Wiosna z oporami

Myślałem, że uraczę Was ładnymi zdjęciami jeszcze ładniejszych krasnopiór, ale przy dzisiejszym rytmie życia, albo raczej jego braku, planowanie można sobie wybić z głowy. Piękny weekend 24-25 marca odleżałem z bólem z powodu grypy. Nie jakiegoś przeziębienia, tylko prawdziwej grypy. Myślałem, że zwariuję, bo tydzień wcześniej coś niecoś wzdręgi już skubały i dawało to nadzieję, że będzie świetnie. To nic, że była wschodnia cyrkulacja; grunt to słońce. Skończyło się na majakach o rybach… Ostatnią sobotę marca, mimo przelotnych, bardzo silnych momentami opadów deszczu, pognałem na pstrągi. Dotarłem w momencie, gdy woda była już mocno trącona, z tym, że dawała cień nadziei. Początkowo wyglądało na to, iż będzie dobrze. Ryby nie chciały reagować [nie widziały?] wahadełek, lecz zaliczyłem na odcinku nr 1 cztery brania. Były to takie liche skubnięcia za sam ogon gumki. Wyjąłem tylko malutkiego potoczka - tego akurat na Czytaj więcej [...]