Można…

Jestem świeżo po walnym zebraniu koła, do którego należę. Kolejny raz utwierdziłem się w tym, iż warto było powalczyć ze starym, betonowym zarządem trzy lata temu. Wszystko, co poniżej nie będzie jakimś hura optymistycznym tekstem,  ani naiwnym peanem o tym, jak jest super. Ja nadal jestem ogromnym sceptykiem odnośnie PZW w kształcie i działaniach jakie ma. Nie mniej na ile czas pozwala, angażuję się w działalność mojego koła, gdyż widzę efekty i mam chyba nie ułudne poczucie realnego wpływu na choćby najbliższe wody. Wpis ten zamieszczam z kilku powodów: - by dać nadzieję wątpiącym, iż  można zmienić nawet najbardziej zaskorupiały zarząd, tkwiący mentalnie w latach 70-ych - uświadomić, że najbardziej śmiały wniosek można przeforsować, byle go sensownie uargumentować i nie bać się tego przedstawić ogółowi - kształt koła, okręgu, wreszcie całego PZW jest zależny od ludzi zarządzających na danym szczeblu, gdyż to oni są Czytaj więcej [...]

Przynęty Fishchaser – cz.III

No i ostatnia cześć opisu przynęt Fishchaser. Nie ukrywam, iż na koniec zostawiłem sobie produkty, co do których byłem pozytywnie nastawiony od razu, aczkolwiek i tak okazały się bardziej skuteczne niż zakładałem. Startujemy od „pierścienic”. Mają 50mm.  Są wspaniale plastyczne – bardzo realnie oddają żywy organizm konsystencją tworzywa, a są przy tym zadziwiająco wytrzymałe. W zależności od koloru, jedne przypominają pijawkę, inne różnych odmian dżdżownice. W wodzie prezentują się bardzo realistycznie: jeden koniec jakby „rozklepany”, gdy zwierzę bada teren wokół. Gama pomysłów, które można tu wykorzystać jest bardzo szeroka. Ja w sumie korzystałem tylko z trzech patentów, a łowiłem na nie wyłącznie pstrągi. Sposób pierwszy – konwencjonalna główka. Tak do 1g. Guma sama troszkę waży i łowiąc cienką plecionką to wszystko wystarczało, by rzut był wystarczająco długi. Testowałem te robale bodajże w czerwcu. Czytaj więcej [...]

Przynęty Fishchaser- c.d.

Tym razem będzie w większości o przynętach, które sprawdzałem mniej spektakularnie – tzn. – mniej na nie łowiłem lub ryby były na tyle nieduże, że niekoniecznie chciało mi się robić zdjęcia, licząc na coś większego. Prozaicznie także – brakło czasu. Zacznę od ripperków. Jest ich, podobnie, jak innych gum produkcji Pawła chyba niezliczona ilość kolorystyczna, ale też – UWAGA – duże zróżnicowanie elastyczności. Oznacza to, iż dany model kolorystyczny może być w różnych „odcieniach” twardości gumy, przy zachowaniu tych samych gabarytów. Nie jest to przypadkowe, tylko świadome sterowanie proporcjami składników tworzywa. Niezależnie od barwy, po pewnym czasie prawie wszystkie lekko ciemnieją, co wg mnie jest raczej zaletą. Relatywnie dużo korzystałem z tych najmniejszych. Są niezwykle miękkie. Mają wszystkie cechy uznanych gum Mikrofish, choć ogon mają zdecydowanie bardziej masywny. Przynęta znakomita pod jazia i klenia na wody Czytaj więcej [...]

Przynęty Fishchaser – polecam

W połowie minionego sezonu napisałem, że zanosi się w moim wypadku na najsłabszy rok od kilkunastu lat. Potwierdzam to już perspektywy całego, minionego sezonu. W zasadzie tylko sam start i końcówkę 2017 miałem taką jak zazwyczaj.  Poza tym zawiodło wszystko: jazie tak wiosną, jak i jesienią, nie do końca udany powrót do wiślanych boleni, choć tu chyba sam siebie przekonałem, że faktycznie wcale nie tak trudno je łowić w bardzo późnej porze roku [gdybym znał lepiej wodę, to  pewnie bym jednak zapomniał o kleniach z podgórskich starorzeczy]; najsłabiej było jednak w temacie pstrągów, bo nie liczę tegorocznych wpuszczaków, dzikich zaś ryb miałem niewiele. Głównym powodem powyższego stanu rzeczy było moje nadmierne przywiązanie się do dotychczasowo sprawdzających się wód, odcinków rzek itp. Nie wiem, czy słabsze wyniki wpłynęły na moją statystykę, ale jak nigdy, na nieco ponad 160 ryb wartych odnotowania, 71% z nich złowiłem na przynęty Czytaj więcej [...]

Ostatnie łowy 2017

Mam wrażenie, że dni ulubionego starorzecza są policzone. Końcówka roku, mimo, że rewelacyjna, to z dnia na dzień była coraz słabsza, aż do wyników typowych dla większości naszych wód – było słabiutko. Dodatkowe uczucie pustki potęguje zerowa w zasadzie ilość okonia większego niż 10cm. Nie do wiary! Tam była taka fajna wymienność: dzień kleniowy, albo okoniowy. Dnia bez licznych brań nie miałem, aż do tego sezonu. A jak było fajnie, to oba gatunki zajmowały człowieka w co drugim rzucie. Wprawdzie obserwując stałych bywalców, część z nich dokonuje samoograniczeń i mimo, że ryby zabierają, to w znacznie mniejszej ilości niż widywałem to w latach poprzednich. Kilka osób przestało zupełnie zabierać zdobycz z tej wody. Niestety, nadal jest paru ćwoków, którzy są w stanie wykorzystać limit do granic. I kłopot w tym, że są tam 4-5 razy w tygodniu. Jak powiedział mi jeden wędkarz, w pierwszych 2-3 dniach po świętach, dziennie wyjeżdżało Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2017. Podsumowanie.

Liga spinningowo - muchowa, mimo że jest zabawą, to niesie ze sobą niemały ładunek rywalizacji. Gdybyście czasem mogli posłuchać, co mówimy po poszczególnych etapach, albo jeszcze lepiej, gdybyście mogli usłyszeć nasze myśli… Ile tam jest goryczy, rozczarowania, pewnie nierzadko zazdrości, a na pewno złości i pytań „jakim cudem on/oni, a ja nie”? Pewnie niektórzy zauważyli, iż w pierwszych turach wystartował nas komplet. Zapewne, każdy z uczestników myślał sobie, że powalczy, zaliczy dobry wynik itd. Nie ściemniajmy – wewnętrznie mamy o sobie przeświadczenie, jakimi to nie jesteśmy świetnymi wędkarzami. He, he – sam tak myślałem. Tymczasem na pierwszych turach, jak pokazała rzeczywistość  - było ekstremalnie do kitu. W tym dostrzegam przyczynę, że parę osób złożyło broń. I jeśli to było przyczyną, to im się trochę dziwię, bo ryby to przede wszystkim jednak cierpliwość. Część ludzi uległa na pewno błędnemu myśleniu, Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. X tura – starorzecze

Wiatr nieźle hula, choć w czapce-uszance i kapturze kurtki na głowie, tuż nad wodą, gdzie jest trochę niżej, zdaje się być absolutnie cicho. Na fioletowym niebie jest tylko ćwiartka księżyca, ale przy nieznacznie zachmurzonym nieboskłonie, daje trochę światła. W otulinie gęstych drzew i krzewów, panuje jednak ciemność, rozpraszająca się bardzo opornie. Smołowatość nocy nieznacznie łagodzą tylko nieliczne, małe, mieniące się złotawo plamki wody, do których jakoś dociera anemiczne światło naturalnego satelity oraz leżąca, centymetrowa warstwa śniegu, który spadł dosłownie kilka godzin wcześniej. Woda stoi jak zaczarowana i tylko momentami do uszu dochodzi subtelny, aksamitny wręcz plusk, a po sekundach, te ledwo podświetlone plamki wody, marszczą delikatne kręgi, będąc dowodem, że słuch nas nie mylił. Nic jednak nie zapowiada, że starorzecze będzie dziś kipieć o świcie, jak zazwyczaj. Stoję w bezruchu od chyba 10 minut, czekając Czytaj więcej [...]

Jak było „dawno” temu…

Wpadło mi w ręce kilkadziesiąt nr Wiadomości Wędkarskich z dawnych lat. Najstarszy numer był z 1970r, najmłodszy z 1978r. Przeczytałem od deski do deski wszystkie.  Momentami się uśmiałem, częściej zdziwiłem. Jakkolwiek byłem już wtedy na świecie, to żadnych gazet nie czytałem. Zapoznając się z zawartością poszczególnych numerów, dotarło do mnie, że ówczesna, oficjalna myśl wędkarska była jednak inna niż dziś sobie wyobrażamy. Te egzemplarze, jedynego wtedy czasopisma dla wędkarzy, dla mnie są jakimś tam wytłumaczeniem obecnego stanu rzeczy. Po prostu mamy, co mamy, bo wcześniej było jak było... A jak było? O tym poniżej. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy to niebywale wysoki poziom tekstów. Redaktorów charakteryzuje świetna erudycja, elokwencja. Krótko mówiąc, barwnie i lekko posługują się piórem. Myślę, że wtedy był to realny minus, biorąc pod uwagę poziom przeciętnego Kowalskiego. Zresztą i dziś wielu miałoby Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. IX tura – Wisła

Wisła poniżej Krakowa jest nieprawdopodobnie wrednym łowiskiem i równocześnie dość rybnym na tle naszych wód. Niestety, ma to do siebie, że interesujący nas zwierzyniec, jest wręcz, niewiarygodnie nierówno rozłożony na danych odcinkach. Widać to szczególnie im późniejsza pora. Są całe setki metrów, jeśli nie kilometry – prawie bezrybne, a potem fragment naszpikowany rybami i to zazwyczaj kilku gatunków. Można, jak zrobiłem ja – obstukać bardzo dokładnie 3 – 4 km wody łącznie na paru fragmentach, uchodzić się jak bawół w ryżowisku i mieć dość. Odpuścić dosłownie tuż przed tym rybnym fragmentem i porzucić tę wodę z przekonaniem, że ryb w niej bardzo, bardzo mało. Niestety poznanie wody do której ma się średnio 100km w jedną stronę, jest raczej niełatwe w ciągu 4-5 wyjazdów. Szczególnie jak dzień jest już tak krótki. Tym bardziej, że  ma się do wyboru ponad 80km rzeki, licząc oba jej brzegi. Do tego konieczność łowienia Czytaj więcej [...]

Treningi

Poniższe zdjęcie otrzymałem 10 minut temu. Rybę złowił Mateusz – gratuluje bo jest czego. Jestem tym podjarany, bo to prawie na naszym odcinku Wisły, gdzie będziemy rywalizować. Finał naszej ligi zbliża się wielkimi krokami. Pozostały jeszcze dwie tury: najbliższa, listopadowa na Wiśle właśnie  i jeśli nie przyjdzie za szybko zima – grudniowa, ponownie na starorzeczu. W turach pierwszego półrocza tylko Maciek radził sobie nieźle, bo pozostali, w tym i ja, łowiliśmy jakbyśmy pierwszy raz dostali kije do rąk. Później było już trochę lepiej. Obecnie sytuacja jest taka, że o ile Maciek wciąż jest bezdyskusyjnym liderem, to jednak ja także mam szanse na miejsce pierwsze. Z kolei pozostali, którzy zapunktowali, mają jak najbardziej realne szanse na miejsce drugie [Maćka raczej nie dogonią], a rywalizacja o miejsce trzecie będzie ostra i rozegra się między kilkoma osobami. Tak, że Ci, którzy się liczą w grze, przeżywają dość mocno. Czytaj więcej [...]