Takie rzeczy się nie dzieją…

…a jednak. Pewnie myślicie, że będzie coś z grubej rury o kłusownikach, albo działaczach PZW. Ale nie. Mam nadzieję, że się ubawicie trochę, bo moi znajomi śmiali się do łez, choć mnie całe zdarzenie, niezależnie od groteskowości zajścia, podniosło ciśnienie, jak dawno nic. Główny „bohater” całego wydarzenia naprawdę miał szczęście, bo lat temu z 10 – 15 skończyłoby się to dla niego - nazwijmy to „kontuzją” i to raczej poważną; na szczęście dla niego i dla mnie pewnie też, teraz mocniej trzymam nerwy na wodzy. Jest trzech wędkarzy z Krakowa, o których mam opinię, jako o najlepszych wiślanych łowcach ryb typowo spinningowych. Dwóch do niedawna znałem tylko z opowieści, a jednego miałem okazję kiedyś poznać. Są to osoby, za którymi wędki mogę nosić. Łowią dużo, bardzo, bardzo dużo ryb i to dużych. Często wielkich. Okazy. Niektórzy z nich udzielają się na forach. Są znani i są niekwestionowanymi autorytetami. Środowisko Czytaj więcej [...]