Sushi z okonia

Nie, nie skusiłem się. Okonie próbował zjeść ktoś inny, ale to tylko epizod. Głównym celem były klenie, choć aura i warunki w wodzie wybitnie nie ułatwiały, by dobrać się do tych ryb. I mimo, że trafiały się sztuki wyraźnie nad 40cm, to jednak ilościowo przytłoczyły je okonie. Sporo czasu poświęciłem ostatnio większym górskim wodom. Było, szczególnie na początku, przed załamaniem pogody - bardzo fajnie, choć bez większych ryb. Rzeka nadrabiała za to piękną ilością brań. Można się było wyluzować po gonitwach za pstrągami i aktualnymi podchodami za większymi jaziami. Zacząłem 16-go, chyba dwie albo trzy doby po grubym deszczu. Celem miały być cztery spore kałuże starorzeczy, ale okazuje się, że zerwanie się w połowie wrześniowej nocy poszło na marne: wszystkie trzy dołki są zapełnione brązową wodą, okraszoną toną liści, strąconych przez wichurę. Wszystko jeszcze pływa na tafli. Mimo dopiero co budzącego się dnia, już Czytaj więcej [...]