Liga Spinningowo – muchowa 2021. I tura – Kryspinów

Liga 2021 ruszyła! Jest nas w tym roku 22 startujących. Już po losowaniu zgłosił się jeszcze Jurek. Jak zwykle przed pierwszą turą oraz w sumie przed początkiem sezonu, który aura dla wielu z nas mocno oddaliła, czuć było duży entuzjazm i wręcz niecierpliwość.

Emocje dodatkowo podkręcał fakt, iż na pierwszy ogień miała iść woda, na której nigdy nie rywalizowaliśmy. Woda dla jednych [jak ja czy Wojtek – podstawowa, że tak powiem, bo bliska] dla innych – zupełnie nieznana do tego stopnia, że cześć z nas była tu po raz pierwszy.

W ogóle to pierwsza tura tegorocznej rywalizacji miała się odbyć 21 marca. Niestety aura w naszych stronach nie była łaskawa. Mróz w nocy po 7, a nawet 10 stopni; w dzień około zera, bo słońce ale przy dość silnym wietrze odczuwalna termika była wyraźnie poniżej zera.

(fot. M.M.)

Choć twardziele, jak Michał, Wojtek, czy Marcin wyniki mieli całkiem obiecujące w tych warunkach. Punktujące okonie w tym gruby już okaz 41cm Marcina…

(fot. M.P.)

…przypadkowe ale dość regularne, pojedyncze tęczaki Wojtka…

(fot. W.F.)

Wojtek też prawie zawsze miał na punkty okonia [minimum 25cm].

Zaniepokoił mnie Michał, który w grubych opadach śniegu miał jakieś chude płocie ale na punkty…

(fot. M.M.)

…no i okonia też dorzucił.

(fot. M.M.)

Ten niepokój podbił Wojtek, który potwierdził, że 21-go miał trzy większe ryby na kiju i wszystkie spadły. Nie wyglądały na okonie, a raczej na białoryb. Trochę mnie to zbiło z tropu, gdyż ten zbiornik uważam, za słaby dla spinningisty jeśli chodzi o okazy wzdręg czy płoci. Owszem, łowi się dużo, ale raczej od drugiej połowy kwietnia i są to rybki rzadko powyżej tej naszej minimalnej granicy 25cm. Większe są na pewno, ale z jakichś powodów są tutaj dużo trudniej osiągalne na spina czy muchę. Dlatego, szczególnie wczesną wiosną to ja tutaj nastawiam się wyłącznie na okonie.

W każdym razie ze względu na aurę, zmieniliśmy termin na 28 marca. Z pełną świadomością, że był to centralny dzień pełni, co do której od lat mam głębokie przekonanie: poza jakimiś incydentami, ryby wtedy żerują fatalnie. Dziś żałuję tej decyzji…

Wprawdzie na ten sezon mam postanowienie – zero treningów, ale Kryspinów jest dla mnie naturalnym o tej porze roku celem przyjazdów nad wodę. Byłem dwukrotnie przed turą. Pierwszy raz pięć dni przed rywalizacją, co utwierdziło mnie, że na spinningowy białoryb nie ma się co nastawiać. Kilka godzin zaowocowało słownie jednym, choć bardzo sensownym braniem, ale na dodatek niezaciętym. Spotkany tego dnia Marcin nie miał w ogóle kontaktu, co pokazało, iż ryby w tym okonie raczej nie biorą. Wojtek miał punktowanego okonia oraz tęczaka, ale łowił na bankówce, w której i ja chciałem zacząć ligę, licząc na w miarę pewne punkty.

Dwa dni przed turą dobry wynik, z którym jak się okazuje wygrałby turę, zrobił Michał. Wprawdzie sam potwierdził moje spostrzeżenia, iż na pół setki ryb trafi się 4-5 sztuk na punkty, ale jest to możliwe na tej wodzie.

(fot. M.M.)

Ja wpadłem jeszcze na cztery godzinki na dzień przed. Na bankówce, na której łowiłem może 40 minut, co by nie zajechać miejsca, które mam wrażenie jest oblegiwane, gdyż stało się powszechnie znane, wyjąłem dwa okonie [jeden na punkty – 28cm]. Potem wobec kompletnej niemocy w innych partiach zbiornika dałem szansę kolejny raz wzdręgom. Niestety po trzech wyjętych krasnopiórkach do 20cm i podobnej wielkości czterech płotkach, stwierdziłem, iż nie ma to sensu. Brań sporo, ale ryba bardzo drobna. Nie udało mi się odnaleźć jakiejś „bazy” tych dużych.

Ponieważ poza bankówką zawiódł plan A [okonie], zawiódł plan B [płocie i wzdręgi], fiasko przyniósł plan C [też białoryb ale w innej technice], to pozostał bardzo ryzykowny plan D: tęczaki i klenie. Tęczaki – wiadomo – o tej porze roku to niezbyt liczne ostańce z zeszłorocznych zarybień, dość już cwane. Klenie widuje się często, a zarazem nieliczne w tej wodzie. No i ta opcja zupełnie mi namieszała. A może to raczej aura. O 15.00 nastąpiło załamanie pogody. Temperatura spadła z 18 stopni na 7, przy notorycznym wietrze 40km/h, jak pokazała aktualna dla rejonu mapa pogodowa. Do tego zrobiło się granatowo na niebie. Fale były takie, że stojąc pod wiatr, musiałem się cofnąć o dobry krok od krańca wody, gdyż spienione grzbiety rozbijały mi się o bytu, chlapiąc powyżej kolan. Ale ryby brały. Najpierw złowiłem fajnego już tęczaka.

(fot. A.K.)

Zmieniłem miejsce i na około 50m brzegu zanotowałem cztery kontakty z kleniami. Najpierw wyjąłem malucha poniżej 30cm. Potem wpadła sztuka 37cm.

(fot. A.K.)

Następnie coś tak strzeliło w wabik, że nie zaciąłem, będąc pewnym szczupaka. Rybę udało się wydobyć na powierzchnię, gdzie kleń co najmniej 45cm wypiął się. Potem było jeszcze jedno pewne uderzenie ale wzdręgowa witka nie sprostała zacięciu.

W nocy wszystko się zmieniło. Dzień tury powitał nas potężnym słońcem z licznymi białymi chmurami. Wiatr umiarkowany do silnego zachodni. Chłodniej, bo realnie 8 stopni. Natomiast ciśnienie skoczyło o 12 hPa co nie jest skokiem małym. A przede wszystkim był to centralny dzień pełni. Oj, dało się to odczuć…

Ja nie łudziłem siebie i startujących. Otwarcie twierdziłem, że nawet w znakomitym dniu, na te około 20 osób, zapunktuje siedmiu, może dziesięciu startujących i góra dwóch – trzech będzie mieć więcej niż jedną rybę na punkty. W dniu kiepskim obstawiałem góra 3-4 punktujących. Co więcej – napisałem na grupie, że nie ma szans, by wygrać białorybem, czy nawet okoniami. Twierdziłem, że wygra jakaś przypadkowa ryba.

W pierwszej turze nie było tylko Rafała, który nie był pewien czy złapało go zatrucie, czy grypa, a że miał nocować u mnie, to odpuścił na wszelki wypadek. Nieobecny był Karol, który od początku zapowiadał, że pojawi się nad Rabą i W4 o ile się wylosuje, a że się nie wylosowało, to kolegę spotkamy nad Rabą. Dwadzieścia osób obecnych to też sporo.

