Izolacja

Zgodnie z zaleceniami izoluję się. Serio. Czasu nie mam tyle co myślałem, że będę mieć, ale jest go jednak ciut więcej niż normalnie. Jak jadę na ryby, to w porach i miejscach, gdzie ludzi minimum, albo zgoła nikogo, choć wędkarzy nad wodami tabuny. Chyba już nawet wiem, dlaczego nie ma pstrągów w Krzeszówce na no kill`u. To co odchodzi na tym odcinku w powszednich dniach, woła o karabin maszynowy. Przewala się średnia polska wędkarska:  niezależnie od wieku – mentalność dziadów, niefrasobliwość, niechlujstwo, walenie głupa, w końcu – najzwyklejszy brak inteligencji. Chłopy tego typu wytłukły chyba wszystko niżej i teraz, jak jeden mówił – z konieczności przerzucili się na no kill. Ponieważ uważam za bezcelowe robienie jakichkolwiek kontroli, gdyż zarówno prawo, jak i samo PZW ma w głębokiej d… jakiekolwiek zmiany na tym polu, toteż nawet nie zabieram ze sobą blachy. Szkoda nerwów. Ale podam trzy przykłady. Raz poszedłem na zwykły Czytaj więcej [...]

Obiecujące mikrusy

Zrobiłem się wybredny w sposób jaki mnie nie cieszy. Dawniej, szczególnie o takiej porze roku jaką mamy, cieszyłem się z paru rybek. Liczyło się, że pojechałem nad wodę z wędką. Teraz muszę mieć jakiś bardziej konkretny wynik. I nie chodzi tylko o to, by się pochwalić w kolejnym wpisie, bo nawet jak nic nie mam, to koledzy wpierają mnie zdjęciami. Chodzi bardziej o takie wewnętrzne poczucie spełnienia, nie zmarnowania czasu. Ale nie podoba mi się to, choć chyba się już od takiej postawy nie uwolnię. Ponieważ dołujący wynik jaki zrobiłem na otwarciu naszej tegorocznej ligi trochę mnie ostudził, no i jednak nie chcę ryzykować sterczeniem w nadal lodowatej wodzie, to odpuściłem sobie kolorowe rybki. Natomiast na innych łowiskach tak się składało, iż łowiłem nieprzyzwoicie małe sztuki. Dziś to się jednostkowo zmieniło, bo wśród kilkunastu klonków jakie udało mi się oszukać, trafił się jeden grubasek. Ale dziś niekoniecznie o rybach Czytaj więcej [...]

I tura ligi spinningowo – muchowej 2020. Bagry

Chyba trochę za bardzo wszyscy się nakręciliśmy. Po licznych treningach tylko skrajny optymista liczyłby na cuda, nie mniej pewnie każdy miał nadzieję. Wyniki treningów były raczej przypadkowe, a przede wszystkim nierówne. A były to wypady krótkie, ale nie odosobnione. I coś tam udawało się złowić. Cóż rzec: ta pierwsza tura była ostrą lekcją pokory, jaką dała nam natura, a równocześnie wręcz wizualnym wykładem, jaki dał nam wszystkim Michał, jak radzić sobie w takich warunkach. Uczciwie powiem, że sam byłem mocno za tym, aby pierwsza tura była jak najwcześniej. Zakładałem, iż ryby będą bardzo, bardzo powściągliwe, ale upatrywałem w tym właśnie szansę, bo jasne było, że nawet jak na łowienie UL, trzeba będzie pójść w ekstremę ekstremy. Niestety nie jest tak jak myślałem – mimo braku zimy, ryby są jednoznacznie w trybie zimowym i tak też żerują: może nawet nieźle, ale interesują je takie drobiny, że technicznie stawia to Czytaj więcej [...]