Jaziaki – mulaki

Z tymi jaziami to nie przesada. Można powiedzieć, że to swego rodzaju wysyp tego gatunku. Ale po kolei. Ostatnio kumpel Pawła – Wojtek, który jest wędkarzem spławikowym, „wystawił” nam fenomenalną miejscówkę na te ryby. Trochę się wymądrzając, powiem, iż już pół roku temu mówiłem, że to będzie być może, świetne miejsce na wiosnę w temacie tego gatunku. Zresztą od kilku lat zastanawiałem się, jak to jest, że poniżej Krakowa w Wiśle jazi jest jeszcze sporo, choć coraz mniejszych, a powyżej lipa, bo złowienie nawet okazu raz na kwartał to dla mnie za mało. Szczerze mówiąc, powyżej miasta jeśli już, to  łowiłem maluchy.  Teraz wiem, gdzie one siedziały, bo jestem prawie pewien, że to ich całoroczna ostoja. Siedziały i rosły. Gdyby nie tak długa zima już byśmy tam byli. Z czasem, gdy w końcu można było jako tako łowić, zapomnieliśmy o tym wariancie. Tak więc Paweł zagadnięty w temacie, pojechał sprawdzić rzecz w ostatni Czytaj więcej [...]

Dobry jest każdy kolor, pod warunkiem, że…

…to czerwony. Jak widać długo nie ma co deliberować w temacie gustów wzdręg. Kilka jednak uwag mi się nasuwa, odnośnie drugiego obok boleni, mojego ulubionego gatunku. By być w zgodzie z prawdą, należy nadmienić, że krasnopióry podpływają do każdego, małego obiektu jaki zobaczą. Kolor ma i zarazem nie ma znaczenia. Kwestia tylko, czy zwróci uwagę ryb. A trzeba przyznać, że czerwony ma tu priorytet i chyba tak jak boleń koncentruje oczy na stonowanych, naturalnych barwach, tak dla wzdręgi czerwień i jej odcienie ma siłę magnesu. Nie mam pojęcia tylko czemu. I jeszcze jedno: zasada ta dotyczy wyłącznie małych, bardzo małych przynęt. Wszelkie konwencjonalne, albo inaczej: powszechnie stosowane wabiki w kolorze czerwonym niekoniecznie już cokolwiek wnoszą. Jak widać, nie działa tu reguła kolorystycznego uniwersalizmu przynęt dla rap. Zacznę od gumek. Uwaga pierwsza. Nie jest to dobra na te rybki przynęta. Ripperki są raczej nieskuteczne; nawet najmniejsze Czytaj więcej [...]

Bardzo zdecydowany gust

Boleń to dziwna ryba. Charakteryzuje się w naszym kraju jakąś szczególna „regionalizacją” zachowań. Mam na myśli przyzwoitą aktywność tego gatunku nawet późną jesienią, tyle, że dotyczy to, jak przeanalizowałem sobie zgłoszenia złowień tych ryb do kilku tytułów wędkarskich czasopism w ostatnich siedmiu latach – dolnej i środkowej Odry. Przytłaczający procent. Zgłoszeń ze środkowej, południowej i wschodniej Polski z okresu październik – grudzień prawie nie ma... Sam się o tym przekonuję. Oczywiście biorę pod uwagę, że rapa w listopadzie nie będzie siedzieć w centrum kipieli. Moim zdaniem te największe okazy, nawet latem niekoniecznie lubują się w takich miejscach. Raczej blisko tego rodzaju miejscówek, na ich obrzeżach. W tych najdzikszych prądach zazwyczaj łowię sztuki do 60-ki. Owszem, zdarzyło mi się złowić te ryby w październiku, jednego, ale słownie jednego w połowie listopada i to w nietypowym łowisku [starorzecze], Czytaj więcej [...]

Czy naprawdę wielbiciel kolorów?

Zaznaczam, że ostatnie teksty nie dotyczą pierwszoplanowo najskuteczniejszych przynęt na dany gatunek, tylko odnoszą się do najskuteczniejszych kolorów i czy skuteczność danej barwy sprawdza się w rożnym typie przynęt. Ta cześć dotyczy okoni. Zacznę od opinii, która przez wielu może zostać odebrana jak herezja, nad herezje. Uważam, że poza jednym typem łowisk, [który opisze na końcu], ta mocno akcentowana wrażliwość okoni na kolory, wymuszająca posiadanie szerokiej kolorystyki przynęt, jest…przesadzona. I to mocno. W zasadzie można się obejść czterema kolorami. Biały, cytrynowy [seledyn], motoroil i żółty są w stanie zadowolić ryby prawie wszędzie. Argument mam taki, że o ile okonie nie reagowały na powyższe barwy, to jak zaznaczyłem, poza jednym typem łowiska, nie reagowały także na żaden inny kolor. Skąd, zatem ta fama okonia – wielbiciela praktycznie wszystkich barw, sądząc po ofercie firm? Otóż w naszej krajowej rzeczywistości Czytaj więcej [...]

Kolory, kolory – brzana

Ciąg dalszy rozważań odnośnie preferencji kolorystycznej poszczególnych gatunków poświecę wąsatym. Brzana nie jest rybą, którą łowię często, szczególnie w ostatnich dwóch latach. W tym roku nie złowiłem ani jednej. Dlaczego? Odpowiedź jest niezwykle prosta: zanim skończył się okres ochronny, ryby te zostały wybite, na najczęściej odwiedzanym odcinku. Tak jest z resztą, co roku, a dodatkowo bardzo mała woda spowodowała, że ryby były bezradne. Jest jeszcze jedna przyczyna takiego stanu rzeczy. Uczciwie mówiąc, tegoroczny ciąg tarłowy brzan był tak mały, że śmiem twierdzić, że go nie było… To dlatego gatunek ten łowię najczęściej przypadkiem, przy polowaniu na klenie w okresie kwiecień – maj. Nie mniej może nie ilość ale regularność i powtarzalność złowień jest na tyle stała, że o jakichś regułach można bez obawy mówić. Z dziesięć lat temu nastawialiśmy się z kolegą na te ryby specjalnie, także nad Wisłą, ale całkiem Czytaj więcej [...]

Kolory, czyli jak trafić w rybie gusta… [i nie zwariować] – kleń i jaź – cz. II

Rzeki średnie i małe. O powyższych wodach tylko wspomnę. Wynika to z tego, że oba gatunki łowię w nich albo okazjonalnie, albo, jak pokazują ostatnie lata - ryby niewielkie [poniżej 30cm]. Przez rzeki małe rozumiem niewielkie rzeczki o szerokości paru merów. Ich głębokość jest bardzo różna. Z tych, w których znajdowałem klenie, były cieki typowo nizinne, jak i o podgórskim charakterze. W tych drugich dominował zazwyczaj bardzo drobny klonek; te pierwsze, spokojnie toczące wody przez różnego rodzaju zagajniki, czy łąki potrafiły obdarować znacznie okazalszą rybą. Nigdy nie spotkałem w takich wodach jazi, choć nie wątpię, że są rzeczki z tym gatunkiem. Odnośnie kleni w takich wodach, to pokuszę się tylko o jedną sugestię: jeśli rzeczka jest non stop nachodzona przez łowiących, ryby te trudno złowić, moim zdaniem trudniej niż pstrąga w tej samej wodzie. Przynęta odgrywa chyba drugorzędne znaczenie, a priorytetem jest podejście do ryby Czytaj więcej [...]

Kolory, czyli jak trafić w rybie gusta… [i nie zwariować] – cz. I

Koniec czerwca. Duży przybór Wisły. Po paru dniach woda powoli, ale wyraźnie zaczęła opadać. Ciepła woda, bo panują upały. Nieznacznie przybrudzona rzeka, przelewa się po łagodnych pagórkach żwirowych łach, z rzadka porośniętych kępami traw. Stoję po kolana w wodzie na jednej z takich wysepek. Zarzucam przynęty w skos pod prąd i pozwalam im spływać wzdłuż podtopionego pasa zieleni. Ryby biorą fenomenalnie. Dominują małe, dwu – trzyletnie sandacze. Nie wiem, czy uwierzycie, ale tylko w ten jeden dzień złowiłem ich ponad siedemdziesiąt sztuk i nie jest to opowieść sprzed 20 ani nawet 10 lat. Co trzecią rybą jest okoń, a ładne klenie też nie są rzadkie.  Trafiają się nawet niewielkie [40 – 50cm], dwa bolenie. Jak prawie zawsze w tak nieczęstej, a komfortowej sytuacji eksperymentuję. Małe drapieżniki żerują na porywanych przez silny nurt małych rybich igiełkach – świeżo wyległym narybku. Łowię taką wyblakłą wersją motor oil, Czytaj więcej [...]

Strzeż się pełni!

Nie chodzi o wilkołaka, ani żadne nadprzyrodzone tematy, chociaż lubię tego rodzaju filmy z „kosmatym” w roli głównej. Pełnia w naturze mnie zupełnie nie przeraża, podobnie jak najbardziej ciemna noc nad wodą, choć słychać wszystko z dziesięciokrotnym natężeniem.  O co chodzi? Parę razy zwracałem uwagę na mizerne wyniki podczas pełni księżyca. Grzebiąc w starych zdjęciach, wpadły mi w ręce obrazki, które były zrobione w dniach istotnych dla powyższego tematu. Dołączę ten tekst, jako pierwszy do działu „o sposobach”, bo nijak nie pasuje do innych, natomiast wiedza na temat wpływu zjawisk astronomicznych czy meteorologicznych ma niebagatelne znaczenie dla wyniku wyprawy, często nie mniejsze niż sposób, taktyka, którą obierzemy. Zacznę od tego, że zarówno pogoda, jak i inne, nazwijmy to zjawiska około przyrodnicze, praktycznie nie wpływają na to, czy na ryby jadę, czy nie. Sugeruję się nimi za to pod względem obieranego sposobu Czytaj więcej [...]

Co słychać o 4.00 ?

Będzie o boleniowych fochach. Chyba każdy, kto w miarę regularnie łowi rapy, spotyka się z sytuacją, gdy nie biorą. No jakby je ktoś zaklął. Wiemy, że są, że muszą być, czasem je widzimy i guzik. Rzadko jednak bywa tak, by ryby ogłaszały strajk absolutny. W tym roku tak było. Piszę było, bo od kilku dni „stołówka“ żarłokom podrosła o te parę milimetrów i nabrała doświadczenia. Kończy się im powoli stanie w dobrym miejscu z otwarta japą i wciąganie wszystkiego jak odkurzacz. Jakoś nigdy nie miałem serca, a może umiejętności, by wyczaić co jest wtedy grane. Paweł będący nad wodą w zasadzie codziennie, rozszyfrował miejscowe bolki i jak mówi sprawdził „co jest trąfem“. Dodam jeszcze, że zdjęcia są spontanicznie robione telefonem, więc na niektórych trzeba się dopatrzeć małych przynęt w sporych paszczach. A, i jeszcze jedno, jakby ktoś szacował wielkość ryb: kolega jest w przeciwieństwie do mnie, naprawdę wielkim facetem. Od Czytaj więcej [...]

Mój styl pstrągowania

Poniżej będzie znów w temacie pstrągów. Wiem, wiem, niektórych może to nudzić. Przecież już kwiecień i wg wszystkich wyjadaczy nizinnych jazie, klenie… Oczywiście, byłem w ostatnią sobotę na jaziach – nie brały, ale coś jednak się działo. Opiszę za parę dni. Na początku, jak powstawała ta strona, to trochę się bałem, że momentami braknie mi tematów do pisania. W obecnej chwili, a rzecz tak na serio, funkcjonuje dopiero cztery miesiące, mam nadmiar pomysłów, a to za sprawą Waszych materiałów czy podpowiedzi. Bardzo za nie wszystkim dziękuję. Wracając do pierwszej myśli [o pstrągach], to otrzymałem kilkanaście zapytań o moje sposoby na potokowce. Opowiem o moim podejściu do tematu, ale mam nadzieję, że rzuciliście okiem na mojego, hmm…największego pstrąga. Z pewnością nie jestem żadnym autorytetem. Dlatego, mam nadzieję - nie wyśmieją mnie Ci, którzy faktycznie mają się czym pochwalić, a i początkujący, jeszcze mniej niż Czytaj więcej [...]