Dla mnie zaczęło się wszystko dość chaotycznie, bo pierwszy raz spóźniłem się na turę. Niewiele, ale jednak. Na bankówce była spora grupa osób. Ja wprawdzie pisałem by na wodzie stojącej być dla siebie wyrozumiałym, co bym rozumiał wędkarza co 10m, a nie 8 ludzi na 15m… Do tego miałem wrażenie, że podłączyli się [nie wiem czy wiedzieli, czy nie], jacyś inni wędkarze. Jak to zobaczyłem, to mój plan rozpoczęcia tej tury upadł, choć biorąc pod uwagę rozwój sytuacji, chyba wiele to nie zmieniło. Miałem pecha/szczęście obserwować wszystkie poza jedną, wyjęte punktowane ryby kolegów, oraz dwie spore ryby, które się spięły.

W każdym razie uciekając od tłumku, zacząłem od planu D. Zaczęło się mimo wątpliwości rewelacyjnie. Rzuciłem góra cztery razy i strzał. Klenik – taki z 27cm. Bez wątpienia za mały do punktacji na nasze standardy. Pomyślałem – „pal licho okonie, uda się tylko konsekwencja i cierpliwość”. Rybka do wody. Biorę zamach, a dość pancerny jak na te okoliczności zestaw Maćka lekko ale wyraźnie ugina się – dzieliło nas z 50m. Ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu Maciek wyholowuje…jazia. Drugiego jakiego tu widzę w życiu. Ryba spora  – ma 47cm.

(fot. M.K.)

Potem, gdy mijam kolegę z niedowierzaniem oglądam gumę Pintail 5,5cm na 3g. Że ta ryba wzięła na to – myślę głównie o wadze obciążenia. Pewnie, że mogła, ale… Z niedowierzaniem i z zazdrością kręciłem głową.

W zatoce, gdzie na kupie siedziało początkowo dużo osób – cisza. U mnie też. Po około godzinie ludzie zaczynają się rozchodzić po zbiorniku, już niezależnie w jakim miejscu ktoś zaczynał. Nie ma brań. W zasadzie wiadomo, że Maciek jest co najmniej na pudle tej tury.

Trudno wyrokować po dwóch rybach, ale jakby koło 13.00 okonie lekko się ruszyły. W każdym razie w odstępie 10 minut na przeciwległych brzegach zbiornika padły dwa „garby”. Najpierw Piotr zaliczył okonia  42cm!

(fot. P.D.)

Kilka minut później mijając Bartka słyszę – „jest”. Podziwiam nieprawdopodobnie uginającą się wzdręgową wędeczkę. Ślimaczy ciężki opór biorę nawet za szczupaka. Tymczasem na powierzchnię po długiej chwili, wyjechała kolejna kilówka. 41cm.

(fot. B.K.)

Potem obserwuję, jak Jacek na miko jig zacina też coś dużego. Kij gnie się potężnie, ale statycznie. Po dłużej chwili ryba schodzi. Raczej nie szczupak…

Jak na taki niemały zbiornik [blisko 40 hektarów], to musi być słabiutko, bo albo ja kogoś mijam, albo ktoś mnie. Spotykam Michała, który łowił w ostatnich dniach miarowe sztuki. Wprawdzie jego miejscówka jest mi znana, nie mniej uważam, że jest dobra na luty, o ile nie ma lodu. Potem ptaki zaczynają budować gniazda i większość dużych ryb opuszcza ten rejon. Faktycznie – tego dnia nawet małe płotki i wzdręgi słabiutko żerują. Sam mam dwie takie malizny.

Spotykam Mikołaja. Przy mnie zacina na malutką przynętę dużą jak sprzęt UL rybę. Po dłużej chwili zdobycz spada. Mikołaj twierdził, że szczupak, ale mnie się wydaje, iż zębacz albo by urwał, albo obciął, albo by był wyjęty. No chyba, że podcinka…

Powoli wracam na miejsce startu. Znów mijam znajome i nieznajome twarze. Zagadywani wędkarze kręcą przecząco głowami, albo rozkładają bezradnie ręce.

W którymś momencie ponownie mijam Weronikę. Mimo zimnego, nieprzyjemnego wiatru, jak pozostali, nadal próbuje.

(fot. M.B.)

Dochodzę do bankowego miejsca. Ludzi znacznie mniej.  Kwadrans do końca. Ci, którzy tu zostali zaliczyli wyłącznie obcinki, ewentualnie jak Wojtek – dodatkowo 6-8 urwanych wabików. Rzucam równocześnie z Jackiem. Ja łapię czyjąś plecionkę, a konkurent ma rybę… Widać, że nie będzie to karzełek. Paręnaście sekund i uśmiechnięty od ucha do ucha Jacek ląduje garbuska 31cm.

(fot. J.Ś.)

Mimo przeróżnych technik:, bo niektórzy łowili trokiem bocznym, ktoś drop-shotem, konwencjonalnie [na przynęty duże i małe, ciężkie i leciutkie we wszelkich kombinacjach, jakie się tylko uda połączyć] nikt już nie złowił nic na punkty. Ryby w ogóle tego dnia nie brały, poza pojedynczymi strzałami, faktycznie ryb okazowych. Mały i średni okoń nie istniał.

Powiem tak: po zerowaniu na Bagrach w marcu rok temu, byłem oszołomiony takim obrotem sprawy, że się nawet niespecjalnie nie zmartwiłem.  Po łowieniu na Kryspinowie mam poczucie autentycznej wędkarskiej klęski. O ile raczej ostrożnie myślałem o zwycięstwie, to kwestia zapunktowania, nawet w najcięższych warunkach wydawała mi się pewna. Chyba za bardzo uwierzyłem, że powtórzy się poprzedni dzień…

Jak zwykle, tym razem siłą rzeczy bardzo krótkie relacje większości uczestników:

Brandy: Kryspinów niestety tym razem nie był łaskawy. Razem z Weroniką przełowiliśmy wschodni brzeg zbiornika. Trafił mi się jedynie szczupak ok 50cm w połowie tury, i nieco później wyjąłem przypadkowo podhaczonego krąpia. Poza tym zero kontaktów.

Jurek: Dawno mnie tak plecy nie bolały 🙂

Robert: Kryspinów mogę odznaczyć jako zaliczony, podobnie jak Cholerzyn rok temu. Wątpię żebym zjawił się tu na prywatnym wypadzie. Obszedłem cały zbiornik i doczekałem się jednego stuknięcia w opadzie kwadrans przed końcem, niekoniecznie to było branie. Zaskakuje brak aktywności nawet niewielkich okoni, ale woda głęboka, trudna do rozgryzienia z marszu. Gratulacje dla tych, którzy trafili dziś grube ryby.

Jacek: Udało się fuksem i rzutem na taśmę ustrzelić jednego okonia grubaska.
Poza tym tylko jeden kontakt z fajną rybką, która spięła się po kilku sekundach holu.
To mój drugi wypad na Kryspinów i podoba mi się tam woda. Ma potencjał, na pewno bez porównania do Cholerzyna. Oba brania na Drago Worm`a Fishchasera. 

Krzysiek: Bardzo miło było poznać osobiście choć część z Uczestników Ligi. Moje efekty znakomite, urwałem tylko 7 zestawów 🙂

