Woda ożyła

Zanim przejdę do bieżących dni, wrócę jeszcze do majówki. Otóż ze ścisłego grona osób, z którymi mam kontakt [uczestnicy ligi], nie co później skontaktowaliśmy się z Robertem. Jako jedyny obok Marcina złowił bolenia i to nawet nie jednego. W ogóle z relacji kolegi wynika, że jak do tej pory, jako jedyny ma w naszym gronie wyniki dobre i powtarzalne. Tylko się cieszyć, że ta cześć Wisły nie wylosowała się w lidze na ten rok gdyż Robert najpewniej „wykosiłby” nas nieprawdopodobnie. Warte zauważenia jest, że kolega łowi ryby na „dzikich brzegach”, udowadniając że znakomicie zna swój odcinek, a poza tym umie ze sprzętu zrobić użytek. Ryby zostały oszukane, nie tak jak w większości pojedynczych, przypadkowych połowów  w pierwszych dniach maja w rejonie progów  - ciężka spora guma, a bardzo, że tak powiem  - „klasycznie”, bo na wobler. Podobnie jak chyba wszyscy, także Robert zauważał, iż w okresie majówki w naszym Czytaj więcej [...]

Półfinał, czy finał?

Tak, jak obiecałem tym, którzy podpisali petycję odnośnie przywrócenia wymiarów ochronnych bolenia i sandacza, relacjonuję, jak wygląda ciąg dalszy tej sprawy. Otóż w pewnym momencie miałem wrażenie, że temat utknął w martwym punkcie i że będziemy musieli sięgnąć po jakieś mocniejsze argumenty. Tu mała dygresja – nikogo nie straszę, nie blefuję. Faktem jest, że 180 osób które poparły pomysł twórcy petycji,  to nie jest wiele. Nie mniej wśród tych ludzi jest co najmniej trzech ichtiologów, co najmniej dwóch lekarzy, kilku urzędników państwowych, paru właścicieli prywatnych firm i to w jednym co najmniej wypadku dużej w skali regionu, oraz co najmniej dwóch prawników. Piszę „co najmniej” gdyż ja z tych blisko dwustu osób znam zaledwie może czterdzieści… Petycję  podpisało nie stadko rozhisteryzowanych gówniarzy, tylko ludzie, którzy chcieliby kontynuować swoje hobby także za pięć czy dziesięć lat. Ludzie świadomi swoich Czytaj więcej [...]

Listopadowa majówka

Powinno być „listopadówka”. Od razu uprzedzam – będę narzekać. Nie pamiętam tak beznadziejnego początku maja. Bywało słabo, częściej słabo z moimi wynikami, bo wiele dalszych i bliższych osób nierzadko miało się czym pochwalić. To, co było w miniony weekend woła o pomstę do nieba. Ekstremalnie słabe wyniki trudno nazywać, bazując na słownictwie cenzuralnym. No, incydentalne, pojedyncze złowienia, najczęściej na pigalakach typu progi. Ewentualnie w najbliższym ich rejonie. Dzień pierwszy Dla mnie długi weekend zaczął się w ostatni dzień kwietnia i to nawet dość szczęśliwie. Rzutem na taśmę złowiłem przyzwoitego jazia. Bo cóż to za kwiecień bez choćby jednego większego jaziola? Normalnie to bym tak nie napisał, ale że udało się takiego złowić, to poszpanuję. Pogoda już wtedy wycięła niezły numer. Jadę nad wodę – w trakcie ulewa. Na miejscu też. Przez kwadrans w gęstym deszczu. Potem nagle się skończyło. Pierwsza Czytaj więcej [...]