Największe…

Dość dawno temu napisał do mnie Pan Mariusz. Jak twierdzi, jest stałym gościem na moim blogu. Bardzo emocjonuje się ligą, w której nie może brać udziału gdyż mieszka w okolicach Pabianic i czas nie pozwala mu spróbować,  wystartować w naszej rywalizacji. Zwrócił się natomiast z pytaniem, czy nie zrobiłbym takiego zestawienia rekordów w poszczególnych gatunkach, uwzględniając największe sztuki wszystkich uczestników tegorocznej ligi. No i spodobał mi się ten pomysł, bo mnie zaciekawił. Szczerze mówiąc, poza swoimi i może jeszcze 3- 4 innych osób wynikami, to zielonego pojęcia nie miałem, jak to przedstawia się u pozostałych startujących.

Na ile mogłem, postarałem się dzięki uprzejmości kolegów, zaprezentować na zdjęciach poszczególne okazy, choć często fotek nie ma. Niektóre rekordy są z czasów „przedaparatowych”; inne z kolei niezwykle słabej jakości. W moim wypadku, prawie wszystkie moje „the best” są w dziale „tylko się nie śmiejcie”, nie mniej postanowiłem tam gdzie będzie powód, zaprezentować jakieś inne fotki, by nie dublować starych, a jednak coś pokazać.

Skoncentruję się na rybach największych w danym gatunku. Czyli nie będę przedstawiać największych sztuk wszystkich startujących, tylko te największe ryby w naszym gronie.

Powiem, że wygląda to całkiem imponująco, a na pewno nie obciachowo, co potwierdza fakt, że w lidze jest parę osób naprawdę noszących kije nie od parady. Choć z drugiej strony zwrócę uwagę, na rzecz, którą akcentowałem wielokrotnie:  złowienie okazu to jednak szczęście. Jako argument podam przykład z naszego grona. Piotrek i Robert wśród ligowych uczestników łowią bez wątpienia najwięcej ryb dużych  [nie tylko w sensie gabarytów, ale w sensie dużych gatunków – boleni, szczupaków, sumów]. Ale niekoniecznie to oni mają te największe okazy. Wprawdzie luźno, bo nie są to moi bliscy znajomi, nie mniej znam kilku wędkarzy mających na koncie po jednej – dwie ogromne ryby w danym gatunku, a wiem, że ci wędkarze są co najwyżej przeciętni. Tak, że to szczęście w kategorii „okazy” jest niezbędne. Ale jak napisałem powyżej – nie mamy się czego wstydzić.

Zaczynamy. Na początek od ryb mniejszych, niekoniecznie od razu kojarzonych ze spinningiem czy muchą, by później przejść do deseru, czyli dużych drapieżników.

Jelec

Akurat z muchą jelec się kojarzy. No – nastawiłem się, że szału tu nie będzie, aczkolwiek ani koleżanka, ani żaden z kolegów z tegorocznej ligi nie przyznał się do złowienia rybki tego gatunku 25+, czyli w wielkości minimalnej do naszej punktacji. Jestem jedyny. Mój największy jelec miał 26cm.

(fot. A.K.)

Złowiłem go na mikro wirówkę w Sole, w październiku i to był dzień gdy tej wielkości jelców złowiłem kilka, kilka spadło, miałem zaś kilkadziesiąt brań tych bardzo sprytnych ryb. Ani wcześniej, ani później [a połów miał miejsce chyba w 2014r] nie miałem tak powtarzalnych wyników w tym gatunku. Nawet przejście na przynęty wręcz muchowe nic nie wniosło. Ot, łowię przypadkowo pojedyncze jelce, na ogół malutkie, choć widuję sztuki około 30cm. Są piekielnie trudne do złowienia. Największego mierzonego jelca widziałem w 1986r a był złowiony na pęczak w Rabie. Miał 32cm.

Krąp

Kolejna ryba raczej nie ekscytująca spinningistów, choć wg mnie niesłusznie o ile zna się jakieś pewne miejsce stałego bytowania sztuk ciut większych. Krąp jest dość agresywny i chyba znacznie bardziej spostrzegawczy od leszczy. Nie byłem jedyny, bo i kilku pozostałych kolegów też ma te ryby na koncie  w wielkości 25+, złowione na spinning, jednak mój krąp jest największy. Miał 35cm. Złowiłem go z pontonu na mikrojiga w Wiśle.

(fot. A.K.)

Płoć

Tu już nikt mający pojęcie o spinningu nie będzie robił wielkich oczu – rewelacyjna ryba spinningowa, jeśli stosujemy zestawy UL. Choć faktycznie sens jej łowienia na sztuczne przynęty ma miejsce jednak wczesną wiosną. Bije jak wściekła i zawzięcie walczy. No i biorą ryby duże. Tu kilku z nas [Jacek, Michał, ja] mamy ryby 37cm, nie mniej wyżyłowany wynik w tym gatunku ma nasz kolega ligowy z Wrocławia – Rafał. Płoć 41,5cm. Ja w pierwszej chwili pisałem do autora połowu, czy to nie jakaś pomyłka – Rafał dawniej częściej łowił też na spławik. Okazuje się, że została złowiona w Odrze na mini wobler, a kolega ma nawet medal za tę rybę od WŚ. Szczerze powiem – będę mile zaskoczony, jeśli ktoś kogo znam osobiście złowiłby większą.

(fot. R.S.)

Wzdręga

Creme de la creme najlżejszej formy spinningu, a i niezmiernie wdzięczny obiekt połowów na muchę. Najłatwiejszy do złowienia karpiowaty mały drapieżnik. Faktycznie wzdręgi są zauważalnie napastliwe w stosunku do wszelkich dużo mniejszych od nich stworzeń, także małych rybek. Okazuje się że w naszych stronach relatywnie rzadziej łowi się ryby tego gatunku w wielkości 35+, a te 38cm jest już naprawdę nieczęste. Mam dwie takie krasnopióry, jednak Michał ma okaz większy o pół centymetra. Kiedyś startował w lidze Paweł, który fenomenalnie łowi te ryby, a i ma do dyspozycji fantastyczne łowisko tego gatunku. Dwukrotnie podsyłał mi zdjęcia wzdręg  40cm, a bodajże trzy lata temu na Bagrach złowił największy znany mi, potwierdzony okaz – niespełna 42cm! Nie mniej w lidze najlepszy wynik ma na tę chwilę Michał. Nie mam fotki.

Karaś

Zdobycz bardzo pożądana, gdyż ryba piękna, a duży karaś jak każdy inny duży okaz danego gatunku to jakby inny…gatunek. Robi wrażenie, a ile tych czterdziestek oglądamy jako spinningiści? Chyba niewiele. Sporo z naszego grona ma na koncie karasia na spina, ale tu rządzi niepodzielnie Maciek. Nikt z nas nie zbliżył się nawet do jego wyniku. Maćka karaś i to do tego ten złoty miał aż 43cm. Złowiony o ile pamiętam w pełni lata, a nie jak większość spinningowego białorybu wczesną wiosną.

(fot. M.K.)

Lin

W tym roku te ryby wyraźnie strajkują. Tylko dwóch wędkarzy przysłało mi fotki ze złowionymi linami – jeden wczoraj. Ciężko je łowić celowo. Są raczej przyłowem, ale relatywnie nierzadkim.  Jako przeciwnik różnie bywa: ja mam dwa liny 44 i 45cm. Ten mniejszy wziął dość daleko od brzegu i walczył na wzdręgowej wędce jak szatan. Ten czterdziestopięciocentymetrowy, złowiony zresztą dzień później wjechał do podbieraka chyba w 10 sekund! Co więcej – mam to w całości nagrane na kamerze w niezłym ujęciu od brania do lądowania w siatce. Ryba była kompletnie zaskoczona, bo jakieś odruchy niepokoju wykazała dopiero w podbieraku. Koledzy z ligi większych osobników tego gatunku, jak na razie nie mają.

(fot. A.K.)

Lipień

Nie jest zaskoczeniem, że tu muszkarze będą poza wszelką konkurencją. Jest kilka czterdziestek, ale największego kardynała w naszym gronie ma Jacek – 46cm. Ryba złowiona na Sanie bodajże w październiku.

Świnka

Dużo ryb grubo 40+ mają na rozkładzie koledzy, którzy załapali się na tury na starorzeczu. Jest kilka ryb w wielkości 47cm. Prym wiodą jednak ryby z innych wód. Gdy Jacek podesłał swoją świnkę [50cm]– o ile czegoś nie pokręciłem – złowioną w Dunajcu, to byłem pewien, że już nikt nie da więcej. Okazuje się jednak, że Robert ma najlepszy wynik wśród nas. Jego „prosiak” miał 51cm. Czy poniżej jest akurat ta, kolega nie był pewien, gdyż miał kilka świnek w okolicach 50-ki [Raba].

(fot. R.M.)

Leszcz

Leszcz, jak to leszcz – częściej targany za bety, nawet jak się nie chce tego robić. Dla mnie poza wielkością, to jakoś nieszczególnym sentymentem darzę ten gatunek. Złowiłem tych ryb uczciwie za pysk naprawdę dużo. Miałem kiedyś nawet taki czas, celowego polowania na te ryby. Z powtarzalnymi i efektywnymi wynikami. Ale jest jedno „ale”: jak na swoje gabaryty, leszcz zapięty za mordkę walczy beznadziejnie słabo.  Wielu z nas złowiło te ryby. Dominują czterdziestki i pięćdziesiątki. Największe leszcze ma Rafał [60cm] i ja 62cm. Ten mój największy był złowiony z końcem października w Wiśle na trok boczny, na 5cm ripper. Nie udało mi się odszukać zdjęcia, jeszcze analogowego.

Karp

Tu już zgoła inne nastawienie, bo siła ryby potężna. Tyle, że jak pokazuje praktyka – karp jest ciężki do złapania na spinning. Najczęściej są to przyłowy. Z tego co wiem, czego sam doświadczyłem, to ten gatunek można celowo i całkiem skutecznie łowić,  tylko wtedy gdy dana woda jest bardzo zasobna w ten gatunek, albo znamy miejsce, gdzie z jakichś przyczyn karpie regularnie się gromadzą. Oczywiście z rybami do pół metra można jako tako powalczyć  lekkim zestawem. Jednak świadoma próba złowienia grubasa, to już konieczność zastosowania zestawu, który jest na ogół karykaturą sprzętu UL. Często jest kłopot w tym, by całość była solidna i bardzo mocna, a wabik jednak ekstremalnie lekki. Ciężkie to do pogodzenia. Nikt z nas nie przekroczył nawet wielkości pół metra w złowionych na spinning karpiach, a jedyny Maciek ma naprawdę grubą sztukę – 84cm! Najlepsze to, że było to świadome polowanie na ten gatunek i z nastawieniem na karpie duże.

(fot. M.K.)

Certa

Sam tę rybę miałem na wędce spinningowej dwukrotnie na pewno [widziałem zdobycz]. Ta druga to było tydzień temu. W obu wypadkach ryby miały nieznacznie nad 30cm i… obie mi spadły. W naszych okolicach jest to chyba najrzadziej łowiony gatunek na sztuczne przynęty. Jedyny wśród nas, który mógł tu cokolwiek napisać jest Rafał. Rybka 30cm.

Węgorz

Kto  jest częstym gościem na mojej stronie ten już wszystko wie. Tylko Bartek złowił w naszym gronie ten gatunek. I to świeży połów  w zeszłym miesiącu. Ryba 74cm. Choć powiem uczciwie, jest jakiś „wysyp”, gdyż w zeszłym tygodniu otrzymałem od internetowego znajomego, zdjęcie węgorza złowionego na spinning w jednym zbiorników Brzegi.

Sieja

Podobnie jak wyżej, tylko Michał w naszym gronie, chyba dwa lata temu w kwietniu złowił tę rybę. Okaz był całkiem spory – równo 50cm. Ryba została złowiona na typowy bardzo delikatny zestaw UL przy okazji polowania na płocie i wzdręgi. Hol był i musiał być kozacki, bo ryba silna i niemała. Zdjęcie prezentowałem chyba we wpisie z kwietnia 2019 r. Z dużym prawdopodobieństwem podobnej wielkości sieję spiął w tym roku Bartek. Pewnie gdyby tych ryb było więcej, nie byłyby one aż tak egzotycznym gatunkiem. Tu problemem jest też chyba przebywanie tych ryb na dużych głębokościach przez większość czasu, co w przypadku łowienia UL z brzegu, raczej utrudnia kontakt z siejami.

Palia

Tylko dwóch z nas „przyznało się” do złowienia ryby tego gatunku. Moja była największa – miała 43cm. Ryba pochodziła z niesławnego zarybienia „pstrągiem” naszych małych rzek niby górskich. W 2012r. Złowiłem ją już jako jedną z ostatnich, gdyż lwia część dawno skończyła na patelni, a te które jakimś cudem nie dostały w łeb, dosłownie rozłaziły się w rękach – odklejały im się całe fragmenty skóry i zostawały na dłoni, nawet jeśli mokrej. Fuj! Ryby zwyczajnie na coś paskudnego chorowały. Ta moja nie zdradzała stanu rozkładu za życia i hol może nie na zestawie UL, ale jednak dość delikatnym był fajny.

(fot. A.K.)

Źródlak

Tu byłem zaskoczony. Myślałem, że więcej ludzi miało styczność z tym gatunkiem. Ja tych ryb złowiłem bardzo dużo w rzece Ropa, ale największego, choć wcale nie dużego skusiłem w Skawie. Miał 33cm. Fotka gdzieś pewnie jest…

Tęczak

Mamy tu dwa niemałe egzemplarze. Jacek ma rybę równo 60cm i podobnie, jak w przypadku świnki – byłem pewien, iż nikt stawki nie podbije, a jednak Zygmunt pochwalił się „paszokiem”, jak przyjęło się w naszym towarzystwie nie co bez szacunku nazywać te ryby – 62cm. Zauważę jednak, że obie ryby nie zostały złowione, jak to często bywa z tym gatunkiem w zbiornikach komercyjnych, a w wodach płynących. Tęczak Zygmunta był z Pomorza.

(fot. J.Ś.)

Pstrąg

Ten nasz, czyli potokowiec. Wielu z nas ma ryby pod pięćdziesiąt centymetrów, ale granicę tę przekroczyły tylko cztery osoby [Maciek, Rafał i Michał i Zygmunt]. Przy czym Michał i Zygmunt mają kropasy zdecydowanie największe bo liczące 58cm. Rekord Zygmunta jest dosłownie z zeszłego tygodnia!

(fot. Z.B.)

Zauważę tu, ale jest to tylko moje zdanie, iż duży potok z rzeczki jak nasz Prądnik, a taka sama ryba z Dunajca czy Raby, to jednak dwa różne światy. Miałem na kiju kilka ryb wyraźnie nad 50cm i bez wątpienia jednego 60cm, może nawet ciut więcej, ale zawsze albo mi się wypinały po dłuższym holu, albo urywały żyłkę, jak ten największy. Ryby pod 50cm z jakimi miałem styczność w rzekach dużych, mogą sobie do woli pohasać, bo jest gdzie je zmęczyć. Jedyna trudność jaką zauważam odnośnie potokowców w dużych rzekach, to ich wredny sposób żerowania – faktycznie są nastawione głównie na ranki i wieczory, a poza tym są bardzo wybiórczo nastawione, do tego, co w danym momencie chcą zjeść. W rzekach małych,  pstrągi jeśli się ich nie spłoszy atakują wszystko co gabarytowo ich nie przerośnie i atakują prawie zawsze. Bez wątpienia między innymi dlatego, prawie ich nie ma w naszych okolicznych rzeczkach. Są bajkowo proste do skuszenia. W przeciwieństwie do tych z rzek większych.

Troć

Temat wyłącznie Zygmunta. Jako jedyny ma złowioną na muchę rybę wielkości 74cm.

Łosoś

Ponownie Zygmunt w roli głównej i jedynej. Nikt z nas nawet chyba nie miał okazji próbować złowić łososia. Zygmunt chyba jako jedyny z nas, regularnie odwiedza rejon północnej Polski i bałtyckiego wybrzeża w celu łowienia ryb. Łososia złowił na spinning – 95cm. Dla mnie kolos.

Brzana

Widać, że ta ryba bardzo rzadko w ostatnich latach trafia się na spinning. Przynajmniej ludziom z naszego grona. Są tylko cztery ryby 60cm lub większe, nie mniej żadna nie może konkurować z już ewidentnym okazem Maćka. Jego brzanisko miało 76cm. Był taki okres z 6 – 7 lat temu, że Maciek pokazywał mi co tydzień coraz większe złowione na spinning brzany. Wszystkie z niskiego W3.

(fot. M.K.)

Okoń

Tu konkurencja była duża ale tak do okolic tuż pod, lub tuż nad 40cm. Nikt nie przebił okonia Piotrka- 47,5cm.

(fot. P.D.)

Sam mam takie obserwacje, ale i wielu znajomych je potwierdza, że o ile złowienie okonia – grubasa tak do 42cm nie jest aż tak trudne, to jednak ryby większe, są wyraźnie rzadsze.

Jaź

Podobnie jak z okoniem te 40cm, tak dla jazia pewną granicą jest 50cm. Tzn. jazi w tym lub większym rozmiarze jest zdecydowanie mniej. Tylko trzech z nas ma ryby tego gatunku przekraczające pół metra. Mam szczęście mieć największego, bo liczącego 55cm.

(fot. A.K.)

Tylko raz miałem sztukę bez wapienia większą, z dużym prawdopodobieństwem liczącą 60cm, ale w wyniku niewiarygodnego wręcz powodu, dla którego zablokowała się szpula i nie oddawała żyłki, mimo odkręconego odpowiednio hamulca, linka nie wytrzymała. To jedyny mój przypadek urwania żyłki przez jazia. Sam hol jazia, to żadne szczególne trudności dla wędkarza, bo te ryby nie mają za wiele sprytu, a ten wziął na dodatek w banalnym do holowania miejscu…

Kleń

Będę mało oryginalny i podążę tropem jak wyżej. To co dla okonia [40cm], czy jazia [50cm] jest jakąś tam zauważalną granicą, którą nieczęsto przekraczają nasze zdobycze, to dla klenia jest to 55cm. Trzech z nas [Maciek, Rafał i ja] ma ryby nawet troszkę większe, nie mniej znów Piotr jako jedyny w naszym towarzystwie może pochwalić się okazem równo 60cm. Złowiony na Rabie.

(fot. P.D.)

Boleń

To chyba najstarszy rekord wśród uczestników ligi. Z 2010r. Mam największego bolenia w naszym gronie. 86cm. Wcześniej, tylko dwukrotnie miałem na kiju ryby tego gatunku bez wątpienia mające te 80cm, ale w jednym wypadku pękła agrafka po lekko 15 minutach walki [żyłka 0,2mm], a w drugim przypadku po kilku minutach będąc już przy brzegu, skubaniec się wypiął [plecionka 0,12mm]. Potem jeszcze tylko raz miałem wielkiego bolenia ,ale aż tak pewien nie byłbym czy miał te 80cm. Widziałem tylko odległość miedzy ogonem, a płetwą grzbietową. Tu jest ciekawy przykład, jak z czasem degenerują się nasze wody. Miałem po prostu szczęście łowić w Wiśle, gdy takich ryb było niemało. Ja jestem od niektórych uczestników ligi dwa razy starszy… Złowienie teraz bolenia w okolicach 80cm jest moim zdaniem po prostu rzadkie. Poniżej jedyne zdjęcie, jakie wyszło bez mankamentów – rybę trzyma mój kolega.

(fot. A.K.)

Sandacz

Ja z niedowierzaniem rozwijałem i rozwijałem centymetr w październikową noc zeszłej jesieni. Pierwszy raz w życiu nastawiłem się na kilka nocnych wypadów na sandacze, a wyniki okazały się być zaskakująco dobre. Tylko dwójka z nas w tym gatunku przekroczyła dziewięćdziesiąt centymetrów. Obaj z Tommy`m mamy okazy liczące po 93cm, oba złowione wyraźnie po zmroku.

(fot. T.M.)

(fot. A.K.)

Osiemdziesiąt centymetrów przekroczył jeszcze Maciek [86cm].

Szczupak

W tym przypadku powinno być bardzo dużo ryb przynajmniej 70cm i ciut większych. Myślę, jednak iż presja na ten gatunek powoduje, że przy jego żarłoczności o ile dana woda nie ma statusu no kill, to większość kończy życie zaraz po przekroczeniu tych 60cm [taki u nas wymiar minimalny]. Wniosek taki wysuwam, bo na ponad 20 osób tylko dwie złowiły szczupaka ponad 70cm, kolejne trzy – Tommy i Piotrek zaliczyli wiślane sztuki równo po 80cm, a Rafał 85cm. Okaz Maćka jest z wody stojącej i można go chyba nazwać okazem, bo 96cm to kawał zbója. W naszym gronie zostawia pozostałe daleko za sobą.

Sum

Nie bardzo wiedziałem, co będzie w tej kategorii. Sam nie mam się czym chwalić [123cm].  Cześć z nas miała na kiju całkiem odrośnięte już wąsacze nie mniej dotyczyło to zestawów na znacznie mniejsze gatunki i wiadomo jak kończyły się takie spotkania. Wśród tegorocznych uczestników ligi są tylko dwa wyraźnie większe wąsacze: 176cm [Tommy] i potężny już okaz Piotrka, liczący 197cm – widziałem film z wypuszczania tej ryby.

(fot. T.M.)

Gdyby tylko poprzestać na gatunkach łowionych powszechnie na spinning czy muchę, to możliwość pobicia danego rekordu, widzę różnie. Nie wypowiem się  w kwestii lipienia, bo za mało wiem o tych rybach, a i największe okazy o jakich słyszę, to raczej nie Okręg Krakowski. Zostawmy też na boku „egzotykę” typu certa, węgorz, palia, sieja…

Gdyby się uprzeć, to wydaje mi się, iż są realne szanse na większego szczupaka nawet w naszych wodach, tyle, że trzeba by dużej systematyczności i czasu. No i raczej postawić na którąś z wód stojących. W rzece szczupacza metrówka – wydarzenie. Słyszałem, a nawet widziałem zdjęcie okazu 104cm z Wisły [2020r], ale to słownie jedna sztuka, tyle, że pływa, bo miała szczęście trafić na wędkarza nie zabierającego ryb [abstrahuję od tego czy jest, czy nie ma górnego wymiaru, bo nad Wisłą to wszystko zależy od dobrej woli łowiącego].

Dość realną wydaje mi się szansa kontaktu z sumem jeszcze większym niż Piotrka. Celowo pisze „kontaktu”, bo wyholowanie takiej ryby, jak się domyślam, to osobny temat, szczególnie gdy łowimy z brzegu. Ale z tego, co pokazują wszelkie media społecznościowe, to możliwości tu jeszcze są.

Nie mam wątpliwości, iż pływa trochę 60-ek klenia, tyle, że tu trzeba mieć kupę szczęścia by przecięły się ścieżki wędkarza i ryby. Nie mniej można by się pokusić o podbicie stawki i nie byłoby to porywanie się z motyką na słońce.

Okoń, jaź – nie wątpię, że pływają sztuki większe i na naszym terenie, nie mniej złowienie ryb większych niż odpowiednio 47cm i 55cm, wydaje mi się dużo mniej prawdopodobne niż klenia 60cm.

Podobnie boleń. Byłbym szczerze zdziwiony, gdybym w ogóle usłyszał o większym z naszych wód. Bardzo, bardzo rzadko docierają informacje o rapach w okolicach 80cm, ale nigdy nie udało mi się potwierdzić na bank takich informacji.

Nie wiem, co sądzić o sandaczu. Sam się zastanawiam, czy ja miałem takie szczęście, czy trafiłem na super odcinek, a może tych ryb, właśnie w te podłe noce późnej jesieni pojawia się więcej? W każdym razie na przestrzeni sześciu tygodni poza kilkunastoma rybami 60+, udało mi się wyjąć 85cm i 93cm, a dwóch potężnych nie wyjąłem [raz miałem za słaby sprzęt by zaciąć, a drugi raz po zacięciu zlekceważyłem rybsko i poszła plecionka – tu z dzisiejszej perspektywy nie wykluczałbym jeszcze suma, choć z drugiej strony była to już połowa listopada]. A nie są to opowieści sprzed 15 lat, tylko z zeszłego sezonu. Rzeczywiście pewną ochroną tego gatunku jest pora żerowania. Nawet jak już ktoś skusi się na te nocki, to na ogół tylko w tej cieplejszej porze roku [czerwiec – wrzesień], więc masowa presja na ten gatunek pod tym względem jest duża ale relatywnie krótka. Osobną kwestią jest haratanie tych ryb na tarliskach i zimowiskach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *