Półfinał, czy finał?

Tak, jak obiecałem tym, którzy podpisali petycję odnośnie przywrócenia wymiarów ochronnych bolenia i sandacza, relacjonuję, jak wygląda ciąg dalszy tej sprawy. Otóż w pewnym momencie miałem wrażenie, że temat utknął w martwym punkcie i że będziemy musieli sięgnąć po jakieś mocniejsze argumenty. Tu mała dygresja – nikogo nie straszę, nie blefuję. Faktem jest, że 180 osób które poparły pomysł twórcy petycji,  to nie jest wiele. Nie mniej wśród tych ludzi jest co najmniej trzech ichtiologów, co najmniej dwóch lekarzy, kilku urzędników państwowych, paru właścicieli prywatnych firm i to w jednym co najmniej wypadku dużej w skali regionu, oraz co najmniej dwóch prawników. Piszę „co najmniej” gdyż ja z tych blisko dwustu osób znam zaledwie może czterdzieści… Petycję  podpisało nie stadko rozhisteryzowanych gówniarzy, tylko ludzie, którzy chcieliby kontynuować swoje hobby także za pięć czy dziesięć lat. Ludzie świadomi swoich Czytaj więcej [...]

Z ostatniej chwili…

Dzwoniła Bulwarowa. Celowo tak piszę, bo nie do mnie tylko do kolegi. A, że kolega nie powiedział kto dokładnie, to nie drążyłem. Ponoć dzwoniono po to, by na mnie wpłynął. Otóż, kto to tam z Panów nie dzwonił - jesteśmy dorośli. Chyba nie myślicie na serio, że odwołanie się do tak naiwnego ruchu cokolwiek wniesie? Po drugie - pewnie macie świadomość, ale na wszelki wypadek napiszę - zignorowaliście petycję, którą podpisał nie Kozłowski w pojedynkę, tylko prawie 200 osób... Przekazywanie przez kolegę informacji, że od 2022r na bank przywrócicie okresy ochronne sandacza i bolenia, podobnie, jak zaproszenie na każde zarybienie, czy propozycja wglądu w dokumentację jest słaba. Teraz? Dlaczego odmówiono nam tego ponad miesiąc temu powołując się na Statut? Coś się w nim zmieniło przez te pięć tygodni? Ale może jednak chcecie się spotkać z przedstawicielami naszej grupy? Ja przynajmniej doceniłbym taki gest , a i parę uprzejmych sugestii Czytaj więcej [...]

Dlaczego jest, jak jest… – cz. III

Dobra. Święta się skończyły. Otrzymałem wgląd w całość dokumentacji dotacji jaką zarząd naszego okręgu otrzymał od Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – w teorii na ochronę. Zacznę od tego jak to się zaczęło. Otóż w od lat śledzę „wyniki” koła HTS na Szreniawie. W tym roku na kilkunastu startujących nie złowiono ani jednego pstrąga. W poprzednich latach bywało podobnie. No i „rozmontowała” mnie relacja z tego wydarzenia. Nie chce mi się cytować tego tekstu, bo szkoda miejsca, ale wnioski były takie, że: - nic nie złowili - ale było fajnie, bo było żarcie i rozlosowano nagrody - niektórzy uczestnicy podobno sugerowali zastanowienie się nad zmianą łowiska w przyszłości Chciałem napisać komentarz, jak się okazało nie ja jeden z pytaniem do uczestników, czy im czasem nie przychodzi do głowy zapytać  naszych umiłowanych przywódców okręgu, dlaczego uczestnicy tych zawodów od lat mają takie słabe Czytaj więcej [...]

UWAGA!!!

