Kołowrotki, młynki, kręciołki…

Dawno nie pisałem tekstów, które byłyby rodzajem recenzji, ale nadarza się właśnie okazja. By jednak było bardziej kolorowo, poniższy wpis „poprzetykam” wieściami z nad wody, czy fotkami ryb. I od tego zacznę.

W poprzednim wpisie, we fragmencie o lidze, zauważyłem iż aż czterech ze startujących w naszej zabawie, ma na rozkładzie duże kleniska i nad czym się uśmiechnąłem – wszystkie mają po 57cm. Ponieważ dopiero się poznajemy z nowymi uczestnikami tegorocznej ligi, to okazało się iż Piotr dość mocno nas przebił w tej materii. Ma na rozkładzie klenie 60cm, jak niżej prezentowany z zeszłego roku.

(fot. P.D.)

Co więcej, kolega ma  też rybę tego gatunku na 62cm, ale jak sam twierdzi „był to potarłowy chudzielec  i z tego tytułu się nie liczy” 🙂 Jestem pewien, iż tegoroczna rywalizacja w lidze będzie bardzo „gruba”.

Do ligi można oczywiście zgłaszać swój udział, jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że chce wziąć udział w takiej zabawie. Parę detali uświetni tę skromną ale jubileuszową edycję [piątą]. O tym może jednak innym razem.

Kołowrotki. Dwa tematy:

– czy warto je naprawiać?

– moja recenzja serii Ninja kołowrotków marki Daiwa

Najpierw kwestia napraw. Oczywiście można mieć tu swoje opinie, aczkolwiek wg mnie najważniejszym argumentem za naprawą danego kręciołka jest jego cena. W przypadku kołowrotków tanich jest to wg mnie zupełnie nieopłacalne z dwóch choćby powodów:

– koszt naprawy, nawet korzystając z zamienników wyniesie przynajmniej 1/3 wartości nowego taniego młynka [inna sprawa, co dla danej osoby oznacza „tani”]

– w razie pozytywnego skutku, remontu takiego taniego kołowrotka, mamy nadal model z nieszczególnie wysokiej półki, co więcej: często, jeśli obniżając koszty, wybieraliśmy zamienniki, a nie oryginalne podzespoły – kołowrotek będzie jeszcze mniej trwały

Z drugiej strony przemawiają do mnie argumenty, iż ktoś chce restaurować kołowrotek tani, ale szczególnie pasujący mu w jakimś tam zestawieniu z kijem, albo zabytkowy… Ewentualnie, jak w moim wypadku – trudny dzisiaj do zastąpienia w rozsądnych cenach.

Otóż moja Okuma Salina 30 padła po 10 latach. Tu zaznaczę, robiąc reklamę temu modelowi, że to było dziesięć lat orki tego kołowrotka. Ja generalnie bardzo szanuję sprzęt, aczkolwiek na przestrzeni tak długiego czasu, nieuniknione było, że kręcioł nurkował całkowicie w wiślanej wodzie, tarzał się w piasku, pyle i błocie. Mókł i zamarzał. A co najważniejsze, bo do tego go kupiłem – zaliczył ze mną kilka wypraw nad morza, gdzie soli jest DUŻO. Nigdy go tam zupełnie nie utopiłem, aczkolwiek polewanym morską wodą był obficie, bo to nieuniknione. Co więcej, w kilku sytuacjach zmagał się z rybami na tyle dużymi, że miały prawo go zajechać. Nawet u nas w kraju miałem na nim ze trzy sumy, których łączny, nieudany zresztą hol trwał pewnie ze trzy godziny. Co się dzieje z kołowrotkiem, relatywnie „łagodnieszym” niż linka, która jest na niego nawinięta, można sobie wyobrazić. No padł. Najpierw późną jesienią 2018r zaczęły się kłopoty z hamulcem, a potem chodził coraz ciężej, do momentu, że używanie go straciło kompletnie sens.  Za maszynkę z podobnych komponentów w dzisiejszych realiach musiałbym dać lekko 1000 – 1500zł, może nawet dwójkę.  Co więcej – mam do niego aż trzy oryginalne szpule, a to sie raczej już nie zdarza dzisiaj. W pierwszym odruchu kupiłem sobie nowy kołowrotek. Ale jak go porównałem z Saliną…

Technicznie jestem okropnym leszczem i generalnie wszelkie myśli związane z rozwiązywaniem tego rodzaju problemów przychodzą mi do głowy długo i późno o ile w ogóle mi przychodzą. Po kilku miesiącach wpadłem, na pewnie mało odkrywczy pomysł, by wpisać w necie „naprawy kołowrotków”.  Za wiele tego się nie pokazało, nie mniej z czystym sumieniem mogę polecić Serwis Kołowrotków pana Włodzimierza Sokołowskiego z Warszawy. Gość musi być dobry, bo od strzała nie zajmie się naszym kręciołem. Ja czekałem około tygodnia.

Salina została rozłożona na czynniki pierwsze, do najmniejszej śrubki.

(fot. W.S.)

Okazało się iż padła cześć łożysk, zupełnie zniknął wszelki smar, zużyły się wszystkie tarcze oporowe jakie miał w hamulcu. Tu zauważę, iż warto trzymać schematy kołowrotków z lepszej półki, nawet po gwarancji, gdyż gdybyśmy się decydowali na taki remont, to po pierwsze bardzo ułatwia to rozbieranie i składanie kołowrotka, a po drugie obniża koszty, całej operacji [dodatkowa niewielka wprawdzie kasa, za brak schematu technicznego].

Każdy element został oczyszczony.

(fot. A.K.)

I jaki jest efekt! Wrócił do mnie kołowrotek jak nowy.

(fot. A.K.)

Cena za taką restaurację sprzętu jest jak najbardziej do przyjęcia, a biorąc pod uwagę, realną wartość odpowiednika takiego młynka, wręcz znikoma. Około 300zł [w tej kwocie wysyłka w obie strony]. Wszystko na oryginalnych łożyskach Shimano. Kołowrotek zasuwa, aż nie mogę się doczekać maja [wcześniej nie mam powodów go używać, polując na mniejsze na ogół gatunki]. Oczywiście koszty można obniżyć o około sto czy nawet sto pięćdziesiąt złotych – pan Włodzimierz uświadamiał mnie, że może zastosować zamienniki.

Dobra. Na chwilę znów wróćmy do ryb. Niektórzy już rozpoczęli sezon pstrągowy. Po pierwsze wolno u nich łowić już od pierwszego stycznia, po drugie…mają pstrągi. Swoim pierwszym wypadem podzielił się ze mną Rafał, startujący w naszej lidze. Cóż – słuchamy się chyba ze zdziwieniem, bo realia naszych pstrągowych [około krakowskich wód] i dolnośląskich, są dość odmienne. Wg mnie posiadanie naprawdę tajnej rzeczki pstrągowej na terenie naszego okręgu jest już nierealne. Co więcej –  u nas już ciężko iść nad wodę i nie spotkać w lutym wędkarzy, albo ich świeżych śladów. Tymczasem Rafał ma jakąś rzeczkę, w której może bez okazów, ale są pstrągi, za to nikogo tam nie spotyka. Fajne miał to otwarcie, mimo, iż tylko symboliczne [około 90 minut łowienia]. Na różowy twisterek skusił parę rybek. Coś tam się nie zacięło, jakiś spadł w holu, na brzegu też coś sfotografował.

(fot. R.S.)

Widać, że ta ryba chyba tam się wykluła, urosła i rośnie dalej. Piękny. Nawet jeśli u nas cokolwiek będzie, to jednak w najlepszym wypadku wpuszczaki z zeszłego sezonu. Ale pewnie za wiele ich nie doczekało 2020r. Ech…

Wracamy do recenzji sprzętu. Od razu zastrzegam – nie jest to tekst sponsorowany. Najpierw podzielę się taką oto myślą ogólną: osobiście nie mam ulubionej marki kołowrotków. W zasadzie pod każdym szyldem znajdziemy w swojej klasie sprzęt znakomity, jak i nie pozbawiony mankamentów. Na przykładzie dwóch kołowrotków Daiwa, chciałbym pokazać, iż w jednej serii może trafić się cacko, za śmieszną kasę i kołowrotek może nie zły, ale już pozbawiony atutów swojego małego brata. Choć to ta sama seria. Chodzi mi o kołowrotki Daiwa Ninja.

Zacznę od modelu Daiwa Ninja  1003 oznaczany  jako typ A [starszy].  Powiem, że uparłem się, iż sprawię sobie z prawdziwego zdarzenia kołowrotek do takiego najlżejszego łowienia UL. Uczciwie sprawdziłem w sieci i w realu  190 modeli [liczyłem i notowałem, co by się nie mylić i znów nie oglądać tego samego]. Znalazłem cztery, a w zasadzie trzy modele, które na prawie każdej płaszczyźnie spełniały moje oczekiwania. Były to Shimano, którego za Chiny nie mogę odnaleźć, jaki to był model; Dragon w 4 wariantach konstrukcyjnych – Z, X, C, S –  w wielkości 15  i  właśnie Daiwa Ninja ale oznaczona jako typ „B”, a nie ta starsza „A”.

Tu się na chwilę zatrzymam, bo mam wrażenie, iż poziom licytowania się na wagę kołowrotka, ilość łożysk, przełożenie itp. osiągnął poziom absurdu. Szczególnie z punktu widzenia najlżejszego łowienia na spinning, niektóre czynniki są kompletnie bez znaczenia, a inne mogą nawet przeszkadzać. Ludzie zupełnie zaś nie zwracają uwagi na chyba najważniejszą kwestię w łowieniu UL: typ szpuli. Ważne by była o większej średnicy, a przede wszystkim możliwie PŁYTKA! A jeśli łowimy plecionką – by była metalowa. Operując bardzo małymi i/lub ekstremalnie lekkimi przynętami w takim stylu łowienia, dzięki powyższym warunkom jeśli są spełnione, osiągamy nierzadko nawet o 20% dalsze rzuty. Co to oznacza, gdy łowimy na większej wodzie – nie muszę nawet chyba mówić. Gdyby było inaczej, nadal używałbym większego podlodowego kołowrotka. Niestety wszystkie one służą bardziej za magazyn linki, przez co mają głębokie szpulki o małej średnicy [nieprawdopodobnie skręcają linki].

Mała ilość łożysk  nie ma w takim łowieniu większego znaczenia, bo generalnie dużych ryb takim sprzętem się nie łowi. Małe przełożenie? To nawet atut, bo tu często jedzie się wabikiem po „centymetrze” dna i nie ma się co spieszyć. Nawet oczekiwana lekkość kołowrotka, też ma jakieś granice, bo jednak zależy do jakiego kijka to podłączymy.  Dlaczego nie wybrałem Shimano? Głównie ze względu na cenę [1000zł] i fakt iż miał tylko jedną szpulę, na którą wchodzi 150m żyłki 0,15mm – to nadal cienka żyłka, ale ja szukałem czegoś pod plecionkę 0,02mm i żyłkę max 0,12mm. Dlaczego nie wybrałem Dragona? Faktycznie jego waga, design i cena [około 450zł] mogą imponować, ale znów tu jest tylko jedna szpula, gdzie wchodzi 150m linki 0,15mm.

Z pewnym wahaniem zdecydowałem się, a także Kuba i Wojtek kupić po jednej Daiwa Ninja 1003A. Po pierwsze – kupując trzy zapłaciliśmy za nie bodajże po śmieszne 176zł [gwoli prawdy – nie są wiele droższe w sklepach]. Modele te są o 5 deko cięższe niż nowszy typ „B”, co kompletnie dla mnie nie ma znaczenia, ale mają szpule, gdzie 150m żyłki 12-ki nawijam perfekcyjnie po sam rant i nie daję żadnego podkładu [w typie nowszym, nie wiem czemu pojemność szpuli wynosi już 150m/0,15mm, czyli musiałbym bawić się w podkład, a 110m plecionki jak włos, chyba by nawet powierzchni szpuli nie zakryło…]. Do tego szpula jest metalowa, świetnie uwalniająca plecionkę, a w cenie jest druga z tworzywa, na którą właśnie zakładam żyłkę. Dziś kołowrotek z zapasową szpulą nie jest częsty.

(fot. A.K.)

Co mogę o nim powiedzieć po jednym sezonie, a spędziłem z nim nad wodą grube setki godzin – to najczęściej używany przeze mnie młynek w tym roku. Śladów zużycia brak, ale ja naprawdę uważam na sprzęt. Obłędnie dalekie rzuty w porównaniu z kołowrotkami identycznych gabarytów, ale ze szpulkami „typowymi”. Odnoszę wrażenie, że przy wolnym, a w takim ekstremalnym UL łowi się naprawdę na ogół bardzo, bardzo wolno – w ogóle nie zachodzi skręcanie się plecionki. Nie miałem nawet jednego splątania, sprowokowanego kołowrotkiem, który obok niektórych wabików właśnie skręca linki.  Ale też i plecionka była z najwyższej półki. Co do żyłki – tu aż tak dobrze nie było, bo splątania się zdarzały, nie mniej ciężko się w tym temacie czepiać – były to rzadkie wypadki. Fajnie działający hamulec i jak dla mnie ładny wygląd całości.

Jedyne co można wytknąć , to faktycznie bardzo delikatny kabłąk i liczę się, iż w każdej jednak chwili może paść. Tu można by się postarać. Całość jest oczywiście bardzo filigranowa i czuje się kruchość młynka, nie mniej ciężko oczekiwać za niecałe 200zł pancernego kołowrotka o takich gabarytach. W każdym razie – dla mnie – rewelacja.

I odrobina rozczarowania. Model Daiwa Ninja 3000 CXH-LT. Cóż, przy tej wielkości oczekiwałbym, że kołowrotek mogę zastosować do łowienia boleni, lekkiego łażenia za typowymi szczupakami [około 60cm]. Niestety ten model chyba [używałem go od września do grudnia] nie da rady. Przy całym swoim już „normalnym” rozmiarze, jest podobnie delikatny, jak wyżej chwalony maluch. Hamulec jest bardzo precyzyjny, ale czuć, że „miękki” i przy większych przeciążeniach zajedzie się go raczej szybko. Kabłąk, jak na model 3000 jest tak mizernej postury, podobnie jak obsługująca go sprężyna, że czekam tylko kiedy będzie awaria. Moim zdaniem, przy intensywnym stosowaniu go na typowych wiślanych łowiskach, i typowe wiślane ryby – kręcioł na jeden sezon, może półtora. I nie wiedzieć dlaczego, tu w komplecie jest tylko jedna szpula 🙁

(fot. A.K.)

Natomiast znalazłem dla niego fajne zastosowanie. Super łowi się nim klenie, żyłką 0,2mm z nastawieniem na takie ryby pod 50cm. Jest niezwykle lekki, jak na model tej wielkości i świetnie się komponuje z kijami o wyrzucie w okolicach do 15 – 20g. No i  cena jest niewielka. O ile pamiętam, oba prezentowane modele firmy Daiwa, robione są w Wietnamie.

Prawie na zakończenie wydarzenie ściśle związane z naszym hobby. Wojtek z Kubą wybrali się na warsztaty kręcenia much. Po wielu zdjęciach jakie otrzymałem, można tylko się domyśleć, iż atmosfera była świetna, frekwencja duża. Patrząc na fotki, nie wątpię iż można było się wiele nauczyć. Nie tylko w kwestii samego kręcenia, ale – na co uwagę zwrócił Wojtek – ogromu nowych materiałów, które pojawiają się w zasięgu muszkarzy. Od syntetyków po niby naturalne, ale genetycznie modyfikowane pióra przeróżnego ptactwa. Do tego swoje tajniki zdradzali jedni z najlepszych mistrzów tego rzemiosła w Polsce.

(fot. W.F.)

(fot. W.F.)

(fot. W.F.)

A już na sam koniec – ryba. Tomek, który także będzie debiutował w tym roku, w lidze, jako Tommy [bo będzie jeszcze jeden Tomek],  korzystając z aury łowi. Różnie bywa, bo trochę mrozu czasem zetnie cienką folią powierzchnie zbiorników, nie mniej nie wszystko zmrozi. Od końca 2019r kolega podsyła mi fotki okoni. Łowi naprawdę fajne ryby [około 30cm], momentami w zaskakujących mnie ilościach. Tak, tak – nie boje się tego pisać, że ktoś obróci to przeciwko mojemu utyskiwaniu iż okoni nie ma To, że da się je połowić w jednym zbiorniku nic nie wnosi. Przynajmniej dla mnie.

Wracając do kolegi – ma z tymi garbuskami niezły ubaw. Łowi lekko [1 – 1,5g] ale już z żyłką 0,16mm. Ostatnio trafił wyraźnie większego drapieżcę.

(fot. T.M.)

Jak się trochę znamy, to pewnie nie ostatnia duża kolczasta ryba kolegi w najbliższym czasie.

Nawiązując do pokazanych na początku i teraz na końcu ryb już okazowych, mam świadomość iż nawet regularne  łowienie ryb naprawdę dużych, jest obarczone także niemałym szczęściem. Wiem jednak, iż Tommy, z którym czasem zaliczyłem wspólny wypad, oraz Piotrek, a także Krzysiek [trochę ich poznałem], naprawdę będą trzymać poziom.  Do tego dochodzą koledzy, których nie znam, albo nie wiem czego się można po nich spodziewać. Naprawdę zebrała się w tym roku ekipa do zabawy w ligę.  Będzie – jak to się mówi – ogień!

 

23 myśli nt. „Kołowrotki, młynki, kręciołki…

  1. Też mi sensacja , kleń 62cm. W ubiegłym roku spotkałem wędkarza nad rzeką Białą w Bielsku, który mi się pochwalił ,że złowił klenia 70cm. Mówił mi,że jak to opowiadał , to się wszyscy śmieli. Nie powiedział dokładnie na jakim odcinku go złowił w Bielsku, ale się zacząłem domyślać gdzie go mógł złowić. Co do Daiwy, Daiwa nie ma serwisu w Polsce, wszystkie kołowrotki Daiwy idą do serwisu w Niemczech, podobno trzeba czekać 3 miesiące. Dowiedziałem się tego w Fishing Marcie, gdy jeszcze istniał sklep stacjonarny w Bielsku-Białej.

    • To nie przejdzie. Na pewno nie za rządu PiS, skoro PiS chce wybudować 100 zbiorników retencyjnych na dopływach Odry i Wisły do 2030r. i przy okazji je wyregulować. Renaturyzacja- przywracanie rzek i potoków do stanu z przed regulacji, likwidacja i rozbiórka regulacji i betonów na rzekach,rozbiórka betonowych i kamiennych opasek na rzekach i potokach, przywracanie rzekom i potom ich dawnych terenów zalewowych, zakoli, zatok, i dawnych odnóg, sadzenie drzew nad rzekami i potokami, obejmuje także rozbiórkę wałów przylegających do rzeki, odbudowę dawnych siedlisk i tarlisk ryb. Ingerencja w koryto rzeczne to już jest regulacja a nie renaturyzacja. Renaturyzację wyregulowanych i zdewastowanych rzek i potoków w Polsce powinni przeprowadzać i kierować renaturyzacją Niemcy i Francuzi, gdyż mają w tym zakresie bardzo duże doświadczenie. Renatuzacja rzek w Niemczech jest 4 razy droższa od regulacji. Pytanie , skąd środki na renaturyzację wyregulowanych i zdewastowanych rzek w Polsce, skoro renaturyzacja jest 4 razy droższa od regulacji. Znając Polskę i polskich fachowców to będzie pseudo-renaturyzacja, albo regulacja pod pretekstem renaturyzacji.

      • quest znając życie to masz rację. Uważam jednak, że warto wywierać presję na urzędników na wszelkie możliwe sposoby :-). Fakt, że powstała taka ankieta jest już małym sukcesem.

    • Wypełniłem. Choć wg mnie spełnienie postulatów wydaje się być mało realne. Choć podobno kropla potrafi wydrążyć skałę…

  2. Ciekawe. Zaznaczylem pare miejsc z czystej ciekawości.

    Przepiękny pstrąg, u nas w Krakowie zbliżone barwy to rzadkość. Nasze wody mają potencjał ale potrzebują odpowiedniego zarządzania.

    Klen z 6-tką z przodu , miazga. Każdy by chciał takiego grubasa. Branie to musiała być istna bomba.

    Okonia u nas jak na lekarstwo. Nasze wody stojące są ubogie w pasiaste drapiezniki. Płynące zresztą też. Jedynie Wisła jeszcze się nadaje , ale o zniwach trzeba zapomnieć bezpowrotnie.
    Nie wiem czy są prowadzone jakieś zarybienia tym gatunkiem.

    Żeby łowić jakąś konkretną rybę w dobie kryzysu trzeba się na nią mocno nastawić, i mieć naprawdę farta. Już nie raz o tym wspominałeś.

    Dobra metoda to skupić się na jednym łowisku. Ja tak nie potrafię, i troszkę latam po miejscowkach. W końcówce roku jednak postanowiłem poswiecic czas właśnie okoniowi.

    Żadne wyszukane tajne wody. Pojechaliśmy tam gdzie porostu od czasu do czasu da się trafić jakiegoś oksa.

    Co do kołowrotków Daiwa to jest najlepszy design. Ja posiadam Daiwe Fuego 2500. Jak się zepsuje to najprawdopodobniej czeka ją kosz. Podobna do Ninjy jednak bardziej zaawansowana technicznie.

    Ostatnio natrafiłem na 2 fajne dla oka kolowrotki Ryobi. Mianowicie Ryobi Viral 2000, oraz Icon. Cena około 450 zł lub 100 euro. Dużo. Mogą być fajne zwłaszcza Viral, z płytka szpulą.

  3. Dzięki za słowa uznania ale ja uważam że będę w dolnej części tabeli 🙂 Będę taką Aston Villa , albo Korona Kielce. Czasem powalcze, ale ogólnie będę bronil się przed spadkiem 🙂

    • U nas nie ma gdzie spaść:) Poza tym wg mnie dużo zależy od wylosowanych łowisk. Jedne komuś pasują bardziej, inne mniej. Trzeba też mieć szczęście albo nie mieć pecha. Byłem totalnie zaskoczony jak Robert złapał zero na Wiśle we wrześniu, a już kompletnie zwątpiłem, jak sam zerowałem na starorzeczu w listopadzie. Mnie najbardziej cieszy, że już jest nas 17 osób. Będzie super! Emocje dopiero się zaczną:)

  4. Cześć.
    Może nie do końca w temacie młynków, testów itp, ale przewinął się tutaj temat dużych kleni. Może was to zainteresuje, a mnie pozwoli rozszerzyć zasięg mojej prośby.

    Na jerkbaicie ( http://jerkbait.pl/topic/135376-klenie-2020/page-1 ) w temacie poświęconym kleniom zadałem pytanie i jednocześnie zaproponowałem małą zabawę. Może zacytuję o co mi chodziło:

    „(…) Nie wiem skąd się to wzięło, jak chodzi o klenia, że jest taką rybą niedocenianą. Co rusz słyszy się o ogromnych kleniach takich 60+, 70+ nawet i 80+ co to się łowi, panie, albo łowiło kiedyś. Tylko jakoś nie wiedzieć czemu z udokumentowaniem tego jakoś nie bardzo. Gdy ktokolwiek złowi rybę choćby zbliżoną do oficjalnego rekordu, nie mówiąc już o takiej, która bije go na łeb, jest o tym głośno. Jest to powód do dumy i niewątpliwa nobilitacja wędkarza. I nie ważne czy ktoś złowił już wiele okazowych ryb, czy był to jednorazowy fuks. A z kleniem to jakoś tak, że „ja to złowiłem 69” , „a ja to 72 i widziałem takiego ponad 80” itd. W moim odczuciu klenie 35-45 to takie średniaczki. 45-50 to takie już fajne. 50-55 to duże klenie. 55-60 to już zdecydowanie top. Z kleniami takimi ponad 60cm to powoli wchodzimy w kosmos. Oczywiście mówimy o rybach faktycznie w tych rozmiarach a nie takich „no z sześćdziesiąt mioł”. 4-5 cm to niby nie wiele, ale przy kleniu to ogromna różnica. Taka klasa do przodu. U moich wiślanych kleni dobrze po pięćdziesiątce zdecydowanie zmieni się budowa i proporcje ciała. Zmieniają się też np. rysy „twarzy”. Oczywiście mam na myśli głowę, pysk. Przecież bez problemu poznamy na zdjęciu portret starego psa i takiego młodzieniaszka. Dotyczy to wszystkich zwierząt i ryb też. Przypomina mi się jak spotkałem kiedyś nad wodą dwóch chłopaków. Mijając się z nimi rzuciłem niezobowiązujące „i jak tam?” Jeden od razu startuje, że fajnie, nawet brały. W tym też mieli dwa klenie takie pod 60. Drugi trochę się speszył i trochę prostuje, że no pod 60 to pewnie nie miały. Ostatecznie stanęło na tym, że dwa po 50 to były. Między „pod 60″ a 50 jest spora różnica. To jakby chłopok wlazł na trzepak i pierdzieli, że był w stratosferze. A w dobie fejsbuka to nawet nie musiał bym daleko szukać notorycznych łowców sześćdziesiątek. Dlatego mała prośba. Bardzo chciałbym, i jestem pewny, że nie tylko ja, zobaczyć taką niebudzącą wątpliwości fotę klenia. Takiego dobrze 60+. Może być archiwalna. Na miarce i z przyłożoną wędką. Bo odpowiednią miarkę to sam bym sobie mógł bez problemu spreparować ;). Jak się taki komuś zdarzy, może jakiemuś znajomemu, to proszę o mnie pamiętać. Z góry dziękuję 🙂 ”

    Może Wy wiecie jak to jest, że jak chodzi o klenia tak często można usłyszeć coś np. jak w jednym z komentarzy w stylu „Kleń 62 – też mi rewelacja” a jakoś za chorobę nie można znaleść nie budzących wątpliwości doniesień o Kleniach widmach. Mam na myśli ryby dobrze 60+, 70-tki, czy 80-tki.

    Pozdrawiam 🙂

    • Sam widziałeś Tadku, co się działo w tym temacie po Twoim wpisie. Ktoś wrzuca zdjęcia amura, twierdząc że to kleń 60+. Niby forum gdzie są pasjonaci, nie jacyś niedzielni wędkarze, a jednak szybko przybyło pół strony postów potwierdzających, że to piękna klucha 🙂 To pokazuje, że sporo tych ryb grubo powyżej 60, o których się słyszało, było w rzeczywistości amurami.

      Nie chcę niczego ujmować czyimś osiągnięciom, ale na tym samym forum pojawiały się zdjęcia kleni „prawie siedemdziesiątek”, ale autor (swoją drogą świetny wędkarz, który sporo też łowił na naszej podkrakowskiej Wiśle) nie kwapił się do jakiegoś zdjęcia z miarką. Dla mnie taki kleń to kosmos i na pewno bym chciał mieć zdjęcie z miarką, czy przy kiju oddające jego wielkość.

      Pozdrawiam

    • Tadku – jest dokładnie tak jak napisałeś. Poziom bajdurzenia wędkarzy jest niezmierzony. Podam dwa przykłady z tego roku:
      1. Kryspinów. Zwija się trzech gości na pontonie. Pytam jak było? Lipa – jedno branie – mały szczupaczek. Na pozostałych pięć pływadeł ponoć trzy kolejne, takie pod 5 dych. Gadali ze wszystkimi. Komentuję, że nie jestem zdziwiony. Jeden się „oburza” – tydzień temu dwie metrówki mieliśmy. Pytam o fotę – brak.
      2. Inny zbiornik. Grudzień. Podchodzi koleś i pyta jak idzie. Zgodnie z prawdą mówię, że bez cudów. A on mi na to jak kilka dni wcześniej po drugiej stronie pięć takich okoni 40cm. I zarzeka się od razu, że wypuścił. Pytam o fotę – zero….
      Co do kleni, to osobiście widziałem zdjęcie klenia Maćka Jagiełły – 72 albo 74cm [nie pamiętam już]. Złowiony w rejonie Warszawy, jeśli czegoś nie pomyliłem – w końcu lat 80-ych. Z pokroju ciała wyglądał jak brzana. Wcale nie gruby tylko wielgachna głowa.
      Z nowszych czasów i naszych stron: wiem o dwóch kleniach z raczej wiarygodnych źródeł, ale zdjęć jednak brak: jeden to kleń na 68cm z Raby pod Bochnią złowiony na porzeczkę przez typowego mięsiarza, drugi z Wisłoka na wobler [2011r]. Ponoć miał 74cm – tego złowił starszy już gość.
      Ale to wszystko bez zdjęć…

  5. Ogromna jest to różnica. Między kleniem 50, a 55 nawet, tak jak Pan mówi. Juz klen 47-48 To byczek.
    Fajnie ze tu u nas można jeszcze takie ryby spotkać.

    Najlepiej jeździć w nieznane, żeby szansa sie zwiększyła . Wiadomo że takie wyjazdy sa obarczone dużym błędem, bo są odcinki kompletnie jałowe poniżej Krakowa.

    Bez szukania nie ma brania.
    Zima jest wbrew pozorom dobrym okresem, na klenia pod warunkiem że się coś znalazło w ciepłej porze roku, lub kumple odpowiednio pokierowali.

    Ja nawet w grudniu przeszedłem z 500-700 metrów Wisly dużo poniżej Krakowa w poszukiwaniu klenika. Głęboką opaska przechodząca w wyplecenie. Niestety ameryki nie odkryłem, ale tylko w taki sposób można coś w końcu namierzyć.

    Ja nie mam takiej fotki, bo nie zlowilem takiej ryby. Podejmuje jednak wyzwanie. Jezel i złowie rybę zbliżona lub większą do tego 60cm na pewno poproszę o zamieszczenie jej tutaj.

  6. A na pewno jest możliwe zlowienie rybki 60cm. Choc wiecej czasu poświęcam sandaczom, ale właśnie przy ich polowach czasem przylowem są klenie. Na ogół ok 50cm.

    Na ta chwilę znam dosłownie pare miejsc gdzie jeżeli pojadę dzisiaj jest szansa że ladnego klenia trafię.
    Oczywiście jak zawsze zachecam do bezzadziorowych hakow czy kotwiczek przy swiadomej wyprawie na te ryby. Różnica w wyhaczaniu jest kolosalna. Walka z kleniem który połknął głęboko przynętę boleniowa jest obrzydliwa.

    Czy Pan w tym roku zlowil klenia powyżej 60 cm ?

  7. Chciałbym powrócić do kołowrotków 🙂 jak zwykle wylały się inne tematy wzburzające fale w naszej pustej wodzie, rozbijane o niewzruszony „beton”.
    Ja od półtora roku posiadam dwa kołowrotki Okuma Ceymar XT 25 i 35. Póki co jak za te 165 – 175 zł naprawdę wysoki stosunek jakość do wydanych pieniędzy. I co najważniejsze w zestawie dwie aluminiowe szpule. Jedyne co trochę szwankuje to korbka (przyrdzewiała) trzeba ją smarować ale cóż parę razy kołowrotek się kąpał.

    • Nie ocenie tych kołowrotków jednoznacznie, ale z mojego punktu widzenia są mało wygodne. Mają bardzo pojemne szpule. Na 25-kę wchodzi aż 300m żyłki 0,15mm, albo 150m 0,3mm a to już gruba żyła, której moc raczej przerasta wytrzymałość tego modelu. Można dawać podkłady ale to tylko komplikuje porządne układanie linki. Bardzo pojemne szpule są fajne do łowienia na głębokich zaporówkach, jeśli łowimy z dna, albo do łowienia dorszy.

  8. Witam,
    Panie Adamie zaczynam zabawę z UL i zastanawiam się nad trzema kwestiami.
    1. Jakie są godne żyłki i plecionki do polecenia?! Żyłki czytałem, że był Pan wierny firmie Stroft i czy nadal spełnia oczekiwanie?! Rozmiarowo podejrzewam 0,12 pod wzdręgi i okonie?! A plecionki? Pisał Pan o Varivas…. A co sądzi Pan o plecionce MIKADO DREAMLINE 0,035MM ?? Warto w nią inwestować?!
    2. Jakich agrafek używać do UL?? Z krętlikiem czy bez?
    3. Jakich węzłów użyć do łączenia tak cienkich plecionek,żyłek z agrafką?
    Pozdrawiam
    Grzesiek

    • Cześć
      1. W temacie linek:
      – jeśli używam żyłki to do najlżejszego łowienia od czterech lat stosuje wyłącznie Satori Premium 0,12mm Jaxona. Realnie jest to 0,13mm z małym okładem [mocno pogrubiona], ale niesamowicie silna [skręca się dość szybko i zużywa – po mocnym holu, zaczepie trzeba odciąć spory kawałek, ale jest bardzo tania – około 13zł/150m]; plecionka w moim przypadku to tylko Varivas 0,02mm; Mikado Dreamline nie używałem i nie znam – wg mnie kwestia czy i jak się mechaci [przy grubszych inkach/cięższych wabikach to nie ma aż takiego znaczenia,ale przy ułamkach grama już bardzo;poza tym wygląda na niezłą
      – używam agrafek nr 20 z krętlikiem [firmy nie pamiętam choć zawsze kupuję te same] – nie ma to aż takiego znaczenia, byle mała
      – kurde – nie znam nazw, ale żyłkę wiążę takim samym węzłem jak grubsze żyłki; odnośnie plecionki mam taki swój improwizowany ale powtarzalny patent – fakt faktem – te najcieńsze plecionki mają tendencję do ześlizgiwania się i rozwiązywania przy mało starannym węźle

      • Dziękuje za tak szybką i konkretną odpowiedź. Pomogła w dokonaniu wyboru. Jeszcze takie pytanie mam odnośnie Varivas, którą wybrać?? Znalazłem dwie o tej średnicy i z tego co widzę to różnią się tylko kolorem i wytrzymałością.
        Jedna: PLECIONKA VARIVAS AJING MASTER 0,02mm 150m JAPAN ma wytrzymałość 3,5Lb
        i druga: PLECIONKA VARIVAS LIGHT GAME 150m 0,02mm JAPAN ma wytrzymałość 5Lb
        Wolałbym kupić sprawdzoną. 😉
        Pozdrawiam
        Grzesiek

  9. Najlepsze agrafki jakie znam i jakie w życiu używałem to JAN-TEX Strong. Najlepszy węzeł to Palomar.
    Nie ma prostszego i mocniejszego węzła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *