Co mi dała zabawa w ligę?

Czy można się nauczyć lepiej łowić, bawiąc się w rywalizację na polu wędkarstwa? Wg mnie, nawet gdyby ścigać się tylko z jednym kolegą to tak, gdyż jesteśmy wtedy dużo bardziej wnikliwi, bardziej się staramy i zwracamy często uwagę na szczegóły, które umknęłyby nam przy luzackim łowieniu solo. Mnóstwo nauki daje też analiza błędów własnych, jak i kolegów, a im ludzi więcej, tym szersze spectrum, w którym można dokonywać porównań. Takie zabawy odradziłbym tylko ludziom chorobliwie ambitnym i zarazem nie potrafiącym pogodzić się z przegraną. Na swoim przykładzie przedstawię, jakie korzyści odniosłem w grze szumnie przez nas nazwanej ligą spinningowo – muchową.  Pomimo, że startowało nas zaledwie kilku z pierwotnej 14-ki, to i tak kilka rzeczy zwróciło moją uwagę. Lepsze dwie godziny dzień wcześniej, niż tydzień „treningu” miesiąc wcześniej na danej wodzie. Warunki atmosferyczne zmieniają się tak szybko, iż Czytaj więcej [...]

Jak będzie…

Dziś zabawię się w przepowiadacza przyszłości. Mam na myśli naszą następną turę zabawy w zawody spinningowo - muchowe. Parę osób zwróciło uwagę, że po danym etapie łatwiej formułować wnioski, niż przed. Więc podchwyciłem wyzwanie. Zrobiłem, nazwijmy to szumnie – trzy treningi i jeden wypad nieplanowany. Zanim jednak przejdę do konkretów, kilka słów o samej Skawie, bo nie mam wątpliwości, że nie każdy z Czytelników był nad tą wodą, a co dopiero w niej łowił. W tym roku nad Skawą byłem pierwszy raz od co najmniej dwóch, jak nie trzech lat. Generalnie oceniam iż jest nieznacznie lepiej niż pamiętam to z ostatnich moich kontaktów z tą rzeką. Nie mniej, gdyby porównywać, to interesujący nas fragment rzeki od mostu w Tomicach poniżej Wadowic, do jazu w Grodzisku i od jazu w Grodzisku do mostu kolejowego w Zatorze, jest pustawy w zderzeniu z podobnym kawałkiem Soły [myślę o odcinku poniżej zapory Czaniec, do przedmieść Oświęcimia]. Czytaj więcej [...]

Powolniaki

Bardzo lubię dwie opcje wędkarstwa: polowanie na ryby duże, gdzie mam dwa – trzy kontakty na wyprawę, ale bardzo realnym jest, że moje ścieżki przetną się ze sporym okazem danego gatunku; drugi wariant, to łowienie drobnych ryb, byle brania były liczne. No i jednak, żeby to nie był narybek. Ponieważ wariant drugi ostatnio mi się kompletnie nie sprawdził [dwukrotnie, na dwóch różnych wodach, gdzie taka zabawa jest w zasadzie pewna], pozostała opcja bardziej wymagająca, czyli ryby duże. Tyle, że w moim przypadku sprowadza się to na razie wyłącznie do jazi. Wprawdzie myślę, że w tym sezonie pochwalę się nie jednym przyzwoitym sandaczem, ale na to muszę jeszcze troszkę zaczekać. Owo nowe sandaczowe łowisko - mam nadzieję, że da też - jeśli nie większe, to choć troszkę liczniejsze bolenie, niż ma to miejsce powyżej Krakowa [sandacz jest pewniakiem, jak to, że podatki nie będą niższe 🙂 ]. Wspaniałe dzikie i niezmiernie trudne bagno szczupakowe, Czytaj więcej [...]

Wróżby z chmur

Długo się nie cieszyłem. Nudne to, ale jestem chory. Klasyczna grypa, która mnie akurat zdarza się rzadko [no w tym roku wyjątkowo drugi raz, ale ja nie wyleżałem niczego z czterech ostatnich miesięcy]. Poprzednio capnęła mnie 6 lat temu. Obecna ma nieciekawy koloryt, bo mnie tak gna, że w porywach czasu mniej niż na zacięcie pstrąga. Poszczę już trzecią dobę… Poniższy tekst nie jest jednak czymś zamiast. Nosiłem się z jego napisaniem od ponad roku, tylko albo nie było czasu albo – to na szczęście częściej – miałem okazję podzielić się wrażeniami z wędkarskich wyjazdów. Rzecz mianowicie dotyczy wyglądu nieba [kwestii chyba najłatwiejszej do obserwacji], a potencjalnych wyników nad wodą. Nie każdy ma barometr, a naprawdę mało jest ludzi, co wozi takie ustrojstwo ze sobą, chyba że ma w zegarku, albo w GPS-e. Oczywiście można tu polegać na wielu mądrościach ludowych, ale śmiem twierdzić, że wiele z nich nijak ma się do rzeczywistości. Przykład Czytaj więcej [...]

Cierpliwość i mrok

Miałem okazję namówić Tadeusza Biernata – laureata  zeszłorocznego konkurs na krótki wywiad. Jest to jedyna znana mi osoba, która na naszym terenie z sukcesami i to niemałymi zmagała się z sandaczami. Mnie zaimponowała szczególnie ilość ryb, często bardzo, bardzo już ładnych [70+] oraz naprawdę wiele ryb trochę mniejszych, a wszystko to okraszone kilkoma pięknymi egzemplarzami. Całość jakby  trochę zaprzeczała nie tylko moim ale i spostrzeżeniom wielu innych wędkarzy, skoro nawet w naszym okręgu gatunek ten doczekał się górnego wymiaru ochronnego. Powiem szczerze – spodziewałem się jakichś bardzo odkrywczych teorii, czy oryginalnych przynęt [jedyne, co mój Rozmówca zataił, podkreślając jednak, iż są to jak najbardziej seryjne, powszechnie dostępne wabiki]… Tymczasem okazało się, że kluczem do wszystkiego jest prostota i konsekwencja podejścia. Dla mnie właśnie takie postawienie sprawy, nie ukrywam -  zachęciło mnie do zmierzenia Czytaj więcej [...]

15 lat

Co pięć lat robię sobie podliczenie tego, co wydarzyło się w moim wędkarstwie. Właśnie minęło kolejne pięć sezonów – razem – 15 lat. Oczywiście bawię się w wędkarstwo dużo, dużo dłużej, ale w 1999r postanowiłem podejść do tej zabawy trochę poważniej, poświęcając się wyłącznie spinningowaniu. Generalnie mam bzika na punkcie robienia notatek. Oczywiście nie zapisuję każdego klonka czy okonka pod kątem na co wziął, gdzie, kiedy, ale każdą ciut większą rybę, już w ten sposób sobie opisuję.  Czy warto tak tracić czas? Powiem, że tak i to mocno akcentując. Jak napisał mi kiedyś Marek Szymański i nie ukrywam - był to dla mnie wielki komplement z ust człowieka, który wie o naszym hobby znacznie więcej niż przeciętny wędkarz, że mam zdolność dostrzegania niuansów i szczegółów umykających większości. A wg autora wypowiedzi, wielu wędkarzy, dobrych wędkarzy, mających spore sukcesy, łowi jednak intuicyjnie i zwyczajnie Czytaj więcej [...]

Od świtu do zmierzchu

Nie wiem, czy uda mi się pojechać jeszcze raz na ryby w tym roku. Niby mam taki plan. Tak, czy inaczej, jeśli to było zakończenie sezonu, to całkiem przyzwoite. Przyzwoite, bo rybki, które zechciały docenić moje starania, były całkiem ładne, jak na to, co spotykało mnie w tym sezonie na wszelkiego rodzaju bajorkach. Nie będę relacjonował jak zwykle szczegółowo, tylko ograniczę się do głównych spostrzeżeń. Warunki były początkowo fatalne. Z zapowiadanych plus 2 stopni nocą nic nie wyszło i wyjeżdżając, miałem na termometrze trzy kreski pod zerem. Po drodze, temperatura wprawdzie wzrosła i nad wodą było minus jeden, to w połowie trasy dopadła mnie taka mgła, która w co najmniej jednym miejscu spowodowała całkowitą dezorientację i mimo ślimaczej jazdy o mały włos nie złamałem dwóch znaków na wysepce, którą w ostatniej chwili udało mi się ominąć na jakimś skrzyżowaniu. Ciśnienie było niskie 972hPa. Nad tę wodę wybierałem Czytaj więcej [...]

Kleń na zimno

Czasami banalna zmiana powoduje diametralnie różny wynik.  Jak napisałem kiedyś, po smutnych testach starorzecza, poszedłem po pociechę nad pobliską rzekę.  Jest tam, około 2km niżej charakterystyczne miejsce.  Długi i łagodny łuk rzeki. Spadek niewielki, więc woda płynie bardzo wolno, ale na zewnętrznym łuku okresowe wezbrania, wypłukały sporo podłoża i woda sięga tu średnio 1,5 – 2m. Ten zewnętrzny łuk rzeki graniczy z bardzo stromym brzegiem, na dodatek od pewnego momentu porośniętym gęstymi krzaczorami. Nawet obecnie, na przełomie jesieni i zimy chodzenie tam to raczej męka. Te wszystkie krzewy i małe drzewa wżarły się swoimi korzeniami w stromą skarpę, efektem czego istny busz sięgający do 2m nad głęboką i spokojną wodę. Gałęzie często dotykają powierzchni.  Dawniej, jeszcze dwa lata temu było tam wielkie zimowisko okoni. Na tych 500m, bo tyle mniej więcej liczy ten fragment, od listopada, czasem od połowy października Czytaj więcej [...]

Bocheny Team

Dziś chciałem zaprosić na spotkanie ze szczególnym rodzajem wędkarzy – pasjonatów. Przedstawiam  Marków: Maro z nad Raby i drugi Marek z nad Dunajca, stanowiących duet „Bocheny Team”. Chłopaki  tworzą  „Bocheny” – woblerki kleniowe, o których coraz głośniej w południowych i południowo – wschodnich rejonach kraju. Jak więc widać, to duet wędkarsko - konstruktorski  ludzi, którzy, że tak górnolotnie napiszę – oddali duszę swoim rzekom i ulubionemu gatunkowi ryb. Są przykładem, że takie wyspecjalizowane podejście musi przynieść sukces, pod postacią licznych okazów, nawet gdy nie ma się za sobą szczególnie długiego wędkarskiego stażu. Wędkarskie Wakacje: O kleniach powiedziano bardzo dużo. Kleń wiślany, z rzek podgórskich, małe rzeczki. Ja bym dołożył klenie z wód stojących. Czym różni się kleń z Dunajca od innych? Maro: Kleń z Dunajca ? Specjalistą od tych wyżej wspomnianych jest Marek. Ja niestety mało spędziłem Czytaj więcej [...]

Złowić cokolwiek

Na początek pochwalę się, bo nie wytrzymam. „Trzepnąłem” jednego dnia dwie życiówki, za każdym razem większą. Już wkrótce relacja. Teraz małe wyjaśnienie odnośnie zapytań o moją osobę, jako przewodnika. Takie zapytania trafiają mi się nieczęsto, ale się zdarzają. Ponieważ ostatnio było kilka na raz, odpowiem hurtem i na forum, by nie tracić czasu na indywidualne odpowiedzi.  Otóż nie zajmuję się czymś takim. Są dwa, prozaiczne powody. Pierwszy, to moje podejście do wszelkiej współpracy: klient musi być zadowolony! Ja chyba bym się zapadł pod ziemię, jakby ktoś pod moją opieką nie złowił tego, co było w planie i nie myślę tu o szarżowaniu na medalowe okazy. Po drugie, musiałbym mieć nie wiem jak tragiczną sytuację finansową, by ujawniać komuś, kogo zwyczajnie nie znam, świetną miejscówkę, skazując ją najpewniej na „upowszechnienie”.  Dlatego żadne trzy, czy nawet pięć stów mnie nie skusi. Sparzyłem się na Czytaj więcej [...]