Warto było sprawdzić

Dokonaliśmy z Wojtkiem pewnego eksperymentu. Może nie miało to przed nami odkryć jakichś zupełnie nieznanych obszarów Wisły, nie mniej pomogło lepiej je poznać. O co chodzi? Przed ostatnią turą naszej ligi, sam nie bardzo wiedziałem co ostatecznie zrobię. Gdyby woda była skrajnie niska lub nie pojawiłby mi się jakiś inny pomysł, to pojechałbym na to wysokie W2 z myślą o okoniu. Zachęcałem zresztą do tego kolegę, który jednak nie skorzystał i finalnie nie punktował.

Oczywiście dzień do dnia w wędkarstwie niepodobny i  nie ma co podchodzić do naszego testu dogmatycznie i traktować jego wynik jako pewnik.

Jednym zdaniem – było fajnie. Rzekłbym, że lekki powiem dawnych lat. Przyjęliśmy założenie, że chcemy zdobyć z perspektywy naszej ligowej rywalizacji, jakiekolwiek punkty. Czyli – nie czarujmy się – idziemy na ilość, co jest też jakimś wyznacznikiem łowienia UL.

Łowiliśmy na wyraźnie podniesionej wodzie, lekko trąconej po całej nocy silnych opadów. Poza tym było mglisto, sennie, chłodno, bezwietrznie i już jakoś tak jesiennie.

Obszarem łowienia było ostatnie 200m małej i płytkiej rzeczki, samo jej ujście, oraz najbliższy teren w górę i w dół. Dno bardzo muliste, spory kawałek od brzegu to zastoiska bądź ledwo płynąca woda, co jest cechą górnego W2, jeśli trafimy na większy zakręt. Dość długo wprawdzie tu nie byłem, bo od czerwca, ale zaskoczyły mnie zmiany dna, dość tutaj stabilnego. Pojawiło się kilka dołków w tym jeden naprawdę duży obszarowo i głębokościowo. Ubyło licznych, pojedynczych patyków sterczących spod warstwy mułu, na rzecz wielkich, kęp roślin wodnych, osiadłych na płytszych miejscach.

Łowiliśmy podobnymi, bardzo lekkimi wędkami do kilku gram wyrzutu. Ja używałem plecionki, kolega żyłki 0,12mm. Ja łowiłem wyłącznie na gumy [jaskółki Robinson 4cm i Lunker City 5cm i 7,5cm, Keitech 5, ripperki Fisharrow 5cm]. Wszystko na gramaturze 0,8 – 1g; Fisharrow na 0,3g uzbrojony, tak, by haczyk wychodził z boku gumki, która była spławiana z nurtem jak martwa rybka.

(fot. A.K.)

Wojtek łowił jeszcze na malutkie cykady oraz smużaka.

Złowiliśmy łącznie około 70-80 ryb, przy czym moje i kumpla wyniki były podobne ilościowo.

W porównaniu z doświadczeniami, jakie ja przynajmniej miewam nad niższymi odcinkami Wisły, to nieźle brały okonie i jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi – były to na ogół rybki wyraźnie 20+. Równie ochoczo atakowały gumki 4cm, jak i 7,5cm. Warunkiem było lekkie obciążenie. Sześć z nich dałoby punkty, choć zauważę iż największego [29cm] złowiłem jeszcze w rzeczce, a nie w samej Wiśle. Kolczaków złowiliśmy blisko 60szt i  naprawdę, poza incydentalnymi sytuacjami, obyło się bez przeźroczystych rybek wielkości palca.

(fot. A.K.)

(fot. W.F.)

Do tego przyjemne było urozmaicenie gatunkowe. Trafiło się kilka klonków w tym znów dwa na skromne ale jednak punkty. Na fotce maluch.

(fot. W.F.)

Ja złowiłem kilka małych sandaczy i dał się nabrać niewielki boleń.

(fot. A.K.)

Musiałem zmierzyć się z mankamentem skrajnie delikatnego łowienia UL, gdyż któryś raz w tym roku nie zdołałem zaciąć jakieś dużej ryby, po gwałtownym ataku.

Wojtek z kolei, oprócz wyżej wymienionych gatunków miał małego jazia i płotkę.

(fot. W.F.)

(fot. A.K.)

