Liga spinningowo – muchowa 2019 – wyniki

Pewnie część  z Szanownych Czytelników nie podziela mojej i moich kolegów ekscytacji naszą zabawą, ale nic na to nie poradzę, że liga  jara nas naprawdę. Ta w 2019r była pod wieloma względami wyjątkowa i to na plus. Po pierwsze tegoroczne nasze ściganie się w złowienie jak największych i jak największej ilości ryb, było najbardziej zacięte ze wszystkich czterech sezonów. Wcześniej zawsze było tak, że od startu ktoś prowadził i do końca nic się nie zmieniało. Także odnośnie kolejnych czołowych miejsc; wiadomo było już po dwóch, góra trzech turach, kto będzie na podium. Tymczasem w tym roku dopiero ostatnia tura rozstrzygnęła, kto był pierwszy, kto drugi; podobnie miejsce trzecie było niewiadomą i także dopiero nasze ostatnie spotkanie nad starorzeczem pokazało, kto będzie w ścisłej czołówce. Po drodze były zaś takie roszady, że…. Kolejną świetną sprawą jest fakt, iż dotarła się nasza 11-ka – ludzie, którzy trzymają frekwencję Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – X tura – starorzecze

W nasze życie wpisane są zdarzenia nieuchronne i bardzo smutne zarazem. Spadają chyba zawsze nieoczekiwanie, a nawet jeśli spodziewanie, to i tak nagle, i za szybko. Nie było mnie na ostatniej turze ligi w tym roku… Starając się odciąć od nastroju, jaki mi towarzyszy, postaram się oddać atmosferę tej grudniowej tury, bo była ona niezwykła. Na starcie pojawili się murowani kandydaci do zwycięstwa w całej lidze, czyli Jacek i Robert – im nikt nie mógł już zagrozić i między sobą mieli rozstrzygnąć, kto będzie pierwszy.  Po przedostatniej turze Jacek miał przewagę sześciu punktów. Byli też Maciek i Bartek, rywalizujący z taką samą ilością punktów o miejsce trzecie, o które i ja miałem szanse powalczyć, gdybym był. Stawili się także Zygmunt, Michał, Wojtek i trenujący w sobotę  - Rafał, który przyjechał jak zawsze z …300km. Nie było oprócz mnie także Kuby i jego bardzo mi szkoda, bo wszystko wskazuje na to, że miałby punkty, gdyż Czytaj więcej [...]

Ruszyły się…

Moja cierpliwość i wytrwałość w ostatni weekend została nagrodzona, choć niemała doza szczęścia też musiała być w moich ostatnich dwóch wypadach na ryby. Faktem jest, iż złowiłem cztery ryby wyraźnie przekraczające średnią w swoich gatunkach. Najzwyczajniej skrzyżowało się tu kilka wiodących zmiennych, a wpływ każdej zdawał się być korzystny. Co więcej – odnoszę wrażenie, że ryby w ostatni weekend brały wszystkim i wszędzie. Niezależnie czy ktoś nastawił się na ilość, czy na wielkość. Odzew po drugiej stronie zestawów miał miejsce w bajorach, dużych zbiornikach, czy rzekach. Jakże to inny klimat i nastrój niż dwa tygodnie temu, gdy pierwszy raz na mojej „złotej miejscówce” miałem tylko jedno jedyne branie i około 35cm kleń spadł. To jeszcze tak mnie nie zdołowało, co fakt, iż nie zaobserwowałem nawet jednej małej rybki, jakich parę dni wcześniej były tu jeszcze grube setki... Wysnułem nawet teorię, że jest to jednak Czytaj więcej [...]

Ogłoszenie nie wędkarskie – SIĘ ZOBACZY

Jeśli ktoś w najbliższych dniach nie za bardzo miałby co ze sobą zrobić i nie planuje żadnych ryb oczywiście, to zapraszam na występy nowej, muzycznej ekipy w jakiej gram.  „Się Zobaczy” – bo tak się nazywamy, jest dla nas samych trochę eksperymentem, gdyż na co dzień robimy kompletnie różne rzeczy i także muzycznie mamy  zupełnie inne doświadczenia. Pierwotnie, gdy niespełna dwa lata temu narodził się pomysł takiego składu były nas tylko trzy osoby. Ponieważ ostatnio sporo się podziało, od około dwóch miesięcy jest nas pięć osób, a od mniej więcej miesiąca, praktycznie co tydzień, gdzieś gramy. Za nami już występy w Kielcach, Bielsku, Krzeszowicach i dwa w Krakowie. Najbliższe grania, na które właśnie w imieniu całej ekipy zapraszam, to: 12 grudnia - Teatr Barakah Kraków,  wjazd 10zł, godz. 21:00 ­13 grudnia – VR Cafe Kraków (ul. Dolnych Młynów), wstęp wolny, godz. 20:00 14 grudnia – Libiąż, Nisza Cafe, start 18.30, Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – IX tura – starorzecze

Zbliżamy się do końca tegorocznej ligi. Została nam ostatnia tura w grudniu. Ta listopadowa była niezwykle przypadkowa – uznałbym ją wśród wszystkich 38 tur w ostatnich czterech latach, za jedną z pięciu najbardziej loteryjnych. W sumie to tego się spodziewaliśmy. Informacje jakie do mnie płynęły odnośnie tego łowiska w tym roku, były tak zniechęcające, iż byłem tam przed ligą tylko raz, o czym wspominałem we wpisie chyba trzy tygodnie temu. Przy tej okazji w imieniu nas wszystkich dziękuję Szymonowi, który od ponad miesiąca informował nas na bieżąco, jak się tam sprawy mają. Zanosiło się, iż może być nieprzewidywalnie i trudno wypracować jakąś konkretną taktykę. Wiadomo było tylko, że poza totalnym fuksem, jakiekolwiek punkty mogą dać w tym roku tylko okonie. Przy czym, jak informował nas Szymon – regularnie miewał dni, gdzie w kilkadziesiąt minut łowił kilkanaście pasiaków i zazwyczaj ten jeden wyraźnie z ręki wystawał. Na Czytaj więcej [...]

Trochę bardziej kolczasto

Nawet jeśli skupiamy się na samym spinningu, to wachlarz różnorodności łowisk, gatunków, przynęt jest tak wielki, iż pomarzyć tylko można,  by zakosztować wszystkiego. Ja swoje późnojesienne plany z tytułu konieczności, jakie wymusza życie, zawęziłem  do kilku punktów: - sprawdzenie mojej „złotej” miejscówki nocą [udało się póki co raz, o czym niżej] - zapolowanie na dużego okonia z pontonu – łowisko odkryte w kwietniu i wtedy dostępne tylko z brzegu, od kopa dało kilka ryb pod 40cm, choć sama czterdziestka nie pękła [też udało się raz i było dość obiecująco; poprawiłem dziś z brzegu, choć jest dużo trudniej i straciłem kilówkę 🙁 ] - choć ze dwa razy odwiedzić zeszłoroczną grudniową miejscówkę na rzece koło starorzecza – na razie się nie udało - choć raz wypłynąć na Bagry – też na razie lipa - choć raz zaliczyć pewien zalew, dość licznie reprezentowany przez jazie, co pokazał wypad wakacyjny - póki co Czytaj więcej [...]

O wszystkim po trochu

W nawiązaniu do wymiany zdań, jaka miała miejsce pod poprzednim wpisem, odniosę się najpierw do mojego i Michała wypadu na starorzecze. W moim wypadku, nie miałem jeszcze sezonu odkąd tu jeżdżę, by pierwszy raz zawitać dopiero w listopadzie. Zazwyczaj zajeżdżałem tu w okolicach 1 października i do około dziesiątego listopada byłem przynajmniej 5-6 razy, a często naście razy. Powodem, dla którego nie paliłem się do wizyty nad tą wodą były sygnały, mówiące, że jest bardzo, bardzo, bardzo słabo. Wybraliśmy się z kolegą zweryfikować to, gdyż trudno nazwać treningiem łowienie dwa tygodnie przed turą ligi. Cóż mogę rzec? Starorzecze odchodzi chyba do legendy i fajnych wspomnień. Wiedza o nim, tak urosła na przestrzeni tych dziesięciu lat, gdy tu bywam, że woda nie wytrzymała presji. Dlaczego? Czy tylko dlatego, że łowi tu już tak wiele osób? Moim zdaniem mogłoby być i kilka razy więcej wędkarzy. Przyczyną jest brak reakcji, dość zachowawcze Czytaj więcej [...]

Duże ryby – cz. II

Niektórzy pytają, więc winien jestem wyjaśnienie, co z ankietą odnośnie najgorszych łowisk Okręgu. Nie pokuszę się o takie oficjalne podsumowanie, mające jakąś tam wagę, gdyż sondaż nie spotkał się ze szczególnym odzewem. Wpłynęło zaledwie dwadzieścia jeden maili na ten temat, a liczyłem na przynajmniej sześćdziesiąt, może sto. Pewnie ludzie nie chcą się dołować, albo kopać leżącego. W każdym razie zainteresowania nie było. Być może uznaliście iż i tak nic to nie zmieni... Jedyne, co wynika z tych nielicznych głosów, to brak zaskoczenia w temacie miejsca pierwszego: wszystko wskazuje na to, iż za najgorsze łowiska Okręgu Kraków uznalibyśmy tzw. rzeczki pstrągowe. Sam wymieniłbym je na pierwszym miejscu i chyba nawet nie muszę pisać dlaczego tak jest. Prywatnie, na drugim miejscu wskazałbym Kryspinów [Zbiornik Na Piaskach] – nie wiem na czym polega jego „specjalność”  - wszak, by tam łowić, trzeba mieć tę wyższą opłatę. Czytaj więcej [...]

Weekend jednego brania

No może przesadzam nieco, ale faktycznie w ostatni weekend wielu moich znajomych tak właśnie miało. Czy ktoś był w piątek, sobotę, czy niedzielę – spotkał się na ogół z totalną obojętnością ryb. W każdym razie za dnia było bardzo, bardzo cieniutko, co sam potwierdzam. Dawniej, przy takiej aurze jechałem w ciemno na Skawę, by zaliczyć z 70 okoni  20 – 30cm, parę, może nie szczególnie dużych  kleni, ale wystających z ręki, mieć przyłów w postaci małego szczupaka, pstrąga czy świnki. Po prostu połowić sobie. Ale to się już chyba nie wróci… Liczyłem się zresztą z tym, iż relatywnie bardzo wysokie temperatury [20 – 22 stopnie w cieniu] rozleniwią ryby do „szpiku ości”. Sobotę musiałem odpuścić ze względu na występ w Bielsku Białej, ale nawet wyjątkowo mnie to nie zmartwiło, gdyż chytrze wykombinowałem, że od poniedziałku temperatura poleci na łeb na szyję i dzień przed będą żarły.  Przewiozłem się na tym okrutnie, Czytaj więcej [...]

Kleniowe doświadczenia z W2

Rozmawiałem niedawno z Maćkiem, który na moje ostatnie wypady, na W2 stwierdził, że jest lepiej niż na W3. Ja tak daleko bym się nie posunął. Nadal obstawiam moją tezę, iż W3 jest dużo atrakcyjniejsze dla spinningisty i łatwiejsze jeśli mamy na myśli złowienie czegokolwiek wystającego z ręki.  Choć, rzeczywiście ostatnie moje wyniki, głównie ilościowe – mnie samego zdecydowanie zadowoliły. Ludzie często nie rozumieją mojego utyskiwania w temacie słabości Wisły. Przecież to najlepsze łowisko Okręgu. No, najlepsze – też jestem tego zdania, ale… Głównym moim nie tyle zarzutem, bo to nie wina rzeki, ale taką uwagą negatywną -  jest przede wszystkim generalnie mała ilość ryb. Dlaczego tak twierdzę? Najłatwiej mi się odwołać do znajomych, mieszkających i łowiących na wodach angielskich. Weźmy na tapetę nasz spinningowy chleb powszedni – klenie. Otóż tam, w danej rzece, praktycznie w byle jakim i w zasiądzie KAŻDYM miejscu łowi Czytaj więcej [...]