O mnie

Adam Kozłowski

Mogę śmiało powiedzieć, że wykonując równocześnie kilka zawodów i w ciągu życia, jak przeliczyłem, zaliczając 9-10 miejsc pracy, jestem pewny, że chętnie zamieniłbym je wszystkie na wędkarstwo o ile byłbym w stanie się z niego utrzymać. Nawet muzyka rockowa, z którą miałem do czynienia na poziomie już dawno nie amatorskim, a które to zajęcie zahaczające o sztukę, może niską ale jednak, mocno koloryzuje osobowość i życie w oczach innych, czasem zresztą niesłusznie – bywało, iż mnie nużyła. Tak, dla ryb jestem w stanie robić nadgodziny, marznąć, nie wysypiać się. Wędkarstwo mnie nigdy nie znudziło. Ciągle odkrywam w nim coś nowego, a zarazem całość tych wszystkich czynności, otoczka z wędkarstwem związana, ma jakiś mistyczny dla mnie klimat. I tak już kilkadziesiąt lat. To co w wędkarstwie tak mocno mnie wciąga, to trudna do sprecyzowana czy określenia Tajemnica świata wody, który staram się eksplorować.

Od nieco ponad 15 lat łowię wyłącznie na spinning. Nie uważam by inne metody, może z wyjątkiem połowu na żywca, którego nie uznaję – są mniej emocjonujące, interesujące, czy w jakiś sposób gorsze. Po prostu taka forma łowienia najbardziej mnie ekscytuje. Stąd jak łatwo się domyślić, wszystko, co tu znajdziecie będzie mieć związek wyłącznie ze spinningiem. Moim ulubionym  – i tak chyba pozostanie –  najcudowniejszym łowiskiem, jest Wisła. Pewnie ze względu na osiągane wyniki, najbardziej celebruję łowienie boleni oraz wzdręg, które mimo mniejszych rozmiarów uważam za niezwykle ekscytujący gatunek. W spinningowaniu, poza dużymi rybami, nie mniejszą frajdę sprawia mi celowe łowienie danego gatunku, takie wypracowane i metodyczne, jak i te kompletnie nieoczekiwane niespodzianki, „nieplanowanych” gatunków. Drugi biegun, to pokonywanie „niemożliwego”, czyli powtarzalne udowadnianie, że spinningiem można złowić każdy gatunek.

Jakiś czas temu, napisałem i udało mi się wydać książkę – rodzaj przewodnika wędkarskiego  „Grube wody”, prezentującą wybrane łowiska na rzekach południowej i południowo-wschodniej Polski. Dziś cieszę się, że był to przewodnik „gdzie łowić”, a nie poradnik „jak łowić”, bo niektóre fragmenty wprawiają mnie dziś w zakłopotanie, a wynika to z zupełnie odmiennych niż opisywane doświadczeń  ostatnich lat. Poza tym, od 2010r zdarza mi się publikować swoje teksty w Wędkarskim Świecie z czego, nie ukrywam, jestem dumny, gdyż uważam to czasopismo za najbardziej profesjonalne na naszym rynku.

Są dwie przyczyny, które zdecydowały o powstaniu tej strony. Po pierwsze, jest nią ogromna przyjemność ogarnięcia swoich doświadczeń, opisania ich i pewnie trochę pochwalenia się nimi, a wspaniałym narzędziem jest Internet, mimo, że nie cierpię tych wszystkich nowych technologii. Pisanie o rybach, rzekach jest już wystarczającą dla mnie zachętą. Nawet gdyby to było pisanie „do szuflady”.
Drugi powód, to raczej swego rodzaju misja, propagowanie, jedynej w moim przekonaniu skutecznej w dzisiejszych czasach, a zarazem najtańszej metody, na to by ryby nadał pływały w naszych dzikich wodach – praktyki wypuszczania wszystkich złowionych ryb…

Adam Kozłowski