie dość urozmaicony, ale nic tam się nie wydarzyło.

1
(fot. A.K.)

Drugi wyjazd to było jakieś kuriozum. Przyjechał Tommy i wspólnie spenetrowaliśmy około 3km brzegu. Wszelkie jego formy: żwirowiska, kamieniste równe blaty, ilaste blaty, dzikie strome brzegi, opaska. Woda wolna i szybka, płytka i głęboka. I – to ważne: w przeciwieństwie do zeszłego roku bez większych trudności dało się łowić na normalne woblery [ze sterem, bez , płytko i trochę głębiej schodzące]. Wirówka też była na ogół podawana bezproblemowo, bo sporadycznie wieszały się glony, które są tu od około czterech lat utrapieniem, co roku coraz większym i wcześniej się zaczynającym.

Śmiem twierdzić, że na około kilometrze wzorcowego dla wiślanych kleni odcinka, nikogo w tym sezonie nie było. Czego doświadczyliśmy? Widzieliśmy klenia 50+. Jednego. Kolega zaliczył wyjście ryby 30+ oraz nie zaciął jednego silnego brania. Ja miałem słownie jedno branie – spiąłem około 40cm klenia. To wszystko przez pięć godzin. Tommy schodził od góry, a ja od połowy upatrzonego fragmentu. Widziałem trzy niemrawe ataki niewielkich boleni. Po pięciu godzinach kolega dał sobie spokój, twierdząc, że lipa jaka jest na W3 to i tak bogactwo przy tym moim środkowym W2. Ja zostałem jeszcze na dwie godziny i przejechałem w jedno miejsce. Nie miałem dotknięcia, nie mniej pod drugim brzegiem na jego około 5m odcinku w ciągu kwadransa naliczyłem czternaście ataków rap i jedno przejście ryby. Byłem w stanie dorzucić tam w punkt i oddałem z pięćdziesiąt udanych rzutów. Ryby, gdyż boleni było co najmniej kilka, uderzały jednak w stojące i jakby w okoniowym stylu, zagnane w mini zatoczkę małe rybki.

Dwa dni później było już zimno i ponuro. Postanowiłem, że spróbuję przypilnować tego króciutkiego kawałka brzegu, ale od drugiej strony, by była możliwość postawić wobler w miejscu. Miałem cztery kontakty, choć znów nie wyjąłem ryby. Być może, a nawet na pewno moje szanse zmniejszyła duża ilość glonów. 80% rzutów woblerem, bądź wirówką kończyła się małym zielonym pomponem na przynęcie. Z gumami było nieznacznie lepiej. W wodzie przynajmniej się coś działo. Kotłowało się z 4-5 leszczy, z czego dwa to jakieś giganty. Do tego tarła spłynęła się nieliczna wprawdzie ale zauważalna drobnica. No i było w tym rejonie co najmniej z 4-5 boleni z tego jeden potężny. Sterczałem tam blisko cztery godziny. Ataków samych boleni było około czterdziestu. Doczekałem się:

– niezaciętego pobicia bolenia w wobler [ryba raczej poniżej 60cm]

– dwóch wyjść wyraźnie większych rap do gumy ale bez ataku

– spiąłem w holu jakąś około 30cm rybę

– nie zaciął się na smużaka kleń pod 45cm

– spadł w zacięciu sandacz 60+, który zaatakował 7cm gumę tuż pod powierzchnią na metrowej dość szybkiej wodzie

Na tle tego co było wcześniej to ten czas zleciał mi szybko. Z W2 wiem o słownie jednym złowionym dużym boleniu…

2
(fot. A.K.)

Koledzy mieli znacznie większą satysfakcję z łowienia, ale byli na wodach innych okręgów, lub w tzw. pigalaku, choć ten jak na wyraźnie już gorsze wyniki sprzed roku, to w tę majówkę rozczarował absolutnie. Nie mniej jak przewinęło się tam wiele osób, to ktoś, coś miał.

Zygmunt zaliczyło Pomorze i powiem, że nie niemieckie tylko nasze. Zauważę z mojej perspektywy – nie nudził się. Kilka niemałych, przepięknie wybarwionych pstrągów,  duże jelce i piękny srebrniak.

3
(fot. Z.B.)