Zygmunt: Zacząłem punktualnie o 12:00, realizując jak to Adam dzień wcześniej trafnie określił  „rozpoznanie bojem”. Niestety, ilość osób jakie zaczęły się kręcić za moimi plecami była zbyt duża. Wędkowanie szybko stało się ciągłym oglądaniem i uważaniem na wszystkie pieski, morsy, urocze małżonki morsów i ich pociechy, więc podjąłem decyzję na zmianę strony zbiornika, gdzie najpewniej mniej będzie spacerowiczów. Przez cały dzień łowiłem na muszkę, próbując na zmianę kusić płocie, lub jakiegoś zabłąkanego tęczaka. Niestety, po przejściu niemal 2/3 linii brzegowej zbiornika, nie widziałem żadnego rybiego ogona, nie miałem nawet śladu brania. Dopiero w ostatnich 30 minutach trafiłem na miejscówkę wystawioną przez Tommyego (dzięki Kolego!!!), gdzie miałem kontakty z rybami. Po raz kolejny potwierdziła się prawda – królestwo za miejscówkę. Wyholowałem do ręki jedną płotkę w okolicy 20 cm, dwie inne mi spadły po pokazaniu się na powierzchni, kilka innych miałem na haku ale spadły na dłuższej lince. Brania były praktycznie w minimum co drugim rzucie, w sumie miałem pewny kontakt z przynajmniej 6-8 rybami. Kuba obok wyholował szczupłego pod 5 dyszek, a niestety Mikołaj miał pecha, bo lądował okonia na 24,5 cm. Niesamowity pech, ale ukłony dla Niego, że nie naciągnął wymiaru.

Kuba: Szczupak około 50cm…

Michał: Gratulacje punktującym szczęściarzom!

U mnie zero, miałem kwadrans po dwunastej większą rybkę na wędce ale po 10m holu się spięła, nie dokręciłem hamulca i za słabo przyciąłem:( . Prawdopodobnie  większa płoć. Jeszcze chwilę przed końcem miałem atomowe branie pletka sunęła jak głupia po powierzchni i szarpało szczytówką, niestety sprawcą okazał się krąpik  nad 20 cm. Oprócz tego 2 małe wzdręgi. Jak się ociepli myślę że jest szansa na znalezienie stada ładnych płoci. Do dziś mam przed oczami gościa łowiącego 30-40cm płocie jedna po drugiej na pęczak 10 m od brzegu… Ale to trzeba jeździć co drugi dzień nad daną wodę.

Bartek: Ja miałem dziś wielkiego farta. Złowiłem okonia na 41 cm i jak się później okazało to była jedna z nielicznych ryb złowionych w dzisiejszej turze. To mój nowy osobisty rekord. Ryba wzięła przy podbijaniu jaskółki z dna, jakieś 15-20m od brzegu. Praktycznie cały czas łowiłem w jednym rewirze, na ostatnie 20 min. przeniosłem się w inne miejsce, tam zaciąłem 1 okonia, który niestety spadł. Ale i tak nie dawałby punktów. Poza tym miałem 3 obcinki szczupaka. Po jednym z takich obcięć, podczas zawiązywania zestawu nieszczęśliwie przygniotłem kolanem górny skład wędki, który się złamał. Jakby ktoś miał górną część Savage Gear LRF 0-5g na zbyciu to właśnie znalazł nabywcę 🙂

Tomek: Ja złapałem wilka 🙂

Marcin: Ja złapałem …dużo świeżego powietrza.

Maciek: U mnie jaż 47 cm w jednym z pierwszych rzutów, a potem sytuacja wróciła do normalności jak na pełnię:  trzy miejsca w różnych częściach zbiornika  i  bez wyraźnego brania.

Piotr: Chwilę się wahałem czy chce mi się w ogóle dotować PZW opłatą za dniówkę pełnej karty (zawsze płacę niepełną, więcej nie potrzeba aby grubo połowić), ale stwierdziłem, że głupio poddać się na starcie. Zainwestowałem. Nigdy nie łowiłem na tym łowisku (wody stojące budzą we mnie jakieś wewnętrzne fuj), więc sprawdziłem pogodę, przejrzałem mapę łowiska typując potencjalnie najlepszą miejscówkę na tę porę roku, dopytałem jeszcze Tommiego czy dobrze myślę, założyłem mojego kilera na zimne pory roku, i do boju. Przeszedłem cały brzeg od parkingu aż do wytypowanej miejscówki oddając po jednym rzucie w każdym miejscu, ale złowiłem jedynie dwa liście i podpaskę, niestety miała 24cm. W końcu znalazłem się tam gdzie planowałem połowić dłużej- woda rzeczywiście wygląda obiecująco. Pierwszy rzut- nic. Drugi rzut- lekkie przytrzymanie, zacięcie, i jest! Ale walczy jak szmata… Ale to nie szmata! To worek foliowy… Odpinam, kolejny rzut, znów to samo.. Ale teraz szmata gra z kołowrotka ustawionego praktycznie bez oporu po ostatnich doświadczeniach z tęczakami! Jest ryba, ale jak to walczy, ani to szczupak, ani tęczak, może karp? W sumie mógłby to być karp, bo odjazd jaki wykonał zmusił mnie do otwarcia kabłąka na rozkręconym hamulcu. Chciałbym chociaż zobaczyć co to. Hol trwa z 5 minut, po czym udaje mi się zobaczyć tą paszczę w pasy. Są punkty. Okoń ma 42cm, do rekordu (47,5cm) mu daleko, ale jak na ligę to sztos. Foty i do wody. Potem przyszedł Tommy, sprawdziliśmy kilka miejscówek, były jakieś kontakty, odgryzienia ogonków, ale tego dnia to był maks maksów jaki był do zrobienia na tej wodzie. Oby do kwietnia.

Kris: Gratuluję pięknych okoni Bartek i Piotr – zazdroszczę. Oba wyglądają imponująco, rozwaliliście system! Co do wód stojących to mam dokładnie te same odczucia jak Piotrek. Jestem wędkarzem rzecznym a od stojących mnie odrzuca. Muszę się zmuszać żeby na nich łowić i nie umiem na nich łowić. To jest też powód, że na Kryspinowie łowiłem dziś po raz pierwszy w życiu i że nie zrobiłem żadnego treningu (przeszło mi to przez myśl bo miałem czas, ale jakoś nie mogłem się przełamać i w zamian wybrałem Wisłę).  No i oczywiście gratuluję pięknego jazia Maćkowi (co ten jaź robił na Kryspinowie? ), Maciek będzie teraz na pierwszym miejscu. Na razie wygląda na to że zapunktowały jedynie 4 osoby, ale pewnie nie wszyscy zdali jeszcze relacje. Słyszałem że ktoś z Ligi upolował 2 tęczaki ale nie wiem czy to plotka czy faktyczne zdarzenie.

Jędrzej: Na Piaskach łowiłem po raz pierwszy. Po kilkunastu minutach od rozpoczęcia zawodów trafił mi się ok. 50 cm szczupaczek. Niestety, był to mój jedyny kontakt z rybą tego dnia i moją debiutancką turę w Lidze skończyłem z zerem.

Mikołaj: Przeglądając zdjęcia myślę że okoniowi brakło  dosłownie 2 -3mm, brakło szczęścia.  Była to jedyna ryba na brzegu. 

(fot. M.P.)

Wynika z tego, iż Mikołaj był największym pechowcem tej tury. Ale szacunek za fair play!!!

Oficjalne wyniki:

I miejsce – Maciek [jaź 47cm – 218 małych punktów] – 1 pkt

II miejsce – Piotrek [okoń 42cm – 213 małych punktów] – 2 pkt

III miejsce – Bartek [okoń 41cm – 203 małe punkty] – 3 pkt

IV miejsce – Jacek [okoń 31cm – 92 małe punkty] – 4 pkt

Zerujący oraz nieobecni otrzymujemy po 13,5 pkt.

Gratulacje dla zwycięzców! Można tego dnia mówić o niebywałym szczęściu nielicznych. Nie mniej zawsze zgadzam się z powiedzeniem, iż szczęście sprzyja lepszym. Trzeba być twardym 🙂 To dopiero rozgrzewka. Nie takie akcje są jeszcze przed nami.

Jedna myśl nt. „Liga Spinningowo – muchowa 2021. I tura – Kryspinów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *