Kleń na zimno

Czasami banalna zmiana powoduje diametralnie różny wynik.  Jak napisałem kiedyś, po smutnych testach starorzecza, poszedłem po pociechę nad pobliską rzekę.  Jest tam, około 2km niżej charakterystyczne miejsce.  Długi i łagodny łuk rzeki. Spadek niewielki, więc woda płynie bardzo wolno, ale na zewnętrznym łuku okresowe wezbrania, wypłukały sporo podłoża i woda sięga tu średnio 1,5 – 2m. Ten zewnętrzny łuk rzeki graniczy z bardzo stromym brzegiem, na dodatek od pewnego momentu porośniętym gęstymi krzaczorami. Nawet obecnie, na przełomie jesieni i zimy chodzenie tam to raczej męka. Te wszystkie krzewy i małe drzewa wżarły się swoimi korzeniami w stromą skarpę, efektem czego istny busz sięgający do 2m nad głęboką i spokojną wodę. Gałęzie często dotykają powierzchni.  Dawniej, jeszcze dwa lata temu było tam wielkie zimowisko okoni. Na tych 500m, bo tyle mniej więcej liczy ten fragment, od listopada, czasem od połowy października Czytaj więcej [...]

Bocheny Team

Dziś chciałem zaprosić na spotkanie ze szczególnym rodzajem wędkarzy – pasjonatów. Przedstawiam  Marków: Maro z nad Raby i drugi Marek z nad Dunajca, stanowiących duet „Bocheny Team”. Chłopaki  tworzą  „Bocheny” – woblerki kleniowe, o których coraz głośniej w południowych i południowo – wschodnich rejonach kraju. Jak więc widać, to duet wędkarsko - konstruktorski  ludzi, którzy, że tak górnolotnie napiszę – oddali duszę swoim rzekom i ulubionemu gatunkowi ryb. Są przykładem, że takie wyspecjalizowane podejście musi przynieść sukces, pod postacią licznych okazów, nawet gdy nie ma się za sobą szczególnie długiego wędkarskiego stażu. Wędkarskie Wakacje: O kleniach powiedziano bardzo dużo. Kleń wiślany, z rzek podgórskich, małe rzeczki. Ja bym dołożył klenie z wód stojących. Czym różni się kleń z Dunajca od innych? Maro: Kleń z Dunajca ? Specjalistą od tych wyżej wspomnianych jest Marek. Ja niestety mało spędziłem Czytaj więcej [...]

Złowić cokolwiek

Na początek pochwalę się, bo nie wytrzymam. „Trzepnąłem” jednego dnia dwie życiówki, za każdym razem większą. Już wkrótce relacja. Teraz małe wyjaśnienie odnośnie zapytań o moją osobę, jako przewodnika. Takie zapytania trafiają mi się nieczęsto, ale się zdarzają. Ponieważ ostatnio było kilka na raz, odpowiem hurtem i na forum, by nie tracić czasu na indywidualne odpowiedzi.  Otóż nie zajmuję się czymś takim. Są dwa, prozaiczne powody. Pierwszy, to moje podejście do wszelkiej współpracy: klient musi być zadowolony! Ja chyba bym się zapadł pod ziemię, jakby ktoś pod moją opieką nie złowił tego, co było w planie i nie myślę tu o szarżowaniu na medalowe okazy. Po drugie, musiałbym mieć nie wiem jak tragiczną sytuację finansową, by ujawniać komuś, kogo zwyczajnie nie znam, świetną miejscówkę, skazując ją najpewniej na „upowszechnienie”.  Dlatego żadne trzy, czy nawet pięć stów mnie nie skusi. Sparzyłem się na Czytaj więcej [...]

Jaziaki – mulaki

Z tymi jaziami to nie przesada. Można powiedzieć, że to swego rodzaju wysyp tego gatunku. Ale po kolei. Ostatnio kumpel Pawła – Wojtek, który jest wędkarzem spławikowym, „wystawił” nam fenomenalną miejscówkę na te ryby. Trochę się wymądrzając, powiem, iż już pół roku temu mówiłem, że to będzie być może, świetne miejsce na wiosnę w temacie tego gatunku. Zresztą od kilku lat zastanawiałem się, jak to jest, że poniżej Krakowa w Wiśle jazi jest jeszcze sporo, choć coraz mniejszych, a powyżej lipa, bo złowienie nawet okazu raz na kwartał to dla mnie za mało. Szczerze mówiąc, powyżej miasta jeśli już, to  łowiłem maluchy.  Teraz wiem, gdzie one siedziały, bo jestem prawie pewien, że to ich całoroczna ostoja. Siedziały i rosły. Gdyby nie tak długa zima już byśmy tam byli. Z czasem, gdy w końcu można było jako tako łowić, zapomnieliśmy o tym wariancie. Tak więc Paweł zagadnięty w temacie, pojechał sprawdzić rzecz w ostatni Czytaj więcej [...]

Dobry jest każdy kolor, pod warunkiem, że…

…to czerwony. Jak widać długo nie ma co deliberować w temacie gustów wzdręg. Kilka jednak uwag mi się nasuwa, odnośnie drugiego obok boleni, mojego ulubionego gatunku. By być w zgodzie z prawdą, należy nadmienić, że krasnopióry podpływają do każdego, małego obiektu jaki zobaczą. Kolor ma i zarazem nie ma znaczenia. Kwestia tylko, czy zwróci uwagę ryb. A trzeba przyznać, że czerwony ma tu priorytet i chyba tak jak boleń koncentruje oczy na stonowanych, naturalnych barwach, tak dla wzdręgi czerwień i jej odcienie ma siłę magnesu. Nie mam pojęcia tylko czemu. I jeszcze jedno: zasada ta dotyczy wyłącznie małych, bardzo małych przynęt. Wszelkie konwencjonalne, albo inaczej: powszechnie stosowane wabiki w kolorze czerwonym niekoniecznie już cokolwiek wnoszą. Jak widać, nie działa tu reguła kolorystycznego uniwersalizmu przynęt dla rap. Zacznę od gumek. Uwaga pierwsza. Nie jest to dobra na te rybki przynęta. Ripperki są raczej nieskuteczne; nawet najmniejsze Czytaj więcej [...]

Bardzo zdecydowany gust

Boleń to dziwna ryba. Charakteryzuje się w naszym kraju jakąś szczególna „regionalizacją” zachowań. Mam na myśli przyzwoitą aktywność tego gatunku nawet późną jesienią, tyle, że dotyczy to, jak przeanalizowałem sobie zgłoszenia złowień tych ryb do kilku tytułów wędkarskich czasopism w ostatnich siedmiu latach – dolnej i środkowej Odry. Przytłaczający procent. Zgłoszeń ze środkowej, południowej i wschodniej Polski z okresu październik – grudzień prawie nie ma... Sam się o tym przekonuję. Oczywiście biorę pod uwagę, że rapa w listopadzie nie będzie siedzieć w centrum kipieli. Moim zdaniem te największe okazy, nawet latem niekoniecznie lubują się w takich miejscach. Raczej blisko tego rodzaju miejscówek, na ich obrzeżach. W tych najdzikszych prądach zazwyczaj łowię sztuki do 60-ki. Owszem, zdarzyło mi się złowić te ryby w październiku, jednego, ale słownie jednego w połowie listopada i to w nietypowym łowisku [starorzecze], Czytaj więcej [...]

Czy naprawdę wielbiciel kolorów?

Zaznaczam, że ostatnie teksty nie dotyczą pierwszoplanowo najskuteczniejszych przynęt na dany gatunek, tylko odnoszą się do najskuteczniejszych kolorów i czy skuteczność danej barwy sprawdza się w rożnym typie przynęt. Ta cześć dotyczy okoni. Zacznę od opinii, która przez wielu może zostać odebrana jak herezja, nad herezje. Uważam, że poza jednym typem łowisk, [który opisze na końcu], ta mocno akcentowana wrażliwość okoni na kolory, wymuszająca posiadanie szerokiej kolorystyki przynęt, jest…przesadzona. I to mocno. W zasadzie można się obejść czterema kolorami. Biały, cytrynowy [seledyn], motoroil i żółty są w stanie zadowolić ryby prawie wszędzie. Argument mam taki, że o ile okonie nie reagowały na powyższe barwy, to jak zaznaczyłem, poza jednym typem łowiska, nie reagowały także na żaden inny kolor. Skąd, zatem ta fama okonia – wielbiciela praktycznie wszystkich barw, sądząc po ofercie firm? Otóż w naszej krajowej rzeczywistości Czytaj więcej [...]

Kolory, kolory – brzana

Ciąg dalszy rozważań odnośnie preferencji kolorystycznej poszczególnych gatunków poświecę wąsatym. Brzana nie jest rybą, którą łowię często, szczególnie w ostatnich dwóch latach. W tym roku nie złowiłem ani jednej. Dlaczego? Odpowiedź jest niezwykle prosta: zanim skończył się okres ochronny, ryby te zostały wybite, na najczęściej odwiedzanym odcinku. Tak jest z resztą, co roku, a dodatkowo bardzo mała woda spowodowała, że ryby były bezradne. Jest jeszcze jedna przyczyna takiego stanu rzeczy. Uczciwie mówiąc, tegoroczny ciąg tarłowy brzan był tak mały, że śmiem twierdzić, że go nie było… To dlatego gatunek ten łowię najczęściej przypadkiem, przy polowaniu na klenie w okresie kwiecień – maj. Nie mniej może nie ilość ale regularność i powtarzalność złowień jest na tyle stała, że o jakichś regułach można bez obawy mówić. Z dziesięć lat temu nastawialiśmy się z kolegą na te ryby specjalnie, także nad Wisłą, ale całkiem Czytaj więcej [...]

Kolory, czyli jak trafić w rybie gusta… [i nie zwariować] – kleń i jaź – cz. II

Rzeki średnie i małe. O powyższych wodach tylko wspomnę. Wynika to z tego, że oba gatunki łowię w nich albo okazjonalnie, albo, jak pokazują ostatnie lata - ryby niewielkie [poniżej 30cm]. Przez rzeki małe rozumiem niewielkie rzeczki o szerokości paru merów. Ich głębokość jest bardzo różna. Z tych, w których znajdowałem klenie, były cieki typowo nizinne, jak i o podgórskim charakterze. W tych drugich dominował zazwyczaj bardzo drobny klonek; te pierwsze, spokojnie toczące wody przez różnego rodzaju zagajniki, czy łąki potrafiły obdarować znacznie okazalszą rybą. Nigdy nie spotkałem w takich wodach jazi, choć nie wątpię, że są rzeczki z tym gatunkiem. Odnośnie kleni w takich wodach, to pokuszę się tylko o jedną sugestię: jeśli rzeczka jest non stop nachodzona przez łowiących, ryby te trudno złowić, moim zdaniem trudniej niż pstrąga w tej samej wodzie. Przynęta odgrywa chyba drugorzędne znaczenie, a priorytetem jest podejście do ryby Czytaj więcej [...]

Kolory, czyli jak trafić w rybie gusta… [i nie zwariować] – cz. I

Koniec czerwca. Duży przybór Wisły. Po paru dniach woda powoli, ale wyraźnie zaczęła opadać. Ciepła woda, bo panują upały. Nieznacznie przybrudzona rzeka, przelewa się po łagodnych pagórkach żwirowych łach, z rzadka porośniętych kępami traw. Stoję po kolana w wodzie na jednej z takich wysepek. Zarzucam przynęty w skos pod prąd i pozwalam im spływać wzdłuż podtopionego pasa zieleni. Ryby biorą fenomenalnie. Dominują małe, dwu – trzyletnie sandacze. Nie wiem, czy uwierzycie, ale tylko w ten jeden dzień złowiłem ich ponad siedemdziesiąt sztuk i nie jest to opowieść sprzed 20 ani nawet 10 lat. Co trzecią rybą jest okoń, a ładne klenie też nie są rzadkie.  Trafiają się nawet niewielkie [40 – 50cm], dwa bolenie. Jak prawie zawsze w tak nieczęstej, a komfortowej sytuacji eksperymentuję. Małe drapieżniki żerują na porywanych przez silny nurt małych rybich igiełkach – świeżo wyległym narybku. Łowię taką wyblakłą wersją motor oil, Czytaj więcej [...]