Zęby małe, zęby większe

Co nie ma zębów, prawie poszło w odstawkę. U kolegów i nawet u mnie. Zęby małe, zęby duże – nie ma znaczenia. Liczą się drapieżniki. Coś tam da się wydusić z wody. Nawet w lichy dzień. No, szczęście też nie zaszkodzi... Miałem taki moment, że zjechałem ten cały Cholerzyn do gruntu, ale na drugi dzień zrobiłem ledwo dwu i pół godzinny wypad na małą rzeczkę. Fakt - warunki były niezłe bo zamiast typowego tu poziomu do kolan, było po udo. Nie mniej łowiłem tylko niespełna trzy godziny. Złowiłem po sześć okoni i sześć klonków. Trzy ryby dałyby punkty w naszej lidze. Jak na kubaturę tych 300m na których byłem [szerokość tego kanałowego odcinka jak od linijki to max 5m], nie ma porównania z tysiącami metrów sześciennych Cholerzyna. A jednak tu coś ciut odrośniętego brało. Tak, że wyrzutów sumienia nie mam. Cholerzyn jest do bani. A, i łowiłem w kulawej porze bo około 14.00 zacząłem. Tu liczy się tylko ranek. Wczesny. Czytaj więcej [...]

VIII tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Cholerzyn

Ósma tura ligi za nami. Kuriozalna była to rozgrywka. Raz się zdarzyło wprawdzie, że wygrała słownie jedna ryba, ale było to dawno temu, przy pogodowym Armagedonie jak na sierpień i przy najmniejszej obsadzie w historii naszej rywalizacji [tylko czterech uczestników w turze]. Niestety sytuacja się teraz powtórzyła. W mojej ocenie zaważyło „świetne” łowisko.  Potężna woda w Wiśle po opadach, nie za bardzo nadawała się do łowienia, szczególnie na W3 poniżej Przewozu. Osobiście byłem za przełożeniem terminu, lub łowieniem tak, jak jest. Przeważyła jednak opcja zmiany łowiska z czym się zgodziłem, bo miało to też za sobą konkretne argumenty. Ponieważ na październik wylosowano propozycję Bartka, kolega miał decydujący głos. Proponował starorzecze poza naszym okręgiem, ale okazało się, że pobliska rzeka nie wlewa się do niego jak zwykle, a płynie przez starorzecze, więc ta opcja, która miała wielu fanów – odpadła. Niewiele osób, Czytaj więcej [...]

Robi się obiecująco…

Zastanawiam się teraz tylko nad jednym: czy ryby będą tu także do końca sezonu? Tak, tak – znalazłem – jestem już o tym praktycznie całkowicie przekonany, znalazłem „złoty odcinek”, jak nazywamy świetne fragmenty rzek. Tak, jak oceniłem za pierwszym razem, nie ma tu festiwalu brań. Raczej 2-3 w słabszym dniu; w dobrym 4-5. Ale ryby, niezależnie od gatunku – co najmniej warte zainteresowania. Bo też i różnorodność jest na tyle duża, iż mam już kłopot z jakim sprzętem iść i na co się nastawić. Finalnie chodzę z takim zestawem, który jest kompromisem, pozwalającym łowić lekko małymi ale i sporymi wabikami [też lekko], a zarazem dającym szansę na zacięcie czegoś większego, no i wyjęcie ewentualnej zdobyczy. Miałem tu już perturbacje z boleniami, sandaczami. Ostatnio było jeszcze co innego. Taktyka jest dość prosta: najpierw kilka rzutów woblerem 5cm na stalce. Potem to samo, ale guma 7,5cm/2g. Jeśli nic się nie dzieje, to ten sam Czytaj więcej [...]

Sandaczowy rekord

Znalazłem chyba jeszcze lepsze miejsce, niż opisywałem ostatnio. Lepsze, bo jednak z wodą płynącą. Jak byłem tam pierwszy raz, to sobie pomyślałem „ to odcinek na 1-2 brania podczas wypadu, ale ryby będą grube”.  W przeciwieństwie do poprzedniej miejscówki, gdzie ryby głównie wychodzą do wabików i robią przy nich cuda, ale nie biorą normalnie, tu jest inaczej: rybom się nic nie zdaje, nic nie próbują – walą po prostu ile pary w płetwach. No, może ten na zdjęciu taki nie był do końca. Tydzień temu, już pod nogami zaliczyłem obcinkę szczupaka. Myślę, że miał 75+, może nawet więcej. Pokazał tylko łeb i kark – grubaśny jak na rzeczną rybę. Ale plecionka strzeliła. Zaatakował wobler 5cm. Od tamtej pory zakładam tu, jak nigdy długi przypon zabezpieczający przed zębaczami. Jak nigdy nie przychodzi mi tu do głowy łowić UL. Odcinek jest cichy, niepozorny, ale odludny i ma to „coś”. A jak udało mi się wyjąć mojego [mam nadzieję Czytaj więcej [...]