Przynęty Fishchaser – cz.III

No i ostatnia cześć opisu przynęt Fishchaser. Nie ukrywam, iż na koniec zostawiłem sobie produkty, co do których byłem pozytywnie nastawiony od razu, aczkolwiek i tak okazały się bardziej skuteczne niż zakładałem. Startujemy od „pierścienic”. Mają 50mm.  Są wspaniale plastyczne – bardzo realnie oddają żywy organizm konsystencją tworzywa, a są przy tym zadziwiająco wytrzymałe. W zależności od koloru, jedne przypominają pijawkę, inne różnych odmian dżdżownice. W wodzie prezentują się bardzo realistycznie: jeden koniec jakby „rozklepany”, gdy zwierzę bada teren wokół. Gama pomysłów, które można tu wykorzystać jest bardzo szeroka. Ja w sumie korzystałem tylko z trzech patentów, a łowiłem na nie wyłącznie pstrągi. Sposób pierwszy – konwencjonalna główka. Tak do 1g. Guma sama troszkę waży i łowiąc cienką plecionką to wszystko wystarczało, by rzut był wystarczająco długi. Testowałem te robale bodajże w czerwcu. Czytaj więcej [...]

Przynęty Fishchaser- c.d.

Tym razem będzie w większości o przynętach, które sprawdzałem mniej spektakularnie – tzn. – mniej na nie łowiłem lub ryby były na tyle nieduże, że niekoniecznie chciało mi się robić zdjęcia, licząc na coś większego. Prozaicznie także – brakło czasu. Zacznę od ripperków. Jest ich, podobnie, jak innych gum produkcji Pawła chyba niezliczona ilość kolorystyczna, ale też – UWAGA – duże zróżnicowanie elastyczności. Oznacza to, iż dany model kolorystyczny może być w różnych „odcieniach” twardości gumy, przy zachowaniu tych samych gabarytów. Nie jest to przypadkowe, tylko świadome sterowanie proporcjami składników tworzywa. Niezależnie od barwy, po pewnym czasie prawie wszystkie lekko ciemnieją, co wg mnie jest raczej zaletą. Relatywnie dużo korzystałem z tych najmniejszych. Są niezwykle miękkie. Mają wszystkie cechy uznanych gum Mikrofish, choć ogon mają zdecydowanie bardziej masywny. Przynęta znakomita pod jazia i klenia na wody Czytaj więcej [...]

Przynęty Fishchaser – polecam

W połowie minionego sezonu napisałem, że zanosi się w moim wypadku na najsłabszy rok od kilkunastu lat. Potwierdzam to już perspektywy całego, minionego sezonu. W zasadzie tylko sam start i końcówkę 2017 miałem taką jak zazwyczaj.  Poza tym zawiodło wszystko: jazie tak wiosną, jak i jesienią, nie do końca udany powrót do wiślanych boleni, choć tu chyba sam siebie przekonałem, że faktycznie wcale nie tak trudno je łowić w bardzo późnej porze roku [gdybym znał lepiej wodę, to  pewnie bym jednak zapomniał o kleniach z podgórskich starorzeczy]; najsłabiej było jednak w temacie pstrągów, bo nie liczę tegorocznych wpuszczaków, dzikich zaś ryb miałem niewiele. Głównym powodem powyższego stanu rzeczy było moje nadmierne przywiązanie się do dotychczasowo sprawdzających się wód, odcinków rzek itp. Nie wiem, czy słabsze wyniki wpłynęły na moją statystykę, ale jak nigdy, na nieco ponad 160 ryb wartych odnotowania, 71% z nich złowiłem na przynęty Czytaj więcej [...]

Podsumowanie sezonu pstrągowego

Najkrócej ujmując, zakończony sezon pstrągowy był dla mnie generalnie najsłabszym od nie pamiętam kiedy, ale po części z wyboru. Nie ruszyłem tym razem na odległe pstrągi w dziki w porównaniu z okolicami Krakowa rejon Polski, gdzie w małych rzeczkach można spotkać relatywnie często kropkowańce 50+. Nie penetrowałem na większą skalę rzeczek w okręgach sąsiednich. Z oczywistych względów nie łowiłem w wakacje w Dłubni, Prądniku, czy Wildze… Wszystko za sprawą odcinka no kill na Krzeszówce. To tej wodzie podporządkowałem dużą cześć tegorocznego sezonu wędkarskiego w ogóle, a nie tylko pstrągowego. Stąd m. in. momentami nie mam o czym pisać. Jak prognozuję przyszłość odcinka? Cóż, należę do ludzi, którzy zawsze widzą szklankę do połowy pustą, ale nie jest to wynikiem pesymistycznej natury, co raczej życiowego realizmu. Gdybym pisał to przed końcem lipca, to piałbym z zachwytu w jak pozytywną stronę to wszystko zmierza. Sierpień Czytaj więcej [...]

Dziwne półrocze

Pół roku tego sezonu minęło. Normalnie to specjalnie nie przyglądam się  tym pierwszym sześciu miesiącom, lecz ten rok jest dla mnie szczególny. Szczególnie słaby.  Dla większości z moich znajomych bliższych i dalszych [choć to marne pocieszenie] – podobnie kiepski. Nawet Ci, którzy mieli znakomity maj, teraz są jacyś tacy powściągliwi w relacjach… Ja mam tendencję, by zawsze oceniać kubek, że jest do połowy pusty o ile nie jest pełny, ale faktycznie, po tych pierwszych sześciu miesiącach nie mam kompletnie powodów do choćby umiarkowanej satysfakcji. Fakt faktem – tak słabo mi nie szło od 2002r. Tak marne wyniki miałem dokładnie 15 lat temu. W moich statystykach, niezależnie od ilości, jak i wielkości łowionych ryb, czołowe pozycje były zawsze te same: kleń, pstrąg, okoń. Zamieniały się tylko miejscami. Od dwóch – trzech lat doszła jeszcze wzdręga, która dość często na półmetku sezonu bywa pierwsza. Zrobiłem małe zestawienie Czytaj więcej [...]

„Zjadliwa” guma Izumi

Ech… sezon nas nie rozpieszcza, póki co. Nawet trzecią turę z maja przełożyliśmy na czerwiec. Ponieważ nadal nie jestem w stanie skompletować stadka krasnopiór do mojego stawku [mam na razie tylko dwie], bo od dwóch tygodni żadnej nie złowiłem, przestawiłem się na szczupaki.  Tu kilka dygresji: - jeśli jest tak jak u mnie w stawie, to umiarkowanie drapieżny białoryb wisi 20-50cm pod powierzchnią i na niewiele reaguje; nawet nie uciekają, jak mają w zwyczaju; twierdzę,  iż podobnie jest w dzikich zbiornikach z tym, że ryby stoją znów dalej od brzegu i reagują ewentualnie  na najlżejsze drobiny, którymi za nic nie osiągnie się takiego dystansu; co więcej – ze względu na aurę, jaką teraz mamy, nie będzie chyba nawet tej podpowierzchniowej kumulacji krasnopiór, tylko jak się woda w końcu ogrzeje, to podzielą się, jak mają w zwyczaju, w małe stadka i rozpłyną po zbiornikach na tarło – odnośnie tego gatunku, to na cuda już nie liczę z Czytaj więcej [...]

Pierzasta alternatywa

Wykonywanie przynęt wędkarskich bez wątpienia ma w sobie coś z rzemiosła artystycznego, a kręcenie much to wg mnie już top tego zajęcia. Wielu wędkarzy za punkt honoru ma łowienie ryb na własnej produkcji wabiki. Ja akurat jestem raczej pozbawiony takich ambicji, głównie z racji średniej urody moich patentów. Owszem, zrobiłem w życiu z 200 woblerów, kilkaset wahadłówek, ale że cudne to one nie były, a i ze skutecznością różnie bywało, toteż mam do tego dystans. Trochę inaczej zapatruję się na rzecz, gdy ktoś fajnie wykona przynętę wg mojego projektu. Od dłuższego czasu, przy okazji wspólnego łowienia rzucałem okiem ukradkiem na muchowe pudełka Wojtka. Jego szeroko rozumiane muchy są bardzo pozytywnie oceniane. Zresztą wychodzące z rąk kolegi „pawiki” dedykowane do spinningu, spokojnie mnie w tym utwierdziły, a kropkę nad „i” postawiła opinia dość znanego muszkarza, jaką pośrednio zasłyszałem. No i tak od słowa do słowa, Czytaj więcej [...]

Nie na każdą okazję, ale…

Dziś ostatni tekst o przynętach rzadko używanych. Muszę się przyznać, że te dziś prezentowane naprawdę stosuję nieczęsto i w raczej dość specyficznych warunkach. Jedziemy zatem. Łasica Tak nazywamy z kumplem jig, który – uczciwie powiem nie mnie tylko koledze przyniósł doskonałe wyniki w zeszłym roku na początku sezonu. Fakt, że łowiliśmy na odmiennych wodach, bo ja na naszych krakowskich, a on w okręgu bielskim. Kiedy ja z trudem wymęczyłem cokolwiek [ja do końca maja miałem beznadziejne wyniki odnośnie pstrągów] na swoje wahadłówki, Paweł nokautował mnie jakąś fotką z każdej prawie jego wyprawy. Cóż to jest ta „łasica”? Przynęta należy do jigów o wręcz prymitywnej konstrukcji. Jest to rodzaj zonkera, tak naprawdę zrobionego chyba z sierści sarny i królika, zamocowanej na główce jigowej. Domyślam się, iż naśladuje głowacza lub śliza, a w każdym razie jakąś przydenną rybkę. Przynęta o tyle świetna, że w zależności Czytaj więcej [...]

Nie tylko woblery Pana Waldemara

Uważam, że warto prezentować lokalnych rękodzielników. Ja już nie pamiętam, jak to się stało, że zacząłem korespondować z Panem Waldemarem [jest z naszego okręgu]. Wiem tylko, że w którymś mailu były załączniki z woblerami. Początkowo nie za bardzo zwróciłem na nie uwagę, gdyż tę przyciągnęły wahadłówki. Wizualnie bardzo starannie wykonane. Pomyślałem wtedy, że zapytam, czy mój rozmówca, nie spróbowałby wykonać kilku wg mojego, już dopracowanego wzoru, tylko takich staranniej wykonanych, niż ja to robiłem. Minęło troskę czasu i przyszła mała paczuszka. W środku było kilka świetnie wykonanych błystek wahadłowych, dokładnie wg wytycznych, jakie podałem. Zanim przedstawię Pana Waldka i jego przynęty, sam trochę się teraz pochwalę, ale ja naprawdę jestem dumny z tych wahadłówek, gdyż nie widziałem takich u innych pstrągarzy. Inna sprawa, że niezmiernie rzadko widuję ludzi, używających wahadłówek na kropkowańce. Czytaj więcej [...]

Żaby na lekko i ciężko

Dziś ciąg dalszy o przynętach nie z pierwszego szeregu. Nigdy nie spotkałem wędkarza łowiącego na sztuczną żabę, chyba, że był to wobler imitujący takie zwierzę. Wygląda na to, że w moich stronach to niezbyt popularny lub wręcz marginalnie stosowany wabik. W moim przypadku przez ostatnie dwadzieścia lat z różną intensywnością próbowałem stosować ten typ przynęt, szczególnie w przypadku pstrągów…bez efekty. Do 2015r nie złowiłem na żadną żabę ryby. Moje łowienie na żaby miało charakter takich impulsywnych eksperymentów: pojawił się jakiś artykuł – próbowałem, pojawiła się nowa żaba – znów narastała nadzieja. Nie wiem – może te żaby były lipne, bardziej prawdopodobne, iż ja coś źle robiłem, a na bank wpływ miała mała ilość większych pstrągów w najbliższych mi wodach. Tutaj, najpierw mała spekulacja. Mam wrażenie iż ten typ przynęty, przy nieodbiegającej od normy aurze powinien się najlepiej sprawdzać gdzieś Czytaj więcej [...]