Jak w dżungli

Jak sobie postanowiłem, powoli przepraszam się z Wisłą, a tak naprawdę poznaję tę podkrakowską. Choć czasem się zastanawiam, czy to już nie tarnowska. Pewnie bym nie bił tyle kilometrów jakby nie wyniki.  Naprawdę fajne. Cieszy mnie, że mam dużo brań, coraz więcej ryb wyjmuję. Najbardziej motywuje fakt, iż wiele dużych ryb zwyczajnie widzę. Czy to oznacza, iż Wisła jest rybna? Nie, nie jest.  W normalnym państwie, gdzie zupełnie inaczej traktuje się ryby, wody, czy wędkarstwo w ogóle, w takiej rzece w każdym miejscu przy ciepłej porze roku, na byle co łowiło by się klenie 30 – 40cm, czy małe bolenie. Dopiero za dużym trzeba by się trochę nachodzić.  Nad Wisłą jest inaczej: ryby są skupione w miejscówkach, ewentualnie niedługich odcinkach. Trzeba je znaleźć i co jest oczywistością – te z łatwym dojazdem są tak zmasakrowane przez mięsiarzy, że na ogół łowi się ostatnie pojedyncze sztuki. Albo jak coś nowego przypłynie. Ostatnia Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2018. V tura- Wisła

Nadal nie jestem w stanie zrozumieć kleni z Wisły poniżej Krakowa.  Ostatnie wyprawy przyjąłem już z pełną pokorą i uświadomieniem sobie, że albo nie umiem, albo żyję mitem Wisły sprzed 20 lat gdy zaczynałem. Nie chodzi mi o to, że wtedy było znacznie więcej ryb [naprawdę dużo więcej]. Chodzi mi o to, gdzie te ryby się łowiło. Fakt, że ja pewnie 99% wyjazdów nad Królową miałem na odcinki z pogranicza okręgów krakowskiego i katowickiego. I nie wiem czy uwierzycie ale ryby [średnie i duże] stały w książkowych miejscach. Samotny cypel, szumnie nazywany u nas główką – trafiając na coś takiego nigdzie się nie szło. Spokojnie można było tam stać/siedzieć i pół dnia. Kilkanaście kleni około 40cm,czasem jakiś boleń średniak i tabuny, tabuny okoni po 20-25cm.  Rafa – dla mnie rafa to żwirowisko z większymi, luźno leżącymi kamieniami nad którymi płynie mało wody, lub wręcz ta się sączy między większymi głazami No więc rafa Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2018. IV tura- Kanał Łączański

Mamy za sobą tegoroczną turę nr 4 ligi spinningowo – muchowej. Rzeczywistość naszych tzw. wód górskich zmusiła nas po majowym eksperymencie na zmianę łowisk w czerwcu i lipcu. Sam nie byłem tym zachwycony [pewnie nie ja jeden, bo rzeczka pstrągowa jako teren rywalizacji w najcieplejszych miesiącach niezmiernie mi pasował], ale nikt się nawet już nie łudził, że warto jeszcze raz spróbować.  Do rozlosowania pozostały łowiska takie jak Wisła poniżej Krakowa i Kanał Łączański.  By było urozmaicenie zaproponowałem, by  teraz powalczyć na kanale, a w lipcu Wisła. Sprzeciwów nie było. Trochę się jednak zmartwiłem, gdyż poza statystami [tak już będę nazywać trzy osoby, które zgłosiły się nie wiem po co, bo ani raz się nie pokazały], to było nas tylko ośmiu. Nie wiem, co wpłynęło na tak tym razem niską frekwencję: podłamane morale po turze majowej na pstrągach – duchach, makabryczna aura na łowienie w kanale o tej porze roku [30 Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2018. III tura- rzeczka pstrągowa

Pierwszy raz nie wiem jak zacząć, bo jestem mocno poddenerwowany, delikatnie nazywając. Jeśli kilkunastu średnio zaawansowanych muszkarzy i spinningistów [bądźmy skromni], na trzech sztandarowych rzeczkach pstrągowych okręgu łowi dwie, ledwo punktujące ryby przy znakomitej aurze i stanie wód, to chyba coś znaczy. Panowie z Zarządu Okręgu Kraków, Panie Prezesie Edwardzie – jest już chyba PO ostatnim dzwonku. Ja nie wiem, czy Wam się nie chce, czy z jakichś obaw wynika Wasz brak jakichkolwiek decyzji, radykalnych decyzji w temacie pstrąga. Od dwóch lat internet huczy, że jest totalna zapaść, którą sam prognozowałem cztery lata temu. Po prostu kpiną jest w obecnej chwili pisanie w informatorze o  wodach górskich okręgu innych niż Raba. Jeżeli obecność takich wód wpływa na wysokość opłat, to jak coś takiego można nazwać? Nie ma w tej chwili ani jednej rzeczki z dopuszczającym, minimalnym pogłowiem miarowych pstrągów. To co mnie najbardziej drażni Czytaj więcej [...]

Bierze [prawie] wszystko

Mam niemałą przerwę w łowieniu. No, tak się nie poukładało. Głównie ze względów zdrowotnych. Lipa. Nie mniej z perspektywy końca kwietnia i tego, co piszą znajomi teraz, to można powiedzieć, że cokolwiek jest w wodzie, to bierze. Jak nie bierze, to danego rodzaju ryb po prostu nie ma, albo jest bardzo mało, lub trafiliśmy na czas i miejsce kumulacji tarła jakiegoś gatunku i wszystko inne obżera się ikrą na potęgę. Trafiłem raz na taki dzień, bo byłem słownie raz za boleniem i raz za jaziem. W tym drugim przypadku namierzyłem, jak mi się wydawało stadko jazi. Okazało się iż jest ich niezła zgraja – tak koło 30szt. Nie były szczególnie duże, ot od 35 do max 45cm. Skubańce na półmetrowej wodzie wybierały coś [wg mnie ikrę] z pomiędzy kamyków. Podpływały mi pod same stopy. Sterczałem nad nimi ze dwie godziny. Nawet jeden nie wziął. Na nic. Wokół kotłowały się świnki i o ile dobrze widziałem - małe brzany. Te pierwsze chyba składały Czytaj więcej [...]

Rekord…Polski!

Tym razem coś pozytywnego. 23-go kwietnia zwycięzca II tury ligi spinningowo - muchowej - Paweł, ostatecznie udowodnił swe nieprzypadkowe wyniki w połowie krasnopiór. Powyższego dnia złowił rekordowej długości wzdręgę. Ryba miała blisko 42cm, ale że brakowało jej kilku milimetrów, kolega chciał ją zgłosić jako sztukę 41cm [ o jeden więcej niż dotychczasowy rekord z 2004r]. Myślę oczywiście o rekordach wg Wędkarskiego Świata, jako jedynych niepodważalnych i wiarygodnych. Jedynym minusem jest to, iż wyczyn kolegi pozostanie nieoficjalnym, gdyż brak dostatecznej fotki z miarką. Cały kłopot wyniknął jak zwykle w takiej sytuacji z tego, że sukces trafił się nieoczekiwanie. Paweł był nad wodą w dzień powszedni i jeszcze w miejscu, gdzie rzadko ktoś przejdzie nawet z psem na spacerze. Ryby brały nie najgorzej aczkolwiek bardzo wybiórczo - tuż pod powierzchnią i relatywnie bardzo daleko od brzegu. Jeśli po upadku wabika nic nie zainteresowało Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2018. II tura- Bagry

Już rok temu byłem pewien, że ówczesna tura ligi 2017 na Bagrach była tak słaba – przypomnę – padła słownie jedna punktowana ryba plus prawie czterdzieści szczupaczków, ponieważ trafiliśmy na jeden z tych nieczęstych dni, kiedy ryby kompletnie nie biorą.  Takich obaw nie miałem w tym roku, gdyż prawdopodobieństwo ponownego trafienia na taki dzień jest na szczęście znikome. Kończąc poprzedni wpis, napisałem, że zanosi się na bardzo interesującą rozgrywkę. Już po całej rozgrywce, mogę ocenić, iż była to najlepsza, najbardziej emocjonująca, zacięta ze wszystkich tur odkąd bawimy się w ligę [już trzeci rok]. Segregowałem fotki [blisko setka!], podliczałem wyniki prawe trzy godziny. Potem jeszcze pół godziny zajęło mi ponowne sprawdzenie danych i wprowadzenie korekty w dwóch przypadkach. Łowiło nas jedenastu. Złowiliśmy wspólnie 5 gatunków punktujących [szczupaków nie liczę - ochrona i okoni - małe]. Dominowały wzdręgi - największa Czytaj więcej [...]

Spacerkiem po…rekord!

Często piszę, że zanosi się przy okazji naszej zabawy w ligę na duże emocje, ale tym razem, za sprawą wyraźnie większej liczby uczestników, jak i wędkarzy, którzy na odległość nam kibicują, bądź korespondencyjnie jakby podejmują z nami rywalizację – nastroje są rzeczywiście ogniste. Zabawa zabawą, ale te wszystkie detale: gdzie, na co, na jaki gatunek, jaka taktyka itd. podkręcają całkiem mocno. Nie tylko nas. Przed tegoroczną, drugą turą ligi te w sumie proste zapytania zostają raczej bez konkretnych odpowiedzi, ponieważ okoliczności są na tyle dynamiczne, że można spekulować bez końca. Z żalem stwierdzę, że sam mam mało do powiedzenia, gdyż byłem słownie jeden raz. Nie mam czasu. Wprawdzie obiecałem sobie, że nie zamierzam się tak nakręcać jak rok temu, ale wpadłbym nad zbiornik dla samej przyjemności. Po prostu połowić, a przy okazji coś tam sobie poukładać w głowie. Tak, że wszystko poniżej opieram na informacjach od kilku Czytaj więcej [...]

Ale były…

…męki. Wyglądało, że drugi raz w życiu wrócę z nad tego zbiornika bez brania i co za tym idzie bez ryby w ręce. Nawet szczupaczki, będące przekleństwem tej wody, prawie w ogóle nie niepokoiły nielicznych zresztą wędkarzy. Tradycji jednak stało się zadość. Bo co też to za marzec bez wzdręgi i płoci? Myślę oczywiście o rybach przynajmniej średnich. Wynik był niesamowicie nieadekwatny do starań. Winna była najpewniej pogoda: dzień wcześniej spokojny i ciepły [8 stopni] niż z delikatną mżawką, ale w nocy przyszedł znów mrozik do minus 3, wyż i totalna lampa. Wiatr świrował, bo nie wiem czy było pół godziny, gdy wiał tylko z jednego kierunku. Z północy i południa wiał lekko i rzadko, ale ze wschodu i zachodu już wyraźne. Przez te spóźnione podrygi zimy nie miałem okazji połowić na wodzie stojącej, nastawiając się na białoryb. Spodziewałem się co najmniej dobrych wyników [dla mnie to z 30 pewnych kontaktów i z 10 – 15 ryb 30+ Czytaj więcej [...]

I tura ligi spinningowo-muchowej 2018. Wisła.

Łowiska można podzielić na dwa rodzaje. Jedne to te, gdzie ryb jest dużo i są równomiernie rozłożone na większości obszaru wody. Drugie – i tych niestety u nas jest znacznie więcej, to te, gdzie ryby są skupione na niektórych odcinkach. W trudnych dla zwierząt porach roku, jak teraz właśnie, skupione są na nielicznych miejscach, ale za to w relatywnie dużych ilościach. W łowiskach pierwszych trudność polega na złowieniu ryby. W łowiskach drugiego rodzaju, ewentualną zdobycz trzeba najpierw znaleźć, a dopiero potem złowić, co zazwyczaj okazuje się o niebo prostsze, niż spełnienie warunku pierwszego. Wprawdzie znalezienie ryb jest nieodłącznym elementem całej zabawy, nie mniej, gdy brać pod uwagę rywalizację, to o tej porze roku znalezienie ryb, ot tak, bez wcześniejszego namiaru jest totalną loterią. Mocno wypaczającym wynik przypadkiem. Za nami I tura zabawy w ligę spinningowo – muchową. Startuje nas w tym roku 16 osób. W ostatnią niedzielę Czytaj więcej [...]