I tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Bagry

Chyba trochę za bardzo wszyscy się nakręciliśmy. Po licznych treningach tylko skrajny optymista liczyłby na cuda, nie mniej pewnie każdy miał nadzieję. Wyniki treningów były raczej przypadkowe, a przede wszystkim nierówne. A były to wypady krótkie, ale nie odosobnione. I coś tam udawało się złowić. Cóż rzec: ta pierwsza tura była ostrą lekcją pokory, jaką dała nam natura, a równocześnie wręcz wizualnym wykładem, jaki dał nam wszystkim Michał, jak radzić sobie w takich warunkach.

Uczciwie powiem, że sam byłem mocno za tym, aby pierwsza tura była jak najwcześniej. Zakładałem, iż ryby będą bardzo, bardzo powściągliwe, ale upatrywałem w tym właśnie szansę, bo jasne było, że nawet jak na łowienie UL, trzeba będzie pójść w ekstremę ekstremy. Niestety nie jest tak jak myślałem – mimo braku zimy, ryby są jednoznacznie w trybie zimowym i tak też żerują: może nawet nieźle, ale interesują je takie drobiny, że technicznie stawia to proste, ale jednak wymagania. I nikt poza Michałem na to nie wpadł.

Zacznę od swojego treningu [byłem tylko jeden raz, dzień przed turą], który nie dość, że nic mi nie dał, to jeszcze spowodował totalną dezorientację. Nie co ponad godzina w bankowym rejonie i tylko malutki okonek. Zero brań. Potem zgodnie z planem penetrowałem z dziesięć innych fragmentów brzegu [około 500m łącznie], zazwyczaj dobrych, a w cieplejszej porze roku – wręcz najlepszych. Jedno branie szczupaczka. Potem wróciłem na ostatnią godzinę w ten „magiczny” rejon, gdzie ryby są zawsze i stając na głowie złowiłem jedną płoć 30cm.

(fot. A.K.)

Wzięła z toni, delikatnie jak na płoć, ale pewnie. Czyli kompletnie inaczej niż miał Michał na treningach – z dna i niewyczuwalnie. Bądź tu mądry. Nie biorący udziału w lidze, ale znakomity wędkarz, którego obserwowałem na treningu, też miał jedną jedyną płoć 30+. Co można powiedzieć – przypadek i tyle te nasze ryby…

Na tym nie koniec. Spotkałem i w sumie poznaliśmy się z Piotrem, który w lidze startuje pierwszy raz. Facet zabił mi klina. Chodził od rana i dopiero około południa trafił miejsce, gdzie w kilku rzutach miał cztery brania: dwa szczupacze, oraz dwa okoniowe. Wyholował okonia 32cm i spiął pod kijem bardzo grubą już sztukę. Zostawił miejscówkę w spokoju i wracał. Wtedy się właśnie spotkaliśmy. Nastawiał się jednoznacznie na okonie. Przy tym moim płociowo – wzdręgowym bezrybiu, taka informacja wzbudziła moje niemałe wątpliwości. Tommy z kolei od początku mówił, że nawet nie będzie próbował z nami rywalizować w temacie białorybu, bo nie czuje się na siłach i też stawia na kolczaki.

Wróciłem więc raczej zdezorientowany i  z poczuciem, że jeden trening o tak wczesnej porze roku, to stanowczo za mało.

Spotkaliśmy się w niedzielę 1 marca o 7.00.

(fot. A.K.)

Nie było tylko Bartka złożonego przez anginę, oraz Jurka z Dominikiem, którzy chyba z opóźnieniem wrócili zza oceanu i zmogła ich zmiana rytmu dobowego plus różne perturbacje, których doświadczyli w związku z dużą ilością lotów między USA i Kanadą.

Nastroje że tak ujmę – prężne, taktyki, strategie w głowach. Jak zawsze jest niemało śmiechu. Z Jackiem i Zygmuntem tak się zagadaliśmy, że niewiele brakło, a spóźnilibyśmy się na start. Jak widać po fotce wiodącej tekstu, było dość ciasno. Tommy się śmiał, że to będzie tura pod tytułem 17 ludzi na metr kwadratowy. Tak źle nie było, aczkolwiek łowiliśmy raczej blisko, choć niekoniecznie cały czas ramię w ramię. O tej porze roku, przy głębokiej wodzie stojącej, nie ma to zresztą aż takiego znaczenia, jeśli idzie o spinning i ten naprawdę spokojny białoryb. Bliska obecność kolegi wcale nie psuje stanowiska. To nie rzeka, ani mała rzeczka, czy łowienie ryb tuż pod powierzchnią.

W tych momentach, pierwszych minutach tury jest też ten moment szczerej nieszczerości, kiedy mówimy sobie wszystko, prócz największych jak się nam wydaje strategicznych tajemnic, które ujawniamy dopiero po turze.

Aura  była łaskawa, a jeśli chodzi o łowienie UL – wymarzona. Wprawdzie do około 9.00 było okropnie ponuro i lekka mżawka, ale bezwietrznie. Potem zaczęło się rozpogadzać i pojawił wiaterek zachodni, ale niespecjalnie odczuwalny. Z rana było 4 stopnie, a kończyliśmy przy 11. Po dwóch – trzech nocach z przymrozkami i dość licznymi jak na ten rok opadami śniegu w dzień, to było ok.  Z drugiej strony, ryby żerowały katastrofalnie słabo. Nawet szczupaczki, na które nieraz pomstujemy, bo jest obcinka za obcinką, milczały jak zaklęte.

(fot. A.K.)

Od czternastej minuty naszej zabawy na totalnym luzie łowił w asyście Kuby i Krzyśka  Tommy, gdyż wtedy właśnie jego dość ryzykowny na tym akwenie plan łowienia okoni, przyniósł efekty. Minimalne 25cm z mikro okładem. Dałbym się pokroić za jedną rybę, bo było wiadomo, że łatwo nie będzie.

(fot. T.M.)

Tymczasem u nas,  zaledwie minutę później po świetnym holu, wielką płocią 38cm mógł cieszyć się Jacek. To jego jak na razie największy okaz tego gatunku.

(fot. J.Ś.)

Pomyślałem wtedy, iż Jacek nie ma zamiaru rozstać się z tytułem mistrza, który wywalczył w naszym gronie rok temu. Ale, że był to początek tury, to pewnie nikt nie miał wisielczych przemyśleń. Te przyszły z dwadzieścia minut później. Właśnie zmieniłem miejscówkę, na bezwzględnie najlepszą, gdyby to analizować statystycznie z perspektywy ostatnich lat. W sumie nie wiem czemu, nikt tam nie poszedł od razu. Znacie to uczucie: bankówka, pewność, że nikt dziś tu nie łowił, a zaraz waszą przynętę coś zaatakuje. Długie chwile cierpliwego czekania aż super lekkie wabiki zejdą na te parę metrów, tam nieśpieszna ich animacja…

No i widzę, jak Jacek wciąż na tej swojej miejscówce holuje kolejną zdobycz.

(fot. J.Ś.)

Trochę zwątpiłem i już powiem czemu. Otóż, gdy szliśmy z Jackiem, zapytał, czy chcę to miejsce [nomen omen właśnie w nim złowiłem w dniu poprzednim tę jedyną płoć]. Odpowiedziałem, że nie, bo kierowałem się dwoma argumentami:

– tam bez spodniobutów, tylko z brzegu można było rzucać wyłącznie przed siebie, gdyż ściana trzcin z obu stron uniemożliwiała rzucanie choć trochę w prawo czy w lewo; spodniobutów zaś nie biorę już drugi rok jak jest mniej niż 8 stopni, bo od sterczenia w wodzie kilka godzin, parę razy mocno dojechało mnie choróbsko

– drugi powód – wolna była miejscówka, na którą wczoraj przyszedł po południu spławikowiec i miał masę brań, choć ryby drobne, nie mniej w tę godzinę, gdy go obserwowałem, ze trzy ryby na punkty wyjął

No i okropnie się na tych kalkulacjach przejechałem. W polu widzenia Robert  i Wojtek nadal bez brania. Na przeciwnym brzegu Rafał także. Maciek stojący po pas w trzcinach około 5m od Michała także rzucają, rzucają i nic…

Około 8.30 gorzko się do siebie uśmiechamy, rozkładamy ręce, bo Jacek nas normalnie nokautuje trzecia rybą. Niby to niewiele, ale w takim dniu jak dziś, to niemało.

(fot. J.Ś.)

Nie licząc brań rybek do 15cm, to u mnie nic, kompletnie nic się nie dzieje, a i ta drobnica tylko podszarpuje.

Tymczasem Jacek nie spuszcza z tonu…

(fot. J.Ś.)

Blisko już blisko 9.00 gdy słyszę ruch na stanowisku Michała – siedzi głęboko w wodzie i trzcinach, tak, że mogę jako tako widzieć tylko jego ugięty kijek. Kolega na głos komentuje, że wzdręga i  „jak zwykle o centymetr za mało”. Michał faktycznie ma pecha do takich właśnie ryb, którym brakuje bardzo, bardzo mało. Ale kilka minut potem  –  bum – holuje pierwsze punkty.

(fot. M.M.)

Za chwilę kijek  Michała ugina się wyraźnie mocniej, a chyba wszyscy przestajemy łowić, obserwując mozolny hol. Mały, ale punktowany karp…

(fot. M.M.)

Niewiele później kolejna ryba.

(fot. M.M.)

Michał na tym wcale nie ma zamiaru poprzestać i jak w jakimś transie, kontynuuje rewelacyjną passę.

(fot. M.M.)

Za chwilę coś spina! Co można rzec w takiej chwili? Bezsilność, bezradność, niemoc. Patrzymy na siebie z Robertem, coś tam komentujemy. Dobra mina do złej gry. No ale jest jeszcze czas.

Z kolei Jacek, który jak potem mówił – mocno zmarzł, opuścił miejscówkę. Poszedł na nią Michał. I się zaczęło. Facet nas normalnie dobił.

Co mniej więcej 8 – 10 minut kolejne punkty:

(fot. M.M.)

(fot. M.M.)

(fot. M.M.)

Potem znów stracił jedną rybę, która zaplątała się w trzciny i wypięła.

Wszystkie płocie mają 32cm. Chyba dla rozładowania atmosfery, ktoś cicho rzuca, żeby Michał odgryzł jej ogon, by mieć pewność, że nie łowi tej samej ryby…

Robert próbuje wejść w zalane trzciny, pomiędzy pierwsze stanowisko Michała, a obecne [dzieliło je jakieś 50 – 70m]. Za głęboko. Potem ja w desperacji próbuję tego samego i wynajduję jakąś tam drogę, mimo iż mam tylko buty do kolan. Brakuje ze 2m. W akcie już rozpaczy rzucam nad ścianą suchych badyli kilka razy, ale zero. Jakimś cudem nic nie urywam, przy wyrywaniu z wody wabika, by z impetem przeleciał na trzcinami.

Wędki innych w polu widzenia też milczą, nie licząc rybek jak moje: płotka i dwie wzdręgi do 20cm. Wielu z nas nic kompletnie nie wyjmuje.

Tuż przed 11.00 Michał łowi swoją ostatnią zdobycz.

(fot. M.M.)

W mojej głowie zazdrość i podziw, a także rozżalenie, że nie wziąłem stanowiska Jacka. Tam ryby krótko ale reagowały na konwencjonalnie podawane wabiki. Można rzec, że Jacek miał szczęście, nie mniej potem u niego też była głucha cisza. Dopiero Michał zmieniając stanowisko, znów łowił.

Na czym polegał problem? Nie mam pojęcia dlaczego większe płocie i wzdręgi stały wyłącznie na tych 50-70m przy pasie trzcin i tylko tam, choć bliźniaczych miejsc wiele. Michał, co trzeba zaznaczyć, poświęcił sporo na treningi i jako jedyny zauważył, iż ryby reagują tylko i wyłącznie na:

– ekstremalnie wolny opad

– ekstremalnie malutkie przynęty

No i dopasował się do tego.

Temat ryb punktowanych, jak rozpoczął, tak zamknął znów Tommy. Wrócił z kolegami po obejściu całego zbiornika bez brania. W rejonie, gdzie zaczął wędkowanie, porzucał jeszcze trochę i o 11.00 wyjął drugiego okonia na 28cm.

(fot. T.M.)

Była to ostatnia punktowana ryba dnia, mimo, iż łowiliśmy do 12.30.

Wyniki I tury:

Nieobecni: Jurek, Dominik i Bartek oraz zerujący tego dnia: Tomek, Rafał, Piotr, Kuba, Maciek, Robert, Krzysiek, Brandy, Zygmunt, Wojtek i ja dostajemy po 10,5 pkt.

III miejsce– Tommy – 3 pkt [okonie 25 i 28cm, 85 małych punktów]

II miejsce – Jacek – 2 pkt [płoć 38cm, wzdręgi 28, 30 i 34cm, 434 małe punkty]

I miejsce – Michał 1 pkt [wzdręgi 28, 32 i 33cm oraz płocie 3x 32cm i 30cm oraz karp 31cm, 758 małych punktów]

Gratuluję, mocno zazdroszcząc 🙂

Wprawdzie to pierwsza rozgrywka ale już pokuszę się o kilka uwag. Raczej wszystko rozstrzygną najliczniejsze tury nad Wisłą, ale dla wędkarzy jak ja, którzy na W3 mają dość nierówne wyniki, zerowanie na Bagrach nie jest dobrą wróżbą. Zakładając, że na turach wiślanych jednak szło by większości dość dobrze, to wtedy takim języczkiem u wagi będzie Raba, a tam wiadomo –  ciężko będzie dorównać muszkarzom. W każdym razie Michał rewelacyjnie zaczął, Jacek pokazał jednoznacznie, że wygrał rok temu nie przypadkowo, a Tommy udowodnił, że dobra analiza i trochę ryzyka się opłaca.

W kwietniu znów widzimy się na tej samej wodzie, ale to będzie kompletnie inne łowienie, ryb bardzo już aktywnych. Żeby powalczyć o pierwsze pozycje to trzeba będzie pewnie połowić przynajmniej tak jak Michał. Będzie na bank łatwiej psychicznie, bo raczej każdy coś złowi. A że ryby będą już prawie w każdej części zbiornika, toteż i my sami się rozejdziemy i widzieć się na wzajem nie będziemy. Pozostanie sporo niepewności do końca tury kwietniowej, co tam mają konkurenci…

Po turze powiedzieli:

Robert

Na około tydzień przed zawodami odwiedziłem łowisko dwukrotnie, łowiłem głównie drobne ryby, między nimi trafiałem pojedyncze sztuki punktujące. Próby na dużym zbiorniku kończyły się tylko licznymi obcinkami szczupaków. Skupiłem się na zatoce, w której w tym roku z jakiegoś powodu szczupaków praktycznie nie ma. Żeby łowić powtarzalnie ryby o tak wczesnej porze, kluczowe jest chyba ich namierzenie. Mi się to niestety nie udało i liczyłem w czasie tury na uśmiech losu w postaci choć jednej punktującej sztuki. Łowiłem przynętami od 0,3g do nawet 1,5g czeburaszki, bez efektów. Złowiłem kilka wzdręg i płoci ale wszystko na oko miało 15-20cm. Gratulacje dla Michała, który pokazał nam że można było zrobić fajny wynik. Namierzył na treningu ryby i potem dopasował do tego miejsca zestaw i technikę łowienia. Pozostaje mieć nadzieję, że kwietniowa tura przyniesie więcej ryb i emocji 🙂

Tomek

Dwa słowa ode mnie, choć w zasadzie mój debiut najlepiej przemilczeć 🙂 Świadomie wybrałem duży staw; na zatoce próbowałem łowić tylko przez ostatnią godzinę. Nastawiłem się na lekkie łowienie białorybu (żeby nie nękać jeszcze niepotrzebnie szczupaków ani okoni).  Niestety nie udało mi się do nich dobrać, bo oprócz jednej przypadkowej obcinki szczupakowej, kontaktów z rybami nie miałem. Niezależnie jednak od tego formuła i klimat imprezy świetne. Jeszcze raz gratulacje dla chłopaków, którzy punktowali. Nie mogę się doczekać drugiej tury.

Piotr

Treningi nie zawsze są miarodajne. Po wczorajszym rekonesansie, zlokalizowaniu okoni i ich dobrej aktywności to na nie postanowiłem postawić podczas zawodów. Niestety, prawdopodobnie brak wiatru pogrzebał dzisiejszy wynik, gdyż tylko podczas podmuchów ryby wykazywały wyższą aktywność, kiedy to złowiłem 8 szczupaków. Okonie nie wąchały nawet pewniaków dopalanych zapachem, pstrągi pływały pod nogami i nie chciały zjeść imitacji owadów, które jesienią łykały jak złoto. No cóż, pierwsze koty robaczywki.

Krzysiek

Wiedziałem że największe prawdopodobieństwo złowienia ryby, da ta wielka, porośnięta trzcinami kałuża, ale wiedziałem też, że tam pójdą wszyscy. Jako że nie lubię tłoku nad wodą, i gapiów na pomostach, postanowiłem uderzyć na zbiornik główny, gdzie brodząc wśród trzcin w woderach próbowałem nakłonić jakąkolwiek chętną do współpracy rybę. Bezskutecznie. Przez 4 godziny nie miałem żadnego kontaktu. Wszędzie woda była martwa i nie widać było na niej śladów jakiegokolwiek rybiego życia.  Na ostatnią godzinę,  finalnie wylądowałem w kałuży. Bardziej szukając towarzystwa i informacji jak poszło innym, niż licząc jeszcze na cokolwiek. Pierwsza tura i mój debiut w Lidze na zero.

Maciek

Złowiłem płotkę około 15 cm. Ale warto było postać te 5 godzin tylko po to,  by poobserwować wyczyny Michała,  który łowił obok mnie. Dawno nie dostałem takiej szkoły łowienia łowiąc z kimś równocześnie na tym samym łowisku. Jak sięgam pamięcią,  to ostatnio chyba coś na taką skalę zdarzyło się na główkach na Dunajcu poniżej mostu w Zakliczynie, ze 25 lat temu,  kiedy goście z główki poniżej złowili chyba całą ławicę brzan a my cudem jedną. Miejsce z rybami to jedno,  ale przede wszystkim Michał dał pokaz rewelacyjnej techniki łowienia,  bez której prawdopodobnie ciężko byłoby się dobrać  do ryb. Ja łowiłem głównie z nastawieniem na wzdręgi przynętami do 1g  prowadzonymi nad dnem,  a gdzieś od połowy tury próbowałem nieudolnie naśladować technikę Michała. Jak już zrozumiałem, o co chodzi, to było późno i  gdy końcówkę łowiłem w potencjalnie najlepszym fragmencie łowiska brakło też odrobiny szczęścia w postaci  choć jednej ryby chętnej do zrobienia sobie zdjęcia. Bardzo dziękuję Michałowi,  który zaraz jak tylko zapunktował, proponował,  żebym zajął  jego miejsce.

Tommy

Postanowiłem skupić się na okoniu, ponieważ bardzo lubię go łowić. Razem z Krisem i Kubusiem zaczęliśmy od miejsc które znamy. Szybko udało złowić się jednego tuż nad ligowe minimum. Później nie działo się kompletnie nic i w końcu poszliśmy dalej. Spotkaliśmy Piotrka.  U niego też bida. Ryby nie pokazywały się nigdzie i byliśmy zrezygnowani.  Obeszliśmy zbiornik dookoła.  Wróciliśmy do punktu wyjścia.  Tam kolejne branie i okoń 28 cm ląduje w podbieraku .  Wydawało się że nareszcie ryba się uaktywnia. Nic z tych rzeczy. Do końca tury nie zaliczyliśmy dotknięcia. 

No i komentarz zwycięzcy tury. Warto przeczytać.

Michał

Na początku chciałbym podziękować za gratulacje jakie dostałem po łowieniu. Człowiek rzadko w takiej sytuacji się znajduje – ale miło. Trochę odbiło mi się na psychice przez zawodowe podgrzewanie atmosfery i co by nie mówić ciśnienie było.

Bardziej z wygranej cieszy mnie że założyłem sobie sposób na znalezione ryby i udało się je skusić do brań. Fajnie bo mogłem coś wnieść do naszej zabawy. Zdaję sobie sprawę, że większość z Was poradziła by sobie lepiej na moim miejscu. Aczkolwiek nobilituje fakt pokonania paru „profesorów”!  🙂
Co do zawodów: na początku trafić mnie chciało jak Jacek ryba po rybie punktuje z jednego, z dwóch miejsc, z których można było sięgnąć ryb i które obstawiałem do łowienia. No ale szczęście się uśmiechnęło i do mnie. Najpierw wzdręga 24 cm (jak zwykle centa brakło) ale potem wzięła ta na 33 cm tuż nad dnem. Widmo zera bezpowrotnie oddalone, to i kombinować zacząłem i zamiast ochotki poszła imitacja larwy. Poderwałem, a tam spory opór, byłem pewny że wielka wzdręga jak zobaczyłem szeroki beżowo-złoty bok ryby, a tu karpik na 31 cm. Potem przywaliła płoć jak zła, i już do końca nie kombinowałem. Po czterech rybach trochę się za bardzo rozluźniłem (jak bym wiedział że Jacek ma tak dużą płoć skupił bym się bardziej na łowieniu…). Trochę uśmiechnął się los i największy konkurent na tą chwilę opuścił miejscówkę winem i miodem płynącą [he he} i tam też się udałem. Tu złowiłem wzdręgę i 3 płocie. Kolejna wpakowała się zamiast do podbieraka  w tataraki i się wypięła; na pewno duża płoć spięła mi się po 5 m holu, a trzy inne za słabo lub za wcześnie zaciąłem i po sekundzie – dwóch spadały.

Co do rozkminy, gdzie są ryby, to 2 tygodnie temu we wtorek  mocny wiatr znosił ochotkę na 0,5 gr. dalekooo i w 4 rzuty złowiłem 3 płocie. Po tym wymyśliłem sobie jak by mógł wyglądać zestaw żeby sięgnąć ryb (dużo do myślenia na szczęście nie było) i przy następnym łowieniu  w 3 pierwszych rzutach miałem 3 ryby, a w sumie 8. Na lidze łowiłem plecionką a na wcześniejszych, dwugodzinnych wypadach żyłką. Chyba przy moim niechlujnym sposobie łowienia żyłka była skuteczniejsza.

Gratulacje dla Jacka i Tomka.

P.S. W kwietniu będzie fajniej bo ryba będzie wszędzie. Z moich obserwacji to coraz więcej ludzi łowi na Bagrach UL. Szkoda że widziałem łuski w miejscu spinningowym (chyba że to ten kot co z Wojtkiem łowił 🙂 Taki mamy klimat […]

By nie trzymać w niepewności: Michał łowił trochę zmodyfikowanym trokiem bocznym. Bardzo, bardzo krótki odcinek z subtelnym ciężarkiem a`la pałeczka tyrolska; za to baaardzo długi odcinek z małym haczykiem, a na nim pojedyncza sztuczna ochotka. Pozwalało to rzucać daleko, a zarazem opad trwał w nieskończoność, a drobny wabik, ryby łykały bez oporów.

Zygmunt

Po pierwsze, jeszcze raz gratulacje dla tych, co na pudle. Pomysł, konsekwencja, szczęście a przede wszystkim wyobraźnia zadziałały. Wynik Michała dla mnie jest całkowitą abstrakcją i świadczy o bardzo dobrym „odrobieniu lekcji”.
Co do mojego podejścia. Niestety, nie mogłem wyskoczyć wcześniej nad wodę, więc przyjechałem zupełnie nieprzygotowany. Jedyne co wiedziałem z zeszłego roku (wtedy ostatni raz byłem na tej wodzie), to konieczność nastawienia się na UL i na białoryb, gdyż szczupaki owszem brać potrafią, ale są pod ochroną a dobrać się do konkretnych okoni niestety nie potrafię. Stąd moje imitacje wszelkiego rodzaju robakopodobne, główki do maksymalnie 2 g, żyłka 0,12, kijek z podatną szczytówką. Nie mając rozpoznania, skupiłem się na zatoce. Tak się zdarzyło, że obok widziałem Michała szczytówkę wystającą z trzcin i jego hole, co tym bardziej przytrzymywało mnie na miejscu. Niestety, miejsca jego rzutów były zupełnie poza moim zasięgiem. Pomimo to udało mi się skusić okonka (tak z 12-15 cm) jak i szczupaczka (coś koło 40-45 cm), niestety bez punktów. Do końca tury starałem się jak mogłem, jak widać albo za słabo się starałem, albo za mało mogłem. Niemniej wyjazd uważam za bardzo udany, a usłyszeć od dziewczyny w stroju kąpielowym narzekanie, że woda jest zbyt ciepła było  wręcz bezcenne…

Rafał

Plan miałem następujący. Na treningu w sobotę sprawdzam zatokę pod kątem
białorybu i zeszłoroczną miejscówkę na głównym zbiorniku pod kątem okoni. Kłopoty z opłaceniem karty sprawiły, że w sobotę na trening dotarłem dopiero około 15 – tej. Czasu starczyło na zatoczkę. Namierzyłem tylko drobnicę i Adama ze smętną miną. Mimo wszystko postanowiłem w niedzielę łowić w zatoczce. Liczyłem, że kilka godzin wystarczy na znalezienie czegoś na punkty ale nie udało się – tylko drobna płoć i wzdręga. Mimo zera zadowolony jestem bo z wyników i sposobów innych mogę wyciągnąć fajne wnioski, a kilka faktów daje do myślenia.Gratuluję Michałowi. To naprawdę w 100% zasłużony i wypracowany sukces. Zaimponował mi też Tommy pomysłem na turę i jego konsekwentną realizacją. Pokazał, że pomysł z okoniami też ma sens. W zeszłym roku
trochę czułem, że „idę pod prąd” z tym nastawieniem na okonie, a teraz myślę, że to sensowna taktyka. Drugie miejsce Jacka po wygraniu ligi 2019 też imponuje. Potwierdził klasę. Gratuluję.

 Jacek

Dzisiejsza tura pokazała ile zależy od szczęścia i przypadku. Gdyby Michał zaczął, jak planował od miejscówki, na której ja zacząłem, albo Adam zaczął od mojej, wyniki mogłyby być zgoła inne. A tak- udało mi się wstrzelić na początku na miejscówkę na której akurat ryby były i brały. Łowiłem wędką 2-7g, 2,28m Jaxon Grey Stream, żyłka 0,12mm. Przynęty – wszelkiej maści jigi, choć ryby złowiłem tylko na dwa: jig motoroil od Tęczakowca i czerwony Dragoworm Fishchaser`a […]

5 myśli nt. „I tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Bagry

  1. Wszystko zostało opisane, nic dodać, nic ująć 🙂
    gratulacje dla Michała, który rozwalił system. Nie jest to jednak zaskoczenie, dobrze wiemy, że Michał nie jest wędkarzem z pierwszej łapanki.

    • No co tu dużo pisać DZIĘKI! Gratulacje od faceta co wyciąga klenie i okonie z Raby w lutym na własnoręcznie robione przynęty. To ja powinienem gratulować! (za rok do losowanie pewnie będzie Raba w marcu). Chyba dlatego że znamy się coraz lepiej i wiem jak dobrze łowicie, bardzo miło czytać Wasze opisy. Większości mogę co najwyżej podbierak nosić. Analizując ostatnie łowienie, kupę błędów popełniłem. Widmo zerowania cały czas przede mną. Myślę że, aby czasem wygrać, trzeba wiele razy zerować, ale tylko z tak dobrymi zawodnikami. A na koniec i tak Bartek wyciągnie leszcza i pozamiata…

  2. Edytowałem tekst i dodałem komentarze Rafała i Zygmunta, którzy później je przysłali, oraz Jacka, którego krótki raport miałem na WhatsApp`e i mi umknęło.

  3. Dziękuje Wam bardzo bo bawilem sie swietnie. Szkoda ze tak malo osob zapunktowalo. Ja bylem pewien ze każdy coś złowi.
    Michal ma racje , coraz więcej ludzi łowi na UL na Bagrach .

    Dziwi mnie, że tylko tam. Nie próbują nawet szukać swoich łowisk . Walą po zdjęciach w ciemno, a przecież kumulacja wzdręgi jest na każdej żwirowni i kamieniolomie.

    Oni są jednak niegrozni, poza tym że zniechęcają do łowiska odrobinę.

    Gorzej z dziadami którzy tam siedzieli od zawsze . Moim zdaniem nie tylko warunki przyczyniły się do słabszych wyników, ale po prostu populacja tej ryby drastycznie spadła.

    Okon może być w lepszej kondycji bo nie było lodu, ale właśnie jego brak przyczynił się do wybicia płoci, dlatego tak mało ryby jest na głębinach.
    Obym się mylił.

  4. Ciekawe co z kolejną turą. Narazie wędkarstwo ma się jeszcze dobrze bo to dopiero początek pandemii w naszym kraju.
    Ogólnie jestem mocno zaniepokojony tym co nadchodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *