Końcówka dla upartych

Trochę się wkręciłem w mały maraton pod koniec grudnia.  Bez ściemy, to trafiłem tylko jeden dobry dzień,  jak na przeciętne polskie realia okoniowe, choć trochę pechowy zarazem. Poza tym końcówka nie była najlepsza, ale to dotyczyło wg moich bliższych i dalszych znajomych wyników na różnego rodzaju wodzie w okolicy. Powodem było najpewniej mega niskie ciśnienie tuż po świętach. Zacznę jednak od bardzo ciekawego zdarzenia jakie miałem nad Wisłą troszkę wcześniej. Pokazuje ono, do czego ryby są zdolne by schronić się przed kormoranami, a zarazem jak [konkretnie szczupaki] są obojętne na małe przynęty tkwiące w zębach. Zacząłem łowić na skraju dnia i nocy w bardzo niemiłej aurze [dość silny i lodowaty wiatr wschodni, przy gęstej mgle, lekki mróz]. Ręce odpadały nawet w rękawiczkach. Pojechałem trochę na wariata i nawet nie patrzyłem jak jest z wodą. Była wyraźnie niższa i fragment, który chciałem obłowić nie bardzo się do Czytaj więcej [...]

X tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Wisła W3

Pewnie mam mało obiektywną opinię, ale była to najlepsza edycja ligi i jak przystało na mały okrągły jubileusz – najbardziej emocjonująca. Przy relacjonowaniu dziewiątej tury napisałem, że jeszcze nigdy nie było tak, że rozstrzygnięcie kto wygra będzie mieć miejsce w ostatniej turze. Tu przesadziłem – rok temu też tak było [wtedy Jacek i Robert mieli szansę na zwycięstwo w lidze]. Nie mniej  w tym roku prowadzący zmieniali się bodajże aż sześć razy. W sumie cztery osoby wychodziły na prowadzenie, spadały, wracały. Także liczba uczestników, nawet licząc tylko tych aktywnych nadawała naszej rywalizacji całkiem inny ciężar. Niezależnie od miejsca na koniec sezonu  chyba każdy miał swój kielich goryczy, a na szczęście wielu także chwile triumfu. Bez wątpienia rangę naszej rywalizacji nadał też sponsor – firma Darii i Pawła Nowaków - Fishchaser. Poza nagrodą główną za wygranie ligi, ufundowali bonusy za zwycięstwo wiosny, lata i Czytaj więcej [...]

Duże

Piękny czas. Warunki wprawdzie zazwyczaj trudne, brań na ogół mniej ale ryby duże, a przynajmniej średnie. Wszystko sprowadza się do jednego: miejscówki. Królestwo za miejscówkę! Cała ta otoczka sprzętowo- taktyczna , która w sumie jest tym, co lubimy chyba najbardziej, jest tylko dodatkiem. Kiedyś myślałem, że dobry odcinek, miejsce to 50% sukcesu. Drugie tyle, to dobrze dobrany sprzęt, umiejętność prezentacji przynęty itp. Dziś zmieniłem zdanie.  Doświadczenie rozumiem jako albo znajomość sprawdzonych już odcinków, albo umiejętność [dla mnie jednak trudno osiągalna] szybkiego odnajdywania takich miejsc. I tak rozumiane doświadczenie to co najmniej 90% sukcesu. Cała reszta, choć nierzadko decyduje o dobrym wyniku, to jednak jest dodatkiem. Mam takie miejsce na W2, gdzie w przeciętnym dniu  może przyjść koleś który ma pierwszy raz kij w ręce. Byle trafił do wody, a na końcu miał małą gumkę góra 2g – to te 10%. Cokolwiek złowi i nie Czytaj więcej [...]