Przykrakowskie pigalaki zawodziły, szczególnie 1 maja. Jakieś wyniki były na dzikich miejscówkach, ale.. w nocy, mimo wyraźnie niższej temperatury. Przy czym dwa – trzy grube ataki to było raczej wszystko i nawet jeden kontakt z czymś konkretnym dało się nazwać sukcesem.

4
(fot. T.M.)
5
(fot. T.M.)

Na tarnobrzeskiej Wiśle  Robert i Jędrek wystartowali w jakichś zawodach spinningowych. Było dwudziestu jeden uczestników. Podium [trzecie miejsce] zaliczył Jędrzej, okoniem i ładnym boleniem [zdjęcie główne].

Największą rybę w naszym gronie pojmał Mateo i był to już konkretny boleń-kafar. Szkoda, że kolega był sam, bo mogła być fotka roku. Tak czy inaczej przepiękny okaz.

6
(fot. M.K.)

W ostatni, zimny dzień długiego weekendu podobnie jak u mnie coś zaczęło się dziać także na W3. Z zazdrością oglądałem fotki kolegów, szczególnie te z miejsc nieoczywistych.

7
(fot. R.M.)

Trafiła się też ciekawa hybryda. Powiem, że najbardziej przypomina mi to ten duży gatunek dunajskiej płoci – wyrozuba 🙂

8
(fot. R.M.)

A żeby sobie osłodzić bezowocne wyjazdy i zarazem pokazać Wam jaka była tendencja schyłkowa, i jaką mamy kichę obecnie, kilka przykładów na moje majówki sprzed lat:

2005r – „urobkiem” wiślanej majówki były [z ryb wartych wymienienia] – dwa okonie pod 30cm, dwa bolenie 56 i 60cm, leszcze 44, 46 i 50cm oraz kilkanaście kolejnych leszczy podciętych. Mnóstwo brań, potrąceń, najechań. Przez „mnóstwo” mam na myśli bliżej stu niż pięćdziesięciu.

2006r – bolenie 56 i 73cm, sandacz pod 70cm, kleń 52cm, leszcze 47, 54 i 50cm, kilka małych sumków [znów tylko Wisła].

2007r – bolenie 71, 62, 50 i 65cm oraz piąty około 40cm, karaś 33cm, kleń 30+, brzana pod 60cm. Rzucałem głównie za boleniem, bo i przynęty były bardziej zdatne do tego. Tylko na krótko zakładałem jakiś mały twisterek.

2008r – bolenie 69, 68, 64 i 67cm, leszcze 40,42, 50, 58, 57 i 47cm. Do tego kilkadziesiąt podcinek.

2009r  – cztery klonki  30cm+ i podobnej wielkości jaź, bolenie 70, 65, 71 i 50cm, brzany 66 i 40cm. Nadal wiele kontaktów.

2010r – bolenie 54 i 59, wiele podcinek leszczy.

2011r – bolenie 52, 64, 53, 60, 50, 57 i 61cm. Do tego kilka podciętych leszczy. Wszystkie ryby złowione już poniżej Krakowa na W3. Po wielkiej powodzi sprzed roku na środkowym W2 zauważalny był gwałtowny spadek ilości wszystkich w zasadzie gatunków poza kleniami.

2012r – jazie 40 i 44cm oraz kolejne cztery 30+, kleń 30+, metrowy sum, , leszcz 44cm i już tylko jeden boleń 69cm. Do tego pstrąg 35cm pośród kilkunastu takich 25+, złowionych na Krzeszówce, by sobie urozmaicić łowienie.

2013r – zaczęła się u mnie na całego gorączka ultra light. Kilkadziesiąt wzdręg około 25cm, osiem potokowców nieznacznie 30+ [nad Wisłą nie byłem].

2014r – W Wiśle na odcinku W2 ciężko już o sensowne, powtarzalne bolenie. Odkrywam za to jazie. Łowię 49, 45, 2 x 46cm. Okoń czy leszcz jakby nie istnieją.

2015r – jaź 37cm, kilkanaście wzdręg do 30cm, karp około 40cm. Do tego dwa szczupaki około 55 i 59cm [znowu tylko wody stojące].

