Bicie głową w mur

Tak myślę, gdy zastanawiam się nad moimi doświadczeniami odnośnie macania się po latach z Wisłą W2. Oczywiście nie jestem w stanie obskoczyć całości tego odcinka, koncentruję się więc na jego części środkowej. Cóż, podtrzymuję moją sceptyczną opinię o tym fragmencie Wisły. Jakkolwiek, obserwując będących w polu widzenia wędkarzy gruntowych, to w ogóle zastanawiam się, po co oni tu jeżdżą. No, chyba, że założymy iż mam jakiegoś nieprawdopodobnego pecha i spotykam samych nieudaczników. Ale nie wierzę w taki przypadek. Faktem jest, że obserwowani przeze mnie grunciarze łowią pojedyncze kleniki. Z perspektywy spinningu mam mieszane uczucia. Gdyby chcieć kogoś zachęcić do wędki, to taka osoba będzie zadowolona: masa brań klonków do 25cm. Naprawdę dużo. Gatunek ten w sposób nieprawdopodobny zdominował ten fragment Wisły. Sadzę, iż niemało jest ryb dużych 45+ i bardzo dużych, ale po pierwsze - mało tu mamy miejscówek, które rybę Czytaj więcej [...]

Jednak nie tak łatwo…

W sierpniu na Kanale Łączańskim odbyły się zawody GP Polski w wędkarstwie spławikowym. Wyniki generalnie bardzo rozczarowały uczestników, może poza zwycięzcami. Przeważały głosy o bezrybiu. Na jednym z forów pojawił się trochę bardziej obszerny wpis, który podesłał mi jeden z Czytelników. Wpis ów poniżej cytuję. „ŻENADA -  tak w jednym słowie określiłbym ostatnie, tegoroczne zawody spławikowego GP Polski, które wczoraj zakończyły się nad Kanałem Łączany. Uważam, że organizator tychże "zawodów" świadomie zlekceważył i upokorzył wszystkich uczestników. Brałem udział w wielu bezrybnych rywalizacjach, jednak owe bezrybie zazwyczaj wynikało z czynników bardziej lub mniej nieoczekiwanych. O tym, że Kanał Łączany nie nadaje się na tak poważne i duże zawody było wiadome już od wielu tygodni. To był czas, w którym zawody należało przenieść na inne łowisko. Okręg PZW Kraków tego nie zrobił, a swoją wędkarską błazenadę Czytaj więcej [...]

Szczupaki ?

No i po wakacjach. Miałem je wędkarsko tak słabe, jak nigdy nie licząc 2002r kiedy osiągałem mizerne wyniki. Ale wtedy były inne powody. Teraz – zwyczajnie – brak czasu plus zafiksowanie się na wiślanym W2 o czym niżej. Wczoraj wróciłem z nad morza. Naszego Bałtyku. Cóż, mimo, że mieliśmy aurę jak na południu Europy, to zimna woda lekko podcięła morale. Nawet córa, taplająca się czasem już w maju, powoli pasowała. Mimo, iż byłem w miejscu, gdzie gdyby to było w Danii, czy nawet w sąsiednich Niemczech, w analogicznej lokalizacji miałbym kłopot, co wybrać wędkarsko; tu była polska rzeczywistość. Rozczarowanie było nikłe, bo na to się nastawiłem. Miejscowość Rowy. Ujście Łupawy. W promieniu 3km: morze, ujście rzeki jak kanał z portem, dziki, przyujściowy kawałek i jezioro, którego końca nie widać… Wielkie g… Wędkarzy nawet kilku widywałem. Na moich oczach tylko jeden złowił okonka. Ich brań sam miałem nawet sporo, ale ryby Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – VI tura – Raba [górska]

Znów wygrali muszkarze, ale już nie tak wyraźnie, a na pudle są…cztery osoby – po dwóch muszkarzy i spinningistów. Sam już nie wiem, co zdecydowało o w sumie słabszych, a zarazem porównywalnych wynikach. Niewątpliwie szyki pomieszała nam aura, gdyż w nocy przyszedł niezapowiadany, przynajmniej na pogodynce front, i od zachodnich granic Powiatu Krakowskiego do Bochni, a może i dalej, przeszła mega ulewa. W sumie to nie wiem jak długo lało, ale raczej nie był to opad półgodzinny. W moim wypadku wymusiło to zmianę planów, bo wątpiłem czy dojadę na miejscówkę, którą pierwotnie upatrzyłem. Pomijając mój generalny sceptycyzm w stosunku do Raby z tym, co ona oferuje, to gdyby odrzucić moje sytuacje [miałem dzień cudów, o czym niżej], to jakichś nadzwyczajnych momentów nie było, choć troszkę emocji to już tak. Ja podtrzymuję niezmiennie jak na razie opinię, że to łowisko sztucznie podtrzymywane zarybieniami non stop. I pewnie nie ma w tym wypadku Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – V tura – Raba

Jesteśmy na półmetku tegorocznej ligi. To, co na pierwszy rzut oka uderza: prym wiodą startujący, którzy w poprzednich latach o ile brali udział,  byli poza podium. Miniona tura budziła we mnie trochę mieszane uczucia, gdyż łowisko, którym była Raba  od Dobczyc do ujścia, jest bardzo nierówną i różną zarazem wodą. Po prostu rywalizowanie na wodzie typowo nizinnej [rejon blisko Wisły] i zdecydowanie podgórskiej/górskiej [Dobczyce- Kunice – Winiary], ciężko ze sobą zestawiać. Co innego, jak w sierpniu będziemy startować tylko na odcinku no kill muchowym i no kill spinningowym. Jeśli będziemy się bawić w przyszłym roku, to jednak łowiska powinny być bardziej jednolite w swym charakterze. Ale nie piszę tego by coś tam usprawiedliwiać. Z drugiej strony takie właśnie łowisko, było niezłą konfrontacją odcinków no kill i tego co jest dużo nizej. Dawało to niewątpliwie bardziej porównywalne szanse zarówno muszkarzom, jak i spinningistom. Z Czytaj więcej [...]

Zaporowa wielkość – cz. II

Z braku czasu zaciskam zęby i przepraszam się z W2. Co mogę powiedzieć? Kilka ostatnich, króciutkich, bo max 3-godzinnych wypadów wlało we mnie ciut optymizmu, czego nie mogę powiedzieć o kolegach, którzy dali się namówić. Największe trudności: - generalnie woda, jak na jej areał  ma ekstremalnie małą ilością ładnych miejsc pod spinning w ogóle; w porównaniu z W3 monotonia jak diabli – sam taki fakt raczej mało motywuje - tak znikomy ruch na wodzie, że wydaje się martwa [nie liczę rybek jak palec]; szczególnie pobicia boleni to cud; w ogóle ataków większych ryb jak na lekarstwo - nie sprawdza mi się moja ogólna reguła z W3 brzmiąca „im gorzej wyglądająca miejscówka, tym lepiej” - znów uogólnienie, ale jak już mamy żwir, to woda „popyla” po dnie równym jak autostrada; jak płynie wolno, to robi się dosłownie kanał, także z monotonnym, równym pisakowym dnem, za to przy brzegach tony mułu po pas – zapomnijmy o pójściu skrajem Czytaj więcej [...]

Zaporowa wielkość – cz.I

Coraz częściej staję przed dylematem: zrobić wpis, czy jechać na ryby. Mam w tym sezonie naprawdę mało czasu. Kotłuję się między dwoma pracami, studiem nagrań i jak się okazuje w ostatnich dniach – tematami z wędkarstwem związanymi, ale nie bezpośrednio nad wodą. No, a są jeszcze dzieciaki i jak sobie pomyślę, że córa spędzi kolejne godziny nad tabletem, zagryzając cukierkiem, to coś we mnie pęka, zmieniam plany i płyniemy. Płyniemy,  choć wiem, że nie połowię, bo nie bardzo można zaszaleć na Kryspinowie. A poza tym nie ma się co okłamywać – przy dziecku, a tym bardziej dzieciakach, łowienie nastawione na wynik jest mrzonką. Jak były pstrągi w Krzeszówce, to wypad na 2-3 godziny, gdzie dojazd zajmował 3 minuty miał sens. Pewnie bym Was zanudzał rybkami od wielkiego dzwonu pod 40cm, ale to już przeszłość. Byłem znów raz, bo człowiek się łudzi, ale po czterech braniach okonków po 7-8cm dałem sobie spokój po 90 minutach. Czytaj więcej [...]

Taka sobie refleksja

Podzielę się swoimi przemyśleniami odnośnie filmu na temat nieprawidłowości w PZW, jaki wyemitował 1 PR TVP. Uczucia mam bardzo mieszane. Nie zgodzę się jednak z tymi, którzy twierdzą, że był to materiał raczej letni, nie budzący większych emocji. Zgodzę się z kolei z tymi, którzy twierdzą, że audycja wiele nie zmieni, ani nawet nie wniesie do ewentualnej dyskusji [pytanie kogo z kim?]. Zacznę od tego, że nie oglądam żadnej TV od 2006r. Nawet nie mam w domu telewizora. Nie znałem więc formuły cyklu reportaży, który zajął się także PZW. Wg mnie właśnie jego formuła miała decydujące znaczenie dla niekoniecznie podnoszącego ciśnienie materiału. Podejrzewam, że program był totalnie obojętny dla tych, którzy nie wędkują. Zwrócę uwagę wędkarzom – nas nie bardzo miało co zaskoczyć w programie, bo my to wszystko wiemy. Czego zabrakło? Przede wszystkim musiałaby być całkiem inna formuła programu. Powinien być wyemitowany materiał, Czytaj więcej [...]

Było zarybienie…

Dokładnie – było. I się zbyło. Jakieś dwa tygodnie temu miało mieć miejsce zarybienie pstrągiem potokowym. Takim odrośniętym, mięsem armatnim przeciętnego Kowalskiego z wędką. Nawet pośrednio zapytano nas czy chcemy pomóc i gdzie wpuścić ryby. Umyłem ręce, nie chcąc mieć z tym już nic wspólnego. Przecież było pewne jak słońce, bo tak jest od trzech lat, że ile by nie wpuścili – wszystko trafia szlag. Przyczyny jak zwykle  - nieznane. Po mojemu – nikomu nie chce się nawet ich dojść . Grunt, że jest operat. Rybą się sypie. Koledzy się skusili. Po doświadczeniach z ostatnich trzech lat, z odcinkiem no kill, uznali, że wpuszczą ryby poniżej.  Stwierdziłem, że to nonsens, bo jak tylko tłuszcza się zorientuje, to tych ryb w tydzień nie będzie. Ale miała być konspira, ja się nie wcinałem. No i zarybili. Plan był taki, że choć przez miesiąc będzie zabawa. No i łowili. Nawet 40-ki się trafiały.  Niestety plan szlag trafił, bo Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – IV tura – Wisła

Wszystko wskazuje na to iż ominęła mnie chyba najfajniejsza tura w historii naszej ligi. Takie mam wrażenie oglądając zdjęcia, rozmawiając z uczestnikami, czytając ich relacje…Pierwszy raz nie byłem w stanie dojechać. Powiem Wam, że dałbym wszystko za to, by tam być i zerować, a nie leżeć jak pień. Perspektywa niewiarygodnie się zmienia, gdy z dnia na dzień nie możemy chodzić. Odnowiła mi się dawna kontuzja i to w takim wymiarze, że szkoda słów. Czwarty dzień w zasadzie nie poruszam się, nie licząc kilkuminutowej mozolnej drogi do WC. Pisząc relację choć na chwilę jestem w ciekawym i kolorowym świecie, bo poza tym to zostaje zaciskanie zębów i czekanie na jakiś ostateczny werdykt, czy wywinę się z tego kolejny raz bez jeszcze bardziej odczuwalnych reperkusji… W całej relacji oprę się głównie o spostrzeżenia Michała i Roberta, którzy byli głównymi bohaterami tej tury, choć nie tylko oni punktowali. Żeby wprowadzić Czytelników w teatr Czytaj więcej [...]