Nie na każdą okazję, ale…

Dziś ostatni tekst o przynętach rzadko używanych. Muszę się przyznać, że te dziś prezentowane naprawdę stosuję nieczęsto i w raczej dość specyficznych warunkach. Jedziemy zatem. Łasica Tak nazywamy z kumplem jig, który – uczciwie powiem nie mnie tylko koledze przyniósł doskonałe wyniki w zeszłym roku na początku sezonu. Fakt, że łowiliśmy na odmiennych wodach, bo ja na naszych krakowskich, a on w okręgu bielskim. Kiedy ja z trudem wymęczyłem cokolwiek [ja do końca maja miałem beznadziejne wyniki odnośnie pstrągów] na swoje wahadłówki, Paweł nokautował mnie jakąś fotką z każdej prawie jego wyprawy. Cóż to jest ta „łasica”? Przynęta należy do jigów o wręcz prymitywnej konstrukcji. Jest to rodzaj zonkera, tak naprawdę zrobionego chyba z sierści sarny i królika, zamocowanej na główce jigowej. Domyślam się, iż naśladuje głowacza lub śliza, a w każdym razie jakąś przydenną rybkę. Przynęta o tyle świetna, że w zależności Czytaj więcej [...]