Sandaczomania

Zwariowaliśmy! Wśród większości bliższych i dalszych znajomych panuje sandaczowy amok. Teraz, od tygodnia, gdy u nas mrozik po nocy, może trochę odpuściliśmy, ale tylko trochę:) Różnie jest z wynikami. Nie ma się co czarować – większość nic sensownego nie wyjęła ale nadal próbują. Sam czuję się za cienki na jakieś porady w tej kwestii, choć zwrócę uwagę na oczywiste różnice w sposobie łowienia. Z drugiej strony gdybym złowił jeszcze ze dwa duże, to pokuszę się o tekst „jak zacząć”. Ale to we wrześniu za rok. Mnie się wiedzie może bez fajerwerków ale na tyle nieobciachowo, że chce mi się jeździć na te  wieczory  - nocki. Zazwyczaj jestem ze trzy godziny. Lipa jednak na tym polega, iż i tak mam te około 40km w jedną stronę niestety. Zależy jeszcze jaką trasę obiorę. W starciach z dużymi jest 2:2. Najbardziej dałem ciała 11 listopada. Miałem tylko jedno branie. Ale albo znów trafiłem tego grubasa 90+, albo jakiś inny podobnych Czytaj więcej [...]

Spotkanie fanów starorzecza

Mam tyle materiałów, że nie mogłem się zdecydować, co będzie najnowszym wpisem. Na razie „sandaczomania” zaczeka, choć mam sporo zdjęć własnych ryb jak i kolegów. Może jeszcze coś dołowię. Dziś trochę inny temat. Wielu z nas było mocno rozczarowanych, gdy w podczas losowania łowisk do tegorocznej ligi, mimo bardzo wielu propozycji wskazujących starorzecze ani razu ta woda nie została wylosowana. Ot, przekorność losu. Fakt, że poziom tego łowiska moim zdaniem już od 2017r spada na łeb na szyję, to jednak znalazło ono wśród moich znajomych wielu wielbicieli, którym ciężko było pogodzić się z tym, że ani raz tam się nie spotkamy. Niewątpliwą przyczyną takiego stanu rzeczy było przekonanie, że  każdy tam zapunktuje. Niestety już tamten rok pokazał, iż nawet ktoś, jak ja, kto – nieskromnie powiem – zna tu każdy załomek dna, też może zerować. Oczywiście w dawniejszych czasach ryby też na starorzeczu nie brały ale nie przypominam Czytaj więcej [...]

IX tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Wisła W3

Rywalizacja w lidze jest zażarta. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by o zwycięstwie w skali roku, decydować  musiała ostatnia tura. A tak będzie.  Nasze ostatnie zmagania na wodzie były takie jakby bardziej ciche. Po pierwsze – nie spotkaliśmy się tuż przed turą, bo niezależnie jakie kto ma poglądy na obecna sytuację, to nikt grypy złapać nie chce. Więc każdy jechał z domu od razu nad zaplanowany odcinek Wisły W3 [tym razem od samego stopnia Przewóz do mostu w Górce]. Na pięć minut przed startem [7.00] wysłałem wszystkim kod na tę turę – każdy sobie to wpiął w identyfikator i przedstawiał do zdjęcia z rybą. Po drugie  - była to najsłabiej obsadzona tura w tym roku – rywalizowało nas tylko dziesięciu. Pozostałych albo uwaliła kwarantanna [przy czym nic kompletnie im nie jest], albo kontuzja, albo bajzel w pracy spowodowany wg mnie nieadekwatnymi do sytuacji obostrzeniami. Po czwarte zaś, to aura z tym „nuklearnym”, jednolitym zachmurzeniem Czytaj więcej [...]

Bajkowy rekord

Mój sandaczowy rekord wytrzymał ledwo trzy tygodnie. Zaskoczenie pełne, radość nie do opisania. Żadna ryba prócz pierwszej dużej wzdręgi [37cm], pierwszego okonia 40+ i pierwszego bolenia 79cm i jazia 55cm nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. No może jeszcze potokowiec w okolicach 60-ki, który dłuższy czas stał na wodzie po kostki po urwaniu żyłki… Sandacza złowiłem  w bajkowej scenerii. Nawet nie muszę koloryzować. Zresztą na ogół nigdy tego nie robię. Zwracam po prostu uwagę na masę szczegółów, które większość ludzi puszcza mimo oczu i uszu. Wyobraźcie sobie ciepłą, jak na koniec października noc. A raczej wieczór. Dzień, czy dwa przed pełnią. Zaczynam o 17.30.Już pełny mrok. Gdzieś tam po krzakach nie całkiem po cichu czołgają się bobry. Zero wiatru. Cisza. Z niezachwianym spokojem płynąca rzeka o lekko podniesionej wodzie. Nawet spławu. Księżyc świeci niczym reflektor. Jest jasno do tego stopnia, że gdy zapalam czołówkę, Czytaj więcej [...]

Zęby małe, zęby większe

Co nie ma zębów, prawie poszło w odstawkę. U kolegów i nawet u mnie. Zęby małe, zęby duże – nie ma znaczenia. Liczą się drapieżniki. Coś tam da się wydusić z wody. Nawet w lichy dzień. No, szczęście też nie zaszkodzi... Miałem taki moment, że zjechałem ten cały Cholerzyn do gruntu, ale na drugi dzień zrobiłem ledwo dwu i pół godzinny wypad na małą rzeczkę. Fakt - warunki były niezłe bo zamiast typowego tu poziomu do kolan, było po udo. Nie mniej łowiłem tylko niespełna trzy godziny. Złowiłem po sześć okoni i sześć klonków. Trzy ryby dałyby punkty w naszej lidze. Jak na kubaturę tych 300m na których byłem [szerokość tego kanałowego odcinka jak od linijki to max 5m], nie ma porównania z tysiącami metrów sześciennych Cholerzyna. A jednak tu coś ciut odrośniętego brało. Tak, że wyrzutów sumienia nie mam. Cholerzyn jest do bani. A, i łowiłem w kulawej porze bo około 14.00 zacząłem. Tu liczy się tylko ranek. Wczesny. Czytaj więcej [...]

VIII tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Cholerzyn

Ósma tura ligi za nami. Kuriozalna była to rozgrywka. Raz się zdarzyło wprawdzie, że wygrała słownie jedna ryba, ale było to dawno temu, przy pogodowym Armagedonie jak na sierpień i przy najmniejszej obsadzie w historii naszej rywalizacji [tylko czterech uczestników w turze]. Niestety sytuacja się teraz powtórzyła. W mojej ocenie zaważyło „świetne” łowisko.  Potężna woda w Wiśle po opadach, nie za bardzo nadawała się do łowienia, szczególnie na W3 poniżej Przewozu. Osobiście byłem za przełożeniem terminu, lub łowieniem tak, jak jest. Przeważyła jednak opcja zmiany łowiska z czym się zgodziłem, bo miało to też za sobą konkretne argumenty. Ponieważ na październik wylosowano propozycję Bartka, kolega miał decydujący głos. Proponował starorzecze poza naszym okręgiem, ale okazało się, że pobliska rzeka nie wlewa się do niego jak zwykle, a płynie przez starorzecze, więc ta opcja, która miała wielu fanów – odpadła. Niewiele osób, Czytaj więcej [...]

Robi się obiecująco…

Zastanawiam się teraz tylko nad jednym: czy ryby będą tu także do końca sezonu? Tak, tak – znalazłem – jestem już o tym praktycznie całkowicie przekonany, znalazłem „złoty odcinek”, jak nazywamy świetne fragmenty rzek. Tak, jak oceniłem za pierwszym razem, nie ma tu festiwalu brań. Raczej 2-3 w słabszym dniu; w dobrym 4-5. Ale ryby, niezależnie od gatunku – co najmniej warte zainteresowania. Bo też i różnorodność jest na tyle duża, iż mam już kłopot z jakim sprzętem iść i na co się nastawić. Finalnie chodzę z takim zestawem, który jest kompromisem, pozwalającym łowić lekko małymi ale i sporymi wabikami [też lekko], a zarazem dającym szansę na zacięcie czegoś większego, no i wyjęcie ewentualnej zdobyczy. Miałem tu już perturbacje z boleniami, sandaczami. Ostatnio było jeszcze co innego. Taktyka jest dość prosta: najpierw kilka rzutów woblerem 5cm na stalce. Potem to samo, ale guma 7,5cm/2g. Jeśli nic się nie dzieje, to ten sam Czytaj więcej [...]