Łowiliśmy trochę krócej niż na samej turze. Finalnie, wyszło na to, że spokojnie można było zrobić te skromne około 130 pkt, przy pesymistycznym założeniu, złowienia zaledwie trzech ryb na punkty. Przy wynikach jakie realnie miałem tego popołudnia, to by było 238 pkt, a więc porównując z wynikami ostatniej tury –  świetny rezultat. To tak ku mojej i kolegów świadomości  na przyszłość – jest  się czym ratować.

Trochę mi się przypomniały odległe czasy, gdy bez ciśnienia, zabawowo można się było nałowić do bólu niewielkich, ale jednak wystających z dłoni okoni.

Świetnie połowił UL Bartek, który wybrał się na nizinny odcinek jednego z dopływów krakowskiej Wisły. Relacjonował, że było bardzo dużo brań [klonki, okonie], a trafiały się i inne gatunki.

(fot. B.K.)

Mnie ze względu na deficyty czasowe i co za tym idzie, przeznaczanie każdej wolnej chwili na łowienie „pod ligę”, bardzo brakuje takich totalnie wyluzowanych, kameralnych wypadów nad jakieś małe wody z imitacją jakiegoś bezkręgowca na końcu zestawu…

A teraz o rybach naprawdę wystających z dłoni 🙂

Od Piotrka miałem, ale nie przestawiałem wszystkich [i wszystkich nie zdołam zaprezentować]zdjęć. Ten jego sandacz na ostatniej turze, to nie był przypadek, bo dość regularnie łowi ryby tego gatunku i to egzemplarze mające wyraźnie za sobą te 60cm.

(fot. P.D.)

Podobnie Rafał: mocno trenował przed ligą na swojej Odrze…

(fot. R.S.)

…jak i teraz nie odpuszcza.

(fot. R.S.)

Nie mniej sam zauważa, iż  najbliższy mu odcinek Odry i Wisła powyżej Krakowa to zupełne dwa różne światy.

Od samego Wojtka, jak i przez niego od Grześka [za co bardzo dziękuję], dostałem masę pięknych zdjęć z zakończenia sezonu pstrągowego na Skawie Klubu Renegat.

(fot. A.K.)

Impreza udała się totalnie, że tak powiem: wspaniała aura, świetni ludzie, a przede wszystkim piękna rzeka z rybami, które nie pozwalały się nudzić.

(fot. G.)

Pewnie gdybym łowił na muchę, sam bym się wprosił, a i bardziej szczegółowo przedstawił wydarzenie.

Chłopaki z ligi, dla których jednak W3 jest podstawowym łowiskiem, rozpoczęli już nocne podchody za sandaczem. Póki co żaden nie pochwalił się zębaczem, ale nocne bolenie się pojawiły. Mam niestety kłopot z załadowaniem tych zdjęć.

Słownie dwie godziny temu, Krzysiek podesłał kolejną piękną rybę [wyraźnie 50+].

(fot. K.N.)

Obiecałem sobie, iż w tym tygodniu odwiedzę, albo miejscówkę Maćka  na W2 [5 sandaczy na turze], albo co bym wolał – mój odcinek z ostatniej tury, jeśli tylko poziom wody pozwoli. Miałem jechać dziś i zostać do 22.00 – 23.00 ale poszli znów woda w górę, a tam jaka jest na wodowskazie więcej niż 180cm to nie mam czego szukać. Podobnie zresztą się dzieje, gdy poziom spadnie poniżej 150cm.

Zaliczyłem też,  chyba po dwóch latach przerwy, mały spływ Wisłą.

(fot. A.K.)

Przeszło cztery godziny na wodzie bez wędki nie były dla mnie lekkie, tym bardziej, że przez 40 minut, gdy syn odkrył gwizdek przy kamizelce, pływaliśmy w hałasie.

Mnóstwo się pozmieniało. Z jednej strony cisza na wodzie jeszcze większa niż w ostatnich latach. No, jak już coś tam strzeliło, to imponująco, ale generalnie słabo z tymi atakami. Poziom sobiepaństwa wędkarzy – nie do opisania. Po raz już setny napiszę: jeśli nie zmieni się system i albo nie zmiecie PZW ze szczętem, albo nie wymusi na związku radykalnych zmian, nie zmieni się prawo, to nasze wody czeka dalszy, coraz bardziej bezwzględny drenaż. W każdym razie ludzie czują się totalnie bezkarni i robią słownie co chcą. Zabieranie każdej, każdej dosłownie ryby drapieżnej, to standard. Ilość wędek – dowolna; sześć żywcówek plus po spinningu na dwóch – proszę bardzo [w końcu jesteśmy na łódce, to nam mogą skoczyć]; szczupaczek na oko 45cm – w czachę, a co! Nomen omen dziś na Kryspinowie tuż przed zmierzchem pogoniłem dwóch dziadów [dziadów dosłownych i mentalnych zarazem]. Próbowali mi udowodnić, że szczupak ma 65cm [miał niespełna 55cm i już poszedł w reklamówkę].

Wracając do spływu po Wiśle. Znalazłem ogromny obszar płytkiej wody, pełen wszelkich śmieci, które Wisła niesie. Spore kępy rdestnic tworzące wręcz jakby wyspy.

(fot. A.K.)

Płytko i bagiennie. Niekoniecznie pięknie, a na dodatek nie łatwo tu, ale namierzyłem sporo ryb – mam nadzieję, że choć część to jazie. Woda taka bardziej szczupakowo – boleniowa. Zdam relację, bo jeden dzień tam na pewno spędzę w najbliższym czasie. Czy będzie warto tak, jak opisałem wyżej – zobaczymy.

21 myśli nt. „Warto było sprawdzić

  1. Wczoraj byłem na Wisłą od 17:00 do 19:00 złapałem klenia którego zdjęcie jest w artykule i kilka mniejszych. Wędkarski nos podpowiadał że to jest ten dzień w którym „będzie się działo”. Uczucie trudne do opisania, poziom i kolor wody, temperatura, zapach w powietrzu i taki „niepokój na wodzie” – ogólna aura. Są to takie dni które trafiają się na Wiśle bardzo rzadko, ale jak już są to okazuje się że Wiśle jeszcze są ryby i można mieć dzień konia. Dlatego wróciłem nad Wisłę w nocy i nie pomyliłem się. Żerowały sandacze, jeden nawet uderzył mi na „krótkim dyszlu” i niestety spadł. Co jakiś czas w łowisko wchodził gruby boleń. W pewnym momencie mocne uderzenie na wodzie. Duży sandacz – myślę. Szybki rzut, przeprowadzam wobler w tym miejscu i …siedzi! Kijek do 21g pięknie pracje, czuć spory pulsujący ciężar. Po kilkunastu sekundach ryba jakby dostaje szału – gwizd kołowrotka (swoją drogą hamulec mocno dokręcony) i odjazd na kilkadziesiąt metrów. Już wiem że mam wielkiego suma. Po 30 minutach zapasów ręka pali żywym ogniem a po plecach mimo chłodu spływają strugi potu. Skończyło się jak myślałem – potwór oplata plecionke o jakieś konary i trzeba rwać. Po tym wracam do domu, wiedząc że najlepsze godziny minęły. Zawsze raz w roku mam na wędce suma giganta, który mnie potarga. Zawsze dzieje się to we wrześniu albo w październiku i to już jest taka tradycja. Po kilku takich przygodach zastanawiam się czy nie lepiej zaraz po takim braniu przecinać plecionki (nie wiem na ile uznacie to za humanitarne). Na sumy nie poluję i nie mam na nie zajawki jak co niektórzy, a mój sprzęt nie jest do nich dostosowany. Szkoda natomiast kołowrotka i kija – sprzęt jest drogi, a po takim holu jeśli nie jest zniszczony, to przynajmniej mocno nadwyrężony.

    • Pogratulować dnia i emocji. Co do suma:ja miewałem takie sytuacje poza jednym wypadkiem, zawsze w maju-czerwcu i w dzień. Było z 12 takich zdarzeń. Myślę o rybach większych [takich 150+], choć z tych dziennych, to największy miał może 180cm, a i tak zrobił potężne wrażenie. Co do zrywania zestawu, to wydaje mi się, ale tylko wydaje, że wszystko zależy od tego, jak się to urwie. Jeśli typowo, samą przynętę z milimetrami/centymetrami żyłki, to chyba nie ma aż takiego znaczenia – woda w Wiśle ma taki poziom PH, że po trzech dobach korozja łapie niby nierdzewną stal. Gorzej, jak linka pęka gdzieś w połowie dystansu. Na logikę – taki farfocel non stop się gdzieś zaczepia. W przypadku ryb mniejszych – sam miałem rok temu sytuację, gdzie około 30m urwanej cieniuteńkiej plecionki tak umęczyło blisko 50cm klenia,że po około 3h kiedy ponownie podhaczyłem odcinek i udało mi się go uchwycić ręką, ryba prawie nie stawiała oporu. Natomiast nigdy nie zauważyłem nawet po kilkudziesięciu minutach takich siłowych zmagań, zużycia kija czy kołowrotka. A jak wiadomo szczególnie mocnych zestawów nie preferuję. Myślę, że to trochę zależy od zestawienia kija i linki. Powiedzmy plecionka 0,16mm i kijek do 20g to jednak dysproporcja i mając jednak trochę mocy w lince, kij faktycznie mona zajechać…

      • Dzięki za komentarz Adamie. Mi niestety w przeszłości sum zdemolował dwa kołowrotki (co prawda wtedy używałem kołowrotków niższej jakości niż teraz). Po holu były rozklekotane i niedługo potem padły. Tommiemu z kolei w zeszłym roku sum złamał wędkę. Oczywiście kolega nie poddał się i walczył dalej 🙂 Wyciągałem już sumy 120-140cm, i to jest ryba do wyholowania na zestaw boleniowy czy sandaczowy. Sum 2 metry i wyżej to już niestety jest inna liga i tu potrzebny jest sprzęt na merlina. Sum 180cm o którym pisałeś rzeczywiście musiał już robić duże wrażenie, to kawał ryby. Tommiemu kiedyś udało się wyciągnąć suma tej wielkości na brzeg.

      • A co to za zabójcze pH w tej wiślanej wodzie?😄 Pierwsze słyszę…według monitoringów jakości wód woda jest lekko zasadowa, pH 7,9 co odpowiada wodom w I klasie czystości.
        Ja pamiętam tą Wiślaną „wodę” w połowie lat 90 ,wtedy to był Sajgon…jak się złowiło rybę i podebrało ręką to śmierdziała jeszcze dwie godziny 😀ale ryb w tym syfie było może nie sto ,a tysiąc razy tyle co teraz…

        • Bo i nasze ryby lubią raczej za dużo węglanów wapnia niż ich za mało. Nie twierdzę, że monitory kłamią, nie mniej wg oficjalnych mediów rządowych mamy teraz śmiertelną epidemię…Dwa przykłady. Było to może ze 4-5 lat temu. Urwałem fajną wirówkę, z którą że tak powiem byłem związany emocjonalnie. Przy dużej wodzie nie było szans do niej dojść. Zjawiłem się tam trzy albo cztery dni później. Znalazłem ją ale ku mojemu zdziwieniu była mocno pordzewiała a kotwiczka [Owner] rozłaziła się w rękach. Przykład drugi: kolega kupił dwa kołowrotki znanej firmy za niemałe już pieniądze [ponad 1000zł sztuka]. Wiadomo jak to przy łowieniu: tu się zachlapie jak się idzie po wodzie, zachlapie ryba przy podbieraniu itp. No i po pół roku łożyska zaczęły chrobotać. Kolega złożył reklamację i dostał odpowiedź: reklamacja odrzucona, gdyż ten model przeznaczony jest na wody słodkie, a uszkodzenia znamionują działalność wody …morskiej:)

  2. Po pierwsze sama likwidacja PZW nic nie da, trzeba także zlikwidować meliorantów tj. MGMiŻŚ i PGW Wody Polskie i przywrócić wszystkie wyregulowane i zdewastowane rzeki i potoki w Polsce do stanu z przed regulacji ( renaturyzacja ) na wzór Niemiec, Francji, Słowacji i USA i innych krajów. Popierałem pomysł by wody przekazać gminom i powiatom oraz miastom, ale jak się dowiedziałem ,że władze miasta Bielsko-Biała chcą przejąć kontrolę nad wszystkimi rzekami i potokami w okolicy Bielska-Białej by je wyregulować i zabetonować pod pretekstem ochrony p-powodziowej, przestałem tę opcję popierać, bo głupota. Otóż władze Bielska-Białej chcą wyregulować i zabetonować potok Starobielski oraz ponownie potok Straconka , który został już za komuny wyregulowany i zabetonowany. Większość burmistrzów i prezydentów miast , wójtów gmin oraz radnych gmin i powiatów siedzi w kieszeni RZGW i jest skorumpowana i opłacana przez RZGW. Pomysł by przekazać wody gminom i powiatom oraz miastom to totalny niewypał i strzał w kolano. Propozycja jest taka by tak jak np.USA i w Anglii przekazać wody Ministerstwu Środowiska , oraz dodatkowo oddać wody RDOŚ. Do tego trzeba zlikwidować takie instytucje jak IMGW i NFOŚiGW. Np. takie IMGW to bardzo głęboka komuna, zaś polscy hydrolodzy są 50 lat zachodem. MGNiŻŚ steruje i kontroluje IMGW. MGMiŻŚ i PGW Wody Polskie to zwykli kłamcy i oszuści , którzy wcale nie zamierzają renaturyzować i naturalizować wyregulowane i zdewastowane rzeki i potoki. MGMiŻŚ i PGW Wody Polskie to mafia betoniarska, którą należy rozwiązać i zlikwidować, a na początku posadzić kilku meliorantów za kratki np. z RZGW Kraków i RZGW Gliwice, bo dyrektorzy tych RZGW mają strasznie dużo za uszami i przekrętów na sumieniu, i można się łatwo dorwać do skóry. Ostatnio nie pisze komentarzy, gdyż nie mam nastroju do pisania komentarzy, i w dalszym ciągu jestem uziemiony. Moje błędy w zdaniach to zwykłe literówki, wynikają z tego ,że czasami pisze komentarze w nocy, oraz z tego , gdyż obecnie noszę za słabe okulary, czasami pomijam całe słowa.

  3. Ja sobie tak myślę że może przyjść czas że ekolodzy będą chcieli nas przegonić i wtedy PZW które jest dużą organizacja będzie atutem. Co o tym myślicie?

    • Do Olgierda- spytaj jakiegoś dyrektora zarządu okręgu PZW, dlaczego PZW nie należy do Koalicji Ratujmy Rzeki. Skoro PZW tak bardzo należy rybnych i zasobnych wodach, więc obowiązkiem PZW powinno być należeć do Koalicji Ratujmy Rzeki i walczyć wspólnie z ekologami i organizacjami ekologicznymi o to by w wodach było pełno ryb, i by wyregulowane i zdewastowane rzeki zrenaturyzoewano na wzór Niemiec, Francji i USA i innych krajów. Z PZW jest tak jak napisał pan Adam, że PZW przytula się do każdej władzy, byle tylko nie ulec rozwiązaniu i likwidacji.

  4. Wszystko to prawda ale i temat rzeka.. jedynie co możemy zrobić to szanować te resztki ryb które są.
    Mogą kiedys nas przegonić bo populacja ryb kurczy się na świecie drastycznie , ponieważ wszystkie ryby sa zabijane jak leci. A Polak jest w tym najlepszy , czego przykładem jest nasze morze.
    Ja się zastanwiam jakim cudem w Japonii sa jeszcze ryby . Widocznie tam pomimo że je jedza na potęgę to szanują i hodują jednocześnie. Nie wiem jednak jak jest bo tam nie byłem, ani nie czytałem na ten temat.
    Wrocmy jednak do ryb i tego jak wyglądala końcówka wakacji i początek najlepszej pory roku dla spiningisty czyli jesieni.
    Ja uwzam ze na okonia na rzece dobra pora to jedynie końcówka wakacji i początek wrzesnia.
    Później nie jest najgorzej w październiku. Lato i wisona nie zauważyłem zeby dawała dobre , pewne wyniki w obecnych czasach.

    • Nie chciałbym specjalnie ciągnąć tej dyskusji, bo na razie jak widać nie zmieni się nic. Ja pisząc o zmianie systemu mam na myśli totalną zmianę [to nie jest takie nierealne, patrząc jak głosowało ostatnio 29% mężczyzn do 30 roku życia] – takie totalne odwrócenie panujących układów rozwali/zlikwiduje też i wszelkie inne instytucje. Spokojnie. Ale tak jak zauważył Tommy – trzeba szanować ryby które są. Niech sobie nawet [tfu] betonują: gdyby wędkarze nie zabijali dzikich ryb, one by zwyczajnie były. Co do wątpliwości Olgierda – ma Pan 100% racji w tym, że w ekolodzy z którymi teraz wędkarze powściągliwi w zabieraniu ryb, są niejako z konieczności w sojuszu, będą mieć przerąbanie, gdyby realnie dużo do powiedzenia mieli np. ludzie spod znaku Klubu Gaja. Znam sporo ludzi z tym się identyfikujących, bo sam niejako wywodzę się z takiego środowiska i są to etatowi ultra aktywiści o mentalności ekoterrorystów.
      Co do okoni, to znów jak Tommy sugeruje: jeśli rzeka w naszych realiach to tylko wrzesień/październik.

      • Panie Adamie, PiS ma specjalnych trolli do zwalczania ekologów, wiem to bo 1 troll na http://www.interia.pl przyznał mi się ,że zwalcza ekologów i że jest z PiS. Skoro PiS ma trolli do zwalczania ekologów, to PiS i PSL ma także. Wszedłem na http://www.bielsko.info, to w komentarzach były ostre ataki na klub Gaja. Obecnie największa trolownia i hejtownia znajduje się w MGMiŻŚ i PGW Wody Polskie. Za rządów PO i PSL pracownicy RZGW i WZMiUW także zajmowali się trolowaniem i hejtowaniem na http://www.onet.pl i atakowali ekologów. To są ciągle te same trolle, choć zmieniała się nazwa.To się nie ma co dziwić , ,ze w organizacjach ekologicznych są radykałowie. W takiej Francji rząd i firmy energetyczne wspólnie z ekologami renaturyzują wyregulowane i zdewastowane rzeki i potoki. Regulacje i dewastacje rzek w Polsce może zatrzymać tylko blokada środków unijnych Polsce lub nałożenie gigantycznych kar i sankcji finansowych na Polskę na wniosek Komisji Europejskiej i Europejskiego Trybunały Sprawiedliwości.

        • Z powyższym to akurat trudno się nie zgodzić. PIS sięgnął takiego dna uprawiania polityki, że brak słów. Warto natomiast przyjrzeć się, jak to się stało w Europie Zach, że teraz jest renaturalizacja wód. W krajach jak Francja, Niemcy, Włochy ważną rolę, często partii wiodącej w rządach mają różnego rodzaju frakcje o rodowodzie mocno lewicowym ze skrajnymi przybudówkami typu Zieloni w Niemczech. Oczywiście jest tam pewnie wiele osób, szczególnie wśród szeregowych członków, szczerze oddanych idei ochrony przyrody. Nie mniej tam chodzi tylko o kasę, by zarządzać [ i można się tylko domyślać co przy tej okazji] ogromnymi budżetami. Czy to renaturalizacja ,czy betonowanie – tam jest ogromna kupa kasiory. O to jest walka. Podam konkretny przykład: mój teść pracował kilka lat w ekipie remontującej niemieckie elektrownie [to było w ostatnich 5-7 latach]. Polacy byli wręcz zszokowani, że wszystko to były ogromne czynne elektrownie węglowe i prawie wszystko „oklejone” azbestem. Nikt tam nie podnosił tego tematu publicznie… Kłopotem jest to że organizacje ekologiczne szumią, tam gdzie mają szumieć. I niestety cześć przynajmniej społeczeństwa to widzi. Mnie trudno nie zgodzić się z ogólnymi hasłami Klubu Gaja, nie mniej jak popatrzy się na wybiórczą aktywność organizacji ekologicznych, to niekoniecznie chce się je popierać. No i branża betoniarska zyskuje.

  5. Znacie kanał na YT „Wolne Rzeki”? Jeśli nie to polecam. Swoją drogą fajnie by było jak by Pan Adam też wrzucił jakiś nowy film. Czytam ten blog z dwa albo trzy lata. Chętnie bym zobaczył Pana sprzęt chociaż. Pozdrawiam.

    • Kurcze – od kwietnia zeszłego roku mam nagrane kilka filmików z niezłymi rybami [w zasadzie o wczesnym łowieniu płoci i wzdręgi, ale są liny 40+]. Brania, hole itd. Ja nie umiem tego poskładać w sensowną całość, poza tym nie mam fizycznie kiedy. Muszę pogadać z jednym gościem. Może by to zmontował hobbystycznie.

  6. Najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że PZW nie wie nic o tym co się dzieje na rzekach. Mało tego, w ogóle nie dąży do poprawy warunków bytowych dla ryb. Czy słyszeliście/widzieliście kiedykolwiek, by PZW w naszym okręgu sypał tarliska dla pstrągów lub budował krześliska dla okoni/sandaczy ? Albo by sprzeciwiał się jakiejkolwiek regulacji czy wycince nadbrzeżnych drzew ? Lub by doprowadził do likwidacji/udrożnienia progów na rzekach (Prądnik, Skawinka, Cedron, Rudawa) ?
    Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania brzmi NIE !!! A dlaczego ? Moim zdaniem dlatego, że w okręgu brakuje ludzi z pasją, ideowców z wiedzą, dla których rzeki i ryby to coś więcej niż tylko płynąca woda i jakieś tam żyjątka w niej bytujące. No i średnia wieku tamże to sporo ponad 50 lat, co sprawia, że im się zwyczajnie nie chce. Przyjdą do pracy przy biurku na Bulwarowej na 8 godzin, popracują nad zarybieniem karpiem Przylasku czy tęczakiem Bagrów i tak to się kręci. A rybostan i warunki bytowe dla ryb w takiej Sance, Prądniku czy Głogoczówce mają głęboko w d… Niestety tak to od lat wygląda.

    Natomiast co do Wolnych Rzek. Osobiście znam autora, w sierpniu odbyłem z nim wizję lokalną nad dwiema naszymi rzeczkami pstrągowymi dotyczącą progów wodnych na nich występującymi:) Później napisałem kilka maili do Wód Polskich oraz RDOŚ i, możecie wierzyć lub nie, ale „lawina” ruszyła. WWF wspólnie z Towarzystwem na Rzecz Ziemi doprowadziło do spotkania nad wodą z Wodami Polskim, Nadzorem Wodnym i Zarządem Zlewni. Spotkanie takie miało miejsce pod koniec sierpnia. „Decydenci” pooglądali betonowe progi i w listopadzie mają zostać wykonane pomiary 3 progów, a w grudniu ma odbyć się spotkanie, na którym padną już konkrety co z progami będzie robione. Wstępnie, podczas wizji, oceniono, iż jeden zostanie całkowicie rozebrany, a dwa zostaną przerobione na bystrza na wzór zastosowany przez p. Jeleńskiego na Tanwi.
    Niestety z powodu urlopu, w spotkaniu nad wodą uczestniczyć nie mogłem, ale w grudniu już się wybiorę.

    Co ciekawe, PZW o tym nic nie wie i nie uczestniczy w tym… A wydaje mi się, iż to oni powinni inicjować takie akcje i to oni powinni naprawiać rzeki i inne akweny wodne, by ryby mogły swobodnie żyć, migrować i rozmnażać się.

    • Informuj Grześku o tym bo wręcz brzmi niewiarygodnie [że coś tu drgnęło i że PZW nie bierze udziału, a powinni]. To przykład na to co mówię od lat: PZW powinno zostać arbitralnie, pozbawione łowisk płynących.

    • Nie maja o niczym pojęcia. Żadnych badań, współpracy z uczelniami , niczego. Niech Pan zalozy stowarzyszenie i ich powoli wypierdzielimy, Mozemy wstąpic tez juz do istniejącego.
      Proszę koniecznie dać znać kiedy to spotkanie.

      Uwazam Adam ze powinniśmy tam przyjechać, jak chcemy coś zmienić. To jest ten moment, tak czuje.
      Nagłośnić to. Był już kiedyś artykuł ” Coroczny dramat pstrągów na Prądniku ” i dziennikarze w 1 dzień dowiedzieli się więcej niż Pztfu.. za całe życie.
      Ochrona środowiska jest na topie. Wiem , bo pracuje w tej branży.

    • Na sypanie żwiru – jak najbardziej, chyba że zrobi się to na „partyzanta” ale wtedy tak skromna ilość nic nie zmieni. Co do tarlisk dla okoniowatych, jakie dawniej robiono [z drzew iglastych] – jakąś lagę każdy może wrzucić. Tyle, że „dziady” się burzą bo są zaczepy…

      • Budowa czegokolwiek wymaga pozwoleń. Słowo „budowa” ma tu znaczenie. Odtworzenie, rewitalizacja, powiększenie, poprawa warunków, oczyszczenie itp itd byle nie budowa – to upraszcza sprawy. Małe ilości (szybkie strzały) partyzantka. Duże ilości gdzie jednak cięższy sprzęt jest potrzebny (i przez to widoczny) lepiej mieć zgody z pieczątkami jakichś urzędów. Kilka tematów na Białej Przemszy i na dopływach zrobiliśmy, więc parę ścieżek udeptaliśmy. Tylko zawsze trzeba pamiętać, że inny urząd w innej gminie, powiecie, województwie może mieć inne podejście i inne interpretacje 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *