Nocni łowcy

Przepadłem jeśli idzie o nocne łowy. Nie ma od końca lipca tygodnia, by choć raz nie zarwać nocki. Wcześniej zazwyczaj siedziałem do 1.00. Teraz wygania mnie głównie chłód; kończę zazwyczaj tuż przed północą. Skutek przyzwyczajenia do upalnego lata, gdy nawet na progu świtu wystarczał podkoszulek. Muszę się przestać  zapominać i zabierać grubsze ciuchy. Ale z rybami jest dobrze. Kleni prawie nie łowię. Owszem mam z nimi non stop kontakty i z tych nocnych pobić pewnie niektóre były niemałe, ale z kijem, którego używam i plecionką, ani jednego nie udało mi się zapiąć. Ani jednego. Ale po doświadczeniach jakie tu  mam non stop, to totalnie zrezygnowałem z lekkich zestawów, choć najbardziej je lubię. Niektórych pewnie rozczaruję, ponieważ ci tytułowi nocni łowcy to nie sandacze. Od końca sierpnia z ani jednym dużym nie miałem kontaktu. Choć są w łowisku. Tydzień temu byłem z Wojtkiem. Łowiliśmy w dzień, ale zostaliśmy długo po Czytaj więcej [...]