2016r – jazie  2 x 50,  46, 47cm; kilkadziesiąt wzdręg około 30cm – grube dziesiątki brań rybek tego gatunku, prawie 30cm okoń. Boleniowo-kleniowe odcinki Wisły W2 – dramat [kilku kolegów się skusiło].

2017r – kilkadziesiąt wzdręg około 30cm, pięć szczupaczków 50+, okoń 37cm i skusiłem jednego bolenia 61cm po kilku godzinach bez dotknięcia. W2 jak martwe…

2018r – Apogeum łowienia ultra light. Dziesiątki płoci i wzdręg z przewagą takich 30+. Wypad nad Wisłę dał tylko dwa klonki 33 i 38cm.

2019r – Wisła obdarzyła boleniem 50cm, kleniem 43cm, leszczem 52cm i jaziem około 35cm. Wody stojące – kilkadziesiąt płoci i wzdręg po około 30cm, siedem okoni około 30cm w tym jeden 37cm.

2020r – Początek zapaści w zasadzie na naszych wszystkich wodach. Wisła – jaź 30cm  i okoń 30cm, leszcz 38cm; wody stojące – słownie trzy krasnopiórki 26 – 32cm i złowiony tuż po majówce okoń 38cm.

2021r – kleń 56cm i jaź 45cm [Wisła]. Świadomość obecności dużych płoci i wzdręg stała się powszechna. Nie jeżdżę, by nie oglądać rzeźni, którą potwierdzają koledzy.

2022r – potokowiec 34cm z małej rzeczki oraz tęczak pod 40cm z wody stojącej i klenik 30+ z Wisły…

2023r – jaź 50cm, okoń 31cm i dwie wzdręgi na ligowe punkty.

2024r – cała majówka to dwa klenie 40 i 43cm…

Na koniec ciekawe wg mnie wnioski płynące z wyników zawodów, jakie miały miejsce tydzień temu. Otóż odbyły się spinningowe zmaganie na odcinku Wisły poniżej Przewozu, w których wzięło udział 25 uczestników. Teoretycznie najlepsi spinningiści okręgu. Piszę „teoretycznie”, gdyż spokojnie co najmniej połowa z nas lekko utrzymuje taki poziom, a i nie ma wątpliwości, iż jest sporo wędkarzy i to wędkarzy znakomitych, którzy po prostu nie bawią się w żadne zawody. Wyniki były niezłe i słabe zarazem. Dlaczego tak sądzę? – już wyjaśniam.

Patrząc z perspektywy tego, na co można w Wiśle liczyć, to tylko trzech zawodników zerowało. Aż dziewięciu miało nie mniej niż 3-4 ryby na punkty. By być w pierwszej piątce, należało złowić co najmniej pięć punktowanych ryb. Niemało. Szczególnie zwycięzca i zawodnik z drugiego miejsca mieli naprawdę imponujący wynik: osoba z pierwszego miejsca miała bolenia i pięć kleni, a wędkarz, który zajął miejsce drugie miał …10 kleni na punkty.  Największą rybą zawodów był boleń 60cm. Trafiły się trzy klenie 45 – 48cm. Biorąc poprawkę na pogodę, która na pewno nie ułatwiała [maj jaki mamy w tym roku każdy widzi], raz jeszcze napiszę – wyniki zacne.

Teraz szczypta krytyki, dlaczego oceniam ten wynik równocześnie negatywnie. Po pierwsze – punktowano klenie od 25cm. To po prostu stwierdzam, bo każdy sobie wymyśla/przyjmuje zasady rywalizacji jakie chce. Jedni krytykują, że w naszej Lidze punktujemy wszystkie gatunki złowione za pysk o ile mają określone długości minimalne; dla mnie kleniki po 25cm są śmiesznie małe. Tu jest pewien kłopot, gdyż w tabeli, którą miałem do wglądu, nie wiem np. ile dany zawodnik miał klonków poniżej 30cm, gdyż podana jest tylko liczba ryb punktowanych i ryba największa, jaką złowił dany uczestnik. Tak czy inaczej z naszej ligowej perspektywy na zero byłoby nie trzech, a co najmniej dziesięciu uczestników. Przy bryndzy jaka jest w Wiśle około krakowskiej, piętnastu ludzi z punktami, nawet w postaci pojedynczych ryb [znów patrząc wg naszych ligowych kryteriów], to wciąż niemało.

Co na pewno smuci:

– jeden jedyny boleń – czujecie? – na takiej wodzie i w maju, kiedyś nie do pomyślenia

– zaledwie trzy większe klenie

– zero jazia

– zero okonia

Ja wiem, że jeśli ktoś ma pojęcie o Wiśle poniżej Krakowa, to nawet przy wymiarze minimalnym 20cm nie nastawi się na okonie, szczególnie o tej porze roku, bo sukcesu nie będzie. Ale jeszcze tylko 10 lat temu chyba każdy z zawodników, nastawiających się na klenie, miałby punktowane, nieplanowane przyłowy okoni. A jazie? Tu przy połowie kleni powinny się pojawić. Kiedyś tym gatunkiem wygrywało się Puchar Lajkonika. Podobnie jak okonie, gatunek ten trafia się już sporadycznie. Zresztą uważam, że bez wyjątku, wszystkie wiślane gatunki są w fazie  ZANIKU, który w ostatnich kilku latach NIEPRAWDOPODOBNIE PRZYŚPIESZYŁ.

5 odpowiedzi

  1. Adamie, wydaje mi się, że ryby na naszej Wiśle jeszcze jakieś są, ale są to już szczątkowe ilości i występują one w krótkich enklawach rzeki, powiedzmy na 100 czy 200 metrach, a następne kilometry wody są bezrybną pustynią. Mam tu na myśli Twoją miejscówkę z sandaczami i, wydaje mi się, że znalazłem taką miejscówkę z boleniami. 1.05 od 5:00 do 9:00 rano złowiłem na niej 2 ryby (59 i 73 cm), 6. bądź 7. maja dwóch kolegów łowi tam 5 boleni (w rozmiarze 50-60 cm), natomiast wczoraj, przy brudnej i podwyższonej wodzie, zanotowałem tam jeden, nietrafiony atak bolka na woblera i złowiłem rybę 60 cm. Co ciekawe, oba moje wczorajsze brania oraz brania kolegów trafiły się na przełamaniu dnia z nocą, wcześniej nic się nie działo.

    Co bardzo smuci, nie widzę lekarstwa na taki stan rzeczy 🙁 Nasze wody po prostu przegrywają z „antropocentryzmem” Krakowa i okolic. Z roku na rok osiedla tu coraz więcej ludzi, którzy potrzebują coraz więcej prądu (wahania wody na zaporach), produkują coraz więcej ścieków (różnokolorowe wody odprowadzane do Wisły, zrzut z oczyszczalni w Niepołomicach), zostawiają coraz więcej śmieci, poszukują odpoczynku z wędką nad wodą i często zabierają ryby. Jedyna władna w gestii jako takiego utrzymania wód instytucja, czyli Wody Polskie, o te wody nie walczy i ma je w nosie. A tak atakowane zewsząd PZW, tak naprawdę niewiele może, bo te wody jedynie dzierżawi (mam na myśli wody płynące). A tam, gdzie może coś zrobić (wody stojące, przykład choćby zatrucia Podgórek z ubiegłego roku), to i tak nic nie robi. I koło się zamyka…

    P.S. A jakie Ty widzisz remedium na to, by ryb w naszych wodach przybyło ? Może napisz jakiś tekst na ten temat. Może niech inni Twoi czytelnicy się tutaj wypowiedzą co należałoby zrobić, by było lepiej ?

    1. Jest dokładnie jak piszesz. Podobnie zaczyna być na W3. Zawodnicy na opisywanych wyżej zawodach, ci, którzy zrobili wynik, mieli na ogół wytypowane takie odcinki, względnie 2-3 takie miejscówki i nie ruszali się z nich na krok.
      Co do sposobu zatrzymania tej degrengolady – tylko no kill. Wygląda, że na nic innego nie mamy wpływu…

  2. A propos hybrydy – wg mnie to po prostu jelec, bardzo duży, okazowy wręcz, ale jelec 😉

    1. Tak porównałem ze zdjęciami moich jelców z dawnych lat z Soły i możesz mieć rację.

  3. Troche na jelca wyglada gigantycznego. To ryba juz praktycznie wymarla.
    Tylko jelec troszke ma taki garbik nad mordką

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *