Ale były…

…męki. Wyglądało, że drugi raz w życiu wrócę z nad tego zbiornika bez brania i co za tym idzie bez ryby w ręce. Nawet szczupaczki, będące przekleństwem tej wody, prawie w ogóle nie niepokoiły nielicznych zresztą wędkarzy. Tradycji jednak stało się zadość. Bo co też to za marzec bez wzdręgi i płoci? Myślę oczywiście o rybach przynajmniej średnich. Wynik był niesamowicie nieadekwatny do starań. Winna była najpewniej pogoda: dzień wcześniej spokojny i ciepły [8 stopni] niż z delikatną mżawką, ale w nocy przyszedł znów mrozik do minus 3, wyż i totalna lampa. Wiatr świrował, bo nie wiem czy było pół godziny, gdy wiał tylko z jednego kierunku. Z północy i południa wiał lekko i rzadko, ale ze wschodu i zachodu już wyraźne. Przez te spóźnione podrygi zimy nie miałem okazji połowić na wodzie stojącej, nastawiając się na białoryb. Spodziewałem się co najmniej dobrych wyników [dla mnie to z 30 pewnych kontaktów i z 10 – 15 ryb 30+ Czytaj więcej [...]