Powyższego sandacza złowiłem w lutym rok temu. Miał ponad osiem dych. Zdjęcie mam stąd, że nijak nie chciał odhaczyć się w wodzie. Musiałem go wyjąć na brzeg. Wziął, jak to mówią niektórzy – z przyduszenia. Ja mam wątpliwości co do takich „brań”.  Oczywiście wypuściłem go, a w zasadzie chyba ją z naprawdę dużą ostrożnością. Na zdjęciu przy takim ujęciu tego nie widać, ale sprawiała wrażenie bani pełnej ikry. W tym roku mógłbym ją ukatrupić w majestacie chorych zmian, jakie wprowadził zarząd Okręgu Kraków. Okazuje się, iż nie tylko ja mam takie zdanie o tych zmianach. Napisał do mnie Pan Tomek, informując o petycji, jaka została stworzona przez kilka osób. Dotyczy ona tylko dwóch kwestii: - przywrócenia poprzedniego okresu ochronnego sandacza - przywrócenia okresu ochronnego bolenia, który to gatunek został go zupełnie pozbawiony Podpisałem się chyba jako 30-a osoba. Tak sobie pomyślałem, że nie ważne jest, co z tym Czytaj więcej [...]

Dlaczego jest, jak jest… – cz. II

Wpisy Questa ale przede wszystkim  kilkanaście maili oraz jeszcze wcześniej telefonów od znajomych, którzy namawiali mnie, by coś zrobić w temacie tych chorych naszym zdaniem zmian w wymiarach ochronnych, wprowadzonych w naszym okręgu, zachęciły mnie do napisania kontynuacji poprzedniego wpisu.  Odwołam się także do  kanału YT „Wędkarska Przygoda”, bo jej Autor poświęca wiele czasu na, jak się okazuje – bicie głową w mur, mimo dość dużego [jak na niezborność środowiska łowiących] poparcia szeregowych wędkarzy w okręgu Toruń. Wyjdzie ze mnie belfer, ale pokuszę się o niekrótki wykład, często odwołując się do historii i z konieczności zahaczając o politykę. Nie wiem czy większości  z Was nie zanudzę, ale mam nadzieję, iż niejednego zaskoczę, a może nawet przekonam do proponowanych interpretacji.  Finalnie chciałbym po prostu dobitnie wskazać, dlaczego jest, jak jest… Zacznę od wpisu Ouesta. Dlaczego na niego, jak mnie ktoś Czytaj więcej [...]

Dlaczego jest jak jest?

Myślałem, czy nie lepszym tytułem dla tego wpisu byłoby „Z prawnikiem nad wodę”, ale jednak bardziej będę zastanawiać się skąd się biorą kontrowersyjne zmiany w regulaminie, niż nad samą ich interpretacją. Pierwszy raz od 20 lat wykupiłem zezwolenie dopiero 30 stycznia. Zwykle, jak nie miałem wklejonych znaczków koło 10 dnia pierwszego  miesiąca roku, to mnie już lekko trzęsło. Nie wiem: albo się rzeczywiście starzeję, co jest niewątpliwe, albo bardzo intensywne łowienie w listopadzie i grudniu tak mnie zmęczyło. Dopiero od niedzieli, gdy co niektórzy znajomi otwarli już sezon, to poczułem dreszczyk. Ale póki co mogłem osobiście przekonać się odnośnie zmian jakie wprowadzono w naszym okręgu. Już wcześniej wiedziałem jakie one są, bo ponoć – sam nie śledzę forów wędkarskich w internecie, ale znajomi mówili, że była burza. Rzeczywiście, niektóre  zapisy są co najmniej zdumiewające. Zacznę od wymiarów. Celowo nie precyzuję, Czytaj więcej [...]

Takie rzeczy się nie dzieją…

…a jednak. Pewnie myślicie, że będzie coś z grubej rury o kłusownikach, albo działaczach PZW. Ale nie. Mam nadzieję, że się ubawicie trochę, bo moi znajomi śmiali się do łez, choć mnie całe zdarzenie, niezależnie od groteskowości zajścia, podniosło ciśnienie, jak dawno nic. Główny „bohater” całego wydarzenia naprawdę miał szczęście, bo lat temu z 10 – 15 skończyłoby się to dla niego - nazwijmy to „kontuzją” i to raczej poważną; na szczęście dla niego i dla mnie pewnie też, teraz mocniej trzymam nerwy na wodzy. Jest trzech wędkarzy z Krakowa, o których mam opinię, jako o najlepszych wiślanych łowcach ryb typowo spinningowych. Dwóch do niedawna znałem tylko z opowieści, a jednego miałem okazję kiedyś poznać. Są to osoby, za którymi wędki mogę nosić. Łowią dużo, bardzo, bardzo dużo ryb i to dużych. Często wielkich. Okazy. Niektórzy z nich udzielają się na forach. Są znani i są niekwestionowanymi autorytetami. Środowisko Czytaj więcej [...]

Duże ryby – cz. II

Niektórzy pytają, więc winien jestem wyjaśnienie, co z ankietą odnośnie najgorszych łowisk Okręgu. Nie pokuszę się o takie oficjalne podsumowanie, mające jakąś tam wagę, gdyż sondaż nie spotkał się ze szczególnym odzewem. Wpłynęło zaledwie dwadzieścia jeden maili na ten temat, a liczyłem na przynajmniej sześćdziesiąt, może sto. Pewnie ludzie nie chcą się dołować, albo kopać leżącego. W każdym razie zainteresowania nie było. Być może uznaliście iż i tak nic to nie zmieni... Jedyne, co wynika z tych nielicznych głosów, to brak zaskoczenia w temacie miejsca pierwszego: wszystko wskazuje na to, iż za najgorsze łowiska Okręgu Kraków uznalibyśmy tzw. rzeczki pstrągowe. Sam wymieniłbym je na pierwszym miejscu i chyba nawet nie muszę pisać dlaczego tak jest. Prywatnie, na drugim miejscu wskazałbym Kryspinów [Zbiornik Na Piaskach] – nie wiem na czym polega jego „specjalność”  - wszak, by tam łowić, trzeba mieć tę wyższą opłatę. Czytaj więcej [...]

Jednak nie tak łatwo…

W sierpniu na Kanale Łączańskim odbyły się zawody GP Polski w wędkarstwie spławikowym. Wyniki generalnie bardzo rozczarowały uczestników, może poza zwycięzcami. Przeważały głosy o bezrybiu. Na jednym z forów pojawił się trochę bardziej obszerny wpis, który podesłał mi jeden z Czytelników. Wpis ów poniżej cytuję. „ŻENADA -  tak w jednym słowie określiłbym ostatnie, tegoroczne zawody spławikowego GP Polski, które wczoraj zakończyły się nad Kanałem Łączany. Uważam, że organizator tychże "zawodów" świadomie zlekceważył i upokorzył wszystkich uczestników. Brałem udział w wielu bezrybnych rywalizacjach, jednak owe bezrybie zazwyczaj wynikało z czynników bardziej lub mniej nieoczekiwanych. O tym, że Kanał Łączany nie nadaje się na tak poważne i duże zawody było wiadome już od wielu tygodni. To był czas, w którym zawody należało przenieść na inne łowisko. Okręg PZW Kraków tego nie zrobił, a swoją wędkarską błazenadę Czytaj więcej [...]

Zaporowa wielkość – cz.I

Coraz częściej staję przed dylematem: zrobić wpis, czy jechać na ryby. Mam w tym sezonie naprawdę mało czasu. Kotłuję się między dwoma pracami, studiem nagrań i jak się okazuje w ostatnich dniach – tematami z wędkarstwem związanymi, ale nie bezpośrednio nad wodą. No, a są jeszcze dzieciaki i jak sobie pomyślę, że córa spędzi kolejne godziny nad tabletem, zagryzając cukierkiem, to coś we mnie pęka, zmieniam plany i płyniemy. Płyniemy,  choć wiem, że nie połowię, bo nie bardzo można zaszaleć na Kryspinowie. A poza tym nie ma się co okłamywać – przy dziecku, a tym bardziej dzieciakach, łowienie nastawione na wynik jest mrzonką. Jak były pstrągi w Krzeszówce, to wypad na 2-3 godziny, gdzie dojazd zajmował 3 minuty miał sens. Pewnie bym Was zanudzał rybkami od wielkiego dzwonu pod 40cm, ale to już przeszłość. Byłem znów raz, bo człowiek się łudzi, ale po czterech braniach okonków po 7-8cm dałem sobie spokój po 90 minutach. Czytaj więcej [...]