Liga spinningowo – muchowa 2019 – X tura – starorzecze

W nasze życie wpisane są zdarzenia nieuchronne i bardzo smutne zarazem. Spadają chyba zawsze nieoczekiwanie, a nawet jeśli spodziewanie, to i tak nagle, i za szybko. Nie było mnie na ostatniej turze ligi w tym roku…

Starając się odciąć od nastroju, jaki mi towarzyszy, postaram się oddać atmosferę tej grudniowej tury, bo była ona niezwykła.

Na starcie pojawili się murowani kandydaci do zwycięstwa w całej lidze, czyli Jacek i Robert – im nikt nie mógł już zagrozić i między sobą mieli rozstrzygnąć, kto będzie pierwszy.  Po przedostatniej turze Jacek miał przewagę sześciu punktów. Byli też Maciek i Bartek, rywalizujący z taką samą ilością punktów o miejsce trzecie, o które i ja miałem szanse powalczyć, gdybym był. Stawili się także Zygmunt, Michał, Wojtek i trenujący w sobotę  – Rafał, który przyjechał jak zawsze z …300km. Nie było oprócz mnie także Kuby i jego bardzo mi szkoda, bo wszystko wskazuje na to, że miałby punkty, gdyż wszyscy, bez wyjątku punktowali. To była pierwsza tura, podczas której nikt nie zszedł na zero. Dzięki Szymonowi wiedzieliśmy, że będzie wyraźnie lepiej niż w listopadzie, ale tego, co się działo, chyba nikt nie przewidział.

Dlaczego tura ta była jeszcze niezwykła? Łowiono relatywnie duże ryby i złowienie kolejnej, momentalnie przesuwało uczestnika bardzo wysoko. Efektem tego było, że podczas pięciu godzin łowienia, lider tury zmieniał się aż…sześć –  siedem razy. To, co się działo na kolejnych miejscach, to była jakaś karuzela.

Pod jeszcze jednym względem tura była zaskakująca. Otóż – nie wiem do końca, natomiast mam takie przypuszczenia, iż osoby pewne dobrych miejsc, starały się za wszelką cenę zapunktować i łowiły trochę zachowawczo, ewentualnie chyba napięcie troszkę dało o sobie znać. W końcu nikt z czołówki na pewno nie chciał powtórzyć mojego beznadziejnego wyniku z listopada. Z kolei nic nie mający do stracenia poszli na całość i na pudle mamy w tej turze uczestników, którzy do tej pory nigdy aż tak skutecznie nie połowili. Krótko skomentował to wszystko Zygmunt – „działo się”!

Kolegom sprzyjała też aura – pogoda była wybitnie „karpiowata”, jak na starorzecze: ciśnienie 975hPa, stabilne cały dzień i w zasadzie gwarantujące, że fajnie powinno być z kleniem, a zarazem także to, iż okoń będzie nieobecny. Na niebie duże nierównomierne zachmurzenie z przebłyskami słońca. Łowieniu towarzyszyły bardzo silne podmuchy wiatru z zachodu i pd – zach. No i ciepło jak na grudzień, bo jakieś 7 stopni.

Wszyscy tym razem łowili na spinning; nawet niezłomny do tej pory Zygmunt. Wszyscy łowili lekko i bardzo lekko, choć aktywność ryb była na tyle duża, że atakowały wabiki ekstremalnie małe, jak i ponad przeciętnie duże, jak na starorzecze. Co więcej – te większe były wyraźnie skuteczniejsze. Wynikało to głównie z tego, iż masa drobnicy nastawiła większe ryby na tego rodzaju pokarm. Poza tym, aktywne, ale niebyt liczne klenie były raczej powyżej średniej przeciętnej dla tej wody i niestety spadały z malutkich wabików, o czym boleśnie przekonał się Wojtek. Poniżej jego przynęty.

(fot. W.F.)

Nie obyło się też bez trzech kontrowersyjnych sytuacji. Przypomnę, że w naszej rywalizacji warunkiem zaliczenia ryby jest jej fotka.  Ryba nie musi być na miarce, ale MUSI być eksponowana wobec czegoś, co pozwoli ją szacować [w ręce, na tle podbieraka, przy kiju itp.] Nie ma zdjęcia – nie ma punktów. Były w tej materii nawet dwa precedensy.

Pierwszy trzy lata temu, gdy Wojtek na kanale złowił punktowanego okonia, ale jakoś tak się zaaferował rybą, że ją wypuścił bez zdjęcia. Świadków nie miał  i ryba nie została uznana, a byłby wtedy trzecią punktującą osobą.

Kolejny raz – dwa lata temu, to przypadek Kuby, który złowił punktowaną krasnopiórę i także nieopatrznie wypuścił przed zdjęciem. Tyle, że tuż przy nim był Łukasz, który ją nawet mierzył, co potwierdził. W tym przypadku punkty uznaliśmy.

Przyznam szczerze, że sam w pierwszej turze 2018 po zmierzeniu, odruchowo wypuściłem punktowanego klenia, bez fotki – tak mi dobrze szło, że się zapomniałem. Ryby sobie nie zaliczyłem. To się zdarza jak widać.

No i podczas tej tury tak się podziało w dwóch przypadkach, a w trzecim zdjęcie jakimś cudem nie wyszło. Czarna plama. Z tych trzech ryb uznaliśmy dwie poświadczone, ale wielkim szczęściem było, że ta nieuznana ryba nic by nie zmieniła w całkowitej punktacji i końcowej pozycji jej łowcy. Zawsze to byłby niedosyt i mieszane uczucia.

Chłopaki wystartowali jak zawsze o tej porze roku – 6.30. Jeszcze mrok. Z tego co mówili, to bazując na doświadczeniach sprzed miesiąca,  ci, którym poszło dobrze, zajęli te same miejsca, a ci, którym nie poszło, ewentualnie, których nie było w listopadzie – bardziej na czuja obstawiali miejscówki. Rafał miał dzień wcześniej obstukany zbiornik, gdyż zrobił mały trening, który napawał optymizmem, ale nie zapowiadał cudów.

Jak przewidywałem – okoń kompletnie nie istniał. Złowiono tylko jednego na punkty, a jak już to były to nieliczne, małe rybki, jak poniżej.

(fot. W.F.)

Złowiono dwanaście punktowanych świnek z czego aż siedem było większych niż moja skromna życiówka w tym gatunku [42cm]. Do tego dziesięć kleni, z których, jak wspomniałem – uznano dziewięć, no i ten jedyny kolczak. Jeden z chłopaków miał kontakt z bardzo dużą rybą, o czym niżej. Ryby brały dość równomiernie przez całą turę, tyle, że niekoniecznie we wszystkich częściach starorzecza równocześnie.

Już po siedmiu minutach padły pierwsze punkty. Niesamowity wprost w tym roku Jacek, wyholował świnkę na 42cm.

(fot. J.Ś.)

Mając przewagę 6pkt w rankingu ogólnym nad Robertem, nie mógł zacząć lepiej.

Prowadzeniem cieszył się pół godziny, gdyż przebił go zaraz po 7.00 Maciek, także świnką – 44cm.

(fot. M.K.)

Minutę po nim do gry wszedł zdecydowanie Rafał. Również złowił świnkę, tyle, że trochę mniejszą bo czterdziestocentymetrową.

(fot. R.S.)

Nastąpiło pół godziny ciszy, nie licząc drobniejszych złowionych ryb, czy krótkich podcinek, które były częste.

Godzina 7.40 i  znów zmiana lidera. Piękną świnkę łowi Robert. Ryba ma 46cm.

(fot. R.M.)

Tuż przed 8.00 stawkę podbija Rafał kolejną świnką na 44cm. Tym samym wychodzi na prowadzenie.

(fot. R.S.)

Przypomnę, że starorzecze nie jest duże i praktycznie wszyscy się widzą lub przynajmniej słyszą. Doświadczenie minionych tur tutaj, pokazuje, iż nie da się do końca obojętnie przejść do łowienia wobec ryb wyjmowanych przez konkurentów. Emocje, emocje…

Dwadzieścia minut później Bartek pokazuje, że też trzeba brać go pod uwagę – ma klenia na 40cm.

(fot. B.K.)

Chwilę po nim skromnie, ale włącza się w rywalizacje Michał. Także kleń, tyle, że 32cm.

(fot. M.M.)

Mały tumult o 9.00. Wielki pech Zygmunta – zacina potężne klenisko, które łamie jednak hak. Kolega pewnie był bardzo markotny, tyle, że to były złe dobrego początki, jeśli idzie o końcowy wynik.

Kolejne trzydzieści minut i znowu są większe rybki. Najpierw Rafał łowi jedynego okonia na punkty. Kolczak ma 30cm i zostaje wypuszczony. Szczęśliwie, obecny przy tym Wojtek, potwierdził tę rybę. Rafał więc mocno podbił stawkę. Świadek złowienia okonia, też zresztą w końcu miał niewielkie ale pierwsze punkty: klenik Wojtka liczył tuż nad 30cm.

(fot. W.F.)

Tymczasem na przestrzeni 45 minut następuje seria sześciu ryb, które prawie że ustawiły wszystko. Podobno wtedy znów powiało mocniej, po chwili względnego spokoju. Najpierw  Zygmunt ląduje klenia 41cm, także włączając się do rywalizacji.

(fot. Z.B.)

W tym momencie nie ma już nikogo bez punktów!

Minutę po nim, Robert ma w podbieraku drugą świnkę, liczącą aż 47cm!

(fot. R.M.)

Okazuje się ona rybą dnia, a poza tym w tej chwili daje koledze tyle punktów premii, iż Robert znów jest na prowadzeniu.

Koledzy pewnie liczyli w głowie, jak i sam mam w zwyczaju, kto ile ma, a tu bum! Kolejna ryba. Zygmunt zalicza klenia na 35cm i  jest bardzo wysoko w stawce.

(fot. Z.B.)

Dziesięć minut po nim wydaje się iż kropkę nad „i” stawia Robert, trzecią świnką na 45cm. Prowadzi bezdyskusyjnie z bardzo dużą przewagą punktów nad kolegami.

(fot. R.M.)

By nie było za nudno – kolejne parę minut i tym razem Michał dorzuca klenia 37cm.

(fot. M.M.)

Prawie w tym samym momencie Zygmunt wyjmuje klenia na 39cm. Zagadywany przez miejscowego wędkarza, mierzy go, ale nie robi zdjęcia! Na szczęście obok stoi Michał, który, jak wcześniej Wojtek, potwierdza rybę, rywala.

Nastaje nieznacznie dłuższy moment ciszy. Nie na długo jednak, a zastój przerywa kolejna zdobycz Zygmunta – świnka 36cm.

(fot. Z.B.)

Daje mu to w tym momencie drugie  miejsce.

Tyle, że w tej samej minucie holuje większą rybę Maciek. Jego druga świnka ma 41cm.

(fot. M.K.)

Na miejscach 2-4 robi się bardzo, bardzo ciasno 🙂 Patrząc na czas zrobionych fotek, dosłownie cztery minuty po nim, powiększa zamieszanie Jacek, który także doławia drugą swoją punktowaną zdobycz – świnkę na 46cm.

(fot. J.Ś.)

Następuje najdłuższa, blisko godzinna przerwa jeśli idzie o ryby punktowane. Chłopaki łowią, ale rybki są poniżej wymiarów. Duży niedosyt ma Michał – rzut po rzucie łowi trzy świnki. Ryby pewnie atakują 5cm jaskółkę;  wszystkie są pod 30cm, ale żadna nie przekracza tej wartości…

Ostatnią serię ryb punktowanych otwiera Wojtek, który także może mówić o niemałym pechu. Najpierw zalicza klenia 41cm…

(fot. W.F.)

…by tuż po nim spiąć w zasadzie na obręczy podbieraka, dwa kolejne, bez wątpienia punktowane.

Więcej szczęścia ma Bartek, łowiąc punktowaną świnkę –  42cm.

(fot. B.K.)

Końcówka należy jednak bezapelacyjnie do Rafała. Do świetnego wyniku dorzuca najpierw świnkę 45cm…

(fot. R.S.)

…a pięć minut później, na półgodziny przed końcem tury, klenia 37cm.

(fot. R.S.)

Tym samym z miejsca 3-4 wskakuje na pierwsze miejsce!

Ostatnią punktowaną rybą był kleń Zygmunta na 38cm, którego kolega wyholował tuż przed końcem tury. Z jakichś powodów zdjęcie nie wyszło. Nikt poza łowcą ryby nie widział, więc nie zostaje uznana, aczkolwiek, jak napisałem na początku – z tą rybą lub bez niej, pozycja Zygmunta nie uległaby zmianie.

Jak widzicie dla nieobecnych ziścił się najgorszy z możliwych scenariuszy:  wszyscy zapunktowali, co zaowocowało iż nieobecni dostali wyraźnie więcej punktów, niż zazwyczaj te 8-9.

Podsumowując wyniki tury:

Nieobecni Łukasz, drugi Wojtek, Kuba, Brandy i ja – dostajemy aż po 11 punktów, przy czym wszyscy poza mną [druga nieobecność], za kolejną, więcej niż trzecią nieobecność po dodatkowym punkcie, czyli w sumie po 12.

Miejsca punktowane:

Pozycja VIII – Michał – 8 pkt [klenie 32 i 37cm – 161 małych punktów]

Pozycja VII – Wojtek – 7 pkt [klenie 30 i 41cm – 183 małe punkty]

Pozycja VI – Bartek – 6 pkt [kleń 40cm i świnka 42cm – 304 małe punkty]

Pozycja V –Maciek – 5 pkt [świnki 41 i 44cm – 337 małych punktów]

Pozycja IV – Jacek – 4 pkt [świnki 42 i 46cm – 370 małych punktów]

Pozycja III – Zygmunt – 3 pkt [klenie 35, 39 i 41cm oraz świnka 36cm – 465 małych punktów]

Pozycja II- Robert – 2 pkt [świnki 45, 46 i 47cm – 621 małych punktów]

Pozycja I – Rafał – 1 pkt [okoń 30cm, kleń 37cm oraz świnki 40, 44 i 45cm – 711 małych punktów]

Szczere gratulacje dla Wszystkich, szczególnie dla pierwszej trójki. Robert potwierdził nie pierwszy raz, iż jest niesamowicie wszechstronny. Bardzo mnie cieszy wynik Zygmunta , który jak na razie nigdy szczególnie nie połowił, a tu odpalił niesamowicie. Podobnie jak bezdyskusyjne zwycięstwo Rafała, który jeżdżąc z Woj. Dolnośląskiego siłą rzeczy nie był na wszystkich turach. Myślę, że chłopaki dali nam wszystkim do myślenia na przyszły sezon. A tak na serio – poziom w naszym gronie nieprawdopodobnie się wyrównuje.

Podsumowanie całej ligi wraz z wynikiem końcowym pozostawię sobie na deser, czyli na osobny tekst.

Poniżej kilka zdań, jak kto łowił, jakie ma wrażenia. Zacznę od zwycięzcy.

Rafał: W sobotę trenując zmieniałem przynętę (i prowadzenie) na nową, po każdym pewnym braniu. Miałem ryby (nie podcinki) między innymi na jaskółkę, Drago Worm Fishchaser`a, a nawet Parkinsona. Ostatecznie zdecydowałem, że zabawa w najmniejsze przynęty na kijku 3 gr z mikro plecioneczką trochę mija się z celem. Postanowiłem łowić na kijek 5 gr i twisterki 3 cm w ciemnych kolorach (fiolet, brąz, czerń) na 0.8-1.5 gr. Prowadzenie dość wolne ale nie wleczenie po dnie, nie starałem się mieć ciągłego kontaktu z dnem. Mam bardzo miękki kijek i brania zacinałem dopiero po głębszym ugięciu. Wydaje mi się, że przez to miałem stosunkowo niewiele podcinek. Mnóstwo było takich jakby odskoków w bok i miękkich ugięć, których nie zacinałem, a wydaje mi się że to właśnie były najechania. Dodatkowo miękka wędka utrudniała przebicie się przez łuski, przez co te nieliczne podcięte – spadały. Ostatecznie podciąłem małą świnkę i leszcza 43 który dostał w płetwę. Po pierwszych dwóch świnkach brania się skończyły i zacząłem kombinować ale bez efektów. Okoń trafił się około 9.20 gdy postanowiłem nieco przyspieszyć tempo prowadzenia przynęty cały czas jednak zakłócając jej ruch, choć raczej wątpię by akurat to zadziałało. Później nastąpiła długa przerwa podczas której nawet obcierek nie miałem. Blisko końca tury zrobiło się cicho na brzegu. Miejscowi  w końcu poszli, zerwał się wiatr i coś się zaczęło dziać w wodzie. Zakończyłem eksperymenty, wróciłem do tego co mi się już sprawdziło i najpierw niezacięte branie, kilka minut później już zaciąłem świnkę i dosłownie dwa rzuty później klenia. Łowiłem cały czas w dwóch miejscach, blisko siebie, przechodząc co jakiś czas z jednego na drugie i z powrotem. Bardzo spodobały mi się dodatkowe emocje związane z rywalizacją. To niesamowicie mobilizuje do działania. Wyżej nad rywalizację stawiam jednak nowe doświadczenia, znajomości  i naukę. Te kilka spotkań, na których byłem, nauczyły mnie wiele. Dziękuję wszystkim i chętnie wystąpię w przyszłym roku. Trochę szkoda, że po każdej turze tak szybko się rozjeżdżamy. Może jakieś ognisko z kiełbaskami chociaż co którąś turę i jak pogoda pozwoli?

Robert: Całą turę spędziłem w jednym miejscu, przy zatopionym drzewie. Po drugiej stronie drzewa łowił Jacek, po prawej miałem Maćka. Jeszcze trzy tygodnie temu, w czasie listopadowej tury łowiłem z tego miejsca okonie. Dziś były one totalnie nieobecne, nie złowiłem nawet jednego. W starorzecze weszło za to sporo świnek i kleni, właśnie na te pierwsze się nastawiałem. Do tej pory nie łowiłem ich nigdy świadomie, zawsze były tylko przyłowem, chciałem w końcu się do nich dobrać z premedytacją. Patrząc na ilość świnek jakie udało się wyciągnąć mi i łowiącym obok kolegom, to miejsce wytypowałem trafnie. Chyba największe skupisko tych ryb na starorzeczu było właśnie w rejonie tego drzewa. Brakowało jednak kleni, w tej części łowiska tylko Bartkowi trafiła się jedna sztuka. Były też leszcze, ale podcięte. Największą bolączką tego łowiska jest właśnie ilość podcinek. Zgrupowanie świnek było tak duże, że zdarzał się one bardzo często. Zwykle szybko się wypinały, jednak łowienie w takich warunkach budziło u mnie mieszane uczucia. Używałem zestawu z żyłką 0,12mm, przynęty zbrojone były w wolframowe główki od 0,5 do 0,8g. Najskuteczniejsza okazała się mikropijawka w kolorze czerwonym, prowadzona powoli przy samym dnie. Dała mi ona dwie z trzech punktujących ryb.  Dziękuję wszystkim za rywalizację w super atmosferze, mam nadzieję że w przyszłym sezonie bawimy się w podobnym lub większym składzie 🙂

Zygmunt: Miałem kilka spadów ładnych ryb na punkty. Do tego podcinki leszcza, ze trzy świnki, z 6-7 świń zaciętych za pyszczek, ale poniżej 30cm. Do tego okoń 21 cm i jazgarz na 15-16 cm. Jak widzisz nie kombinowałem z muchą, nastawiłem się na UL spinning i to było to! Bardzo dobrze się bawiłem i dziękuję Ci za energię, poświęcony czas i chęci. Działo się!

Jacek: Dziś starorzecze było dość łaskawe dla mnie. Oczywiście pierwszy i najważniejszy cel jaki sobie postawiłem to zapunktować i postawić kropkę nad „i”. Zacząłem jak zwykle w moim miejscu za zwalonym drzewem, gdzie aby połowić trzeba stać cały czas w wodzie. Po mojej prawicy łowił Robert i Maciek, a na lewo Bartek. Prawdziwe emocje trwały dość krótko bo już o 6.38 zameldowała się pierwsza punktowana ryba.  Ładna świnka wyjechała na białego jigowego robala z jeżynką od Tęczakowca (gość z Sanoka robi fajne muchy i jigi). Emocje trochę mi opadły, bo chyba już nikt nie mógł mnie dogonić. Ryby generalnie nie były aktywne, większość kontaktów okazywała się podcinkami. Trafiłem tak ładną świnkę spokojnie ponad 45 cm […] i podobnego leszcza […]. Z leszczem zabawna historia bo obok mojej gumki znalazłem tam zapiętą jeszcze jedną gumę. Ot taki gratis w postaci przynęty mi się trafił. Skoro świt łowię niewielkiego okonka na czerwoną pijawkę, ale z okoniami dzisiaj kompletna klapa.  0 10.34 łowię kolejną punktowaną rybę – świnkę na 46 cm. Również wzięła na jiga od Tęczakowca w kolorze motoroil z jeżynką. Dalej już nic szczególnego się nie dzieje poza licznymi potrąceniami i podcinkami. Gratuluję zwycięzcy tury, konkurencja dzisiaj była bardzo duża, chyba jeszcze tak nie było żeby wszyscy obecni punktowali.

Maciek: Łowiłem cały czas z jednego miejsca,  na głównym plosie  przy przesmyku.  Chyba, jak pokazały wyniki nie było to optymalne,  lepiej było prawdopodobnie łowić na najgłębszej części, gdzie była też świnka  oraz więcej klenia, okonia.  U nas  mieliśmy masę świnki, która jednak stała przy dnie i  bardzo słabo żerowała.  Ja wyholowałem 6  sporych świnek i leszcza,  ale tylko dwie świnki 44 cm, 41 cm do punktacji, reszta  podcięta.  A ryb podciętych,  które spadły  w trakcie holu to chyba z dziesięć.  Łowiłem na niewielkie ripperki w kolorach  głównie czerwony, fioletowy,  biały oraz sztuczną ochotkę.  Pod koniec wyciągnąłem z rękawa asa w postaci  kiełża,  ale Dzień Kiełża nie zdarza się zbyt często najwyraźniej…

Wojtek:  Łowiłem tuż obok parkingu. Ryby : kleń 30cm (mój jig z ochotką), kleń 41cm ( Minimaster 5,5 cm na główce 1.5 grama), 4 okonki (mój mikrojig z ochotką). Najgorsze jest to, że spiąłem 2 klenie – które na pewno dały by punkty, niestety  spadły tuż przed podbierakiem.

Michał: No z tego co widać poszło mi najsłabiej. W sumie złowiłem 5 kleni i 5 świnek ( trzy miałem rzut po rzucie – atakowały opadającą w wodzie jaskółkę ) – wszystkie w przedziale 27 – 29cm, na jaskółki  5 cm. Krótkie klenie na żuczka, na Stonefly`a  ten na 32 i na jaskółkę ten na 37cm. Łowiłem przy parkingu, koło zwalonego drzewa. Rano brania były na żuczka, ale z 20 minut straciłem na wyplątywanie jakieś obcej żyłki z kołowrotka. Przez chwilę łowił Szymon z kolegą ale psioczyli że nic nie bierze. Ciekaw jestem jak to jest, jak wszystkie ryby są aktywne. Brania były falami, trochę podcinek też miałem, istna zupa rybna w wodzie […] Mam nadzieję że zobaczymy się na starorzeczu w tym roku – takiego świniora na 47- 55 to bym chciał mieć na wędce:)

Na koniec jeszcze dygresja: miejscowi wędkarze mówili, że ponoć od przyszłego sezonu będzie zakaz wędkowania na starorzeczu od listopada. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i Zarząd Okręgu Bielsko – Biała rozważy opcję, by zamiast tego typowego dla PZW rozwiązania, wprowadzić zasadę, że od 1 października do końca sezonu wolno będzie łowić, ale wyłącznie w formule no kill. Ryb ubywa nie dlatego, że się je łowi, tylko dlatego, że się ich nie wypuszcza!

10 myśli nt. „Liga spinningowo – muchowa 2019 – X tura – starorzecze

  1. Hej. Jednak pomysł zamknięcia starorzecza od listopada nie przeszedł. Także łowimy w przyszłym roku jak do tej pory.Pozdrawiam i do zobaczenia jeszcze w tym roku.

    • Dzięki za info, tym bardziej, że dobre info. Ja bym lobbował by tam po prostu wprowadzić od 1 października no kill. Wygląda, że w Bielsku zarząd działa jednak bardziej dla wędkarzy. Zakaz łowienia w moim odbiorze dałby po tyłku wypuszczającym ryby, a jak zwykle wśród pozostałych byłaby grupa mająca ten zapis za nic i w tygodniu…

      • Wg. mnie, samo no kill to za mało , i to nie tylko na starorzeczu. Powinien obowiązywać całkowity zakaz łowienia na przynęty roślinne i zwierzęce całoroczny, dozwolona tylko tylko metoda spiningowa i muchowa. Wiem,że ten zakaz spowodowałby protesty miejscowych wędkarzy, ale by wyeliminował miejscowych kłusoli , którzy pod pretekstem łowienia na czereśnie, wiśnie lub chleb łowią na bezczelnego na białego lub kolorowego robaka. Poczynając od września, kiedy obowiązuje okres ochronny pstrąga potokowego, praktycznie nie ma wędkarzy na tej wodzie.

        • To fakt. Tylko rzeczywiście protesty byłyby wielkie. Z drugiej strony jestem zwolennikiem jak najmniejszej ilości zakazów. Kłopot tylko w tym, że bez czegoś w rodzaju etatowej służby kontrolującej na realną skalę rzeki i akweny wraca nas do fikcji. Nie ważne czy zakazami, czy bez.

  2. W normalnym kraju to miejsce byłoby zamknięte dla wędkarzy już od jesieni.
    Trochę to egoistyczne łowić te biedne ryby na tym zimowisku…

    • Niekoniecznie. W krajach, gdzie kultura wędkarska jest w zupełnie innym wymiarze niż nasze powszechne mentalne gumofilstwo, absolutny zakaz łowienia jest wyłącznie w strefach tarłowych w okresach rybich godów. Natomiast z zimowiskami jest różnie, choć rzeczywiście w większości są zamknięte dla łowienia.

  3. Na etapie naszej cywilizacji sprawa jest ciężka i żadne rozwiązanie nie zaspokoi oczekiwań wszystkich. Fajnie że ta tura pokazała plusy i minusy łowienia na starorzeczu. Duża ilość podcinek – trochę słabo się łowi i jak to ujął Robert z mieszanymi uczuciami. Na pewno wiele ryb bezpowrotnie wyjeżdża płetwami do przodu i nie wraca do wody . No kill by załatwił problem i notoryczne kontrole. No właśnie byłem 5 razy na starorzeczu w dni wolne od pracy w ostatnich 2 latach i ani razu nie było kontroli. Trochę skandal jak na miejsce gdzie ryby są i zawsze ktoś łowi.
    Ale osobiście patrze na to z innej strony… Podcinki były – fakt, nic miłego dla ryb i wędkujących, Rafał w swoim opisie podał sposób prowadzenia, który zmniejszał ich ilość. Osobiście czując że jest gęsto od drobnicy i zostają łuski na haczyku zmieniłem miejsce co pomogło.
    Wszyscy łowiący tak na oko szacując złowili ponad 20 kg. ryb wymiarowych – wszystkie wróciły do wody. Niestety chociaż mogę się mylić, ryby w sadzyku pana łowiącego na kanale miały mniej szczęścia. Na pewno część podciętych ryb może to odchorować. Proszę nieopatrznie mnie nie zrozumieć, ale jak wszyscy zapłaciliśmy na ochronę i zagospodarowanie wód (pięknie to brzmi) no może trochę narybku z tych pieniędzy trafi do wody i dorośnie do wieku rozrodczego i pokryje ewentualne straty w rybostanie osłabionych ryb. Na pewno jak bym mieszkał blisko to łowił bym w dniach gdzie ryba dobrze żeruje i odpuszczał słabe, by bezsensu nie podcinać ryb. Osobiście na terenie starorzecza zrobiłbym rezerwat i ścieżkę edukacyjną z pomostami (jest tam pięknie) – ale… 1) Jest to tern zalewowy i szlag by trafił inwestycje 2)poniekąd jest to zadupie i nikt by nie korzystał, osobiście na którym chciałbym mieszkać:). Inna opcja no kill z wyłączeniem metody spinningowej, tylko spławik (mało podcinek) ciekawe kto się na to zgodzi.
    Dlatego ze swojej strony będę optował za hakami bezzaworowymi jak będzie jeszcze tam liga.
    Jak widać edukacja i jeszcze raz edukacja. Tylko czy PZW edukuje? Na stonie tylko info ile fileta wpuścili i reklama WW. Zero wywiązywania się ze statutu.
    Mam nadzieję że tegoroczne podwyżki pójdą na kontrole. Ha Ha HA!!!
    Tematy na kilka „:gówno-burz”.

    • Haha. Ja choć jestem w sezonie średnio z 50 razy na starorzeczu powiem tylko tyle że ostatni raz byłem kontrolowany jakieś 3 lata temu w dodatku łowiąc na spławik czyli stacjonarnie. I była to jedyna kontrola prze ostatnie lata a dodam że się nie ukrywam. A co do pana łowiącego na kanale to normalka . Wszyscy o nich wiedza i mają to w dupie. Panowie emeryci poruszają się 1 Renault Scenic kolor srebrny a nr 2 osobowe Volvo w kolorze ciemnym . Moi ulubieńcy. Łowiący tam dobrze ich kojarzą. I ze względu na tych panów będę pewnie kiedyś zmuszony wstąpić w szeregi SSR.Pozdrawiam.

      • Ja byłem zdziwiony w 2014r. Kontrolowano mnie tam aż 4 razy! Od tamtej pory – zero. Podobnie jak w latach 2010 – 2013, nikt nigdy mnie nie kontrolował, to był wg mnie szczyt łowienia tam na żywca, trupa, robaki itd…

  4. Ja powrócę do wpisu MM. Lowic lekko wędka do 5g , juz w ogóle od 2 lat nie stosuje zadzioru. Przy kleniu, pstragu okoniu jest kompletnie zbędny.

    Zaciecia są pewne, bo hak przenika o wiele łatwiej. Ryby nie spadaja w ogóle.
    Nie ranią się. Samo odhaczanie to bajka.
    Najlepiej jest z kleniem, bo jego najgorzej odhacza sie ze wszystkich ryb.

    Do tego poszedłem dalej i zacząłem uzbrajac boleniowe bezsterowki w bezzadziore kotwiczki Ownera. I elekt jest taki ze nie straciłem ani jednego bolenia i ani nie jednego klenia w holu. Do tego wyholowalem bez problemu kilka szczupaków jako przylow. Tylko 1 spad, z własnej winy.

    Przypomnijcie sobie jak to jest szarpanina jak bolen głęboko polknie uzbrojonego w 2 kotwice woblera , albo duży klen wali i polyka głęboko tylnia kotwice. Okoń polykajacy gumę ze ledwo główka wystaje.

    Ja juz o tym zapomnialem . Ryby odplywaja błyskawicznie . Żadnej zbędnej przepychanki a ryzyko ze kotwica wyląduje w Twojej dloni I sam jej stamtad nie usuniesz praktycznie żadne.

    Wiem ze odbilem troszkę od tematu starorzecza Ale uważam że na tym łowisku bazzadziorowy hak to jedyny słuszny wybór. Spady ryb na bezzadziorze to mit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *