IV tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Raba

Ostatnio pisałem, że nie było jeszcze w naszej lidze tury tak pasjonującej i tak owocnej jak lipcowa rywalizacja na Rabie. Ostatnia – zaległa tura za czerwiec była niestety typowym [wg mnie oczywiście] dla tej rzeki „męczeniem kichy”, z różnicą taką do lat poprzednich, że ryby przynajmniej widać. Zwracałem na to uwagę w poprzedniej ligowej relacji, ale napiszę raz jeszcze: krakowskie muchowy i spinningowe odcinki no kill Raby osiągnęły faktycznie niezły poziom rybostanu, szczególnie pstrągowego, w mniejszym stopniu no kill tarnowski z tym, że na tym ostatnim naprawdę sporo jest grubego klenia i przynajmniej dostateczna ilość paru innych gatunków. Zastanawia mnie tylko, czy jest to wynikiem wysycenia wody w wyniku ogromnych zarybień, czy rzeka [być może właśnie w wyniku tych zarybień], osiągnęła jakąś równowagę ekosystemu. Ale ostatnia tura to była istna, wędkarska ściana płaczu, naprawdę pechowych zbiegów okoliczności i poza jedną Czytaj więcej [...]

Z wędką w świat – Grecja

Może nie w tym roku, ale generalnie wiele osób z Polski licznie wypoczywa w Grecji. Nierzadko są to wędkarze jak my. Zastanawiają się co tam może robić człowiek z wędką? Ja sam mam pewnie dość zawężone spojrzenie odnośnie wędkarstwa w tym kraju. Kłopotem jest chyba głównie język. Mam kolegę, który jest pół Grekiem – pół Polakiem i sam twierdzi, że nie ma się co czarować – znajomość obcych języków wśród Greków jest taka jak u nas. Czyli szału nie ma. Jasne – w większym mieście, w hotelu, wśród młodych osób ludzie mówią po angielsku, niemiecku. Ale to pozory. Osobiście w Grecji nie byłem, ale moje doświadczenia na południu Francji, czy we Włoszech są takie, że o ile mam wrażenie -  nas krępuje nieznajomość angielskiego, to miejscowi mają to w nosie. Chcesz się dogadać, to naucz się włoskiego/francuskiego. Czy tak jest w Grecji – nie wiem. Jest jeszcze drugi kłopot: alfabet. Przykładowo: w języku francuskim, jak gdzieś Czytaj więcej [...]

Po przerwie, treningi i rybki z pigalaków

Jak kiedyś powiedziałem, moja noga do wakacji nie stanęła nad Rudawą/Krzeszówką. Trochę z tęsknoty, a trochę z ciekawości byłem aż trzy razy na no kill Krzeszówki, za każdym po 2-4 godziny. Moja ciekawość jest zupełnie zaspokojona. Mam tak mieszane uczucia, że niekoniecznie wybiorę się ponownie, aczkolwiek, sam już nie wiem co myśleć. Na pewno dużo jest okoni. Szczególnie łowiąc pod prąd na małe gumowe wabiki, złowimy tych ryb relatywnie bardzo wiele, jak na ten odcinek w porównaniu do poprzednich lat. Wielkość rybek typowa, aczkolwiek średnio chyba większe niż zazwyczaj się trafiały. Łowiłem głównie w muchowym stylu, idąc pod prąd i łudząc oczy dziewiczymi widokami [wyjście na brzeg odziera wędkarza ze złudzeń: nie jest wprawdzie dziko schodzone, nawet powiedziałbym, że dawno nikt tu nie był, ale… dojścia do nielicznych dołków i same miejscówki, to prawie klepiska – oczywiście w tych na oko bankówkach  rzadko cokolwiek Czytaj więcej [...]