Detal

Dziś będzie o detalach. Czy mają znaczenie? Wg mnie tak, ale w dwóch przypadkach: - gdy w łowisku jest relatywnie bardzo mało ryb w ogóle, mało ryb danego gatunku, albo mało dużych ryb danego gatunku, a my tylko na nie jesteśmy nastawieni - gdy ryby są, ale ze względu na warunki wodno – atmosferyczne nie żerują, lub robią to nietypowo Ktoś mógłby uszczypliwie zauważyć, że wariant pierwszy dotyczy prawie każdego wypadu nad przeciętne łowisko PZW. No coś w tym jest... Dobra, szydera na bok. Mamy zimno. W zasadzie nie jest przesadą, by w moich stronach mówić, iż jest zima. Non stop pada śnieg z deszczem, śnieg, a temperatury w dzień koło zera lub zero. W takich warunkach pewnie można łowić cokolwiek, ale jak pisałem w poprzednim tekście – w mojej orbicie zainteresowań są na razie głównie białe drapieżniki i to te najspokojniejsze. Już w poprzednie wypady miałem z kolegami kłopoty, bo ilość brań zastraszająco spadała z dnia na dzień.  Czytaj więcej [...]

Powtarzalność

Ostatnie dni mają jeden wspólny mianownik: jest generalnie zimno. Nawet jak na połowę kwietnia. Wszyscy, którzy napalili się na święta w połowie miesiąca i upały, zawiedli się srodze. Sam do tej grupy należę. Zresztą, sam chłód nie jest aż takim problemem. U mnie wieje już chyba czwarty, albo piąty dzień bez przerwy. Dmucha potężnie i lodowato. Jak to się przekłada na bezzębne drapieżniki – każdy chyba wie. Jazie, wzdręgi – jakby znikły, klenie humorzaste. Pozostają pstrągi, lecz jakoś nie kręci mnie łowienie wpuszczaków, a tym bardziej małych.  Nie zaliczam się także do, jak widzę nad wodą – zwolenników celowego łowienia szczupaków o tej porze. Momentami w ilościach hurtowych, choć głównie małych. Ryby wracają do wody, więc nie wieszam psów na takich wędkarzach, ale sam robię co mogę, żeby ominąć zęby. Głównie aby uniknąć strat w przynętach. Z racji tego, że nad wodą różnie ostatnio bywa, symbolicznie, aczkolwiek Czytaj więcej [...]

Jak na wiosnę przystało

W ostatni weekend w końcu przyszła wiosna. Ta prawdziwa i choć trochę w moich stronach sucha, to jednak pachnąca. W ciągu dnia, to już było lato. Ale ranki  nie były takie lekkie – sobota, 6.00 – zaledwie 3 stopnie na plusie. Tym razem wybrałem wody prawie stojące, a to głównie z myślą o tym, że powinny już ruszyć jazie. Nie tak przypadkowo, pojedyncze sztuki, tylko już globalnie w letnim stylu. Weekend nie był równy. Do południa w sobotę w moim łowisku ryby brały umiarkowanie dobrze, między 12.00 - 13.30 słabo, a potem do 18.00 była cisza. Temat odżył właśnie na te dwie ostatnie godziny. Niedziela, przynajmniej wieczorem była bardzo słaba, co mnie zaskoczyło, gdyż po wszystkich czynnikach rzekłbym, iż powinno być lepiej niż przed nocką dzień wcześniej. Przynętami dnia były: wiróweczka a`la streamepps, 18mm wobek, oraz czeburaszka. Początek, to była niezła podpucha. Licząc jeszcze na płocie [jak się okazało bezpodstawnie, Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo- muchowa 2017 – I tura

Nie często jest tak, że nie wiem jak zacząć dany wpis. Trochę się zastanawiałem, czy w ogóle zamieszczać notkę o pierwszym spotkaniu naszej ligi. Ostatecznie uznałem, iż bardziej dla kronikarskiej powinności cokolwiek skrobnę. Jak było? Fajnie i tragicznie słabo zarazem. Fajne było to, że wystartowała cała nasza dwunastka. Mogło być ciekawie i na to chyba wszyscy liczyli, bo zanosiło się nie tylko na rywalizację między nami, ale też jakby między poszczególnymi rzekami i gatunkami ryb – głównie pstrągi kontra klenie. Wyszła mega kicha. Powody co najmniej trzy: - pierwszy, wg mnie najważniejszy – kierując się proponowaniem łowisk do losowania, każdy z nas skupia się na jakichś swoich dobrych doświadczeniach i raczej świeżych; tymczasem – znów wg mnie w naszych wodach pstrągowych nastąpiło jakieś niesamowite tąpnięcie już rok temu, a ten sezon jest jego przedłużeniem z jeszcze gorszymi wynikami; normalnie, jeszcze w sezonie 2015 Czytaj więcej [...]

Rządziły jętki – rekord

Zacznę od pstrągów, choć za wiele do powiedzenia nie mam w tej materii, ale dotrwajcie do końca przemyśleń o kropkowańcach, bo potem będzie co najmniej dobrze. Cóż – mieszkam nad Krzeszówką 40 lat i takiej kaszany nie pamiętam, nie licząc jakiegoś przytrucia wody,  chyba w 87r. W desperacji koledzy poszli sprawdzić Racławkę, nie tylko pod kątem, czy tam ktoś łowi, [a nie wolno], lecz głównie, by podejrzeć, czy tam cokolwiek pływa. I co się okazało? Pstrągów multum. Głównie małych, ale widać też takie wyraźnie 25+, czego na razie nie da się powiedzieć o chyba żadnej z rzek dopuszczonych, do łowienia. Tyle, że w Racławce pewnie 90% ryb jest dzikich. Przepiękne podmycia z wodą po pas, czego na fotkach nie widać, bo woda tam tak czysta. Gdybym jakimś cudem miał kiedyś kupę kasy [na co się raczej nie zanosi 🙂 ], to przekupiłbym kogo się da, by mieć Racławkę na własność. Bezwzględnie – najpiękniejsza rzeczka pstrągowa Czytaj więcej [...]

Coś drgnęło

To będzie krótki wpis. Wiem, wiem – już nieraz tak pisałem, a potem jakoś tak wychodziło dłużej. Ale tym razem naprawdę się streszczę. Coś w wodzie drgnęło. Niestety nie w pstrągach. Wprawdzie, w temacie kropasków na Prądniku, a i ostatnio na Wildze cokolwiek zaczyna potrącać przynęty. To „cokolwiek” nie jest częste i na ogół  bardzo małe. Na pozostałych rzekach jest strasznie licho [piszę to na podstawie informacji z perspektywy ubiegłej niedzieli]. Ja poważnie zastanawiam się czy my nie pilnujemy pustej wody. Po pierwszej fali na początku sezonu ludzie bardzo ostygli. Teraz, ze wzrostem temperatury znów wylegli bardzo licznie. 5-6 osób na półtora kilometrowym kawałku Krzeszówki nie jest rzadkie. Tyle, że wszyscy solidarnie deklaruję: brań brak, albo są niezmiernie rzadkie. Ja ostatnio już odpuściłem sobie wędkę i chodzę tylko na monitoring rzeki. Wojtek, który był po mnie, po południu - zrobił to samo. Objechał/obszedł nasz rewir, Czytaj więcej [...]

Nie ma magii

Czyli małe podsumowanie początku sezonu pstrągowego. Pewnie byłbym załamany, ale nie tylko w moim wydaniu, ten sezon jest najgorszy od 2010r. Tyle, że wtedy w rejonie Krakowa zima była naprawdę ostra: śnieg u mnie leżał od 12 grudnia do 12 marca. I było go ze trzy razy tyle co w tym roku. Najniższa u mnie temperatura dobiła do minus 22 stopni, czyli o stopień cieplej niż w tym roku, za to kawał czasu było tak, że temperatura w dzień nie wzrosła powyżej…minus 15 stopni. Zima tegoroczna nie była łagodna, ale była normalna. Jednak wyniki na wszystkich bez wyjątku rzekach pstrągowych w okolicach Krakowa są beznadziejnie słabe. Tylko Raba wybija się z tego grona, ale cudów też nie ma, a przecież to jednak inna liga rzek, niż potoczki typu Prądnik czy nawet większe nieco Szreniawa czy Rudawa. Zrobiłem małe podsumowanie. Otrzymałem od 1 lutego informacje od 42 spinningistów i dwóch muszkarzy, w kilku zdaniach oceniających dany wypad. Nie były to działania Czytaj więcej [...]

Kalendarz ligi spinningowo – muchowej

W marcu ruszamy już z całą zabawą w ligę spinningowo – muchową. Wiele razy pisałem jak bardzo się tym część z nas ekscytuje i nie inaczej jest ze mną. Wszyscy startujący dostali, mam nadzieję link do filmiku z losowania. Na losowaniu pojawił się Jakub, który rok temu nie startował. Cóż – o ile bardzo się podniecałem przed losowaniem, to już po bardzo ostygłem. Jego wynik był skrajnie odległy od tego czego bym oczekiwał. Nawet od losu. Ale od początku. Na łowiska w tych dziesięciu turach, propozycje rozłożyły się równo po pięć od uczestników zabawy rok temu i pięć od tych którzy wystartują po raz pierwszy. Natomiast los był już mniej sprawiedliwy, bo niektórzy ze startujących w ogóle nie zobaczą nawet jednego, swojego łowiska i te 10 typów łowisk, to propozycje w sumie tylko sześciu ludzi. Grafik jest następujący: Marzec – Rudawa, Krzeszówka, Dłubnia, Cedron, Głogoczówka, Prądnik, Wilga [do wyboru] Kwiecień – Raba [od Czytaj więcej [...]

„Sport” ekstremalny

Zamknąłem sezon. Wyjdzie, że się chwalę, ale co tam – zamknąłem sezon z wielkim hukiem. Nie, nie złowiłem szczególnego okazu. Za to połowiłem, jak…nie pamiętam kiedy w ostatnich latach. Nie ma się co czarować: w łowieniu na spinning w formule ultralight chodzi głównie o ilość brań. Wszystko co choćby średnie, czy duże, to miły bonus. Zazwyczaj kończyłem sezon, jak większość wędkarzy okoniami. Wróć. Kończyłem sezon okonkami. Jeśli było ich ze trzydzieści lub więcej, byłem już zadowolony. Wszystko zależało od warunków. Wiadomo – im zimniej, tym każda rybka cieszyła bardziej. Duchowo nastawiłem się, że na ten ostatni wypad udam się przy mrozie, na jałowy spacer, nad nizinną Rudawę. Połażę, porzucam, może złowię kilka malutkich kleni, albo jakiegoś okonka, cyknę kilka fotek. Tak dla zasady. Tymczasem w Wigilię, spadło u mnie lekko z 5cm śniegu w godzinę, który stopniał w kolejne pół godziny. Całą następną dobę Czytaj więcej [...]

Aaaaa!

To miał być wyjazd jak wiele innych o tej porze, gdy każde branie jest fajnym zrządzeniem losu, a każda, nawet niewielka ryba cieszy. Po wczesnym ranku trudno było odgadnąć, jaka będzie aura, ale nie zapowiadało się na jakąś sensację. Ot, kolejny ni to jesienny, ni to zimowy dzień. Trochę zmarnowany po całym tygodniu pracy, nie zdobyłem się na wczesną pobudkę. Nad wodą byłem dopiero o 10.00. Wyglądało to słabo. Mały tłumek non stop zjeżdżających się ludzi. Niby nic w tym niefajnego, bo jak ryby są w łowisku i biorą, to trudno się dziwić, że jest wielu chętnych. Szkoda, że wieści dotarły do mięsnych, bo ma miejsce istne kleniobicie. Siaty, siatki, reklamówki. Przykro patrzeć. Wiem, że niektórzy nawet jeśli poprzestają na limicie, to zaliczają go od kilku dni z rzędu. Gdzie tu sens? Ryby nie za bardzo reagują na spinning. Nadal rządzi kukurydza, o czym wszyscy już wiedzą. Brania są tak „naiwne”, że ciężko momentami uwierzyć. Czytaj więcej [...]