Inne

         Jak pewnie wielu z Was, bywa, że mam potrzebę wędkowania w jakimś nowym miejscu. W moim przypadku sprowadza się to do rzek południowej Polski. Nie będę pisał tu szczegółowo o tych łowiskach, ponieważ odwiedzam je sporadycznie, a rzeki, jak rzeki, bardzo się zmieniają. Są miejscówki, które odwiedzam rzadko ale w miarę regularnie [Dunajec, Raba, Nida], oraz takie wody, nad którymi pojawiam się okazjonalnie. Do tego dochodzą różne wody stojące, które nie są moimi faworytami ale w zależności od pory roku i pogody, a także czasu, czy raczej jego braku, są ostatnią deską ratunku.

Z racji tego, że ostatnio koncentruję się głównie na zdjęciach ryb, przedstawiając miejscówki, skorzystałem ze swoich starszych fotek, robionych aparatem analogowym. Ich jakość – często słabsza ale obrazki te, mają jakiś taki swój specyficzny koloryt.

Rudawa

Niewielka rzeka wpadająca do Wisły w Krakowie. Jej wyższe partie raczej sobie daruję: kosmiczne kłusownictwo w rejonie miejscowości Rudawa i Zabierzów. Z resztą odkąd w pobliskich dolinkach [głównie Będkowskiej], powstał kompleks łowisk komercyjnych, odprowadzane wody, znacznie pogorszyły czystość rzeki. Nie pomogła też budowa odstojników przy obwodnicach, łączących trasę Trzebinia-Kraków z trasą Olkusz – Kraków. Woda zmieniła się z przeźroczysto – zielonej na matową, szaro – niebieską i taka jest od kilku lat. Odcinek nizinny, poniżej ujęcia wody [współczuję tym, którzy ją piją w Krakowie], był jeszcze jakieś 5-6 lat temu całkiem przyzwoity, jak na sąsiedztwo prawie milionowego miasta. Nie było utopią rozpocząć tu sezon pstrągowy. Trafiały się fajne szczupaki, takie do 50cm ale na tyle liczne, że nastawianie się na nie miało sens.

Rudawa w tle, na pierwszym planie ja i szczupak:) (fot.A.K.)

Rybom tym towarzyszyły naprawdę pokaźne stada okoni, a około marca koneserzy zasadzali się na piękne płocie, wchodzące na tarło z Wisły. Jako licealista pamiętam z tej rzeki potężne stada kleni. Katastrofa nastąpiła około 2005/2006 roku kiedy nastąpił „wysyp” nie najedzonych emerytów. Brali wszystko i zawsze. Efektem są nieliczne okonie, oraz pojedyncze osobniki większych gatunków. Całości towarzyszą ukleje, oraz po czyszczeniu stawów ośrodka ichtiologicznego – karasie, małe karpie, czasem zabłąka się tęczak. Bywa, że z tego samego źródła pojawia się coś bardziej egzotycznego w postaci ryb jesiotropodobnych [nie wiem czy to sterlety czy jakieś krzyżówki] oraz sumów o rodowodzie afrykańskim. Trafiają się jazie.

Rudawa w pełni lata (fot. A.K.)

Rzeka ma strome na ogół, brzegi łąkowe, są odcinki mocno zarośnięte olchami. Nierzadkie bywają fragmenty powolne, meandrujące, jednak częściej prąd jest dość wartki, a koryto proste. Średnia głębokość to woda do pół uda ale wiele jest jam po 2m. Dodatkową zmorą tej rzeki stały się wydry oraz szczególnie mocno rozplenione norki amerykańskie. Dawniej bywałem tu przynajmniej kilka razy w roku: najpierw w lutym – marcu i potem we wrześniu. Jadąc w kilka osób robiliśmy sobie „zawody“. Liczne okonie pozwalały się nie nudzić, a szczęściarz który wyjmował pstrąga, szczupaka mocno podnosił poprzeczkę reszcie. Zdarzały się niespodzianki w postaci płoci na małe paprochy.

Raba

Naprawdę nieźle znam odcinek Dobczyce – Bochnia. Kiedyś, dawno temu, to była taka Mekka wędkarska. Wybudowanie zapory w Dobczycach, dosłownie zarżnęło rzekę. Pominę odcinek specjalny [Dobczyce – Gdów], gdzie łowi się piękne pstrągi ale trochę tam tak, jak w łowisku komercyjnym. Mnie to nie kręci. Niższe partie można polecić od czerwca do października i to raczej z kilkudniowym rozpoznaniem. Spinningista nie ma wiele do powiedzenia. Drobny kleń, nieliczne okonie. Oczywiście jak wszędzie może trafić się coś grubszego [sporadycznie szczupak, pstrąg, czy szczególnie w okolicach Bochni – boleń] ale to raczej miłe, nieczęste niespodzianki. Rzeka ma bardzo mało wody, efektem czego mało zakoli, zastoisk, naturalnych „główek”, których kiedyś nie brakowało. Nurt jest dość szybki, brzegi mało urozmaicone, choć miejscami straszliwie zarośnięte, dno równe, żwirowe z otoczakami pokrytymi w większości kożuchem burych glonów, niespotykanych za moich młodych lat.

Wiosenna Raba (fot.A.K.)

Dopiero od miejscowości Kłaj, przez Cikowice i niżej rzeka się wyraźnie pogłębia. Jest tu nie co więcej brzany, świnki, z tym, że to „więcej” oznacza nadal, bardzo mało. Trafiają się i chyba nie aż tak rzadko miętusy, bo jest grupa fanów tej ryby w tej właśnie rzece. Widziałem zdjęcia i nie są to jakieś zakurzone fotki, tylko obrazki z ostatnich 2-3 lat. Można trafić na niezłe brania boleni. Jak nie biorą, to warto popatrzyć, bo już mało co dzieje się w tej wodzie. Raba płynie skrajem Puszczy Niepołomickiej. Generalnie pięknie i niezbyt rybnie.

Dunajec

Rzeka ta znana mi jest na odcinku tarnowskim [Melsztyn – Tarnów]. Jak w wielu innych wodach, z roku na rok uważam, że jest słabiej, aczkolwiek Dunajec broni się swoją wielkością. Na tym fragmencie można znaleźć wszystko czego chce spinningista: od spokojnych płani, podgórskich szypotów i przelewów, rynny, doły, zakola, po zastoiska. Dno głównie z grubych otoczaków, często piaszczysto-żwirowe lub muliste. Są płaskie „plaże” i strome, oberwane skarpy.

Dunajec -pora późnojesienna (fot.A.K.)

Woda na ogół dosyć przejrzysta, choć latem niesie zakwit ze zbiorników w Czchowie i Rożnowie – ma wtedy cechy wody z Wisły jeśli chodzi o widoczność. Latem łowisko dość fajne: całkiem częste okonie, dużo klenia, cierpliwi mogą zaczaić się na brzanę lub bolenia. Nie wątpię, że stali bywalcy są w stanie regularnie łowić niezłe sandacze czy szczupaki. W chłodnej porze roku, trzeba wziąć pod uwagę, że ryby schodzą na zimowiska i za nimi ciągnął drapieżniki.

Boleniowa miejscówka (fot. A.K.)

Nida

Jeszcze dwa – trzy lata temu, wraz ze znajomymi co najmniej raz w roku, najczęściej w październiku jechaliśmy nad tę rzekę. Taki fajny, towarzyski rytuał. Niestety, ostatnio odpuszczamy. Powód jeden: marny rybostan. Odcinek w okolicach Nieprowic trzy razy z rzędu, tak nas zawiódł, że daliśmy spokój. Nida jest piękna: typowa nizinna rzeka. Dno piaszczysto-gliniaste, z rzadkimi kamieniami. Nie jest szczególnie głęboka [w ogóle wody w niej dramatycznie mało w porównaniu ze stanem sprzed 10 lat], ale bez problemu odnajdziemy doły czy rynny po kilka metrów głębokie. Płynie przez rozległe łąki. Miejscami nad brzegiem liczne wiklinowe zagajniki. Sporo większych oraz zupełnie małych starorzeczy. Rejon nie jest gęsto zaludniony. Zwykle jeździliśmy na szczupaki i okonie.

Nida (fot.A.K.)

Nie będę kłamał i nie przypominam sobie by podczas tych wypraw październikowo -listopadowych, wpadła jakaś inna ryba. Nie mniej osobników obu gatunków było sporo. Fajną cechą Nidy było to, że nawet jak jej się nie znało, to mimo dużej odległości jaką mam do pokonania, warto było pojechać na jeden dzień bez obawy, że będzie to strata czasu. Obecnie sporo jest kłusowników, którzy wcześniej też byli ale jakoś tak mniej rzucający się w oczy. Poprawy na razie nie widać.

Ujście Nidy do Wisły 2001 (fot. A.K.)

Wisłok, Wisłoka, San

Bywam tam naprawdę okazjonalnie. San to odcinek Dynów-Przemyśl, Wisłok to rejon miejscowości Frysztak i zupełnie niżej Tryńcza, a Wisłoka to rejon Brzostka.

Ujście Wisłoka do Sanu (fot. A.K.)

Wisłoka w Przeczycach (fot.A.K.)

Bardziej przekonuje mnie Wisłok niż Wisłoka, San zaś uważam za najbardziej kapryśny.

Wyjazd nad te wody ma dla mnie sens, jeśli trwa przynajmniej 2-3 dni. W innym przypadku wyniki bywają na ogół słabe i bardzo przypadkowe. Spinningowe ryby to głównie okonie, klenie, jazie [Wisłok], szczupaki na tyle częste, że można na nie się nastawić, podobnie z brzanami, a San to dodatkowo boleń i sandacz, które też pływają w dwóch pozostałych rzekach ale na miejscówkach odwiedzanych przeze mnie są rzadkie. We wszystkich trzech rzekach może trafić się pstrąg. Świetnym miejscem na połów bolenia jest ujście Wisłoka do Sanu ale znacznie bardziej teraz okupowanym niż dawniej. No i w to akurat miejsce dojazd typowym, autem osobowym jest ciężki.

Kamieniołom

Zbiornik ten ma dla mnie znaczenie tylko ze względu na bliskość. Brzegi są bardzo nieprzystępne i wręcz niebezpieczne. Rybostan raczej ubogi, a wynika to m. in. z bardzo zasadowej wody. Roślinność wodna jest nie tyle uboga, co prawie jej nie ma. Głębokość dochodzi do 6m ale dno jest bardzo nieregularne. Spinninguje się tu trudno i kosztownie. Liczne są duże i wielkie bloki, zatopione pod wodą, nie dające szans żadnej lince. Ryby cechuje moim zdaniem duża chimeryczność. Osobiście nastawiam się wyłącznie na okonki – mój rekord zbiornika to 29cm i bardzo anemiczne [nawet w ubarwieniu] wzdręgi. Kiedyś były klenie i to przyzwoite, ale najpewniej o ile nie zostały wyłowione, to zdechły ze starości, a brak wody bieżącej uniemożliwił im rozmnożenie się. Z pewnością czai się gdzieniegdzie szczupak. Jest dużo raków. Łowiący z gruntu mogą liczyć na niezłe karasie 30-35cm, choć widziałem większe. Tak naprawdę, to mimo, że kamieniołom mam o 6km od domu, to dopiero od dwóch lat podjeżdżam rzucić okiem co i jak. Jednak po niewielkiej liczbie wędkujących, sądzę, iż cudów z tej wody się nie wyciśnie. Okolica jest jednak warta jesiennej wizyty, szczególnie w słoneczny dzień, bo barwy otoczenia mogą pozytywnie zaskoczyć.

Kamieniołom (fot. A.K.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *