VIII tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Cholerzyn

Ósma tura ligi za nami. Kuriozalna była to rozgrywka. Raz się zdarzyło wprawdzie, że wygrała słownie jedna ryba, ale było to dawno temu, przy pogodowym Armagedonie jak na sierpień i przy najmniejszej obsadzie w historii naszej rywalizacji [tylko czterech uczestników w turze]. Niestety sytuacja się teraz powtórzyła. W mojej ocenie zaważyło „świetne” łowisko.  Potężna woda w Wiśle po opadach, nie za bardzo nadawała się do łowienia, szczególnie na W3 poniżej Przewozu. Osobiście byłem za przełożeniem terminu, lub łowieniem tak, jak jest. Przeważyła jednak opcja zmiany łowiska z czym się zgodziłem, bo miało to też za sobą konkretne argumenty. Ponieważ na październik wylosowano propozycję Bartka, kolega miał decydujący głos. Proponował starorzecze poza naszym okręgiem, ale okazało się, że pobliska rzeka nie wlewa się do niego jak zwykle, a płynie przez starorzecze, więc ta opcja, która miała wielu fanów – odpadła. Niewiele osób, Czytaj więcej [...]

Robi się obiecująco…

Zastanawiam się teraz tylko nad jednym: czy ryby będą tu także do końca sezonu? Tak, tak – znalazłem – jestem już o tym praktycznie całkowicie przekonany, znalazłem „złoty odcinek”, jak nazywamy świetne fragmenty rzek. Tak, jak oceniłem za pierwszym razem, nie ma tu festiwalu brań. Raczej 2-3 w słabszym dniu; w dobrym 4-5. Ale ryby, niezależnie od gatunku – co najmniej warte zainteresowania. Bo też i różnorodność jest na tyle duża, iż mam już kłopot z jakim sprzętem iść i na co się nastawić. Finalnie chodzę z takim zestawem, który jest kompromisem, pozwalającym łowić lekko małymi ale i sporymi wabikami [też lekko], a zarazem dającym szansę na zacięcie czegoś większego, no i wyjęcie ewentualnej zdobyczy. Miałem tu już perturbacje z boleniami, sandaczami. Ostatnio było jeszcze co innego. Taktyka jest dość prosta: najpierw kilka rzutów woblerem 5cm na stalce. Potem to samo, ale guma 7,5cm/2g. Jeśli nic się nie dzieje, to ten sam Czytaj więcej [...]

Sandaczowy rekord

Znalazłem chyba jeszcze lepsze miejsce, niż opisywałem ostatnio. Lepsze, bo jednak z wodą płynącą. Jak byłem tam pierwszy raz, to sobie pomyślałem „ to odcinek na 1-2 brania podczas wypadu, ale ryby będą grube”.  W przeciwieństwie do poprzedniej miejscówki, gdzie ryby głównie wychodzą do wabików i robią przy nich cuda, ale nie biorą normalnie, tu jest inaczej: rybom się nic nie zdaje, nic nie próbują – walą po prostu ile pary w płetwach. No, może ten na zdjęciu taki nie był do końca. Tydzień temu, już pod nogami zaliczyłem obcinkę szczupaka. Myślę, że miał 75+, może nawet więcej. Pokazał tylko łeb i kark – grubaśny jak na rzeczną rybę. Ale plecionka strzeliła. Zaatakował wobler 5cm. Od tamtej pory zakładam tu, jak nigdy długi przypon zabezpieczający przed zębaczami. Jak nigdy nie przychodzi mi tu do głowy łowić UL. Odcinek jest cichy, niepozorny, ale odludny i ma to „coś”. A jak udało mi się wyjąć mojego [mam nadzieję Czytaj więcej [...]

VII tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Wisła W3

Zacznę tak: realnie, a nie teoretycznie, to po ostatniej turze na pierwsze miejsce w naszej lidze szansę mają aż cztery osoby;  na miejsce trzecie – aż dziewięciu uczestników. Niech to odda nieco szalony efekt naszej ostatniej rywalizacji. Działo się naprawdę wiele w stosunku do tego, na co się chyba wszyscy nastawili z perspektywy dość nikłych wyników w dni poprzedzające turę. Kompletnie nie sprawdziło się założenie, że ranek rozstrzygnie wszystko. Ryby żerowały wybiórczo, ale przez cały czas trwania tury.  Złowiono 16 punktowanych sztuk, trzech gatunków, co daje nieznacznie więcej, niż jedną punktowaną zdobycz na uczestnika. Oczywiście byli szczęściarze/lepiej łowiący, którzy realnie złowili więcej niż jedną rybę, oraz pechowcy/gorzej łowiący, którzy złapali zero. Statystycznie punktowaną rybę łowiono co 24 minuty. Biorąc pod uwagę wyniki z treningów, niewiarygodnie niski poziom wody, wielki kontrast temperatur ranka i pełni dnia, Czytaj więcej [...]

Nocki i treningi przed kolejną turą

W krótkim dziś wpisie parę zdań o moich skromnych, aczkolwiek obiecujących próbach łowienia w nocy i co działo się tuż przed ostatnią turą, która miała miejsce dwa dni temu [o niej następnym razem]. Najpierw nocki. Znalazłem miejscówkę z boleniami. Powtarzalną. Aaa – już uprzedzam – jeszcze żadnego nie złowiłem. Jest powtarzalna w brania. W rekordowy wieczór i noc miałem ich...siedem. Tak, tak, nie pomyliłem się. Zaraz po zejściu z wody, trochę roztelepany wewnętrznie w głowę zachodziłem, jakim cudem żadnej ryby nie zaciąłem. Najpierw o miejscówce. Dość „nieboleniowa” w charakterze: równy bardzo, bardzo spokojny uciąg wzdłuż około 40m języka piachu wchodzącego w wodę z piaszczystej wysepki. Taki podwodny piaskowy, długi garbek. Na szczycie przy typowym teraz stanie wody od 10 do może 25 cm, a na krawędziach po pół metra u podstawy do 1,5m na czubku. Taka karykaturalna przykosa. Wzdłużne krawędzie „rozpuszczają się” w Czytaj więcej [...]

Warto było sprawdzić

Dokonaliśmy z Wojtkiem pewnego eksperymentu. Może nie miało to przed nami odkryć jakichś zupełnie nieznanych obszarów Wisły, nie mniej pomogło lepiej je poznać. O co chodzi? Przed ostatnią turą naszej ligi, sam nie bardzo wiedziałem co ostatecznie zrobię. Gdyby woda była skrajnie niska lub nie pojawiłby mi się jakiś inny pomysł, to pojechałbym na to wysokie W2 z myślą o okoniu. Zachęcałem zresztą do tego kolegę, który jednak nie skorzystał i finalnie nie punktował. Oczywiście dzień do dnia w wędkarstwie niepodobny i  nie ma co podchodzić do naszego testu dogmatycznie i traktować jego wynik jako pewnik. Jednym zdaniem – było fajnie. Rzekłbym, że lekki powiem dawnych lat. Przyjęliśmy założenie, że chcemy zdobyć z perspektywy naszej ligowej rywalizacji, jakiekolwiek punkty. Czyli – nie czarujmy się – idziemy na ilość, co jest też jakimś wyznacznikiem łowienia UL. Łowiliśmy na wyraźnie podniesionej wodzie, lekko trąconej po całej Czytaj więcej [...]

VI tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Wisła W2

Ta tura uświadomiła mi pewną oczywistość, rozumianą w sensie dosłownego samozinterpretowania się: różnica poziomu wędkarzy polega głównie na znajomości danej wody, względnie doświadczeniu w szybkim jej „czytaniu”. Dopiero potem idzie kwestia doboru sprzętu, przynęty, sposobów jej podania i poprowadzenia, obrania taktyki i tych wszystkich pozostałych szczegółów. Jak było? Od strony, że tak powiem – turystycznej , było pięknie i zarazem trochę tajemniczo, a także strasznie, jak to nocą. Szczególnie gdy na horyzoncie mamy wyładowania jak na afrykańskiej sawannie, a nad głową gorący wicher [22 stopnie o północy]. Wędkarsko zaś, było generalnie jak przewidywałem, więc jakiejś wędkarskiej wielkiej smuty nie ma, choć rozczarowanie na pewno. Nie mniej przypadki jakie zdarzyły się trzem osobom, są na tyle zachęcające, że może jakiś potencjał jednak w tym górnym W2 dla spinningisty jest. Ale zacznijmy od początku. Sierpniowa tura wieczorowo Czytaj więcej [...]

IV tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Raba

Ostatnio pisałem, że nie było jeszcze w naszej lidze tury tak pasjonującej i tak owocnej jak lipcowa rywalizacja na Rabie. Ostatnia – zaległa tura za czerwiec była niestety typowym [wg mnie oczywiście] dla tej rzeki „męczeniem kichy”, z różnicą taką do lat poprzednich, że ryby przynajmniej widać. Zwracałem na to uwagę w poprzedniej ligowej relacji, ale napiszę raz jeszcze: krakowskie muchowy i spinningowe odcinki no kill Raby osiągnęły faktycznie niezły poziom rybostanu, szczególnie pstrągowego, w mniejszym stopniu no kill tarnowski z tym, że na tym ostatnim naprawdę sporo jest grubego klenia i przynajmniej dostateczna ilość paru innych gatunków. Zastanawia mnie tylko, czy jest to wynikiem wysycenia wody w wyniku ogromnych zarybień, czy rzeka [być może właśnie w wyniku tych zarybień], osiągnęła jakąś równowagę ekosystemu. Ale ostatnia tura to była istna, wędkarska ściana płaczu, naprawdę pechowych zbiegów okoliczności i poza jedną Czytaj więcej [...]

Po przerwie, treningi i rybki z pigalaków

Jak kiedyś powiedziałem, moja noga do wakacji nie stanęła nad Rudawą/Krzeszówką. Trochę z tęsknoty, a trochę z ciekawości byłem aż trzy razy na no kill Krzeszówki, za każdym po 2-4 godziny. Moja ciekawość jest zupełnie zaspokojona. Mam tak mieszane uczucia, że niekoniecznie wybiorę się ponownie, aczkolwiek, sam już nie wiem co myśleć. Na pewno dużo jest okoni. Szczególnie łowiąc pod prąd na małe gumowe wabiki, złowimy tych ryb relatywnie bardzo wiele, jak na ten odcinek w porównaniu do poprzednich lat. Wielkość rybek typowa, aczkolwiek średnio chyba większe niż zazwyczaj się trafiały. Łowiłem głównie w muchowym stylu, idąc pod prąd i łudząc oczy dziewiczymi widokami [wyjście na brzeg odziera wędkarza ze złudzeń: nie jest wprawdzie dziko schodzone, nawet powiedziałbym, że dawno nikt tu nie był, ale… dojścia do nielicznych dołków i same miejscówki, to prawie klepiska – oczywiście w tych na oko bankówkach  rzadko cokolwiek Czytaj więcej [...]

V tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Raba

Tak, to nie pomyłka w tytule. To była piąta tura, lipcowa. Tura nr 4 z czerwca, gdy leciało kakao będzie w sierpniu. Nie myślałem, że to napiszę po jakiejkolwiek turze na Rabie, ale jak przystało na małą, okrągłą bo piątą edycję naszej ligi, tura ta była, jak do tej pory najlepszą ze wszystkich od 2016r. Rywalizacja była owocna, ponieważ zapunktowało dwunastu na piętnastu startujących, a na wielu pozycjach różnice między miejscami były mniejsze niż…centymetr!  Czy to oznacza, że było łatwo? W moim odczuciu, jako osoby kompletnie nieznającej tej wody, uważam, że dzień był ciężki, a ryby brały raczej kiepsko. Pewnego obiektywizmu dodały te tygodnie brudnej i mocno podniesionej wody. I tak twierdzę, że na odcinku muchowym miarowych ryb jest ileś tam razy więcej niż na spinningowym, ale fragmentami totalna przebudowa dna, brzegów i otoczenia, nie faworyzowała już tak bardzo muszkarzy. Czy to oznacza, że zmieniam zdanie o tej wodzie? Nie, Czytaj więcej [...]