Na przekór prognozom

To był rzeczywiście dość szalony wyjazd. Biorąc pod uwagę pogodę, zanosiło się na wędkarskie samobójstwo. Wszystko za sprawą aury. Umówiliśmy się z kolegą, by kolejny raz odwiedzić starorzecze. Liczyliśmy na mocne, przedzimowe żarcie okonków i może czegoś więcej w przypływie łaski wody. Wyglądało, że będzie trudno: w planowanym rejonie, zapowiadano temperatury w okolicach zera, całkowite zachmurzenie, północny, lekki wiatr, dramatyczny spadek ciśnienia między 7.00, a 8.00, po czym powolny wzrost, oraz przelotne opady śniegu. Na dwa ostatnie czynniki liczyłem mocno: ten powolny wzrost ciśnienia, oraz śnieg – zawsze lepszy niż deszcz. Jeszcze o 22.00 poprzedniego dnia wszystko się zgadzało. U mnie padały wielkie płatki wraz z deszczem, ale takim symbolicznym. 5.00 rano. Podchodzę do okna. Szok. Leje jak sztuczna ulewa na starym filmie. Może nie ulewa ale uczciwy, rzęsisty deszcz. Jakaś masakra. Gdybym się nie umówił z Patrykiem i potem Czytaj więcej [...]