Smakosz

Jak wszystkim wiadomo, sezon boleniowy trwa. Niektórzy twierdzą, że to jego najlepsza część. Dla mnie wprawdzie, najlepszym miesiącem był zawsze sierpień, zwłaszcza jego końcówka, choć przyznam, że największe sztuki łowiłem w lipcu. Ostatnio, kumpel mieszkający nad Wisłą [ach, jak ja mu zazdroszczę!], podsyłał mi prawie co dzień fotki bolków. Rybki całkiem okazałe, bo niektóre pod trzy kilo. Klenie, jak wiecie z poprzedniego wpisu, nie tyle mnie zignorowały, co były lepsze, więc poszedłem utopić swój niedosyt w Wiśle. Zeszły piątek miał być ostatnim, ciepłym dniem przed nadejściem chłodów, które rzeczywiście nastąpiły. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, jeden z maturzystów, któremu ze względu na kłopoty ze wzrokiem, przysługiwał znacznie dłuższy czas walki z arkuszem egzaminacyjnym, nie skorzystał z tego przywileju, co zaowocowało wolnością dwie godziny wcześniej niż zakładałem. W efekcie, w strefie „zero” pojawiłem Czytaj więcej [...]