V tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Raba

Tak, to nie pomyłka w tytule. To była piąta tura, lipcowa. Tura nr 4 z czerwca, gdy leciało kakao będzie w sierpniu.

Nie myślałem, że to napiszę po jakiejkolwiek turze na Rabie, ale jak przystało na małą, okrągłą bo piątą edycję naszej ligi, tura ta była, jak do tej pory najlepszą ze wszystkich od 2016r. Rywalizacja była owocna, ponieważ zapunktowało dwunastu na piętnastu startujących, a na wielu pozycjach różnice między miejscami były mniejsze niż…centymetr!  Czy to oznacza, że było łatwo? W moim odczuciu, jako osoby kompletnie nieznającej tej wody, uważam, że dzień był ciężki, a ryby brały raczej kiepsko. Pewnego obiektywizmu dodały te tygodnie brudnej i mocno podniesionej wody. I tak twierdzę, że na odcinku muchowym miarowych ryb jest ileś tam razy więcej niż na spinningowym, ale fragmentami totalna przebudowa dna, brzegów i otoczenia, nie faworyzowała już tak bardzo muszkarzy. Czy to oznacza, że zmieniam zdanie o tej wodzie? Nie, choć doceniam starania osób troszczących się o „górską” Rabę. Nie mniej nie podzielam entuzjazmu dla jej „programu zarybieniowego”, nie kręci mnie rekord pobity rybą wpuszczoną trzy dni wcześniej, no i w końcu: nie cierpię łowienia pstrągów na toporne zestawy woblerami jak łodzie podwodne, albo blachami jak helikopter. Może jak się nauczę łowić tam powtarzalnie na relatywnie delikatny zestaw, a w każdym razie finezyjnymi wabikami, to być może zmienię zdanie, ale raczej nie będzie mi dane. Jak patrzę na tę niby czystą, ale szaro – popielatą wodę, to gdyby nie liga, to bym tam nie zajrzał. Ja po prostu nie jestem w stanie przekonać się do tej rzeki, odkąd jest zapora.

Cóż pokazała ta tura jeszcze? Z prawd, że tak górnolotnie stwierdzę – fundamentalnych, to mnie przynajmniej uświadomiła, że jeden trening ma sens na wodzie, którą dobrze znamy. Jak nie znamy, to trzeba przynajmniej kilku dniówek.

Kolejne, już chyba truizm, ale w wędkarstwie niczego, absolutnie niczego nie można być pewnym. Zdalnie rozmawiałem z Krzyśkiem, który stwierdził, iż wszyscy tym razem zapunktują. Nie miałem wątpliwości, iż jest to raczej nierealne i miałem rację. Sam Krzysztof, miał podobnie jak Jacek w kwietniu niewiarygodny fart, zacinając rybę w ostatniej minucie tury. Jedyną punktowaną.

Następne spostrzeżenie: katowanie tych samych odcinków co 3-4 dni w ramach treningu, nawet jak [chyba niemożliwe na Rabie] trafimy na dziewiczy fragment, nie ma sensu. Mamy tak przekłute ryby, że ile ich nam zostaje na samą rywalizację? Dwie, trzy? Wątpię by było więcej skorych do współpracy, przynajmniej na fragmencie spinningowym.

Łowiło się ciężko także dlatego, że od środy woda wyraźnie się czyściła i nad rzeką pojawiało się z dnia na dzień coraz więcej wędkarzy. W sobotę oraz w niedzielę rano przeszła ich istna rzesza. Oczywiście braliśmy to pod uwagę w kalkulacjach, ale by nie eliminować Jacka, który był na prowadzeniu, a który miał dalszy i dłuższy wyjazd, zdecydowaliśmy się na taką, a nie inną porę.

Jak się okazało, na nic to się zdało, gdyż nikt nie wziął pod uwagę kontroli granicznej rodem z odległych lat 80-ych i Jacek utkwił na Węgrzech na kilka godzin. Nie dojechał…

Niepewna była też aura. Mnie w piątek, na uciszającym sumienie treningu wieczornym tak zlało, jak…nie pamiętam kiedy.

(fot. A.K.)

W sobotę też ponoć była burza.

Są jeszcze dwa wspólne mianowniki nie tyle świetnych wyników na turze, bo one były raczej powściągliwe, co powszechnego punktowania: podglądamy się na lidze nawzajem, ja nauczyłem się całkiem sporo od paru osób i inni mam wrażenie też. Są różnice w  ogólnym poziomie, ale to nie tak, jak jeszcze dwa sezony temu. Ja , zapraszając kiedyś do naszej rywalizacji nie anonimowego już spinningistę, usłyszałem mniej więcej taką odpowiedź: macie tak wyżyłowane zasady i wasza zabawa wymaga takiej wszechstronności, że nie mogę sobie pozwolić, by z wami przegrać, a ja jestem zawodnikiem jednej wody. Tym niedosłownym cytatem skomplementuję nas wszystkich. Zresztą non stop, ktoś chce się chyba dowartościować, bo akurat wylosowała się  „jego” woda w „jego” czasie i chce sobie tak towarzysko wystartować jednorazowo w danej turze… Mnie to irytuje. Drugim czynnikiem sprzyjającym punktowaniu, były bardzo, bardzo intensywne treningi, do których za nic nie chciałem się zmuszać. Nie tutaj.

A, właśnie – treningi. Pokazały one, że na Rabie coś się zmienia. Przede wszystkim w tym roku jest dużo narybku różnych gatunków i na razie nie znika on nie wiadomo gdzie, mimo tygodni podniesionych stanów. Poza kleniami i pstrągami uczestnicy ligi łowili także jazie, okonie czy nawet leszcze.

Jazi musi być wyraźnie więcej, gdyż Krzychu podesłał mi jednego w czwartek…

(fot. K.N.)

… a ja w piątek wyjąłem dwa

(fot. A.K.)

Niestety to nie były ryby większe niż 28cm, wszystko więc wskazywało na to, iż w tej grupie raczej nie należy szukać punktów.  Ja w ogóle na moim piątkowym, w sumie nic nie wnoszącym rozpoznaniu -[pierwsza tu moja wizyta od sierpnia zeszłego roku], poza tym, że powinienem się skłaniać raczej ku większym wabikom, nic więcej nie wydumałem. Na dziesięć kontaktów jakie zaliczyłem, poza jednym małym pstrągiem na gumową żabkę i jaziem na smużaka, wszystkie pozostałe ataki [w większości nieskuteczne, bo ryby były malutkie], miałem na wahadłówkę. W ogóle miałem tylko jeden kontakt z pstrągiem nieznacznie nad 30cm i nie zaciąłem miękkim kijem bolenia [taki z 55cm].

Uśmiałem się ze znajomego, który tu był chyba dwa dni przede mną – złowił leszcza. Całkiem sporego bo 50+.

(fot. P.K.)

Kończę to przydługie wprowadzenie. Piąta tura 2020! Spotkaliśmy się w miejscu tak oczywistym, że dziesiątki, jeśli nie ponad setka aut nas nie zdziwiła. Nie mniej było jak na jakichś dożynkach, czy innej gminnej masowej imprezie 🙂

(fot. W.F.)

Przy okazji – na fotce są: na pierwszym planie robiący zdjęcie Wojtek. Na drugim planie po lewej stronie stoją: Rafał jeżdżący na naszą ligę z Wrocławia, za nim Bartek i jeszcze bardziej z tyłu – Robert. Wychyla się Michał, obok którego stoi Krzysiek, a za nimi Brandy [w czapce]. W środku, opiera się o samochód nasz sponsor Paweł [Fishchaser], a na prawo od niego ja gadam prze telefon i obok mnie stoi Piotr. Ten gość w okularach zaraz za mną to Kuba. Nie co za Piotrem i zarazem na prawo od niego stoi Zygmunt i dalej w kierunku bliższych nam planów:  Maciek, widać głowę Tomka i Tommy w całej okazałości. Nie ma na focie Dominika, który zjechał na ostatnią chwilę i żywcem chyba nie miał gdzie stanąć, i w sumie nie wiem, gdzie wtedy był.  Brakło tylko wspomnianego Jacka i znów nie było Jurka. Atmosfera jak zwykle była superowa.  Bardzo szybko uciekliśmy z tego tłumnego i hałaśliwego miejsca, by pojechać na wytypowane odcinki… nie mniej gwarne od dziesiątek kąpielowiczów. Choć ludziska się zwijali, bo zanosiło się na burzę, która jednak nas ominęła. Było parno, upalnie i sennie. Cyrkulacja wschodnia, choć od 18.00 bezwietrznie. Woda nadal podniesiona z 20cm w stosunku do typowych niskich stanów, ale już przejrzysta na około 60 -70cm.  Raba miała po dużej wodzie, fajne szorstkie dno, bez brązowego gluta i prezentowała się na oko dość przyjemnie.

(fot. M.B.)

Zanim przejdę do samego sedna, jedna uwaga: stosując się do sugestii ludzi poświęcających czas dla tej wody, nie pokażemy wszystkich złowionych ryb. Chodzi m. in. o miejscówki, ale nie tylko. Oczywiście sami mieliśmy je do wglądu, jako świadectwa złowionych ryb przez poszczególnych startujących.

Tak, jak wspomniany Krzychu miał niesamowite szczęście, tak nieprawdopodobnego wręcz pecha miał Tommy. Znalazł jakiś czas temu miejscówkę, gdzie nie łowił okazów ani nawet ryb średnich, ale jak trafił na dzień, to potrafił mieć ich dużo. Mógł spokojnie przy wynikach, jakie były, wygrać tę turę. Tymczasem zaliczył serię bardzo intensywnych brań, wyjął 7-8 pstrągów, ale wszystkie, wszystkie bez wyjątku z przedziału 28 – 29cm. Po czym woda zamarła i kolejne godziny było cicho…Można wymięknąć. Dla kolegi ukłon za uczciwość, bo wierzcie – korci w takich momentach, gdy brakuje milimetrów.

Zerował także Dominik. Myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze posłuchał może nie mojej rady, bo sam nie wiedziałem co zrobię, ale jak ja skłonił się ku delikatnemu zestawowi. Być może coś by i tą drogą ugrał, ale zamiast spodniobutów, zabrał gumiaki [ma je w takich samych pokrowcach]. Dał spokój po trzech godzinach. Miał na kiju klenia, ale raczej nie punktowanego, który się spiął.

Nie złowił nic na punkty także Kuba, na którego się zdałem w obliczu zupełnego braku planu. Kolega wystawił mi odcinek, na którym miały być ryby i rzeczywiście, choć bez cudów, cokolwiek się działo. Sam miał jedno branie ryby na punkty, ale po niedługim czasie żyłka 0,18mm strzeliła… Nie była to zresztą jednostkowa sytuacja tego dnia.

Wyjątkowo słabo poszło Robertowi i Piotrowi. Nie piszę tego z kurtuazji – jak łowił Robert, można zobaczyć w relacjach z 2019r. Ja wtedy się zastanawiałem, że facet jest z całkiem innej półki i że normalnie będzie się z nami bawić. Ale właśnie tak jest z ligą – to akurat ten dzień, ta, a nie inna woda i taka a nie inna pora.  Chłopaki złowili po jednej punktowanej rybie. Obaj mieli klonki jak niżej, po 31cm.

(fot. R.M.)

(fot. P.D.)

Piotrek, na co dzień łowiący kupę dużych ryb, które sam chciałbym złowić, skomentował to z wyraźną ironią: „zhańbiłem się dzisiaj, mierząc dwudziestopięciocentymetrowe klenie”.

Piotr: Ja nastawiłem się na klenia z powierzchni- najbardziej nęcąca klenie metoda połowu, jednak z powodu czystości wody w Rabie mało skuteczna, gdyż ryby są bardzo ostrożne. Metoda okazała się trafiona w sedno, jednak jak to popołudniami, zawsze miałem tam słabe efekty, rankiem jest o niebo lepiej. Do brzegu- miałem ponad 50 wyjść do smużaka, dużo bez brania w ostatniej chwili, dużo delikatnych skubnięć. Ryby które wychodziły były raczej spore, ze 20 wyjść to były ryby ok.  50cm, dwie na pewno jeszcze większe bo zrobiły ogromne wiry na powierzchni. Złowiłem 7 ryb, niestety tylko jedna miała magiczne 31cm. Są punkty!

Robert tylko krótko napisał sms, że ma wynik znacznie poniżej oczekiwań. Na bezpośrednim przed turą treningu o ile pamiętam, miał na punkty klenia i pstrąga. Potem jeszcze skomentował:

Robert: Łowiłem głównie tam, gdzie w czwartek miałem pstrąga i klenie 30+, czyli w okolicach Nieznanowic. Pierwszą i jak się później okazało ostatnią punktującą rybę złowiłem po kwadransie. Stała w spokojniejszej wodzie poniżej bystrza i skusiła się na woblera. Łowiłem na przemian woblerami i gumowymi przynętami. Poza tym punktującym kleniem miałem jeszcze kilka w przedziale 25-29 oraz co mnie trochę zdziwiło okonie, największy 23 cm. Widziałem dużo leszczy i dwa fajne jazie, które niestety nie reagowały na nic (też mnie widziały). Chwilę przed 20.00 zjechałem w akcie desperacji niżej na tarnowski odcinek, ale bez efektu. Wynik bardzo słaby, nastawiałem się na więcej. Za dużo czasu poświęciłem chyba na jedno miejsce, gdzie ryby nie chciały współpracować.

Chłopakom się nie dziwię, choć w założeniach sam byłbym zadowolony z czegokolwiek 30cm. Byłem pewien, że jak zwykle zapunktuje z 5, może 7 osób. Tymczasem niższe lokaty, mimo, iż punktowane, to tak jak nieraz zaliczyć zero przy kilku osobach, które coś złowiły. Z drugiej strony, złowienie teraz cokolwiek na punkty, może okazać się decydujące w całości ligi. Nie wiadomo…

Chłopaków wyprzedził Bartek, który był chyba jedynym spośród nas, który tu w tym roku nie łowił, ani jeden raz. Udało mu się wyjąć dwa punktowane klonki: 30 i 31 cm.

(fot. B.K.)

(fot. B.K.)

Bartek: Dzisiejszy wynik brałbym w ciemno jeszcze w sobotę, niemniej dziś mam poczucie niedosytu… Łowiłem poniżej Stradomki, na miejscu spotkaliśmy się z Piotrkiem. Niedosyt za sprawą niewyholowanej dużej ryby – prawie na pewno szczupak (obcinka). To już na spokojnej, praktycznie stojącej wodzie. Uderzenie atomowe, potem jazda w drugą stronę i….. trzask. Sądząc po sile, na pewno 60+. Ale się wściekłem…

Dodam, że na tarnowskim odcinku szczupakowi wystarczy 50cm do punktacji…

Pozycję wyżej, dzikim zrządzeniem losu zdobył Krzysiek. Mimo bardzo optymistycznych prognoz, jakie wieszczył, sam do ostatniej minuty nie miał ryby na punkty. Owszem, miał niemiarowe potokowce, czy okonie, ale tak jak garbuski trafiały mu się na punkty w tygodniu, tak teraz nic.

(fot. K.N.)

(fot. K.N.)

I dopiero już o szarówce, rozmawiając z Tommym nad swoim ciężkim wędkarskim losem, dostał, stojąc pośrodku Raby w ostatnim rzucie bombę [no pewnie tak to odebrał po tylu godzinach, bez czegokolwiek choć ciut większego]. Uratował się potokiem 39cm.

(fot. K.N.)

Krzysiek: Na turze łowiłem na dwie wędki:  bardzo lekką do obsługi filigranowych przynęt i  mocniejszą.  Pierwszą rybkę złowiłem na lekki zestaw, był to pstrąg potokowy 29cm, który skusił się na mikro jiga. Potem na mocniejszą wędkę złowiłem 3 okonie pod rząd – wszystkie podobnej wielkości około 18cm. Od Pawła [Fishchaser] dostałem prototyp woblera pstrągowego do testów i dziś go założyłem po raz pierwszy. Woblerek tonący malowany na pstrąga, około 5cm – praca bardzo ładna, równa w nurcie, drobno zamiata ogonkiem. Niestety na spokojnej wodzie, z której wyciągałem okonie coś grubego uderzyło w ten wabik i po kilku sekundach odcięło żyłkę.  Na sam koniec tury miała miejsce sytuacja która przyprawiła mnie o palpitacje serca. Dzwoni Tommy, stoję na środku rzeki w dużym nurcie, odbieram ciągle łowiąc. Mówi że jest na zero, mówię że ja też i że właśnie oddaje ostatni rzut – na moim zegarku godzina punkt 20:30. Gdy zaczynam ściągać, uderza ryba. Krzyczę do Tommiego że mam większą rybę i że kończę. Ryba ucieka z prądem, wreszcie podciągam ją do siebie i po kilku próbach podebrania fajny potok na punkty wreszcie ląduje w podbieraku. Serce wali, nie tyle przez emocje związane z rybą, łowiłem już większe pstrągi, ale z faktu, że zegar tyka… Przedzieram się przez rwący nurt do brzegu z rybą w podbieraku prawie wywalając się na kamieniach kilka razy, żeby jak najszybciej zrobić zdjęcie z miarką. Wspinam się po stromym brzegu, przykładam miarkę i  próbuje zrobić  fotkę z telefonu ale ryba za nic nie chce się dać sfotografować, wierzga po trawie staczając się w dół […] Wreszcie po kilku próbach się udaje. Miara pokazuje 39cm. Długo reanimuje rybę w wodzie – ma dość wrażeń, podobnie jak ja. Czułem że na tej turze będą emocje, ale to niekoniecznie emocje jakich bym chciał.

Przy okazji. Nasz sponsor dał spinningistom do testów piękne, jak wszystkie produkty Fishchaser`a, najnowsze woblerki do „twitcha”.

Sam na nie bardzo mało łowiłem na turze, bo kompletnie nie nastawiłem się na taki sposób, ani nawet na ciut cięższe łowienie ale biorąc pod uwagę przypadek Krzycha, to chyba są łowne 🙂 Czy są już dostępne, to jeszcze nie wiem, ale można zapytać: kontakt@fishchaser.pl

(fot. A.K.)

Na bank poświęcę im osobny tekst, bo będą miłym pretekstem do trochę innego łowienia, niż to, które praktykuję na co dzień.

Poradził sobie na tej wodzie także Rafał. Jak zwykle wpadł do nas z Dolnośląskiego. Rok temu opuścił obie tury na Rabie, więc trenował ale poniżej odcinka, na którym łowiliśmy w lidze. Doświadczenia miał nieciekawe. Na samej lidze złowił klenia 40cm.

(fot. A.K.)

Rafał: Nie udał mi się trening w sobotę na odcinku muchowym. Dotarłem później niż chciałem i jeszcze ulewa zmusiła mnie do przerwy. Ostatecznie ok. 1,5 godziny łowienia uzmysłowiło mi, że z muchówką na rzece, której nie znam, zupełnie innej niż znane mi rzeki Dolnego Śląska, i w dodatku przy podniesionej i mętnej wodzie, nic nie ugram. Nie dałem też rady upałowi i rzece poniżej mostu w Chełmie. Doczekałem się niezaciętego ataku klenia ok. 35 cm obławiając z wysokiej burty na zewnętrznym łuku granice traw ale przy takiej pogodzie, takie łowienie to koszmar. Najniższy odcinek z tury też wyeliminowałem z ciekawością jednak, co zwojuje Robert na odcinku chyba identycznym tuż wyżej. Po tych niepowodzeniach plan na turę – byle zapunktować. Został mi odcinek spinningowy. Na parkingu przed turą szybko przezbrajam woblery na haczyki bezzadziorowe. W drodze na miejsce zbiórki szukam miejsc w których da się dojechać do wody i przy okazji ominąć plażowiczów. Łowiłem w zupełnie nieznanym mi miejscu, prostym, nieciekawym. Idąc w dół rzeki doszedłem do rynny „bez dna” przy brzegu z jakby naturalną główką za którą nurt się wyciszał. Tutaj miałem pierwsze, niezacięte kontakty. Kląłem na pomysł z hakami zamiast kotwic bo pierwszy raz łowiłem na tak zbrojone woblery. W uspokojeniu pod brzegiem w końcu zacinam klenia. Ogromną ulgę poczułem jak zapakowałem go do podbieraka po holu w rwącym nurcie. Ma 40 cm. Są punkty. Przynęta to wobler twichingowy, który jednak uzbrojony w haki zamiast kotwic chodzi wariacko. W rynnie łowię kolejno 3 potokowce 26-29 cm, a więc nie na punkty. Tuż przed końcem tury doławiam kolejnego potoka niewymiarka, klenika 25 – tkę i okonka. Plan zrealizowany ale czuję że można było zwojować więcej.
Po rozmowach, po turze przemyślałem temat i w poniedziałek znowu jestem na Rabie. Muszę sprawdzić co wymyśliłem. Łowię totalnie inaczej. W czasie krótszym niż przez 5 godzin na turze mam lepszy wynik, a gdybym wyjął to co spadło wynik byłby wręcz rewelacyjny.

Stopień wyżej uplasował się Michał, choć podobnie jak Kuba, był trochę ofiarą swojej dobrej woli. Pierwszy raz po zamknięciu nas wszystkich w końcu marca, które zaskoczyło go nad Sanem, Brandy pojawił się na turze i zabrał właśnie z Michałem. Kolega miał już namierzone jakieś miejscówki, bo spotkaliśmy się w piątek i ku mojej zazdrości miał rybę 45cm, a i w poprzednich dniach też coś 40+ udawało mu się złowić. Teraz też nie został bez ryby, bo miał sztukę 42cm, której jednak nie pokażemy, podobnie jak ryby, którą złowił Brandy – 43cm. Michał pozwolił kumplowi rzucić raz w swój dołek…

Zaznaczę, że Brandy, jako jedyny obok Kuby muszkarz, łowił na odcinku spinningowym. Miałby wynik znacznie, znacznie lepszy, pozycjonujący go w pierwszej trójce, ale stracił jednego w holu i jednego w zacięciu – klenie około 40cm.

Brandy: Całą turę spędziłem jeżdżąc z Michałem. Turę rozpoczęliśmy sprawdzając okolice nowego mostu w Gdowie, ale przeraziła nas ilość ludzi. Zjechaliśmy kawałek niżej, gdzie dość szybko miałem branie wymiarowego klenia na niewielkiego streamera. Wyciągnąłem średniego klenia do powierzchni, ale niestety niedaleko mnie wypiął się – podejrzewam, że z powodu za miękkiej wędki nie dałem rady go dobrze zaciąć. Potem zjechaliśmy z Michałem jeszcze kawałek dalej, gdzie po obłowieniu kawałka wody obaj rozstawiliśmy się nad niewielką zatoczką. Po jakimś czasie na mokrą muchę miałem delikatne branie (43cm), dzięki któremu zdobyłem jedyne punkty na tej turze. Około 19.00 przeniosłem się na spokojniejszą wodę z suchą muchą. Miałem wtedy dużo brań niewielkich kleni. Około 19:30 kiedy suchar spłynął w nurt wody i lekko przysmużył wodę pod napięciem żyłki, miałem branie większej ryby, ale tylko delikatnie ją poczułem na wędce i od razu spadła. Pod sam koniec tury miałem jeszcze atak na chruścika na powierzchni, widziałem sporego klenia w całej okazałości, ale chyba nie trafił w muchę, albo mnie zauważył tuż pod muchą. Widziałem tylko jak rzucił się na powierzchni i uciekł  w nurt. 

Podobną akcję co Tommy, tylko ze szczęśliwym finałem miał Zygmunt. Jak zawsze, chyba najbardziej w naszym gronie oddany metodzie muchowej, łowił na odcinku między Dobczycami, a Gdowem. Złowił ponad 30 pstrągów, ale tylko jeden jedyny dał punkty. Tyle, że była to ryba wyraźnie większa – 47cm.

(fot. Z.B..)

Zygmunt miał też klenie na granicy punktów.

(fot. Z.B.)

Mówiąc oczywiście żartem, ale Zygmunt to jakby przez dwa sezony robił sobie jaja, non stop zerując. A teraz, od kilku tur trzeba kolegę brać pod uwagę, jako liczącego się mocno zawodnika i wręcz kandydata do pierwszych miejsc.

Dobra – przyszła moja kolej. Siłą rzeczy ciut więcej napiszę, choć naprawdę było bez szału. Jak zobaczyłem odcinek, to tylko łatwiej było mi zarzucić myśl o cięższym zestawie. Zmontowałem patyczek UL z żyłką 0,12mm. A śmiejcie się… Kilka pierwszych rzutów i smużaka capnął klenik, taki z 25cm. Spadł zaraz. Potem jakiś wędkarz [było trzech, gdy tam przyjechaliśmy, także we trzech] zwolnił miejsce, nie do końca to na którym stał, ale umożliwił mi dojście do naprawdę wielkiego zastoiska. Kawał wody, jak na ten odcinek Raby. Głębokość od 0,5 do około 1,5m. Parę głazów. Zwalisko kijów przy brzegu. Od razu przypomniałem sobie te okonie Krzyśka, a doświadczenie podpowiada leszcze, czy cokolwiek zabłąkanego karpiowatego. Miejscówka z leniwym nurtem, stworzona do łowienia jak metodą żyłkową. Gdzie jak nie tu? Jakieś 40 minut, kilka urwanych wabików, jedno niemrawe branie, jedno zacięte [klenik]. Dominik kilkaset metrów niżej próbował z brzegu. Kuba z kolei wyżej. Cisza. Lekko przybity idę powyżej sporego przelewu. Taki trochę w wiślanym stylu. Czego ja tam nie rzucałem. Miałem domniemany kontakt na srebrną wahadłówkę z treningu. Powtórzyłem w to miejsce z 20 razy prosząc się o zaczep. Nie było, więc chyba ryba, ale co z tego. Na koniec założyłem 6-7cm wobler  „krakusek” . Kijek w silnym nurcie przygiął się jak pod 25cm rybą. Ale nic to. Kilka rzutów i…nagle wyłania się z szarego nurtu potok. Nie duży, taki 37, może 40cm. Jedzie za woblerem, jedzie, jedzie…Do samej szczytówki drab dopłynął i zawrócił. Tym kulawym zestawem, zmieniając wobler na drugi i ostatni – Salmo Minnow 7cm, malowany na jelca, oddałem chyba ze sto rzutów. Ku..wa , nic. Ani ten, co wyszedł, ani żaden inny. Pełen frustracji, ale i nadziei, porzucam wcześniejszy plan zmiany miejscówki jak planowałem po około 90 minutach i zaciskając zęby montuję Dia Flex Robinsona Trout do 15g, żyłkę 0,20 i tylko te dwa woblery. Akurat spotykam Kubę, który stracił rybę. Pokazuje gdzie. Idę z 30m wyżej wskazanego miejsca. Wobler skacze w nurcie, jakby go kopał prąd. Odwykłem od takich doznań. Może po pięciu minutach, gdy wobler wyszedł z dryfu i ustawił się równolegle do nurtu mniej więcej pośrodku koryta i jakieś 25m niżej mnie, mam ciężkie, workowate uwieszenie na przynęcie. Momentalnie luzuję hamulec. Wyskakuje ciężko i mało zgrabnie dość odpasiona ryba. Niemrawy młynek, kolejny skok. Próbuje zejść głębiej [woda około 1m], ale na tym zestawie nawet nie kwiknie. Jeszcze jeden młynek na powierzchni i … ja kwiczę z radości. Plan minimum wykonany na oko z 15cm nadwyżką. Ma 44cm. Dominik robi mi fotę, ale jej nie opublikuję. Błogostan. Łowię całkowicie na luzie. Jest  18.00, a łowimy od 15.30. Nic już się nie wydarza do około 20.00. Przechodzę na drugi brzeg i poprawiam na szybciocha ten sam fragment. Mam szybko uderzenie w wobler, ale jestem prawie pewien, że ryba się nie ukłuła. Poprawiam zwykłym twisterkiem 5cm na 2g. Od razu branie. Jestem trochę rozczarowany, bo ryba ma 31cm, a byłem pewien przynajmniej 33cm…

(fot. A.K.)

I do końca już tylko wyjście małego potoka. Cudów nie było, poszło mi znacznie lepiej od skromnych i ostrożnych oczekiwań, bo miałem najlepszy wynik wśród spinningistów. No, nie przekonam się. Jak słucham, że Piotr miał ileś tam wyjść kleni około 50cm, to nie wątpiąc w słowa kolegi, ja się zastanawiam, gdzie łowiłem, albo czy już nie dowidzę… nie mój klimat. Jedno Krzychu powiedział trafnie: „ty masz zawsze kiepskie treningi, a na turze zawsze coś tam złowisz”. Oby się to zawsze sprawdzało…

Maciek długo chyba się zżymał, co wybrać: spinn czy mucha. Chyba przekonała go czyszcząca się woda, bo na treningu z muchą przy jeszcze mocno trąconej, miał wynik bardzo skromny.  Łowił na muchę. Złowił dwie punktowane ryby. Pięknego potokowca 47cm…

(fot. M.K.)

…którego „podparł” pstrągiem 30cm.

(fot. M.K.)

Maciek: Złowiłem 5 pstrągów,  z tego do punktacji dwa : 30 cm i 47 cm,  pozostałe tuż pod wymiar.  Oprócz tego trzy brania niezacięte. Łowiłem całą turę na muchę. W tym roku spróbowałem łowić na nimfę,  wcześniej na muchę łowiłem jedynie na streamer bo to najbardziej przypominało spinning. Okazuje się,  że nimfa jest całkiem skuteczna,  chociaż pozornie wydaje się,  że tam parę metrów od siebie gdzie płyną te nimfy wszelkie pstrągi już dawno powinny uciec. Jakoś nie uciekają,  przynajmniej nie wszystkie. Duża woda która przeszła ostatnio, wygląda,  że spłukała dużo ryb z odcinka muchowego na spinningowy no kill,  bo na jedynym po dużej wodzie treningu z trudem cokolwiek złowiłem,  a ryby małe. Dużo mniej brań niż  przed przyborem.  Na turze to się potwierdziło. Pustki na wodzie po dotarciu na stanowisko nie wróżyły dobrze. Doniesienia o słabym dniu potwierdziło mi to, że w środku odcinka muchowego, w niedzielne popołudnie i wieczór przed 4,5 godziny nie spotkałem innego wędkarza. Dopiero koło 20:00 spotkałem jednego.  Technicznie coraz lepiej:  na turze przez 5 godzin  tylko około 5 minut spędziłem na rozplątywaniu zestawu po rzucie własnego autorstwa. Końcowe 1,5 godziny  przed zmierzchem na muchę to już mało efektywne było,  pewnie dlatego, że ryby słabo już widziały przynęty przy zachmurzonym niebie  i cieniu drzew.  Wartało by się wtedy teleportować na spinningowy odcinek.

Chyba straszne katusze przeżywał Wojtek, skoro nie wytrzymał i dzwonił do mnie, chwaląc się pierwszą rybą na punkty dopiero koło 18.30. Nie dziwię się jego radości, aczkolwiek uśmiecham się widząc, jak działają na niego ryby i wiedząc równocześnie, iż gość był świadkiem i uczestnikiem zdarzeń, które zwykły zjadacz chleba ogląda tylko na wojennych filmach. Pierwszy potok Wojtka miał 42cm.

(fot. W.F.)

Potem, łowiąc na dwa kije [jeden do suchara, drugi do nimfy] dorzucił jeszcze dwa mniejsze ale też na punkty.

(fot. W.F.)

(fot. W.F.)

Wszystkie złowił metodą żyłkową.

Wojtek: Łowiłem na odcinku muchowym rzeki Raby. W podbieraku wylądowało 5 ryb- wszystko pstrągi potokowe.  Przez te 5 godzin łowienia miałem około 20 niezaciętych brań, ale to już mój błąd techniczny – uważam że brak umiejętnego i zdecydowanego zacięcia, chociaż wędka też do szybkich nie należy. Łowiłem [tu kolega prosił, by na razie nie pisać na co], wiec możliwe że ta przynęta specyficznie jest pobierana przez rybę.

Bez demolowania zawodów, ale jednak zdecydowanie najlepiej wśród uczestników połowił Tomek. Ja nie mogłem się doliczyć kogo mi brakuje, bo Tomek startuje pierwszy raz, a że się nie znaliśmy, to jeszcze się nie przyzwyczaiłem, że taki konkurent jest. No i dopiero drugiego dnia okazało się iż wygrał. Miał sześć ryb na punkty, z tym, że ten szósty czmychnął z ręki przy fotce, której nie udało się zrobić, choć w całokształcie nie miało to już znaczenia. Tak, że kolega ma pięć zaliczonych pstrągów.

(fot. T.K.)

(fot. T.K.)

(fot. T.K.)

(fot. A.K.)

(fot. T.K.)

Oddaję głos zwycięzcy, gratulując wygranej. Zauważę, że słowa Tomka po turze majowej nad lodowatą wtedy Wisłą, że wyniki ma znacznie lepsze z muchówką w ręku, nie były czczą przechwałką.

Tomek: u mnie wczoraj 6 potoków, w wymiarach odpowiednio 41, 36,5, 34, 32, 30 cm; ten 6-y też miał ok. 30, ale niestety wypadł mi z ręki w trakcie zdjęcia, więc się nie liczy.  Ok. pięć  innych spadło mi w czasie holu. Sporo było też brań niezaciętych albo nietrafionych (zwłaszcza na streamera). Jeden potok (na oko 45+) spektakularnie nawet pofrunął za moim parkinsonem, którego niestety, jak się okazało ułamek sekundy za wcześnie wyjąłem z wody. Ogólnie sporo się w wodzie działo (czuć było rybę), chociaż były na Rabie dni znacznie lepsze. Pewien niedosyt jest, bo przede wszystkim liczyłem na trochę większe ryby, (a na Rabie miałem ich w tym sezonie sporo). Łowiłem oczywiście na muchę – krótka i streamer. Chociaż krótkiej używam nieczęsto, odcinek, na którym byłem (rzecz jasna szukałem takiego bez turystów), był do tego idealny. Z przynęt sprawdził się więc oczywiście parkinson i biała nimfa. Dwa pstrągi skusiły się na streamera (niezawodna pijawka).

Podsumowanie wyników:

Nieobecni Jacek i Jurek, oraz zerujący Dominik, Tommy i Kuba dostają za tę turę po 15 pkt.

Miejsce jedenaste  ex aequo i po 11,5 pkt otrzymują  Robert i Piotr [po kleniu 31cm – po 42 małe punkty]

Miejsce dziesiąte i 10 pkt – Bartek [klenie 30 i 31cm – 73 małe punkty]

Miejsce dziewiąte i 9 pkt – Krzysiek [potok 39cm – 130 małe punkty]

Miejsce ósme i 8 pkt – Rafał [kleń 40cm – 141 małych punktów]

Miejsce siódme i 7 pkt – Michał [ pstrąg 42cm – 163 małe punkty]

Miejsce szóste i 6 pkt – Brandy [pstrąg 43cm – 174 małe punkty]

Miejsce piąte i 5 pkt – Zygmunt [potok 47cm – 218 małych punktów]

Miejsce czwarte i 4 pkt – ja [pstrągi 44 i 31cm – 227 małych punktów]

Miejsce trzecie i 3 pkt – Maciek [potoki 47 i 30cm – 249 małych punktów]

Miejsce drugie i 2 pkt – Wojtek [potoki 42, 33 i 30cm – 258 małych punktów]

Miejsce pierwsze i  1 pkt – Tomek [potoki 41, 36, 34, 32 i 30cm – 408 małych punktów]

Gdyby przeliczać punkty na długość, to zarówno Wojtek z Maćkiem, jak i ja z Zygmuntem wygraliśmy o 9mm 🙂

Tak, jak kiedyś pisałem o przewidywanych wynikach w świetle bardzo słabych tur w marcu i kwietniu i wskazywałem wtedy, iż w takiej sytuacji tury na Rabie mogą być decydujące,  i tak chyba będzie. Już ta tura namieszała niesamowicie, tym, że punktowanie wielu ludzi,  nieczęste, jak na nasze typowe wyniki, rozciągnęło bardzo skalę, a co za tym idzie, drastycznie poprzesuwało w dół lub w górę [w zależności od wyniku] poszczególnych uczestników. Na tę chwilę wygląda to następująco w klasyfikacji generalnej:

Maciek wskoczył z drugiego na pierwsze miejsce – ma finalnie 16,5 pkt  [1569 małych pkt]

Ja awansowałem na drugie z trzeciego – 18,5 pkt [884 małych pkt]

Na trzecią pozycję z czwartej wskoczył Zygmunt   – 23,5 pkt [731 małych pkt]

Nieobecność Jacka dużo go kosztowała – spadł z pierwszego na czwarte miejsce– 26 pkt [852 małe pkt]. Nie mniej kolega nie odpuści – dosłownie w tym momencie przysłał mi zdjęcie kloca, że usiadłem [pstrąg 60cm].

Rafał mimo iż łowi na nieswoich wodach, to skromnie ale zawsze czymś zapunktuje. Nadal jest piąty – 30,5 pkt [308 małych punktów]

Szóstą lokatę utrzymał Michał  – 32 pkt [921 małych pkt]

Tomka zwycięstwo w tej turze, wyniosło go na siódme miejsce w generalce – 35,5 pkt [408 małych pkt] i czuję, że kolejna tura na Rabie może wyciągnąć go jeszcze wyżej.

Bartek – ósma lokata – 36 pkt [176 małych pkt] –spada o jedną pozycję.

Dzięki drugiemu miejscu w tej turze, Wojtek zrównał się z Robertem, który spadł z miejsca szóstego – obaj mają po 36,5 pkt i zajmują 9 miejsce [Robert 155 małych pkt, a Wojtek 258]

Podobnie jest Brandym, który teraz punktując, awansował z miejsca ostatniego, które dzielił z paroma osobami  na dziesiąte– 40,5 pkt [174 małe pkt]

Tommy, który zaczął znakomicie jest teraz dopiero jedenasty – 42 pkt [85 małych pkt]

Dwunasty jest  Krzysiek – 43,5 pkt [130 małych pkt]

Trzynaste, ostatnie punktowane miejsce należy do Piotra – 46 pkt [41 małych pkt]

Pozostali [Kuba, Dominik, Jurek] nie punktowali i jak na razie zajmują ostatnie, 14 miejsce – 49,5 pkt [0 małych pkt]

W mojej opinii zaległa, czerwcowa tura na Rabie, która będzie w sierpniu nie da aż takich szans spinningistom. Mam choć nadzieję, że nie będzie zarybienia. W każdym  razie, z mojej spinningowej perspektywy, ciężko będzie powtórzyć wynik. I nie mam na myśli dosłownie tego z tej tury, bo to żaden szczególny wynik. Z odrobiną szczęścia złowię może coś więcej, ale muszkarze przy ustabilizowanej wodzie rozpoznają co i jak. Myślę, że wyniki, szczególnie na odcinku muchowym, będą znacznie lepsze.

A potem czeka nas, choć niektórzy w to nie wierzą – jeszcze ścian płaczu na W2. A może się mylę?

9 myśli nt. „V tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Raba

  1. Super relacja, widać że sporo się działo. Co prawda nie u wszystkich…
    Poszło mi trochę na ambicję i do kolejnej tury się bardziej przyłożę. Jeśli lepsze rozeznanie wody nie przyniesie mi kilku punktujących ryb w sierpniu, to obiecuje sobie że na ewentualnej przyszłorocznej turze w tym miejscu stanę do rywalizacji z muchówką w ręce. Nigdy jeszcze nie łowiłem na muchę, ale będzie to impuls żeby spróbować czegoś nowego.

    Gratulacje dla wszystkich, szczególnie dla Wojtka i Tomka. Widać, że pod nieobecność Jacka to oni rządzą na muchowym odcinku. Maciek zaczyna nam uciekać, co w perspektywie kilku kolejnych tur na Wiśle nie wygląda dobrze dla reszty stawki 😀

  2. Kolegom, chciałbym przypomnieć, że mamy jeszcze tzw małą klasyfikację dla dwóch pozostałych rund: letniej i jesienno-zimowej 🙂 Podobnie jak w przypadku rundy wiosennej, będziemy wyłaniac i nagradzać lidera lata i najlepiej punktujacego wędkarza u schyłku roku. Każdy, zatem, ma szansę powalczyć, Powodzenia!

  3. Pierwszy raz startuje w adamowej Lidze, nigdy nie brałem udzialu w żadnych zawodach wedkarskich. Zawsze sądziłem że to nie dla mnie. W tym roku namówił mnie Tommy żebysmy obaj spróbowali po raz pierwszy. Przełamałem się i wystartowałem. Przyznam że podczas dwóch pierwszych tur na Bagrach musiałem się trochę zmuszać i nie czułem fanu. Może dlatego że jestem wedkarzem rzecznym, moze dlatego że na Bagrach była na turach totalna martwica? Nie wiem. Trzecią turę na Wiśle odpuściłem z powodu fatalnej aury pogodowej. Ale podczas niedzielnej tury na Rabie wreszcie coś „zaskoczyło” i poczulem bluesa. Bardzo mi się podobało i czuje że zaczynam się w to wkręcać. Łowiłem jakbym był na haju na jakimś LSD, choc nigdy nie brałem narkotyków, ale wydaje mi się że to jest podobna faza. 5 godzin zleciało jak 5 minut. Do końca się nie poddałem i wierzyłem w sukces, w ostatniej minucie zaciąłem punktowaną rybę i była w tym jakaś magia. Jakby ktoś powiedział mi o tym przed ligą, że złowię rybę w ostatnim rzucie to nie uwierzyłbym że jest to możliwe. Raba zawsze dla mnie była łaskawa i jest to sympatia odwzajemniona. Z Wisłą bywało różnie, raczej związek po przejściach, rozstania i powroty. Na Lidze łowi się znacznie trudniej, i wyniki są znacznie słabsze niż kiedy łowi się dla relaksu, bez presji. Tym bardziej trudniej jest wędkarzom, którzy nie mają żadnego doświadczenia z w jakichkolwiek zawodach, i na punkty łowią po raz pierwszy. Nawet jeśli mają bogate wedkarskie doświadczenie. Kleń 31cm który normalnie nie wywowałby żadnych emocji – na Lidze cieszy mega, bo daje punkty. Fajna jest też otoczka, atmosfera, spotkanie z chłopakami którzy mają podobną zajawkę. Można poznać fajnych ludzi i wiele się od siebie nauczyć. Polecam tym którzy się wahają a chcieliby spróbować. Pozdrawiam i do nastepnego – Krzysiek

  4. Przepraszam za dygresję ale jakaż to kontrola graniczna odbywała się na Węgrzech? W sobotę przejeżdżałem granicę słowacko-węgierską (Šahy) i węgiersko-chorwacką (Letenye). W obu kierunkach pusto i zero kontroli… A co do Raby to jest porażka. Z roku na rok gorzej. Po nocach goszczą tam robaczkarze a jako tako połowimy tylko zaraz po zarybieniu. Potem ryby schodzą w dół gdzie jest więcej wody i wyłapują je na „kukurydzę”…

    • O ile pamiętam to Węgry graniczą jeszcze z Serbią…
      Co do Raby – nie umiem ocenić czy jest lepiej, bo bywam tam niezmiernie rzadko. Znajomi, którzy są fanami tej wody twierdzą, że jest lepiej. Trudno mi ocenić.

  5. Na granicy z Serbią Węgrzy sprawdzali wszystkich wjeżdżających do Unii bez względu czy z Unii czy nie. Zmitrężyłem tam tyle czasu że już nie dałem rady zdążyć na Lige.

  6. Adamie, a ja tak z innej beczki 🙂 Co się stało z flagowymi tematami tego bloga z lat ubiegłych, tzn. z połowami jazi oraz wyjazdami na wielkie pstrągi ? Ta tematyka dawniej często gościła tutaj, a od jakiegoś czasu ani o pstrągach, ani o jaziach nie piszesz nic.

    • Nie wchodząc w szczegóły – ja się coraz gorzej czuję fizycznie. Nie chodzi o spadek sił, czy brak kondycji, by łazić kilometry. Odnośnie wyjazdów na duże pstrągi – nawet mnie żona wywalała z domu, bo zamówiona dwa lata temu firma kładzie w końcu ostatnią warstwę tynku na domu [ponoć wcześniej nie mieli czasu]. Ja w takich okolicznościach jestem raczej uciążliwy, bo nienawidzę takich prac, choć nic przy tym nie robię. Ale mam taki „autowstręt”, że zrezygnowałem. Co do jazi: tu jest gorzej – ich po prostu jest już niewiele w stosunku do tego, co było 5-6 lat temu, że szkoda mi czasu. Biorąc jeszcze pod uwagę nakład sił w trudnym terenie i wątpliwy wynik… W ogóle, to właśnie bez dalszych wyjazdów, to wszystko zjada własny ogon. Tyle, że w naszym okręgu zostało kilka zaledwie enklaw nieznanych dla mnie lub słabo znanych: Zesławice, Cholerzyn, Skawinka – tu mam zamiar coś podziałać, oraz nizinna Szreniawa. Wisła W3 jest tak zjeżdżona wzdłuż i w poprzek przez wielu dobrych znajomych, że poza jakimiś niespodziankami nocą, to raczej cudu nie odkryję. Jest słownie parę spinningowych pewniaków między Przewozem a Nowym Brzeskiem i potem znów kawałki wody pod koniec W4. Dla mnie już dużo mniej znany jest odcinek W2 od ujścia Skawy do około 3km powyżej promu w Okleśnej. Gdyby nie liga, która dzięki świetnym wędkarzom i wymianie między nami doświadczeń, oraz tego, że są to tak po ludzku świetni ludzie, to ja chyba znacznie rzadziej bywałbym nad wodą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *