Nocni łowcy

Przepadłem jeśli idzie o nocne łowy. Nie ma od końca lipca tygodnia, by choć raz nie zarwać nocki. Wcześniej zazwyczaj siedziałem do 1.00. Teraz wygania mnie głównie chłód; kończę zazwyczaj tuż przed północą. Skutek przyzwyczajenia do upalnego lata, gdy nawet na progu świtu wystarczał podkoszulek. Muszę się przestać  zapominać i zabierać grubsze ciuchy. Ale z rybami jest dobrze. Kleni prawie nie łowię. Owszem mam z nimi non stop kontakty i z tych nocnych pobić pewnie niektóre były niemałe, ale z kijem, którego używam i plecionką, ani jednego nie udało mi się zapiąć. Ani jednego. Ale po doświadczeniach jakie tu  mam non stop, to totalnie zrezygnowałem z lekkich zestawów, choć najbardziej je lubię. Niektórych pewnie rozczaruję, ponieważ ci tytułowi nocni łowcy to nie sandacze. Od końca sierpnia z ani jednym dużym nie miałem kontaktu. Choć są w łowisku. Tydzień temu byłem z Wojtkiem. Łowiliśmy w dzień, ale zostaliśmy długo po Czytaj więcej [...]

Zapraszam do lektury…

W najnowszym numerze Wędkarskiego Świata miałem okazję zamieścić kolejny tekst, tym razem o linach. Jak kiedyś wspomniałem - bynajmniej nie jest to artykuł na 1 Kwietnia. Temat karkołomny, ale mnie i jeszcze dwóm kolegom sprawdza się całkiem nieźle. Poza tym w numerze: o tym, jak obecny zarząd PZW uchylił zapis, niedopuszczający do startowania w wyborach, osoby mające mniejszy niż pięcioletni staż w piastowaniu jakiejś funkcji w Związku bardzo ciekawe spostrzeżenia Wojciecha Krzyszczyka w temacie połowu jazi z dna; nie ukrywam, że mnie bardzo podbudował, gdyż potwierdził moje spostrzeżenia, które zamieściłem w artykule z bodajże września 2017 świetny reportaż z wędkowania w centrum Amsterdamu - koronny przykład, jakie wody możemy mieć, jeśli ograniczymy do minimum zabieranie ryb, oraz jak zwykle wiele innych ciekawych recenzji, rozważań i porad Czytaj więcej [...]

Kalendarz spinningisty

Następnym razem będzie tylko o pstrągach. Już, już miałem dodać tekst o rozpoczęciu sezonu pstrągowego na naszych wodach, będąc ciut zawiedzionym, bo poza umówioną czterdziestką wędkarzy, którzy zobligowali się przysłać info, jak było, zrobiło to tylko kilkanaście innych osób.  Ale wczoraj i dziś zaczęły fajnie spływać maile w całkiem pokaźnej ilości. Po prostu większość osób, podobnie jak i ja, wystartowała „pstrągowo” dopiero w sobotę - niedzielę, co jest zrozumiałe. Podliczam więc powolutku to wszystko. Poniższy tekst miałem już rok temu, ale jakoś nie było okazji, a teraz się przydał, tylko kilka fotek podmieniłem. Dziś będzie o wędkarskim kalendarzu spinningisty. Znajomy mnie zainspirował pytaniem „jakie mam plany na ten rok?” A, że jak chyba każdy - jakieś mam, to w pewnym momencie złapałem się na tym, jak one mają się do aktywności/łatwości kontaktu z danym gatunkiem. Żeby była jasność – nie mam zamiaru Czytaj więcej [...]

Co mi dała zabawa w ligę?

Czy można się nauczyć lepiej łowić, bawiąc się w rywalizację na polu wędkarstwa? Wg mnie, nawet gdyby ścigać się tylko z jednym kolegą to tak, gdyż jesteśmy wtedy dużo bardziej wnikliwi, bardziej się staramy i zwracamy często uwagę na szczegóły, które umknęłyby nam przy luzackim łowieniu solo. Mnóstwo nauki daje też analiza błędów własnych, jak i kolegów, a im ludzi więcej, tym szersze spectrum, w którym można dokonywać porównań. Takie zabawy odradziłbym tylko ludziom chorobliwie ambitnym i zarazem nie potrafiącym pogodzić się z przegraną. Na swoim przykładzie przedstawię, jakie korzyści odniosłem w grze szumnie przez nas nazwanej ligą spinningowo – muchową.  Pomimo, że startowało nas zaledwie kilku z pierwotnej 14-ki, to i tak kilka rzeczy zwróciło moją uwagę. Lepsze dwie godziny dzień wcześniej, niż tydzień „treningu” miesiąc wcześniej na danej wodzie. Warunki atmosferyczne zmieniają się tak szybko, iż Czytaj więcej [...]

Jak będzie…

Dziś zabawię się w przepowiadacza przyszłości. Mam na myśli naszą następną turę zabawy w zawody spinningowo - muchowe. Parę osób zwróciło uwagę, że po danym etapie łatwiej formułować wnioski, niż przed. Więc podchwyciłem wyzwanie. Zrobiłem, nazwijmy to szumnie – trzy treningi i jeden wypad nieplanowany. Zanim jednak przejdę do konkretów, kilka słów o samej Skawie, bo nie mam wątpliwości, że nie każdy z Czytelników był nad tą wodą, a co dopiero w niej łowił. W tym roku nad Skawą byłem pierwszy raz od co najmniej dwóch, jak nie trzech lat. Generalnie oceniam iż jest nieznacznie lepiej niż pamiętam to z ostatnich moich kontaktów z tą rzeką. Nie mniej, gdyby porównywać, to interesujący nas fragment rzeki od mostu w Tomicach poniżej Wadowic, do jazu w Grodzisku i od jazu w Grodzisku do mostu kolejowego w Zatorze, jest pustawy w zderzeniu z podobnym kawałkiem Soły [myślę o odcinku poniżej zapory Czaniec, do przedmieść Oświęcimia]. Czytaj więcej [...]

Powolniaki

Bardzo lubię dwie opcje wędkarstwa: polowanie na ryby duże, gdzie mam dwa – trzy kontakty na wyprawę, ale bardzo realnym jest, że moje ścieżki przetną się ze sporym okazem danego gatunku; drugi wariant, to łowienie drobnych ryb, byle brania były liczne. No i jednak, żeby to nie był narybek. Ponieważ wariant drugi ostatnio mi się kompletnie nie sprawdził [dwukrotnie, na dwóch różnych wodach, gdzie taka zabawa jest w zasadzie pewna], pozostała opcja bardziej wymagająca, czyli ryby duże. Tyle, że w moim przypadku sprowadza się to na razie wyłącznie do jazi. Wprawdzie myślę, że w tym sezonie pochwalę się nie jednym przyzwoitym sandaczem, ale na to muszę jeszcze troszkę zaczekać. Owo nowe sandaczowe łowisko - mam nadzieję, że da też - jeśli nie większe, to choć troszkę liczniejsze bolenie, niż ma to miejsce powyżej Krakowa [sandacz jest pewniakiem, jak to, że podatki nie będą niższe 🙂 ]. Wspaniałe dzikie i niezmiernie trudne bagno szczupakowe, Czytaj więcej [...]

Wróżby z chmur

Długo się nie cieszyłem. Nudne to, ale jestem chory. Klasyczna grypa, która mnie akurat zdarza się rzadko [no w tym roku wyjątkowo drugi raz, ale ja nie wyleżałem niczego z czterech ostatnich miesięcy]. Poprzednio capnęła mnie 6 lat temu. Obecna ma nieciekawy koloryt, bo mnie tak gna, że w porywach czasu mniej niż na zacięcie pstrąga. Poszczę już trzecią dobę… Poniższy tekst nie jest jednak czymś zamiast. Nosiłem się z jego napisaniem od ponad roku, tylko albo nie było czasu albo – to na szczęście częściej – miałem okazję podzielić się wrażeniami z wędkarskich wyjazdów. Rzecz mianowicie dotyczy wyglądu nieba [kwestii chyba najłatwiejszej do obserwacji], a potencjalnych wyników nad wodą. Nie każdy ma barometr, a naprawdę mało jest ludzi, co wozi takie ustrojstwo ze sobą, chyba że ma w zegarku, albo w GPS-e. Oczywiście można tu polegać na wielu mądrościach ludowych, ale śmiem twierdzić, że wiele z nich nijak ma się do rzeczywistości. Przykład Czytaj więcej [...]

Cierpliwość i mrok

Miałem okazję namówić Tadeusza Biernata – laureata  zeszłorocznego konkurs na krótki wywiad. Jest to jedyna znana mi osoba, która na naszym terenie z sukcesami i to niemałymi zmagała się z sandaczami. Mnie zaimponowała szczególnie ilość ryb, często bardzo, bardzo już ładnych [70+] oraz naprawdę wiele ryb trochę mniejszych, a wszystko to okraszone kilkoma pięknymi egzemplarzami. Całość jakby  trochę zaprzeczała nie tylko moim ale i spostrzeżeniom wielu innych wędkarzy, skoro nawet w naszym okręgu gatunek ten doczekał się górnego wymiaru ochronnego. Powiem szczerze – spodziewałem się jakichś bardzo odkrywczych teorii, czy oryginalnych przynęt [jedyne, co mój Rozmówca zataił, podkreślając jednak, iż są to jak najbardziej seryjne, powszechnie dostępne wabiki]… Tymczasem okazało się, że kluczem do wszystkiego jest prostota i konsekwencja podejścia. Dla mnie właśnie takie postawienie sprawy, nie ukrywam -  zachęciło mnie do zmierzenia Czytaj więcej [...]

15 lat

Co pięć lat robię sobie podliczenie tego, co wydarzyło się w moim wędkarstwie. Właśnie minęło kolejne pięć sezonów – razem – 15 lat. Oczywiście bawię się w wędkarstwo dużo, dużo dłużej, ale w 1999r postanowiłem podejść do tej zabawy trochę poważniej, poświęcając się wyłącznie spinningowaniu. Generalnie mam bzika na punkcie robienia notatek. Oczywiście nie zapisuję każdego klonka czy okonka pod kątem na co wziął, gdzie, kiedy, ale każdą ciut większą rybę, już w ten sposób sobie opisuję.  Czy warto tak tracić czas? Powiem, że tak i to mocno akcentując. Jak napisał mi kiedyś Marek Szymański i nie ukrywam - był to dla mnie wielki komplement z ust człowieka, który wie o naszym hobby znacznie więcej niż przeciętny wędkarz, że mam zdolność dostrzegania niuansów i szczegółów umykających większości. A wg autora wypowiedzi, wielu wędkarzy, dobrych wędkarzy, mających spore sukcesy, łowi jednak intuicyjnie i zwyczajnie Czytaj więcej [...]

Od świtu do zmierzchu

Nie wiem, czy uda mi się pojechać jeszcze raz na ryby w tym roku. Niby mam taki plan. Tak, czy inaczej, jeśli to było zakończenie sezonu, to całkiem przyzwoite. Przyzwoite, bo rybki, które zechciały docenić moje starania, były całkiem ładne, jak na to, co spotykało mnie w tym sezonie na wszelkiego rodzaju bajorkach. Nie będę relacjonował jak zwykle szczegółowo, tylko ograniczę się do głównych spostrzeżeń. Warunki były początkowo fatalne. Z zapowiadanych plus 2 stopni nocą nic nie wyszło i wyjeżdżając, miałem na termometrze trzy kreski pod zerem. Po drodze, temperatura wprawdzie wzrosła i nad wodą było minus jeden, to w połowie trasy dopadła mnie taka mgła, która w co najmniej jednym miejscu spowodowała całkowitą dezorientację i mimo ślimaczej jazdy o mały włos nie złamałem dwóch znaków na wysepce, którą w ostatniej chwili udało mi się ominąć na jakimś skrzyżowaniu. Ciśnienie było niskie 972hPa. Nad tę wodę wybierałem Czytaj więcej [...]